Dobra osobiste w cenach rynkowych, czyli znów do sądu

Akt oskarżenia przeciwko mnie goni akt oskarżenia, pozew goni pozew, przesłuchanie nadchodzi za przesłuchaniem. A przecież w demokracji prawo do krytyki staje się zasadą naczelną. Totalitaryzm prawa tego odmawia, a organy państwa służą wymuszeniu posłuchu, także w sferze słowa. Totalitarne społeczeństwo to społeczeństwo aprobujących odruchów stadnych, a to właśnie dlatego, że głosy odrębne nie mają prawa się pojawić. Stąd możliwość ekscesów, z masowymi zabójstwami włącznie.

Na gruncie ustroju demokratycznego zanik głosów nieaprobujących związany jest z tzw. efektem mrożącym, o którym mówi się w Polsce jedynie chyba za sprawą orzeczeń Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Przepisy prawa i to, w jaki sposób stosują je sądy, wiążą z aktem krytyki odpowiedzialność, choćby w postaci niebezpieczeństwa wszczęcia postępowania sądowego – o zniesławienie (droga karna) czy o naruszenie dóbr osobistych. Pisałem wcześniej, przy okazji jednego z moich procesów, że każde postępowanie sądowe stanowi dotkliwą represję dla działacza społecznego – zmusza go do zajęcia się organizacją obrony, tym samym wybijając z rytmu normalnych działań, oznacza także koszty, i to nawet w przypadku tzw. wygranej. Cóż lepszego dla władzy, niż trzymać ich krytyków w sądach, pozywać i oskarżać na podstawie bzdurnych zarzutów, zmyślonych krzywd? Pozwy i akty oskarżenia nie kosztują dużo, na prawników władzy zrzucamy się wszyscy.

Niestety, krajowe tuzy prawa w postaci utytułowanych profesorów uporczywie wspierają wadliwe rozwiązania, których często są zresztą autorami  (vide Andrzej Zoll). Sądy zaś z ochotą przyjmują na siebie ciężar prowadzenia postępowań z inicjatywy władzy, wydając często wyroki urągające racjonalności i konstytucyjnym standardom. Mechanizm nakładania kagańca jest prosty i widoczny na moim przykładzie.

Wszystkie moje procesy

Za krytykę postępowania lokalnych polityków, nie cofających się przed szantażami, groźbami, obelgami czy rękoczynami, kilkukrotnie zostałem pozwany do sądu – z zarzutem zniesławienia (art. 212 Kodeksu karnego) czy w tzw. „trybie wyborczym”. Kilka spraw wygrałem, kilka przegrałem. Ostatnio uniewinnieniem zakończyła się sprawa „Statywa”, czyli próba skazania mnie w procesie karnym przez urzędnika UM Wadowice i wiceszefa lokalnej struktury PO, który przyłapany został na zakłócaniu ciszy wyborczej w czasie referendum lokalnego w Kalwarii Zebrzydowskiej. Przyłapany domagał się ukarania mnie, bo ośmieliłem się o jego wyczynach wspomnieć w komentarzu na lokalnym portalu. W międzyczasie odbyło się referendum w Wadowicach, gdzie Statyw też grasował po nocy. Czemu więc służyć miało to postępowanie, zakrawające na kpinę z wymiaru sprawiedliwości? Obronie dobrego imienia niesłusznie pomówionego urzędnika i lokalnego polityka? Czy nałożeniu kagańca?

W demokratycznym państwie do żadnej z moich spraw sądowych w ogóle nie powinno dojść. W demokracji sądowa błazenada wszczynana przez lokalnych polityków nie przeszłaby. Sędziowie jednak z dziwnym spokojem godzą się na załatwianie politycznych porachunków własnymi rękami. Być może na wyjaśnienie tej zastanawiającej tendencji nieco światła rzuca również nagłośniony przeze mnie przypadek zatrudnienia syna długoletniej prezes miejscowego sądu przez burmistrz Wadowic. O sprawie jeszcze napiszę, bo miała ona swój nieciekawy koniec w Krajowej Radzie Sądownictwa. Syn jest adwokatem, a mama kieruje wydziałem karnym sądu, gdzie toczyła się sprawa, w której burmistrz była oskarżoną. Syn bronił, a jednocześnie pracował za wielokrotność stawki rynkowej w urzędzie. Proces przemienił się więc, jak łatwo się domyślić, w farsę. Apelację od wyroku rozpatrzy sąd okręgowy, którym z kolei kieruje ojciec adwokata. Państwo prawa czy układów?

Dziś adwokat Bartosz Almert, bo o tą rodzinę tu chodzi, pozywa mnie w imieniu burmistrz Ewy Filipiak. Wkrótce napiszę o tym więcej, ale w skrócie: burmistrz poczuła się zniesławiona faktem, że Ministrowi Sprawiedliwości zakomunikowałem, iż zebrałem “dowody na korupcję burmistrz” i przekazałem je miejscowej prokuraturze, której pracę oceniam w tej sprawie (i wielu innych) źle. Jak widzicie, zbierać dowody na przestępstwa urzędników należy po cichu, a już na pewno nie mówić o tym Ministrowi Sprawiedliwości. Filipiak żąda ukarania mnie za przestępstwo i zaledwie 15 tys. zł nawiązki na stowarzyszenie jej koleżanki – wiceprzewodniczącej Rady Miejskiej.

Restauracja Ogrodowa w Wadowicach na placu budowy

Mniej więcej w tym samym czasie pozwał mnie również biznesowy partner gminy – Jan Frączek, stojący wraz z żoną i szwagrem za firmą JAF Inwestycje sp. z o.o. Piszę „partner biznesowy”, bowiem pomiędzy Janem Frączkiem i gminą Wadowice zachodzi szereg finansowych powiązań. Nie wszystkie one są szerzej już znane opinii publicznej, ale jedna z pewnością została dość dobrze nagłośniona.

Wraz z członkami stowarzyszenia Inicjatywa Wolne Wadowice zebrałem bowiem i przekazałem CBA mocne dowody wskazujące na nadużycie funkcji na szkodę interesu publicznego, nadużycie zaufania i wyrządzenie szkody majątkowej znacznych rozmiarów. Wszystko to miało wskazywać na korupcyjne praktyki burmistrz Ewy Filipiak. Szczegóły zawiadomienia znaleźć można w tekście: Burmistrz Wadowic skorumpowana?

Burmistrz wydzierżawiła żonie Jana Frączka gminną działkę z przeznaczeniem na parking. Dzierżawa odbyła się w formie przetargu, ale de facto jedynym podmiotem, który mógł w nim brać udział była… żona Jana Frączka. W ten sposób uzyskano zadziwiającą cenę dzierżawy: ok. 162 zł / miesiąc. Dla porównania, ceny dzierżawy innych gminnych działek z przeznaczeniem na parking mieszczą się w granicach od 6 do 40 tys. zł / miesiąc. Następnie Ewa Filipiak wydzierżawiła parking po tej samej cenie, już bez przetargu, firmie JAF Inwestycje, która dzierżawi parking do dzisiaj. Cena dzierżawy stopniowo wzrastała – do ok. 1.5 tys. zł. To nadal rażąco odbiega od cen rynkowych. Obliczyliśmy w stowarzyszeniu, że na interesach z rodziną Frączków gmina straciła do września 2012 roku około 1.4 mln zł. 

Niestety, wbrew powszechnemu przekonaniu CBA nie jest instytucją mającą środki na zwalczanie korupcji w Polsce. Brakuje im przede wszystkim doświadczonych i zdeterminowanych funkcjonariuszy. Sprawę bez rozpoznania, w ramach “spychologii” przekazano więc do Prokuratury Rejonowej w Wadowicach, która dość sprawnie ją… umorzyła. W śledztwie popełniono rażące błędy – np. intratny parking przy ul. Wojtyłów uznano za „plac budowy bez drogi dojazdowej od ul. Sienkiewicza” (więcej o tym można przeczytać tutaj). W ten sposób sprawie ukręcono łeb, zwłaszcza, że prokurator wydająca decyzję odmówiła przyjęcia zażalenia na swoją decyzję uznając, że jedynym pokrzywdzonym w sprawie jest… burmistrz Wadowic, która reprezentuje gminę. Sąd Rejonowy w Wadowicach potwierdził prawidłowość tej decyzji, zaznaczając jednak, że ma ona niewiele wspólnego z poczuciem sprawiedliwości. W ten sposób prawidłowość podjętej przez prokuraturę decyzji nie została nawet zbadana przez sąd.

To sprostowanie stanowi rzekome naruszenie dóbr osobistych spółki JAF Inwestycje

Pozwany za krytykę… działań prokuratury?

Sprawę opisałem w polemice z nierzetelnym tekstem zamieszczonym w Kronice Beskidzkiej dotyczącym tej sprawy, a polemika ta stała się właśnie podstawą pozwu, jaki o ochronę dóbr osobistych skierował do Sądu Okręgowego w Krakowie pełnomocnik spółki JAF Inwestycje. Pełnomocnik działający na zlecenie Jana Frączka w krytyce postępowania prokuratury oraz burmistrz dojrzał… naruszenie dóbr osobistych spółki. To pokazuje mechanizm zakładania kagańca na debatę w Polsce – generowane są wyssane z palca zarzuty z wykorzystaniem dwóch tłumiących demokrację przepisów dotyczących naruszenia dóbr osobistych bądź zniesławienia. Sąd zarzutów tych nie sprawdza z urzędu, nie ocenia zasadności podsyłanych mu bzdur. Przyjmuje pozew i toczy się proces.

Frączek ustami swego pełnomocnika zarzuca mi, że naruszając dobra osobiste spółki JAF spowodowałem spadek obrotów restauracji. Naruszenie miało polegać na podaniu nieprawdziwej informacji o dzierżawie gminnej działki po cenach odbiegających od rynkowych oraz nieprawidłowościach w sprzedaży alkoholu w restauracji Ogrodowa. Jak łatwo się przekonać czytając zamieszczone tu sprostowanie, o jakichś nieprawidłowościach w sprzedaży alkoholu w restauracji w ogóle nie wspominałem. Nierynkowość cen dzierżawy nie ulega zaś chyba żadnej wątpliwości.

Frączek spadek obrotu restauracji zamierza wykazać… nie, nie dokumentami księgowymi. Zaświadczą o tym świadkowie – pracownicy UM Wadowice, ze składającym fałszywe zeznania w sądach Stanisławem Kotarbą na czele. Będzie też „obiektywny dziennikarz” – asystent burmistrz Ewy Filipiak Marcin Płaszczyca. Płaszczyca to stały gość w Ogrodowej, gdzie je i pije za darmo biesiadując z Frączkiem. Na swoim gadzinowym portalu Wadowice24 pisze co prawda o „tłumach na Ogrodowej”, ale zeznawać ma m.in. o tym, że tłumów nie ma. “Dziennikarz” będzie też zaświadczał o tym, jak bardzo źle wypowiadam się o Frączkach “w kuluarach”. Skąd to wie, skoro nie ma ze mną żadnego kontaktu? Płaszczyca i inni urzędnicy mają też dowodzić, że żadnych nieprawidłowości w restauracji nie ma. Są źródłem wiedzy, bo sami w tej restauracji przesiadują.

Czy już na pierwszy rzut oka postępowanie to nie wydaje się kolejną próbą represjonowania osób, które ośmielają się opisywać ciemne interesy miejscowej władzy i podejrzanych biznesmenów? Swoją drogą, „papieski samorząd” Wadowic dobrał sobie naprawdę ciekawe towarzystwo. Wszyscy doskonale tu do siebie pasują, czyż nie?

Różne sprawki na Ogrodowej

Po skierowaniu przeze mnie zawiadomienia do CBA na jaw (jaf?) wychodziły kolejne fakty dotyczące kwitnącego w centrum Wadowic biznesu. Mianowicie, restauracja Ogrodowa nie została w znacznej części formalnie oddana do użytku. Co ciekawe, Jan Frączek w pozwie nie podważa, że serwował przez lata pizzę z pieca na placu budowy. Placem budowy był też parking, działający na gminnej działce również od lat. Mimo tego, że “wizytówka Wadowic”, jak Frączek określa w pozwie swoją drewnianą budę, nie była odebrana i stanowiła formalnie plac budowy, uzyskała pozwolenie na sprzedaż i podawanie alkoholu. Jak to możliwe? Oczywiście nie każdy w Wadowicach może liczyć na taką przychylność burmistrz. W tej sprawie toczy się więc kolejne śledztwo – znów przeciwko burmistrz Ewie Filipiak.

Kolejne postępowanie, tym razem nadzoru budowlanego, toczy się w sprawie użytkowania nieruchomości bez pozwoleń. Frączkowi grozi wysoka kara pieniężna. Przy okazji wyszło, że burmistrz Wadowic zamawiała w restauracji liczne usługi. Faktury wystawiane UM Wadowice opiewały na dziesiątki tysięcy złotych. Do tego gminny ośrodek kultury WCK Wadowice organizował w restauracji, a raczej na placu budowy, cykl letnich koncertów. Z promocji korzystał Frączek, który jednak twierdzi, że na skutek moich wypowiedzi o niskich cenach dzierżawy jego nieodebraną restaurację omija się szerokim łukiem.

Frączek żąda publikacji przeprosin oraz 20 tys. zł nawiązki na stowarzyszenie prowadzone przez rodzinę Starosty Powiatowego oraz 20 tys. zł odszkodowania dla siebie. Koszt przegranej może sięgnąć 50 tys. zł, czyli więcej, niż wynoszą moje roczne zarobki.

Uczciwy biznesmen, szanowana rodzina?

Jednocześnie rodzina Frączków złożyła fałszywe zawiadomienie o przestępstwie, jakiego miałem się dopuścić. Zgodnie zeznali, że wraz z innymi członkami stowarzyszenia Inicjatywa Wolne Wadowice mieliśmy Frączka szantażować i mu grozić. Sprawa została już prawomocnie zamknięta, bo w całości została wyssana z palca. Niebawem i o niej napiszę więcej. Frączek groził nam też w czasie rozmowy, której nagranie posiadam. Rozmowę niebawem opublikujemy. Czy tak postępuje uczciwy biznesmen? Zostawiam ocenie czytelników.

Czy Frączek działa w porozumieniu z Ewą Filipiak, dzięki której decyzjom zarobił setki tysięcy, jeżeli nie miliony złotych? Bartosz Almert i pełnomocnik Frączka w swoich pismach procesowych podnoszą te same okoliczności. W sprawie Frączka niemal wszyscy świadkowie mający zeznawać na jego korzyść to urzędnicy UM Wadowice, najbliżsi, zaufani ludzie burmistrz Ewy Filipiak. Bez związku?

Uczciwy biznesmen i uczciwa burmistrz Wadowic postanowili więc razem dochodzić swojej czci. W środę najbliższą szykuje się ciekawy proces, kolejny przyczynek do stanu demokracji w Polsce. Tym ciekawszy, że orzeka w nim sędzia Wojciech Żukowski, rzetelny rzemieślnik, który jednak wcześniejszymi swoimi orzeczeniami udowodnił, że pojęcia demokracji nie rozumie. To jednak do niego trafiają sprawy wytaczane przez ludzi władzy przeciwko lokalnym działaczom i społecznikom.

Termin rozprawy: Sąd Okręgowy w Krakowie, Wydział I Cywilny, 16 kwietnia, godzina 10:00, sala K-412.

6 thoughts on “Dobra osobiste w cenach rynkowych, czyli znów do sądu

  1. Do kraju gdzie można przetrzymywać człowieka – bez wyroku – w areszcie TYMCZASOWYM 12 lat…
    Do kraju gdzie podejrzany o czyn, za który maksymalny wyrok wynosi 8 lat siedzi w areszcie TYMCZASOWYM 9 rok…
    Do kraju gdzie dzień przed wyjściem z 25 letniej odsiadki strażnicy znajdują w celi “dowody” na nowe przestępstwo…
    Do kraju gdzie profesor prawa pochwala podrzucanie dowodów… Nie tęskno mi, Panie!

  2. A nie sądzi Pan Doktorze, że Polsce w obliczu patologii o takiej skali oraz fatalnej jakości demokracji potrzebna jest jakaś forma oświeconej dyktatury? Kogoś w rodzaju Putina, który rozpędzi lokalne układy i zapobiegnie takim chorym sytuacjom jak przez Pana opisywane. Oczywiście nie jest to sprawiedliwy model ustrojowy, ale czyż nie lepszy od pozornej lokalnej demokracji, w której obywatel nie ma na nic wpływu i nikt się z nim nie liczy? Gdy się bliżej spojrzy na polską historię, to okaże się, że nam demokracja nigdy nie wychodziła, zawsze przeradzała się w ustrój, w którym przywileje i wolności mieli tylko nieliczni. Więc może lepiej demokracja a la russe? Ja tak uważam, chociaż wiem jaki jest u nas stosunek do putinowskich standardów.

    1. W warunkach rosyjskich taki Mateusz Klinowski mógłby skończyć jak Magnitski. Natomiast Ewa mogłaby być 100 razy bogtsza i nikt nie odważyłby się napisać skąd ma te kosztowności.

    2. Widzę to trochę inaczej jednak. Obecnie mamy właśnie standardy Białoruskie (z zabójstwami działaczy społecznych – Jola Brzeska i odsiadkami innych) i powinniśmy zrobić wszystko, aby zwiększyć ilość demokracji, a nie ją likwidować. Receptą na obecne mafijne układy w samorządach i wszędzie indziej jest wprowadzenie prawdziwej demokracji, wybieralności ludzi na stanowiska spośród szerokiego kręgu, a nie jedynie nominatów partyjnych, z łatwością kandydowania, odwołania ze stanowiska, ograniczeniem liczby kadencji. To dotyczy wszystkich stanowisk publicznych – również szefów prokuratur czy sądów, którzy powinni odpowiadać za jakość świadczonej pracy i działać w imieniu wyborców, a nie lokalnych sitw i kolegów stojących wyżej w hierarchii feudalnych zależności.

    3. Putin nie rozpędza lokalnych układów, on jest uosobieniem układów i rządów oligarchii… jego rządząca klika uwłaszczyła się na krajowej gospodarce i rządzi sobie bez jakiejkolwiek kontroli społecznej, a dla mas ważne jedynie żeby wódki nie zabrakło a rządowa telewizja nie przestała nadawać prześnej rozrywki. Kto protestuje przeciw oligarchom ten jest przykładnie wykańczany

  3. Zgadzam sie z panem Klinowskim. Demokracje sie buduje przez tworzenie i respektowanie demokratycznych instytucji and mechanizmow krytykowania i reagowania na krytyke.

    Wiele ciekawych przypadkow opisal pan powyzej. Jeden szczegolnie mnie interesuje. W unii europejskiej jest rygorystyczny regulamin przetargow i ustalenie tak daleko idacych niedociagniec powinno byz bardzo latwe do zdokumentowania i osadzenia. Ja na co dzien pracuje w przetargach europejskich i kontraktach i jestem zdziwiona ze te przepisy nie sa w Polsce przestrzegane.

    Jesli chodzi o inne komentarze, Polska byla pierwszym demokratycznym krajem w Europie. Nie udala sie nam ta demokracja wtedy ale czas zapomniec o porazkach i przec do przodu . Moim skromnym zdaniem pan Klinowski wlasnie to robi i potrzebuje wsparcia.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *