Sprawa mostu w Rokowie

W najbliższy czwartek Sąd Okręgowy w Krakowie rozpatrzy moją apelację od wyroku skazującego w sprawie zlecenia przeze mnie odbudowy przeprawy mostowej w Rokowie. Jeżeli wyrok będzie dla mnie niekorzystny, z mocy prawa otrzymam zakaz pracy na uniwersytecie w roli nauczyciela akademickiego. W ten sposób politycy PiS rękami wybranych przez siebie prokuratorów i sędziów zemszczą się na osobie, która ośmieliła się zabrać im papieskie miasto i stanowi największą konkurencję w najbliższych wyborach. 

Od 2011 roku byłem już kilkadziesiąt razy pozwanym w sprawach cywilnych lub oskarżonym w sprawach karnych. Procesy wytaczali mi głównie politycy PO i PiS, którym zarzucałem łamanie prawa, a często i korupcję, oraz współpracujący z nimi przestępcy. Skazany zostałem raz, całkiem niedawno i wciąż nieprawomocnie.

W grudniu 2021 roku sędzia Karina Klisiewicz z Sądu Rejonowego w Wadowicach uznała mnie za winnego popełnienia przestępstwa niedopełnienia obowiązków ze szkodą dla interesu Gminy Wadowice. Niedopełnienie obowiązku polegać miało na odbudowie na potoku Kleczanka w Rokowie (Gmina Wadowice) mostu bez przetargu i wymaganych pozwoleń. Przeprawa została zniszczona w wyniku powodzi wiele lat temu, w jej miejscu funkcjonowała prowizoryczna i niebezpieczna kładka. Na czym polegać miała wywołana odbudową mostu szkoda nikt nie próbował nawet wyjaśniać.

Sprawa toczyła się (jak ostatnio wszystkie moje sprawy karne) z donosu miejscowego polityka – Bartosza Kalińskiego z PiS, który zastąpił mnie na fotelu burmistrza Wadowic. Kaliński w zawiadomieniu skierowanym do prokuratury zarzucił mi, że dla wygrania wyborów postanowiłem w najmniejszej miejscowości Gminy Wadowice wybudować w niewłaściwym miejscu nikomu niepotrzebny most. Dalej wszystko potoczyło się już według klucza partyjnego.

W sprawie mostu w Rokowie oskarża mnie więc żona prokuratora okręgowego Rafała Babińskiego, tego samego, który oskarża w sprawie kierowcy słynnego Seicento za kolizję z limuzyną Beaty Szydło. Prokuratura Okręgowa jest aktywna też w drugiej mojej sprawie, budowy toalet w parku miejskim, czym rzekomo miałem złamać Konstytucję. Ale o tym napiszę przy innej okazji. Jest to o tyle ciekawe, że jestem jedyną osobą w Polsce oskarżoną o łamanie Konstytucji. I to toaletami, a więc w sposób niebanalny.

Stan kładki w Rokowie w 2019 roku. Tak wyglądało “bezpieczne” przejście, po którym do pobliskiej szkoły chodziły codziennie dzieci.

Mostek w Rokowie Gmina Wadowice odbudowała korzystając z przewidzianego prawem trybu awaryjnego, ponieważ w 2018 roku prowizoryczna przeprawa przez potok zaczęła już grozić niebezpieczeństwem mieszkańcom i do rzeki zaczęli z prowizorycznej kładki wpadać ludzie. O tym zresztą zeznawali świadkowie wezwani przez prokuraturę. Ponieważ inwestycję zrealizowano w trybie awaryjnym, odbywało się to z pominięciem przetargu. W ten sposób mostek odbudowano za kwotę 340 tys. zł. Podobny most rok później po przetargu nowy już burmistrz Bartosz Kaliński odbudował za 955 tys. zł. Jak widać, Gmina Wadowice na tej inwestycji finansowo nie straciła (nawet doliczając naliczoną później opłatę legalizacyjną w wysokości 125 tys. zł).

A ponieważ była to odbudowa istniejącego wcześniej obiektu, uzyskiwanie pozwoleń nie było konieczne, wystarczyło samo zgłoszenie. Jednak kontrolowane przez polityków PiS urzędy (Wody Polskie, Powiatowy Nadzór Budowlany) w 2019 roku uznały, że most jest konstrukcją nową, bowiem w toku postępowania okazało się, że Ewa Filipiak (wcześniej burmistrz Wadowic, dzisiaj posłanka PiS) już raz ten most odbudowała, ale w niewłaściwym miejscu, niezgodnie z miejscowym planem i przebiegiem drogi. Tej sprawy jednak nie badano, skupiono się na obecnie odbudowanym obiekcie.

I teraz ważne zastrzeżenie. Nawet jeżeli organy nadzoru budowlanego uznały, odwrotnie niż urzędnicy UM Wadowice, że zrealizowana w Rokowie inwestycja jest budową nowego obiektu, konieczna wtedy legalizacja tej inwestycji stanowi normalną procedurę administracyjną i… nie jest przestępstwem. Tymczasem właśnie za to postanowiono mnie ścigać.

Kluczowym dowodem prokuratury w tej sprawie okazały się zeznania urzędnika, który odbudowę mostu faktycznie realizował. Zeznania niezgodne z prawdą.

Kierownik UM Wadowice Paweł Polak (po lewej)

Paweł Polak kierował Wydziałem Inwestycji i Rozwoju Gminy Wadowice. Był bardzo dobrym urzędnikiem, którego awansowałem na stanowisko kierownicze, po zmianie władzy zmuszonym do odejścia z pracy. Paweł Polak i jego wydział przygotowali umowę i nadzorowali wykonanie odbudowy mostu. Przez dwa lata Paweł Polak utrzymywał, że odbudowę mostu wykonano zgodnie z prawem i sztuką budowlaną. Odbudowa nie wymagała przetargu ani pozwoleń. Wielokrotnie wyrażał to stanowisko w sporządzanych i podpisywanych przez siebie dokumentach skierowanych do różnych organów nadzoru. Z tych powodów miał być jednym z oskarżonych w sprawie.

1 lutego 2020 roku Paweł Polak obejmuje stanowisko sekretarza Gminy Tomice, rodzinnej gminy Bartosza Kalińskiego, gdzie ten od lat bez powodzenia startował na stanowisko wójta. 9 lipca 2020 roku składa zeznania w prokuraturze jako świadek, gdzie przeczy swoim wcześniejszym wyjaśnieniom i odpowiedzialnością za realizację inwestycji obciąża innych urzędników, w tym swoich podwładnych oraz oczywiście mnie. Sam wypiera się udziału w realizacji inwestycji. W konsekwencji prokuratura nie stawia Polakowi zarzutów. Nadmienię tylko, że jego brat bliźniak to pracownik sądu, a wcześniej miejscowej prokuratury.

W czasie procesu przedstawiłem szereg dowodów wskazujących na fałszywość zeznań Polaka. Są one przede wszystkim sprzeczne z korespondencją, którą prowadził z różnymi urzędami. Jego zeznaniom zaprzeczyli też wszyscy pomawiani przez niego urzędnicy – jego dawni podwładni i koledzy. Sam Polak przed sądem ostatecznie zeznał, że “most wybudowano zgodnie z prawem”, choć ja według niego miałem rzekomo nalegać, aby wybudowano go niezgodnie z prawem. Wersji tej nie potwierdził żaden świadek ani żaden dokument.

Fałszywe zeznania składał również oczywiście burmistrz Bartosz Kaliński, występując jako reprezentant Gminy Wadowice. Twierdził, że mostek w Rokowie nie ma żadnego znaczenia dla mieszkańców, jest nieprzydatny z punktu widzenia sieci drogowej, a nawet, że nie prowadzi do niego żadna droga. Nie służy więc żadnym interesom Gminy Wadowice. Pech chciał, że bezpośrednio po nim zeznawał jako świadek jeden z mieszkańców wsi, który pamiętał, że w kampanii wyborczej Kaliński twierdził coś innego i na spotkaniu z mieszkańcami wsi obiecywał pokrycie asfaltem drogi do mostu, jako bardzo ważnej dla społeczności lokalnej. W późniejszym wniosku do Wojewody Małopolskiego, już z 2022 roku,  o umorzenie opłaty legalizacyjnej Bartosz Kaliński napisze, że budowa mostu była konieczna dla zapewnienia mieszkańcom bezpiecznej drogi dojazdowej i służyła interesowi publicznemu. Czyli znów coś innego, niż zeznawał przed sądem. 

Sędzia Karina Klisiewicz odrzuciła mój wniosek o przesłuchanie pracujących w Urzędzie Miejskim prawników – na okoliczność zawarcia umowy i podstaw do jej zawarcia. Nie chciała nawet słuchać prawnika, który sprawdzał inwestycję pod kątem zgodności z prawem i podpisał się na umowie. W zamian oparła się na opisanych zeznaniach Polaka, jednocześnie uznając, że sam Polak nieprawdziwe opisywał swoją rolę w realizacji inwestycji. Czyli po prostu kłamał przed sądem. Stąd wydany ostatecznie wyrok dotyczy czynu, jaki miałem rzekomo popełnić “wspólnie i porozumieniu z ustalonymi w procesie osobami” – przesłuchiwanymi w sprawie jako świadkowie urzędnikami UM Wadowice.

Na marginesie, prokuratura skarży wyrok w tym właśnie zakresie. Chce uznania, że w sprawie budowy mostu działałem sam. Sam sporządzałem umowy, wydawałem polecenia (komu?), nadzorowałem ich wykonanie. Można się domyślać, że ma to oczywiście na celu ochronę świadka Polaka, którego zeznania były tak bardzo cenne dla prokuratury.

Pomimo tego, że brak pozwoleń budowlanych nie jest przestępstwem, skazano mnie na grzywnę w wysokości 10 000 zł za działanie na szkodę Gminy Wadowice. Szkody nie muszę naprawiać, bo sąd nawet nie próbował ustalić, czym owa szkoda jest. Wyrok nie był dla mnie zaskoczeniem. Orzekająca w sprawie asesor w czasie mojego procesu została mianowana na stanowisko sędziowskie przez niekonstytucyjny organ kontrolowany przez PiS, który zastąpił Krajową Radę Sądownictwa. Na stanowisko sędziego jej kandydaturę rekomendował poseł PiS Kazimierz Smoliński. Nowa pani sędzia jako jedna z niewielu zrobiła sobie też wymowne zdjęcie w czasie swojej nominacji (zdjęcie opublikowano na stronie Kancelarii Prezydenta RP).

Sędzia Karina Klisiewicz (stoi po lewej) przyjmuje nominację na sędziego.

Opisane tu okoliczności stanowią oczywiście samodzielną podstawę do uchylenia wyroku w demokratycznym państwie prawa. A także skutecznej skargi przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka w Strasburgu.  

Tymczasem utrzymanie wyroku przez sąd II instancji będzie oznaczało dla mnie nie tylko konieczność zapłacenia 10 000 zł grzywny i innych kosztów procesu, ale przede wszystkim zakaz pracy na uniwersytecie przez co najmniej rok. PiS bowiem już 2018 roku tak zmienił prawo (tzw. reforma Gowina), żeby wyrokami sądów można było usuwać z uniwersytetów niewygodne dla władzy osoby (początkowo miało do tego wystarczyć samo postawienie aktu oskarżenia!). Sygnalizowałem to wielokrotnie w środowisku naukowym, a nawet opublikowałem tekst naukowy niejako przewidując co mnie czeka. Tekst można przeczytać na moim profilu w Akademii. I wygląda na to, że jestem pierwszym przeciwnikiem politycznym PiS, który dostąpi tego zaszczytu.

Oczywiście wyrok skazujący nie stanowi żadnego problemu, żeby nadal być czynnym politykiem. Tu politycy PiS woleli nie ryzykować własnych głów, w końcu – w przeciwieństwie do mnie, żyją z polityki, a nie z nauki.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *