Bubel Millera, czyli polityczne błędy systemu

karetka to życie
Pikieta w sprawie likwidacji karetki pod pod Urzędem Wojewódzkim

Państwowe ratownictwo medyczne jest zadaniem koordynowanym przez wojewodów. Pomysły na zarządzanie tym systemem są różne i niestety nie zawsze w interesie pacjentów. Wygląda na to, że w Małopolsce skończyło się bublem – bublem Millera. W ten sposób nazwano likwidację lokalnych dyspozytorni pogotowia ratunkowego i zastąpienie ich dwoma centralnymi dyspozytorniami dla regionu. Była to reakcja na przekroczenia ustawowych czasów dojazdów karetek do pacjentów potrzebujących pomocy. Według szacunków podawanych w mediach w ostatnich 3 latach w naszym województwie czasy dojazdu karetek przekraczano aż 50 tys. razy! To dość wymowny dowód, że ratownictwo medyczne w Małopolsce nie było zorganizowane właściwie. Ale czy zmiany wprowadzone przez wojewodę Jerzego Millera rozwiązały problem?

Na pierwszy rzut oka wykonano posunięcia, które mogły poprawić wykorzystanie i koordynację poszczególnych załóg karetek: stworzono system centralnego zarządzania ich ruchem, pojazdy wyposażono w system GPS, zakupiono oprogramowanie. Jednak to, co w ogólnym zarysie wydawało się słuszne, rozbiło się o wykonanie, którego szczegóły pozostawiają wiele do życzenia. O tym właśnie traktuje program TTV, w którym wykorzystano moją wypowiedź, zarejestrowaną w czasie pikiety pod Urzędem Wojewódzkim.

ttvWygląda na to, że nowy system przyczynił się do tragicznych wypadków, także śmiertelnych (jak w Niepołomicach). Jego wprowadzenie kwestionowali znawcy tematu, w tym sami ratownicy. Co zdumiewające,  nagłaśniających  nieprawidłowości zwalniano ich z pracy.

Dlaczego krytyka “reformy” oznacza represje pod adresem krytyków? Doświadczenie podpowiada mi, że za tego typu szykanami stoją zawsze finansowe interesy urzędników forsujących zmiany. Ograniczenie liczby dyspozytorni miało przynieść oszczędności, choć z pracy pozbyto się posiadających rozeznanie w terenie, doświadczonych dyspozytorów. Przy okazji jednak wydano pieniądze – na komputeryzację systemu i jego automatyzację. Jak się okazało, karetki wyposażono w 10 letnie, przestarzałe i niesprawne komputery… Ktoś zarobił?

Karetka w Andrychowie i czarne łabędzie

Bubel Millera i sam jego autor dał o sobie znać i lokalnie, w Powiecie Wadowickim. Wojewoda Miller podobno przeanalizował półroczny (sic!) okres działania systemu i postanowił przenieść etaty tam, gdzie czasy dojazdów do pacjentów pozostają najdłuższe. I znowu, niby jest to działanie słuszne, ale w rzeczywistości to przecież nic więcej niż dążenie do oszczędności kosztem bezpieczeństwa zdrowotnego pacjentów.

Co ciekawe, w sprawie protestują jedynie stowarzyszenia mieszkańców. Prym wiedzie stowarzyszenie Teraz Andrychów, które zebrało 10 tysięcy podpisów mieszkańców na terenie gmin Andrychów i Wieprz. Andrychowian wspieramy z Inicjatywą Wolne Wadowice, słychać było również głos radnych powiatowych z tego miasta (zarówno z SLD, jak i PiS), a 10 marca pod Urzędem Wojewódzkim pojawili się również członkowie małopolskich struktur SLD.

kronika-10-03
Materiał z Kroniki TVP Kraków o pikiecie w sprawie likwidacji karetki

Jednak pomimo protestów stowarzyszenia Teraz Andrychów, z dniem 1 kwietnia zlikwidowano nocny dyżur karetki S w Andrychowie. Karetka specjalistyczna stoi więc w garażu bez obsady, a 56 tys. ludzi w Gminie Wieprz i Andrychów obsługuje tylko jedna karetka podstawowa, a więc bez lekarza na pokładzie. W całym Powiecie Wadowickim nocą jest tylko jedna karetka z lekarzem. Czy to roztropne? 

Półroczny okres analizy wyjazdów nie ma szans uwzględnić zjawisk nagłych i nieoczekiwanych – tzw. czarnych łabędzi. To dlatego właśnie w nauce o ryzyku podkreśla się słabość przewidywań opartych na statystyce. Ryzyko zjawisk jednostkowych nie jest czymś, co łatwo oszacować. A takim zjawiskiem jest przecież z definicji wypadek. Skoro pogotowie ratunkowe służy zabezpieczeniu przed skutkami wypadków, tj. zdarzeń nieprzewidywalnych właśnie, rozsądne jest utrzymywanie pewnego zapasu środków w stosunku do statystycznych potrzeb stwierdzanych w krótkich odcinkach czasu (pół roku to właśnie okres krótki – dekada byłaby tu właściwsza).

Są więc mocne argumenty, aby uważać, że likwidacja etatu karetki S to zagrożenie dla całego regionu, także dla Wadowic. Ujawni się ono w przypadku wystąpienia zdarzenia nieoczekiwanego, czyli być może nieprędko (takim zdarzeniem może być np. konieczność udzielenia pomocy kilku pacjentom w tym samym czasie w wielu miejscach). Na to liczy właśnie Wojewoda (i rząd), bo kadencja polityka to czas krótszy niż czas oczekiwanego urzeczywistnienia się zagrożenia. Prawdopodobieństwo poniesienia politycznej odpowiedzialności za decyzję o redukcji etatów w pogotowiu jest więc niskie.

Polityczne gry karetkami

Na koniec nieco o dyrekcji ZZOZ Wadowice i lokalnych politykach, którzy dyrekcję w szpitalu zainstalowali. Dyrektor ZZOZ Wadowice Urszula Lasa wystosowała do Wojewody pismo, w którym podnosiła, że likwidacja karetki specjalistycznej musi skutkować zagrożeniem dla mieszkańców Powiatu. Jednocześnie rozpoczęła przygotowania do ograniczenia składów osobowych zespołów P. To jej zdaniem nie stanowiło już zagrożenia, lecz konieczne oszczędności.

Starosta Wadowicki Jacek Jończyk i Jerzy Miller zdają się dość blisko współpracować. Miller często gości w Powiecie, był też gościem słynnego bankietu zorganizowanego przez zarząd starostwa dla uczczenia 3-lecia objęcia władzy. To w czasie tego spotkania – a właściwie uroczystej sesji Rady Powiatowej – radny SLD Czesław Rajda apelował do radnych o wykorzystanie obecności Wojewody i poruszenie kwestii przymiarek do likwidacji etatu karetki specjalistycznej. Został zbesztany, że to nie miejsce i czas, aby zajmować się problemami i obrażać czcigodnego gościa. Po protestach Andrychowian, Rada Powiatu Wadowickiego zdobyła się jednak 19 grudnia 2013 roku na przyjęcie rezolucji – sprzeciwu i protestu przeciwko ograniczaniu czasu pracy zespołu S. Dlaczego Rada nie przedyskutowała tego problemu z Wojewodą bezpośrednio, przy kanapkach i trąbkach? Widocznie nie życzył sobie tego zarząd starostwa, a okazja do przyciśnięcia Wojewody w interesie Powiatu była wyśmienita.

Nic dziwnego zatem, że Jacek Jończyk nie zdołał przekonać swojego kolegi Wojewody Millera do zmiany decyzji i to nawet “rzuconą mu w twarz” rezolucją. Siła oddziaływania tej uchwały, jak od początku zakładano, jest przecież zerowa, a jej przyjęcie było typowym zagraniem pod publikę, według schematu: jestem przeciw (w uchwale) i protestuję (na papierze), a Ty wpadaj na kolejny bankiet, bo przecież niedługo wybory i musimy sobie pomagać. Wszyscy przecież zarabiamy dzięki pełnionym stanowiskom. Wojewoda rzeczywiście niedawno znów wpadł. “Ciemny lud” to kupi? Pewnie nie tylko ten ciemny, polityczne manipulacje nie są bowiem powszechnie rozumiane.

Groźba protestu pracowników i reakcja stowarzyszeń Teraz Andrychów oraz Inicjatywa Wolne Wadowice powstrzymały właśnie próbę ograniczenia załóg karetek. Nie oszukujmy się jednak – powstrzymały jedynie do wyborów. Ale co stanie się po wyborach, jeżeli ekipa starosty Jończyka i burmistrz Filipiak nadal będą u sterów (wszelkie pomiędzy pałacami różnice są w tym przypadku zaniedbywalne)? 

Wojewoda Małopolski twierdzi, że działanie systemu jest poprawne, a jego patologie to „przypadki jednostkowe”. W sprawie systemu ratownictwa w Małopolsce toczy się rozległe postępowanie prokuratorskie.

PS. Symptomy przyszłej prywatyzacji

Na koniec spójrzmy na schemat powtarzający się w przypadku planowanych (i już odwołanych – przypominam – do jesiennych wyborów) redukcji w zespołach P. Zwolnieni zostaną doświadczeni pracownicy, oczywiście w imię oszczędności, ale przy okazji zostaną wydane pieniądze – na urządzenia mające zastępować ich pracę (w przypadku ratowników medycznych będą to urządzenia Lucas). Inwestycje w sprzęt i redukowanie załogi to zwykle pierwszy symptom przygotowywanej prywatyzacji. Sprzęt traci na wartości, więc korzystniej dokonywać sporych zakupów przed przekazaniem majątku publicznego w ręce prywatne. Za to płace w gospodarce systematycznie rosną – korzystniej więc pozbyć się pracowników wcześniej i zmniejszyć udział płac w strukturze budżetu przekształcanego przedsiębiorstwa.

Można twierdzić, że starosta Jacek Jończyk i jego ekipa nie zamierzają niczego prywatyzować, a dyrekcja szpitala jedynie optymalizuje budżet. Narastające zadłużenie szpitala i starostwa, bez szans na jego spłatę, oraz zakusy wokół karetek rozsądnemu człowiekowi nasuwają na myśl jednak zupełnie inny scenariusz. Po tym co przez ostatnie 3 lata widziałem, lokalnym politykom – zarówno Ewie Filipiak, jak i Jackowi Jończykowi czy Jerzemu Millerowi, nie wierzę ani na jotę.

— Materiały do poczytania

Więcej moich przemyśleń na temat szpitala w Wadowicach oraz działań Jacka Jończyka znaleźć można tutaj: Starosta Jończyk prosi o wsparcie. Pełna relacja (wraz z nagraniem wideo) z Komisji Inicjatyw RM Wadowic poświęconej szpitalowi i jego rozbudowie jest zaś tutaj:  Starosta Jończyk znów po prośbie. Polecam zwłaszcza komentarze pod tekstem – będziecie zdziwieni!

4 thoughts on “Bubel Millera, czyli polityczne błędy systemu

  1. Przeczytałem komentarze, widzę, że twoi dawni koledzy zmienili zdanie o 180 stopni. Tak to już w polityce bywa czas się przyzwyczaić do nieczystych zagrań, a przed kampanią oskarżeń będzie sporo!

    1. Ludzie ewoluują 😉 , nie o 180 stopni od 2011 poglądy tam wyrażone zmieniły się o 360 stopni, to nie drobna kosmetyka tamtych poglądów, a zgoła przeciwne .

  2. “wzmacniać punkty, które są słabe, a utrzymywać te które są dobre” – wielce odkrywcze słowa walczącego z systemem dokotora. Bynajmniej nie medycyny.

    Powiedziałbym trzeba nam dobrych polityków, a tych złych nam nie potrzeba.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *