Jak mnie skazano za mostek w Rokowie?
5 lutego 2024 roku, w czasie samorządowej kampanii wyborczej, w której kandydowałem trzeci raz na fotel burmistrza Wadowic i miałem ogromną szansę na ponowną wygraną, w błyskawicznie powtórzonym procesie zostałem prawomocnie skazany na karę grzywny przez Sąd Okręgowy w Krakowie. Dzięki temu ustawiono wynik wyborów w Wadowicach, a mnie z mocy prawa pozbawiono pracy na uniwersytecie i de facto licznych praw publicznych.
Skazany zostałem za przestępstwo polegające na odbudowie małego mostku we wsi Roków, zniszczonego przez powódź, co miało narazić Gminę Wadowice na bliżej nieokreśloną szkodę. O rzekomym przestępstwie zawiadomił kontrolowaną przez Zjednoczoną Prawicę (PiS) prokuraturę walczący o zachowanie swojego stanowiska Bartosz Kaliński, kandydat tej partii, który zastąpił mnie na fotelu burmistrza Wadowic. W 2018 roku Kaliński wygrał wybory niedużą różnicą głosów startując ze wsparciem samej premier Beaty Szydło, jej ministrów i rządowej telewizji. A ponieważ burmistrzem jest bardzo słabym, nastroje polityczne wskazywały, że pomimo wciąż dużego elektoratu PiS w Gminie Wadowice, władzę po jednej kadencji straci – właśnie na moją rzecz. W 2024 roku o ponowny wybór Kalińskiego walczyć więc musiały również kontrolowane przez PiS prokuratura i sądy.
Wobec tego, w mojej sprawie istniał czytelny motyw – wyeliminowanie jedynego kandydata zagrażającego rządom PiS w Wadowicach i tym samym zachowanie intratnych stanowisk obsadzonych politycznymi utrzymankami. Wadowice to przecież jeden z niewielu samorządów, gdzie rządzi PiS, o dużym ładunku symbolicznym dla polityków tej partii. To najlepiej wyjaśnia, dlaczego prokuratura i sądy w ogóle zajmowały się dętym oskarżeniem dotyczącym odbudowy w trybie awaryjnym niewielkiego mostka w najmniejszej z wadowickich wsi.
Modus operandi sprawy stanowi klasyczny przykład tzw. sądowego pasa transmisyjnego znanego z praktyki ustrojów autorytarnych, gdzie organy ścigania i wymiaru sprawiedliwości wykorzystuje się do eliminowania z życia publicznego przeciwników politycznych. Nie ulega wątpliwości, że moje skazanie nie jest zgodne z prawem. Niekorzystne dla mnie wyroki wydawały osoby politycznie uwikłane czy zawdzięczające swoje stanowiska bezpośrednio politykom PiS i to takie, wobec których istnieją nawet imienne wyroki podważające ich sędziowski status. Trudno więc nie odnieść wrażenia, że była to operacja polityczna, przypominająca kropka w kropkę działania sądownictwa w Rosji i na Białorusi.
Poniżej po raz pierwszy opiszę w jednym miejscu szczegóły tej operacji.

1. Wadowice. Zawiadomienie o przestępstwie i wyrok sądu I instancji.
Postępowanie w mojej sprawie wszczęto na skutek zawiadomienia polityka PiS i mojego konkurenta w wyborach – Bartosza Kalińskiego. Przestępstwo, o którym zawiadamiał, polegać miało na zleceniu przeze mnie awaryjnej odbudowy zniszczonej przez wodę przeprawy mostowej na niewielkiej rzece Kleczanka w miejscowości Roków. Zawiadomienie trafiło do prokurator Elżbiety Hanusiak-Babińskiej, żony związanego z Wadowicami Prokuratora Okręgowego Rafała Babińskiego, który zrobił spektakularną karierę pod skrzydłami ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry. Do mediów przedostał się komunikat, że prokuratura zarzucała mi złamanie przepisów dotyczących konieczności wyłonienia wykonawcy robot w przetargu, jednak ten zarzut w trakcie procesu szybko porzucono, gdyż okazał się nietrafny. Prokurator oraz orzekająca w sprawie asesor w zamian skupiły się na czymś innym – niedopełnieniu obowiązku pozyskania odpowiednich pozwoleń (budowlanego i wodno-prawnego), czyli na zarzucie samowoli budowlanej.
Absurd polega na tym, że tzw. samowola budowlana (budowa bez wymaganych pozwoleń) nie jest w ogóle przestępstwem! W czasie całego mojego procesu prokuratura nigdy też nie wyjaśniła, jaką szkodę Gminie Wadowice wywołała odbudowa mostu w Rokowie. Co więcej, pomysły na to ciągle zmieniano – raz chodziło o koszt legalizacji mostu, innym razem o jakieś niesprecyzowane roboty dodatkowe wykonane kilka lat później, już po moim skazaniu (sic!). Tymczasem awaryjna odbudowa mostu w Rokowie, zdaniem realizujących to zadanie urzędników, w ogóle nie wymagała nowych pozwoleń. Tak wyjaśniali w czasie śledztwa, tak zeznawali przed sądem. Tak wynikało z dokumentów, którymi dysponowała prokuratura i sąd. Inaczej jednak uznały Wody Polskie, a później również Powiatowy Inspektorat Nadzoru Budowlanego. Obie te instytucje – jak pewnie się domyślacie, również zależne były od polityków PiS i obsadzone z ich nadania. Niemniej jednak sprawa mostu była w istocie sporem co do interpretacji zaistniałych okoliczności: czy most można było odbudować bez pewnych decyzji administracyjnych, które już wcześniej musiały być wobec tej budowli lata temu wydane, czy trzeba było te decyzje jeszcze raz uzyskać? Podlegający mi urzędnicy twierdzili, że nie mamy takiego obowiązku, nadzór wodny i budowlany – przeciwnie. Była to więc sprawa administracyjna, a nie karna. Zwłaszcza, że most wykonano porządnie, na podstawie projektu budowlanego i wielokrotnie taniej niż analogiczne mosty w tamtym okresie. O żadnym przestępstwie nie było więc mowy, a już na pewno nie w akcie oskarżenia.
Orzekająca w tej sprawie jednoosobowo asesor Karina Klisiewicz przestępstwo jednak zobaczyła. Nie było nim wykonanie mostu bez przetargu, bo obowiązujące wówczas prawo na to zezwalało. Można jedynie podejrzewać, że Klisiewicz wzrok wyostrzył jednak fakt, że w czasie sądzenia mojej sprawy została powołana na urząd sędziego przez wywodzącego się z PiS prezydenta Andrzeja Dudę – z rekomendacji kontrolowanej przez PiS Krajowej Rady Sądownictwa. Stała się więc ona tzw. neo-sędzią, co do których bezstronności zgodnie z prawem można i należy mieć wątpliwości. Jej kandydaturę na sędziego osobiście w czasie obrad zachwalał poseł PiS Kazimierz Smoliński, odnosząc się do niej po imieniu. Ona sama, jako jedna z niewielu, sfotografowała się z dumą z wręczającym jej nominację prezydentem. W ten sposób 21 grudnia 2021 roku usłyszałem wyrok skazujący. Co istotne, w momencie mojego skazania Gmina Wadowice nie poniosła żadnych dodatkowych kosztów związanych z odbudową mostu w Rokowie! O finansowej, ani żadnej innej szkodzie nie mogło być więc mowy.
W wyniku zmian prawa, jakie PiS wprowadził do Kodeksu Wyborczego oraz ustawy o nauce i szkolnictwie wyższym, jeżeli wyrok zostałoby utrzymany w II instancji, eliminował mnie on nie tylko z udziału w najbliższych wyborach samorządowych, ale również z pracy na uniwersytecie w roli wykładowcy akademickiego. W mojej ocenie zarówno prokurator Hanusiak-Babińska, jak i neo-sędzia Klisiewicz z premedytacją do tego właśnie dążyły, doskonale wiedząc, że akt oskarżenia opiera na sfabrykowanych dowodach w postaci fałszywych zeznań jednego ze świadków. Okoliczności te opisałem w jednym z poprzednich wpisów.
Podsumowując ten etap procesu: lokalny polityk PiS składa zawiadomienie o rzekomym przestępstwie, a sprawa trafia do żony znanego prokuratora, który robi karierę dzięki PiS. W sprawie sądzi zaś kiepska asesor, która dostaje awans na sędziego przy wsparciu polityków PiS. Ta robi pierwszy krok do eliminacji ze zbliżających się wyborów jedynego realnego kontrkandydata dla lokalnego polityka PiS, który złożył zawiadomienie o przestępstwie.
Czy coś wymaga jeszcze dalszego wyjaśnienia?

2. Kraków. Pierwszy wyrok sądu II instancji
W wyniku apelacji mojej i mojego obrońcy sprawa trafiła do Sądu Okręgowego w Krakowie (sąd II instancji). Apelację złożyła również prokuratura. Prokurator Babińska domagała się w niej wyższej kary grzywny (o 100%) oraz uznania, że przestępstwo odbudowy mostu w Rokowie popełniłem nie “wspólnie i w porozumieniu z ustaloną grupą urzędników”, jak uznała neo-sędzia Klisiewicz, ale zupełnie sam. Dlaczego? Przecież jest oczywiste, że burmistrz nie realizuje osobiście inwestycji, a jedynie co najwyżej podpisuje umowę, którą przygotowują merytoryczni urzędnicy – organizując, nadzorując i rozliczając cały proces inwestycyjny. Wszystkie te osoby zeznawały zresztą przed sądem w mojej sprawie i opowiadały zgodnie z prawdą o swojej roli. Jedynie Paweł Polak, który był głównym odpowiedzialnym za realizację mostu, wyparł się wszystkiego. Najprawdopodobniej to właśnie ochronie jego interesów służyć miała apelacja Babińskiej. Można bowiem jedynie podejrzewać, że jeżeli prokuratura namówiła do złożenia fałszywych zeznań Polaka, dzięki czemu nie postawiono mu zarzutów, a zbudowano sprawę karną przeciwko mnie, to wyrok w mojej sprawie, który w konsekwencji skutkować powinien ściganiem także Pawła Polaka, mógłby doprowadzić do kolejnej zmiany jego zeznań. Polak zwyczajnie mógłby zacząć sypać. Stąd w interesie prokuratury było domaganie się zmiany opisu czynu. Bez takiego założenia nie sposób dopatrzeć się w działaniu prokurator Babińskiej jakiegokolwiek sensu, gdyż powinno jej przecież zależeć na stawianiu w tej sprawie kolejnych aktów oskarżenia wobec kolejnych osób, prawda?
Tymczasem 24 stycznia 2023 r., a więc niemal rok od mojego skazania w I instancji, Sąd Okręgowy w Krakowie uchylił wyrok Kariny Klisiewicz w całości podzielając podniesione przeze mnie w apelacji zarzuty. Na 100 stronach uzasadnienia nie pozostawiono przysłowiowej suchej nitki ani na wyroku, ani akcie oskarżenia. Stało się tak nie tylko dlatego, że obiektywnie w sprawie mostku w Rokowie nie doszło do przestępstwa, ale też dlatego, że tym razem orzekający w mojej sprawie skład w większości składał się z prawidłowych sędziów, a nie osób, których zadaniem było zabezpieczanie partyjnych interesów. Jak się bowiem wkrótce okaże, okoliczności faktyczne i prawne w mojej sprawie nie miały ostatecznie żadnego znaczenia. Ale kto zasiadał w składach orzekających – już tak.
Zatrzymajmy się na moment przy treści wyroku Sądu Okręgowego, gdyż w praktyce przesądzał o uniewinnieniu, wskazując na brak znamion jakiegokolwiek przestępstwa w sprawie. Sąd Okręgowy wprost zresztą stwierdził, że most w trybie awaryjnym należało odbudować. Oto kilka fragmentów z uzasadnienia:
Przed sądem pierwszej instancji naruszono fundamentalne reguły prowadzenia postępowania, godzące w podstawowe prawa gwarancyjne oskarżonego. […]
Dowody zostały ocenione w sposób dowolny, nieobiektywny i nierzetelny, a część z nich o fundamentalnym znaczeniu w kwestii odpowiedzialności karnej oskarżonego zostały pominięte.
W zaskarżonym wyroku, brak jest konkretyzacji interesu publicznego, na szkodę którego działać miał oskarżony.
Wyrok skazujący oskarżonego w ogóle nie określa, na czym polegać ma szkoda wywołana działaniem oskarżonego.
Rację ma oskarżony, że stawiany mu zarzut nie został nawet poprawnie sformułowany.
– wyrok Sądu Okręgowego w Krakowie z dnia 24 stycznia 2023 roku.
W uzasadnieniu wspomniano również, że wyrok skazujący oparto na fałszywych zeznaniach świadków Pawła Polaka i zawiadamiającego o rzekomym przestępstwie Bartosza Kalińskiego. W konsekwencji, obu panom groziły poważne konsekwencje prawne, gdyż składanie fałszywych zeznań jest przestępstwem.
3. Warszawa. Skarga prokuratury i wyrok Sądu Najwyższego.
Korzystny dla mnie wyrok nie utrzymał się długo, bowiem PiS przed uchylaniem wyroków skazujących zdołał się zabezpieczyć. Wprowadzono nowe prawo – możliwość poskarżenia się prokuratury do Sądu Najwyższego, gdzie partia umieściła sporą grupę partyjnych nominatów, często nawet niemających żadnego doświadczenia orzeczniczego, które wcześniej nie były w ogóle sędziami. Skwapliwie skorzystała z tego prokurator Hanusiak-Babińska. Znajomi prawnicy-praktycy podpowiadają, że Sąd Najwyższy nieczęsto uwzględnia skargi na orzeczenia II instancji, a do tego postępowania w SN trwają latami. Nie w moim przypadku. Sprawy potoczyły się błyskawicznie, bo o to zadbano. Sąd Najwyższy w 4 miesiące rozpoznał moją sprawę i… uchylił korzystny dla mnie wyrok Sądu Okręgowego. Dla porównania – choć kasację do Sądu Najwyższego wniosłem już niemal rok temu, do dzisiaj w SN nie wyznaczono nawet prawidłowego składu do jej rozpoznania.
Orzeczenie Sądu Najwyższego w mojej sprawie zapadło 2 sierpnia 2023 r., nakazując ponowne rozpoznanie sprawy Sądowi Okręgowemu w Krakowie i… przeprowadzenie częściowego postępowania dowodowego w sprawie (m. in. przesłuchanie kluczowych świadków obrony). W praktyce oznaczało to pozbawienie mnie prawa do II instancji sądowej, gdyż SN polecił Sądowi Okręgowemu działanie jako sąd I instancji.
Orzeczenie Sądu Najwyższego wydały osoby, które w ogóle nie mają prawa do orzekania w Sądzie Najwyższym jako sędziowie. Marek Siwek, Igor Zgoliński i Paweł Kołodziejski – wszyscy zostali powołani do Izby Karnej SN z rekomendacji kontrolowanej przez PiS Krajowej Rady Sądownictwa (tzw. neo-KRS). Wszyscy są tzw. neo-sędziami. Zgodnie z uchwałą połączonych Izb: Cywilnej, Karnej oraz Pracy i Ubezpieczeń Społecznych SN z dnia 23 stycznia 2020 r. (BSA I-4110-1/20), udział w składzie sądu osoby powołanej na urząd sędziego na wniosek neo-KRS oznacza, że skład Sądu Najwyższego nie jest obsadzony w sposób zgodny z prawem. W moje sprawie przed Sądem Najwyższym nie orzekał więc ani jeden prawidłowy sędzia. Co więcej, dnia 16 września 2021 r. Sąd Najwyższy wydał postanowienie, w którym imiennie stwierdził, że Igor Zgoliński został powołany wadliwie na stanowisko sędziego w Izbie Karnej, a zatem każdy skład sądowy z jego udziałem jest nieprawidłowy.
Nazwiska orzekających w mojej sprawie sędziów pojawiają się zresztą ostatnio w różnych orzeczeniach o charakterze politycznym, dotyczących głównie prób przywrócenia praworządności przez obecną ekipę rządzącą. Przykładowo, Zgoliński i Siwek są autorami wyroku, który podważył legalność działań Ministra Sprawiedliwości Adama Bodnara. W następstwie między innymi tego orzeczenia, dnia 18 grudnia 2024 roku Rada Ministrów podjęła nawet uchwałę, z której wynika, że:
„(…) nieprawidłowości w procesie powoływania [neo]sędziów nie pozwalają na uznanie Sądu Najwyższego – orzekającego w składach [z neo-sędziami] (…) za sąd ustanowiony na mocy ustawy.”
W świetle przytoczonych okoliczności wydany w mojej sprawie przez SN wyrok nie istnieje i nie może rodzić skutków prawnych. A to właśnie na jego podstawie sprawa wróciła do Sądu Okręgowego w Krakowie, który po raz drugi rozpatrując kasację moją i prokuratury wydał kolejny “nieistniejący” wyrok.
4. Kraków. Drugi wyrok sądu II instancji.
Patrząc na dalszy przebieg postępowania można odnieść wrażenie, że ktoś tym razem o wyrok skazujący w mojej sprawie zadbał. Zacznijmy od tego, że w sprawie doszło do niewyjaśnionej zmiany składu wyznaczonego do jej rozpoznania. Pierwotnie wylosowani do jej rozpoznania sędziowie tuż przed terminem pierwszej rozprawy zostali bez podania powodów zastąpieni trójką, jak się później okazało, nieprzypadkowych osób. Byli to sędziowie funkcyjni oraz sędzia delegowany z sądu niższej instancji, a więc znów osoby zawdzięczające swoje stanowiska politycznym powiązaniom.
Sędziowie Rafał Lisak, Elżbieta Jabłońska-Malik oraz delegowany z sądu rejonowego Sebastian Mazurek już wcześniej byli bohaterami niepokojących publikacji prasowych opisujących ich uwikłanie w zmiany składów sądowych w sprawach o ładunku politycznym, również dotyczących Wadowic. Elżbiecie Jabłońskiej-Malik, kierującej wydziałem odwoławczym Sądu Okręgowego w Krakowie, aż 155 krakowskich sędziów publicznie zarzuciło naciski na sędziów oraz manipulowanie składami orzekającymi w sprawach o ładunku politycznym. Choć jej zastępca sędzia Lisak oraz sama Jabłońska-Malik to legalni sędziowie, Mazurek uprawnień do orzekania w mojej sprawie nie miał. Został on bowiem do orzekania delegowany przez Ministra Sprawiedliwości (Zbigniew Ziobro) z sądu niższej instancji, co z punktu widzenia orzecznictwa międzynarodowego znosi domniemanie o jego niezawisłości i bezstronności. Tak wynika z wyroku Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości UE z 16 listopada 2021 r. (wyrok w sprawach połączonych od C-748/19 do C-754/19).
W takim razie, w składzie, który finalnie rozpoznał moją sprawę znalazły się osoby znane już ze stronniczości i obrony interesów środowiska politycznego PiS. Dodatkowo jedna z nich w świetle prawa w ogóle nie mogła w mojej sprawie orzekać. Skład ten, jak podejrzewałem, właściwie gwarantował moje skazanie, niezależnie od okoliczności sprawy. Błyskawicznie, żeby zdążyć przed wiosennymi wyborami przesłuchano więc dotychczas pominiętych w postępowaniu świadków, którzy potwierdzili moją niewinność, a następnie zeznania te w całości pominięto. Z kolei wcześniej uznane za fałszywe zeznania Pawła Polaka i Bartosza Kalińskiego uznano teraz za prawdziwe, a pozostałe dowody wskazujące na brak przestępstwa zignorowano. Pojawiła się też szkoda.
Na ostatniej rozprawie przed zamknięciem przewodu sądowego pełnomocnik Bartosza Kalińskiego, który w procesie pełnił rolę oskarżyciela posiłkowego, przedłożył właśnie zapłaconą przez Gminę Wadowice fakturę na prawie 400 tysięcy złotych dotyczącą bliżej nieokreślonych robót związanych z mostem. Roboty te wykonano w 2023 roku, dewastując otoczenie mostu i niszcząc drogi dojazdowe. Most wygląda obecnie gorzej, niż gdy został oddany do użytku w 2018 roku. Jaki roboty te miały związek z moimi działaniami i czego one dotyczyły? I w jaki sposób kwota zapłacona kilka lat po moim skazaniu (sic!!!) może stanowić dowód słuszności aktu oskarżenia, skoro nie ma o niej mowy ani w nim ani w wyroku? Tego sąd nawet nie próbował teraz wyjaśnić. Wbrew moim protestom przyniesioną na ostatnią chwilę fakturę uznano za dowód na szkodę, a ja już nie mogłem nigdzie się odwołać. Postępowanie dowodowe prowadził przecież sąd II instancji, naruszając tym samym moje prawo do uczciwego procesu w dwóch instancjach. Zresztą, na rozprawach obecny byłem tylko zdalnie, gdyż w październiku 2023 roku wyjechałem za granicę na stypendium naukowe.
Nowy wyrok Sądu Okręgowego uwzględnił w całości apelację prokuratury, o której wspominałem wcześniej. Podniesiono mi grzywnę do 20.000 złotych i zmieniono opis czynu. Tym razem uznano, że odbudowę mostu w Rokowie wykonałem samodzielnie – sam sporządziłem umowy, znalazłem wykonawcę inwestycji i odebrałem roboty, pomimo tego, że wszyscy świadkowie zeznali, że jedynie podpisałem umowę wydając zgodę pod potrzebną inwestycję, a resztę czynności wykonywali sami bez żadnego mojego udziału. Zarzuty z mojej apelacji wskazujące na oczywiste wady wyroku Sądu Rejonowego, które uwzględniono w całości poprzednio, teraz nie zostały w ogóle wzięte pod uwagę. Mój wyrok skazujący z łamiącego podstawowe zasady stał się teraz w ocenie Sądu Okręgowego wzorowy.
5. Podsumowanie: pas transmisyjny
W taki oto sposób 5 lutego 2023 roku zostałem skazany za awaryjną naprawę mostu w Rokowie, mimo, że nie doszło w tej sprawie do żadnego przestępstwa, co zresztą przyznał jedyny prawidłowy skład sądu jaki orzekał w mojej sprawie. W ten sposób przesądzono o wyników wyborów samorządowych w Wadowicach, gdzie PiS zachował władzę. I taki był cel tego postępowania.
Skazano mnie w postępowaniu, gdzie od początku do końca występowali funkcjonariusze jednej partii politycznej, powiązani z nią prokuratorzy i reprezentujący jej interesy sędziowie. To klasyczny pas transmisyjny znany z państw autorytarnych, gdzie przeciwnik systemu jest wciągany w machinę wymiaru sprawiedliwości w celu wyeliminowania z polityki, a najlepiej i życia publicznego. Gdyby w sprawie orzekali niezależni sędziowie, pewnie to Bartosz Kaliński i Paweł Polak mieliby dzisiaj kłopoty, gdyż z materiału dowodowego zgromadzonego w sprawie jednoznacznie wynika, że kłamali składając swoje zeznania.
Co dzieje się z osobami zamieszanymi w opisany tu proceder nie muszę Wam chyba mówić – dalej są prokuratorami, sędziami, urzędnikami. Pobierają pensje i dobrze się mają. Nikogo do dzisiaj za sądowe bezprawie, które mnie spotkało, nie rozliczono. Mój wyrok uległ już zatarciu, w świetle prawa jestem osobą niekaraną. Moja kasacja ugrzęzła na kolejne lata w Sądzie Najwyższym, który przecież bardzo sprawnie w mojej sprawie wcześniej działał. Ale już nie działa. Skarga na Polskę do Trybunału w Strasburgu zostanie rozpatrzona również za kilka lat. Do dzisiaj nie odzyskałem pracy na stanowisku nauczyciela akademickiego.
Dopóki wszystkie wyrządzone mi osobiście krzywdy nie zostaną naprawione i wynagrodzone, a zamieszani w moje bezprawne skazanie ludzie rozliczeni, nie będę mógł powiedzieć, że sprawiedliwość zatriumfowała. Na razie zwyciężyły układy, które oplatają nasz kraj coraz bardziej. Niestety, nie widzę nadziei na zmianę tej sytuacji.
Jeżeli po przeczytaniu tej historii chciałbyś wesprzeć moją walkę z układami i działalność naukową i społeczną, zostań moim patronem na Patronite albo postaw mi kawę na Buycoffee. Twój drobny datek pomoże mi walczyć dalej o sprawiedliwość. Dziękuję!


