MATEUSZ KLINOWSKI

mk-background
Lewa strona prawa Polityka Polska Nałka

Warunek niekaralności, czyli naukowcy na krótkiej smyczy

Warunek niekaralności, czyli naukowcy na krótkiej smyczy

Do Sejmu trafiła petycja Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Inicjatywa Pracownicza, której celem jest wykreślenie z ustawy o szkolnictwie wyższym i nauce absolutnego warunku niekaralności nauczyciela akademickiego. Warunek ten w obecnych realiach politycznych w praktyce oznacza podporządkowanie polskiej nauki politykom.

A dokładniej: politykom polskiej prawicy, którzy przecież otwarcie deklarują intencję ścisłego kontrolowania dyskursu naukowego – vide przypadek nominacji profesorskiej dla Michała Bilewicza (przypadek Waltera Żelaznego można interpretować raczej jako osobistą zemstę).

Reforma nauki za czasów rządów PiS, firmowana nazwiskiem Jarosława Gowina, w cieniu wielu nieprzemyślanych, choć zapowiadanych jako rewolucyjne przepisów, mających rzekomo zapewnić konkurencyjność i światowość polskiej nauki (o absurdach tych pomysłów też wielokrotnie na tym blogu pisałem) po cichu wprowadziła przeoczoną przez środowisko, a naprawdę rewolucyjną zmianę: możliwość wyrzucania na zbity pysk z uniwersytetów tych, którzy podpadli władzy.

Odpowiada za to niewinnie brzmiący przepis, który znalazł się w ustawie o szkolnictwie wyższym i nauce, a który zastąpił wcześniej obowiązujące rozwiązania. Mowa w nim, że członkiem rady uczelni (twór zajmujący się głównie wyborem rektora i ustalaniem jego pensji), nie może być osoba skazana za umyślne popełnienie przestępstwa, w tym przestępstwa skarbowego (art. 20 ust. 1 pkt 3). I to byłoby jeszcze do akceptacji, ale w kolejnych rozdziałach ustawy przepis ten został rozciągnięty na wszystkich nauczycieli akademickich (art. 113)! 

W takim przypadku umowa z nauczycielem akademickim po prostu wygasa (art. 124), a ustawa nawet nie precyzuje, z jaką chwilą to się dzieje. W istocie dopiero sądy próbują to interpretować w różnych sprawach (moja sprawa była jedną z nich), gdyż taki zapis jest wprost sprzeczny z wieloma przepisami prawa pracy.

Przepisy wcześniejszej ustawy regulującej polską naukę przewidywały wygaśnięcie stosunku pracy jedynie w wąskim zakresie przypadków, tj. w przypadku utraty praw publicznych, orzeczenia odpowiedniego środka karnego, odbywania kary pozbawienia wolności, ograniczenia wolności (to ostatnie akurat wydaje się też przesadą), lub nieobecności w pracy z powodu tymczasowego aresztowania (ale tu dopiero powyżej trzech miesięcy). Natomiast samo skazanie za przestępstwo umyślne nie prowadziło do automatycznej utraty pracy. Ustawa ewentualne rozwiązanie stosunku pracy pozostawiała ocenie rektora, który po prostu mógł rozwiązać stosunek pracy w przewidzianym Kodeksem pracy trybie, tj. bez zachowania okresu wypowiedzenia (art. 126 pkt 4 ustawy z dnia 27 lipca 2005 r. – Prawo o szkolnictwie wyższym).

W 2022 roku ukazał się drukiem mój artykuł, w którym twierdziłem, że jednym z celów reformy Gowina było podporządkowanie prawicy kolejnego wpływowego środowiska stanowiącego przeszkodę w budowie autorytarnych rządów: środowiska nauki. Przewidywałem, że bardziej krnąbrni badacze w jej wyniku będą po prostu tracić pracę. Można zaryzykować, że przepowiedziałem własną śmierć, na szczęście póki co jedynie cywilną. 

W pierwotnym projekcie ustawy Gowina na etapie prac sejmowych pojawił się nawet zapis, że samo wniesienie aktu oskarżenia do sądu będzie oznaczało usunięcie z uniwersytetu. Skład osobowy polskich uniwersytetów kształtowany byłby więc w praktyce przez prokuratora generalnego – wtedy Zbigniewa Ziobro. Ostatecznie zdecydowano się na rozwiązanie pozornie nieco mniej radykalne, w którym dopiero prawomocne skazanie kończy karierę nauczyciela akademickiego.

Dla kontekstu dodam, że przeciwko mnie prowadzono już kilkanaście postępowań karnych i wniesiono co najmniej sześć aktów oskarżenia. Wygląda więc na to, że gdyby reforma Gowina weszła w życie w pierwotnie projektowanym kształcie, pracę straciłbym już kilkukrotnie. 

Obowiązujące rozwiązania wciąż jednak są bardzo radykalną ingerencją w szereg praw i wolności, nie tylko typowo akademickich. Mówimy przecież o utracie pracy bez wypowiedzenia, które może mieć miejsce w bardzo szerokim zakresie przypadków – również przestępstw ściganych z oskarżenia prywatnego oraz przestępstw skarbowych. To naprawdę pozostawia ogromne pole do popisu organom państwa i dziwię się, że w środowisku akademickim jest tak nikła świadomość tego faktu.

Zwalnianemu pracownikowi nie przysługują też właściwie żadne gwarancje znane z prawa pracy, a on sam staje się gorącym kartoflem przerzucanym w obrębie uniwersyteckiej administracji. Z przepisów prawa nie wynika nawet  jednoznacznie, kiedy umowa na skutek skazania się kończy. 

Nie muszę chyba dodawać, że odium wyrzucenia z pracy i skazania skutecznie uniemożliwia znalezienie nowej pracy, niezależnie od posiadanych publikacji, grantów i dokonań. Na własnym przykładzie widzę, że instytucja zatarcia skazania nie ma żadnego wpływu na możliwość odzyskania pracy ani znalezienia kolejnej. Banicja z zawodu w praktyce w większości wypadków będzie dożywotnia.

Oczywiście można próbować argumentować, że wystarczy nie popełniać przestępstw. Problem w tym, że tak niestety to nie działa. W Polsce stworzono system, w którym politycy jednej partii, za pomocą wybranych sędziów zawdzięczających im karierę, są w stanie zapewnić sobie skazanie określonej osoby. W państwach autorytarnych właśnie do tego służy wymiar sprawiedliwości: do eliminowania z życia publicznego osób niewygodnych i zagrażających układowi władzy. 

Obowiązujące obecnie przepisy gwarantują więc występowanie efektu mrożącego. Pracownicy uniwersytetów już dzisiaj niechętnie zabierają głos w sprawach, w których prawicowi działacze czy politycy mają zdanie odrębne i oczekują braku sprzeciwu. Pamiętajmy, że termin „efekt mrożący” (z ang. chilling effect) pojawia się zarówno w orzecznictwie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, jak i w różnych gałęziach prawa europejskiego, stanowiąc ważną okoliczność w ocenie obowiązującego prawa. Jego pojawienie się jest zatem poważnym argumentem przeciwko warunkowi niekaralności nauczyciela akademickiego – argumentem o charakterze czysto prawnym. Ale warto pamiętać, że są również kolejne. Ustanie z mocy prawa stosunku pracy nauczyciela akademickiego na skutek popełnienia przestępstwa wprost łamie szereg gwarancji pracowniczych, a przy tym ma wiele innych społecznie szkodliwych następstw. Przejdę teraz do ich krótkiego omówienia.

Po pierwsze, trudno mi zrozumieć powody, dla których warunek niekaralności nie miałby obejmować wyłącznie tych przestępstw, które rzeczywiście rzutują na pracę nauczyciela akademickiego. Z polskich uniwersytetów powinniśmy eliminować naciągaczy, oszustów, gwałcicieli, mobberów, ale czy również kogoś, kto posiadał narkotyki na własny użytek, pomówił kogoś bez związku z pracą, spowodował wypadek drogowy albo źle złożył zeznanie podatkowe? Może warto, aby katalog przestępstw dozwolonych i niedozwolonych w kontekście uprawiania nauki został dokładnie określony? Albo po prostu oddać sprawę w ręce sądownictwa zawodowego. 

Oczywiście w tym miejscu słyszymy zwykle argument, że niekaralność służy zachowaniu wysokich standardów w zawodzie. Tyle że to nieprawda. Standardy w polskiej nauce są, jakie są. Warunek zupełnej niekaralności w żaden sposób na nie nie wpływa. A do tego od zachowania wysokich standardów nie jest ślepy automatyzm, ale… odpowiedzialność dyscyplinarna związana z tym uregulowanym przecież zawodem, jakim jest nauczyciel akademicki. 

No właśnie, nauczyciel akademicki to bardzo specyficzny zawód. Jeżeli ktoś dostaje z mocy prawa zakaz wykonywania tego zawodu, to jaki zawód ma wykonywać? Zwłaszcza jeżeli jest kierownikiem grantów badawczych, które musi doprowadzić do końca i rozliczyć? Nie każdy wyrzucony z pracy nauczyciel akademicki odnajdzie się w realiach braku możliwości wykonywania zawodu. Zwłaszcza że wyrzucenie to w obecnych realiach ma charakter dożywotni, o czym już pisałem. 

Warunek niekaralności przewiduje też dla nauczyciela akademickiego surowszą odpowiedzialność karną niż sam wyrok sądu. Przecież sąd w wyroku skazującym może orzec środek karny w postaci zakazu wykonywania określonego zawodu, zakazu pełnienia określonych funkcji albo pozbawienia praw publicznych – jeżeli ma to uzasadnienie, bo np. czyn ów tak ściśle kłóci się z rolą zawodową czy społeczną pełnioną przez sprawcę. Ustawa o szkolnictwie wyższym i nauce w obecnym kształcie wywraca to do góry nogami. W moim przypadku sąd nie orzekł wobec mnie żadnego środka karnego, w szczególności nie zakazał mi ani pełnienia funkcji samorządowej, ani pracy na uczelni. A jednak pracę tę straciłem (i w wyborach również brać udziału nie mogłem – o co właściwie najbardziej chodziło). 

Jakie są konsekwencje społeczne tak ukształtowanej pozakodeksowej odpowiedzialności karnej, łatwo się już domyślić. Wyszkolenie dydaktyka to znaczący nakład finansowy, a jego praca – przynajmniej w teorii – to istotny zysk dla społeczeństwa. Pozbywanie się na zawsze specjalisty i spychanie go na margines życia, bo tak często będzie kończyć się skazanie, to marnotrawstwo kapitału ludzkiego, na które nie pozwoliłby sobie żaden prywatny podmiot. W polskim społeczeństwie żadnej publicznej refleksji nad tym oczywiście nie ma. Ale nie ma jej również wśród nauczycieli akademickich. Tymczasem niebezpieczeństwo nadużyć płynące z obowiązujących obecnie przepisów jest bardzo konkretne. 

Jakie będą dalsze losy petycji Inicjatywy Pracowniczej? Trudno powiedzieć. Obecna koalicja nie wykazuje widocznej determinacji w odwracaniu skutków autorytarnych rządów PiS, co oczywiście będzie miało tragiczne następstwa. Choćby takie, że wyborcy tej koalicji z 2023 roku nie pójdą głosować. Tym większa jest odpowiedzialność środowiska akademickiego, które wszelkimi możliwymi sposobami powinno nie tylko zabiegać o zwiększenie wydatków na naukę, ale też zagwarantowanie swobody jej uprawiania – bez strachu o usunięcie z zawodu w wyniku arbitralnych decyzji polityków.

Petycje można przeczytać na stronach Sejmu. W jej uzasadnieniu pojawiają się dodatkowe argumenty za zniesieniem warunku niekaralności, których nie chciałem już tutaj powtarzać. Petycja otrzymała już aprobującą opinię Biura Ekspertyz i Oceny Skutków Regulacji.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *