Brudna kampania rękami kolegów

poszukiwany radny
Obywatel Targosz ma ambicje rozliczania rządzącej miastem burmistrz, ale też poważne problemy z dodawaniem (źródło: Obywatel Targosz)

Jesienią wybory, rozpoczęła się kampania. I choć liście jeszcze nie pożółkły, swąd zgnilizny podniósł się znad pól. Do gardła pierwsi rzucili się niedawni sojusznicy. Wreszcie zapachniało Polską.

Start na fotel burmistrza zapowiadam od dawna i od dawna władza nurza mnie w bagnie. Przodował w tym asystent burmistrz Wadowic – Marcin Płaszczyca. To na jego portalu Wadowice24 pisano, że jestem ćpunem, a przynajmniej homoseksualistą, którym prawdziwi Polacy powinni palić w piecu. Jednak ostatnio bagno się rozlało, objęło kolejny lokalny – Wadowiceonline, który współtworzyłem. Okazało się, że nawet moi koledzy postanowili wykąpać mnie w błocie… Zbiegło się to w czasie z ich deklaracjami poparcia dla startu na fotel burmistrza starosty Jacka Jończyka, emerytowanego pułkownika Służby Więziennej, do niedawna wiernego sojusznika Ewy Filipiak.

Czy ta wewnętrzna przemiana dokonała się po wpływem kalkulacji zysków… dla lokalnej społeczności – jak sami ogłaszają? Czy to po prostu kolejne wydanie historii zakłamania, zdrady i zwykłego draństwa, jakich wiele, przypudrowana jedynie niedbale narracją o jakiejś subtelnej politycznej rozgrywce?

W kalumniach i zakłamaniu wyróżnia się dwójka osób. Kiedyś zainspirowani moimi działaniami założyli własne blogi, zaangażowali się w sprawy lokalne. Początkowo chwalili tworzony przeze mnie ruch społeczny, nieoczekiwanie stali się rzecznikami władzy, pod niebiosa wynosząc starostę i jego świtę, spijając z jego ust informacje, komentarze, argumenty. Zapowiedź tej przemiany zawarłem już we wpisie sprzed roku, gdzie jako jedną z podstawowych słabości lokalnej polityki wskazałem ego lgnących do niej aktorów.

To wymienione tam osoby, dziś rzecznicy starosty, nie zaś środowisko Filipiak, dali sygnał do ataku. Pewnym zaskoczeniem było, po jakie sięgnęli argumenty.

Targosz, co liczyć nie umie

Zbyszek Targosz opublikował w czerwcu plakat. Na nim: samorząd to nie happening, a radny Klinowski zaginął i od 10 miesięcy nie ma go na sesjach. Czytaj: swoje obowiązki lekceważy. Pomijam, że ten samorząd i ta Rada to chyba happening nieustający, a obecność na sesjach niewiele ma wspólnego z aktywnością w samorządzie. Przyjmijmy jednak punkt wiedzenia “zatroskanego” obywatela Targosza.

protokół sesji XXV z 26 11 2013

Oto garść faktów. Ostatni raz na sesji byłem 26 listopada 2013 roku. W czerwcu upłynęło więc… 7 miesięcy od mojej ostatniej sesyjnej obecności. Jak to się dzieje, że aspirujący do miana surowego recenzenta spraw samorządowych, powołujący się często na swoje profesjonalne wyliczenia komentator, nie potrafi przeprowadzić prostego dodawania? Targosz liczyć oczywiście umie, ale kampania kłamstw rządzi się swoimi prawami. Spójrzmy więc na kolejne niedopowiedzenia.

Rada Miejska od 26 listopada zbierała się jeszcze pięciokrotnie. Na żadnej z tych sesji nie mogłem się pojawić. 18 grudnia przebywałem za granicą na stażu naukowym. 26 lutego sesję zorganizowano w godzinach moich zajęć ze studentami, podobnie kilkuminutową sesję nadzwyczajną 16 kwietnia (w sprawie obwodów do głosowania w wyborach do UE). Także sesja 30 kwietnia odbywała się w godzinach moich zajęć. 11 czerwca 2014 miałem zaś proces sądowy z Gminą Wadowice w Krakowie. Zorganizowanie w ten dzień obrad to nie był oczywiście przypadek (już wcześniej tak robiono). Oczywiście radny ma prawo do urlopu na żądanie, ale w wielu przypadkach z tego prawa skorzystać się nie da. Dlatego obrady rad miejskich organizowane są w sposób, który nie koliduje z ich zawodowymi obowiązkami. Nie w Wadowicach.

Sesje Rady Miejskiej z moim udziałem wystawiały urzędników i bezgłośnych radnych wspierających burmistrz na coraz większą śmieszność, zwłaszcza wobec podnoszonych pod ich adresem zarzutów i stawianych pytań. Przez długi czas samotnie kwestionowałem sposób zarządzania gminą, jej budżet i strategiczne decyzje burmistrz Filipiak. Znaleziono więc receptę i obrady zaczęto zwoływać tak, aby maksymalnie utrudnić w nich udział aktywnym, także zawodowo, radnym (w składzie Rady wielu jest emerytów) oraz zainteresowanym nimi mieszkańcom. Zwłaszcza, że krytycznie nastawionych radnych (Henryk Odrozek) i zainteresowanych mieszkańców zaczęło przybywać. Doszło do tego, że gdybyśmy w Gminie Wadowice mieli remizę strażacką bez prądu, wody, drogi dojazdowej, tam właśnie zbierałaby się Rada Miejska. 

W sprawie sposobu organizowania obrad Rady przez jej przewodniczącego Zdzisława Szczura, złożyłem skargę do Wojewody Małopolskiego. Skierowałem też do przewodniczącego Szczura szereg pism. Bezskutecznie. Zapowiadane z tygodniowym wyprzedzeniem sesje nadal odbywają się w godzinach pracy i w środku tygodnia, co utrudniać ma życie opozycyjnym radnym i mieszkańcom. O tym jednak bloger na usługach starosty milczy.

Pomiędzy sesjami odbywają się posiedzenia komisji. W najważniejszych z nich udaje mi się uczestniczyć. Każdy może ocenić stopień mojego zaangażowania w prace komisji oglądając umieszczane przeze mnie z nich nagrania. Widać na nich, że na ogół radni w żadnej sprawie i o żadnej opiniowanej uchwale nie mają nic konstruktywnego do powiedzenia.

Radny zobowiązany jest należeć do przynajmniej dwóch komisji Rady. Ja należę do trzech najważniejszych komisji. Ilu jest takich radnych? Czy to też dowód lekceważenia mandatu radnego?

Co zrobiłem, żeby być na sesjach?

Rada Miejska Wadowic i jej komisje posiadają jedynie ramowy plan pracy. W planie tym próżno szukać dat kolejnych spotkań. Sesje zwoływane są ad hoc, z 7 dniowym wyprzedzeniem. To raczej praktyka niespotykana w innych gminach. Jako jedyny radny co roku więc ponawiam wnioski o ujęcie w planie pracy Rady dat i godzin komisji oraz sesji na cały rok z góry. Wówczas nie byłoby problemu z udziałem w obradach, tak też funkcjonują inne gminy. Jako jedyny radny apelowałem też o częstsze, przynajmniej raz w miesiącu, obrady Rady Miejskiej.

Czy tak postępuje ktoś, kto nie chce w pracach Rady uczestniczyć? O skardze do Wojewody na utrudnianie przez przewodniczącego Zdzisława Szczura udziału w sesjach radnym i mieszkańcom już pisałem.

Na marginesie, każda nieobecność na obradach i komisjach jest odejmowana od diety. Jestem radnym pobierającym najniższą dietę, przykładowo w grudniu 2013 roku było to 0 zł.

Jak wynika z powyższego, absencja na sesjach Rady Miejskiej jest raczej efektem tego, że sumiennie pełniłem swoją funkcję kontrolną, nie zaś dowodem lekceważenia mandatu. Zresztą, trudno na serio zarzucać mi brak chęci do pracy, skoro niemal cały swój czas wolny poświęcam Gminie Wadowice: spotykam się z mieszkańcami, prowadzę dla nich biuro, udzielam porad w różnych sprawach. W tym roku odwiedziłem niemal wszystkie zebrania wiejskie. Który radny tak zrobił? O relacjonowaniu obrad, demonstracjach i referendach nie wspominam.

Wiedzą oczywiście o tym wszyscy zainteresowani, a już zwłaszcza “zatroskany” Targosz.

Wspólny Dom Jończyka i Filipiak

Od pewnego czasu neofici starosty uparcie twierdzą, że stworzyłem z burmistrz wspólny front ataku na “najpoważniejszego kandydata”, czyli starostę właśnie. Twierdzą to pomimo, że burmistrz i jej ludzie ciągają mnie po sądach. To jednak zwolennicy Filipiak i Jończyka grają do jednej bramki.

„Na sesji rady po raz kolejny zabrakło radnego Mateusza Klinowskiego. Samorządowiec, który zapowiedział już start w jesiennych wyborach na burmistrza, w ostatnich miesiącach wykazuje się bardzo dużą nieobecnością podczas prac Rady Miejskiej. Dla części wyborców może być to sygnał, że radny Klinowski to kiepski kandydat, by reprezentować ich interesy. Mateusz Klinowski nie ma ostatnio dobrego czasu. Bardziej angażuje się w sprawy publiczne w Krakowie, czy też… w Tychach niż w Wadowicach.” – pisze Marcin Płaszczyca, asystent burmistrz Wadowic. Dokładnie to samo, niemal tymi samymi słowami głosi od miesięcy Zbigniew Targosz.

Moja kandydatura nie jest na rękę nikomu z rządzących. Nic więc dziwnego, że jedni i drudzy sięgają do tego samego repertuaru zarzutów i haków. Dziwi jedynie gorliwość ataków ze strony niedawnych kolegów, w towarzystwie bluzgów i haniebnych insynuacji.

Próba podważania mojej pracy i kilku lat zaangażowania, dokonywana z pominięciem zasad dodawania, w mniejszym stopniu jest dowodem na to, jak cienka jest granicą pomiędzy zakłamaniem a przyzwoitością, jak łatwo w polityce ją przekroczyć. Przede wszystkim, kierunek ataku i jego natężenie pokazują, kto jest największym zagrożeniem dla próbującego zdobyć fotel burmistrza starosty i dla burmistrz walczącej o kolejną reelekcję.

Jacek Jończyk mógł przyczynić się do tego, aby skutecznie usunąć Ewę Filipiak ze stołka, mógł wziąć udział w demokratycznej zmianie władzy. Wybrał jednak złych doradców, kompromitujących go sojuszników i metody kampanii. Zamiast walczyć z Filipiak i jej watahą, uderzył w jedynego kandydata spoza miejscowych układów. Dlaczego? Odpowiedź nasuwa się sama.

I jest chyba wystarczającą dla starosty anty-rekomendacją.

PS. Byłbym zapomniał. 1 września mam kolejną rozprawę z Janem Frączkiem, właścicielem restauracji Ogrodowa. Termin następnej sesji wydaje się zaklepany. Zatroskany o los gminy Zbigniew dostanie więc swoją drugą szansę. Może tym razem poprawnie wykona dodawanie.

11 thoughts on “Brudna kampania rękami kolegów

  1. Praktyczne na co dzień pracuję w Holandii, ale sprawy rodzinnego miasta są mi bliskie. Niestety nie zgadzam się z Panem w sprawie prowadzenia takiej polityki. Nie jest mozliwe, żeby obywatelscy blogerzy nagle stanęli przeciw Panu bez powodu. Sądzę, że tym powodem jest Pan osobiście. Ostatnie sprawy Pańskiego szarpania się ze starostą dobitnie pokazują, że nawet we własnym gronie jest Pan pewną formą autorytarnego władcy.

    1. Jeżeli matematyka w wydaniu blogerów już nie-obywatelskich, jak Pan pisze, bo pracujących dla starosty, nie jest dla Pana argumentem, to niestety nic Pana nie przekona. Powód zdrady dawnych kolegów i ich nagonki jest powszechnie znany – wspierają urzędowego kandydata. Nie jest nim bynajmniej bycie “autorytarnym władcą”. Rozumiem też, że nie odnosi się Pan do sprawy nieudzielenia głosu przez starostę (jawna kpina z demokracji i kopia zachowań Ewy Filipiak), ale rzekomej uzurpacji, jakiej miałem się dopuścić zabierając głos w imieniu dwóch stowarzyszeń. Mam rację?

      Proszę nie czytać propagandy urzędowych “blogerów” tylko poczekać na publikację oświadczenia stowarzyszenia Teraz Andrychów na temat ogłoszonych przez nich sensacji. Wówczas być może zmieni Pan zdanie, widząc, jak Pana zmanipulowano.

  2. Mateuszu Klinowski.

    Jesteś przedstawicielem gminnej władzy. Ja jestem mieszkańcem. Nie zapominaj o tym. To Ty powinieneś być odpowiedzialny i stanowić dobry wzór dla innych. To Ty masz się ze swoich obowiązków wywiązywać. Ja mam prawo ocenić jak to robisz. Zapomnialeś że ocenialem Cię dobrze gdy na sesję jeszcze chodziłeś ? Przez ostatnie 10 o sorry 8 miesięcy w mojej ocenie z nich się nie wywiązujesz.

    Czy naprawdę uważasz że znalazłeś uzasadnienie do nieobecności na 5 kolejnych sesjach Rady Miasta na której to zgodnie ze statutowym i moralnym obowiązkiem być powinieneś ?

    Czy naprawdę warto było pisać tak obszerny tekst by udowadniać że 7 to nie 10 ? Takie to ma wielkie znaczenie ? Sorry ale to jest jakaś kpina. Żałosna.

    Tyle z Ciebie zostało ?

    Miałeś rozbić wadowicki układ, a zwykłego mieszkańca potepiasz za jego prawo do oceny gminnego radnego ?

    Przejrzyj się uważnie raz jeszcze i zobacz w tym moim plakacie to czego symbolem byłeś dawniej. Ten plakat powinien Ci to przypomnieć. Wolisz jednak robić wyjątki. Dla siebie. Dla władzy….

    Wybacz, ale nie potrafię w Tobie dostrzec kandydata do odpowiedzialnej funkcji samorządowej. Żadnej. Widzę chłopca z doktoratem, który wyjada tylko chleb bez skórki. Może choć ten symbol zrozumiesz.

  3. Biedne te Wadowice. Pracuję za granicą, ale i mnie sprawy Wadowic są bliskie. Miałam nadzieję, że teraz, nareszcie, coś się zmieni. Wszystko wskazuje na to, że nie. Panie Mateuszu, pozdrowienia i powodzenia.

  4. Wadowice są biedne trochę na własne życzenie. Przecież ludzie od lat wybierają to samo i nie skorzystali z szansy powiedzenie NIE w referendum. NA SZCZĘŚCIE przy Mateuszu pozostała masa wartościowych osób i to jest pozytywne! Akcje śmieciowe, dziesiątki nagrań dostępnych w internecie (zaangażowanie wielu ludzi ze środowiska Mateusza), manifestacje, wystąpienia w TV w dyskusji z Kotarbą, ukazanie wielu patologicznych zachowań w lokalnych władzach. Odwaga i determinacja. Prawdziwa i fizycznie namacalna działalność (również w postaci licznych procesów sądowych). To znacznie więcej niż codzienne logowanie się do swoich blogów i tworzenie kolejnych esejów.

    1. Nie tylko logowanie do blogów, powstała już pierwsza ścieżka wydeptywana dzień w dzień do starostwa, ścieżka do władzy.

  5. A na blogu Jacka cenzura na całego, poprawność polityczna jak w Korei.

  6. Mateusz bardzo celnie to ująłeś.
    Mateusz Klinowski napisał: – “To na jego portalu Wadowice24 pisano, że jestem ćpunem, a przynajmniej homoseksualistą, którym prawdziwi Polacy powinni palić w piecu. Jednak ostatnio bagno się rozlało, objęło kolejny lokalny – Wadowiceonline, który współtworzyłem. Okazało się, że nawet moi koledzy postanowili wykąpać mnie w błocie… Zbiegło się to w czasie z ich deklaracjami poparcia dla startu na fotel burmistrza starosty Jacka Jończyka, emerytowanego pułkownika Służby Więziennej…”

  7. no cóż , życzę powodzenia . w końcu jestem po tej samej , “czerwonej’ stronie politycznej .

    p.s. “różowa lewica” z krytyką polityczną na czele to cyrk , nic więcej . już o digart.pl nie wspominając . i nie warto udowadniac idiotom/idiotkom , że nie jest sie wielbłądem .

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *