Przy okazji referendum lokalnego uwagi o naturze zaangażowania politycznego

Akcja obywatelskiego sprzątania miasta (fot. K. Cabak)

Trwa sondaż w sprawie referendum za odwołaniem Rady Miejskiej Wadowic oraz burmistrz Ewy Filipiak. Wadowicki samorząd ilustruje stopień zepsucia Polski lokalnej – gminnej i powiatowej. Źródło tego zepsucia stanowi upartyjnienie samorządów. Ale nie tylko. W skrócie, partie polityczne uczestniczą w wyborach lokalnych, głównie w postaci marki, dzięki tej marce do władz lokalnych wybierani są od lat ci sami kandydaci, tworząc i podtrzymując mafijne struktury. W zamian partie polityczne uzyskują wsparcie w wyborach centralnych – finansowe i organizacyjne. A poszczególni prominentni politycy partyjni gwarancję osobistej dominacji w zarządzanych przez siebie strukturach. Przykładem tego jest Ewa Filipiak (z przyrośniętym do boku Stanisławem Kotarbą), umiejętnie lawirująca pomiędzy PO i PiS, członkini właściwie obu wymienionych partii. Żyjąca w symbiozie z Beatą Szydło i Ireneuszem Rasiem jednocześnie. Symbioza ta nikomu z zainteresowanych nie wadzi, ale niszczy demokrację, umożliwiając totalitarne, lokalne panowanie okupione milionami wyprowadzanych z kasy Wadowic złotych. Dowody tych malwersacji są już opinii publicznej szeroko znane.

Niestety, drugim czynnikiem rozkładu Polski lokalnej jest słabość społeczeństwa obywatelskiego – jego instytucji (brak możliwości finansowania lokalnych inicjatyw, skutecznego odwoływania władz), ale przede wszystkim apatia, bezczynność i zwykła, elementarna niewiedza jego uczestników odnośnie natury polityki. Temu zagadnieniu pragnę poświęcić kilka słów w kontekście zbliżającego się referendum. Niech posłuży ono jako osnowa do podzielenia się z czytelnikami spostrzeżeniami wypracowanymi na przestrzeni lat.

“Popieram tylko to, z czym się zgadzam”

Nie ze wszystkim się zgadzam, ale wszystko popieram – te słowa prawie 60-letniego działacza ruchów lokatorskich z Warszawy, Janusza Baranka, stanowią kwintesencję skutecznej działalności politycznej na szczeblu lokalnym, miejskim. Czyli w wypadku Wadowic – gminnym. Istotą skutecznego działania politycznego jest szeroki front zaangażowanych, czynnych i gotowych do działania uczestników (mieszkańców). Szeroki front wywiera presję na rządzących, skłania również do działania jednostki kolejne, wywołuje efekt kuli śniegowej. Niestety, z winy przede wszystkim braku edukacji obywatelskiej w szkołach, niewielu tą oczywistą oczywistość zdaje się pojmować. Dominują ambicjonalne dąsy i przekonanie, że skuteczna jest ta alternatywa, którą samemu się popiera, na ogół niestety wyłącznie w myślach.

Spotykam się z tym niemal przy każdej okazji, podejmując obywatelską aktywność. Słowa życzliwej zachęty słyszę (nie licząc oczywiście garstki współpracowników) zwykle od osób postronnych, przypadkowych. Zaangażowani, przekonani o własnej wartości i wadze, mają swoje pomysły, swoje wyobrażenia i swoje… ambicje. Tylko je popierają, inne opcje błędnie traktując jako zagrożenie, konkurencję, zawadę. Pomijając dochodzące do głosu ambicje, to niezwykła ciasnota myśli wynikająca z ignorancji na temat mechaniki działania politycznego.

Angażujący się w życie publiczne, nie tylko w Polsce, mają ego, które wymaga pielęgnacji, najczęściej poprzez nieustanne zapewnienia o słuszności własnych racji i drogi. Czym słabiej wypadają działania innych, tym ego czuje się lepiej, utwierdzone w nieomylności. Stąd może dogmat popierania tylko własnych wizji, zwykle więc tylko siebie i swojego własnego otoczenia. Pod pretekstem sporu o strategię polityczną oglądamy więc osobiste, ambicjonalne popisy, polskie dąsy, polskie bagno.

Na szczeblu ogólnopolskim obserwowałem to zjawisko na przykładzie zagadnień polityki narkotykowej – najsilniejsze, najlepiej medialnie i finansowo umocowane organizacje robiły najmniej. Ich liderzy mieli bowiem najwięcej do stracenia, ale przede wszystkim mieli najwięcej do powiedzenia. Zatem, nie mieli na ogół nic do zrobienia dla – było nie było –  sprawy wspólnej.  Dokładnie to samo dzieje się w przypadku Wadowic – lokalni liderzy opinii cierpią od lat na opisaną chorobę niezrozumienia polityki, nie będąc w stanie wzajemnie się wspierać. Do rangi symbolu tej choroby, zachowując oczywiście proporcje, urasta Edward Wyroba, który na przestrzeni lata sprowadził samego siebie do roli największego sojusznika znienawidzonej przez siebie burmistrz – tak skutecznie zdołał zohydzić wielu ludziom angażowanie się w inicjatywy lokalne, z którymi się nie zgadzał. Teraz dziwi się, dlaczego został sam, choć wiele z tego, co robi, zasługiwałoby na poparcie.

Ale kandydatów na kolejnych Wyrobów niestety nie brakuje. Z zaniepokojeniem śledzę ewolucję poglądów i postaw komentujących postępowanie moje i Inicjatywy Wolne Wadowice „obserwatorów”. Dominuje przekonanie, że się wypaliłem, brnę donikąd, że nie mam pomysłu, strategii i że nie tędy droga. Tym uzasadnia się brak zaangażowania w podejmowane inicjatywy, dla których przecież nie ma żadnej alternatywy, obok których w polityce lokalnej nie dzieje się nic. Jednocześnie podnoszone są zarzuty, że należy robić coś innego, inaczej i oczywiście lepiej. Ten koncert życzeń to również tylko pretekst – do nie udzielenia poparcia tu i teraz. Oczywiście nikt nic ostatecznie nie zrobi, nawet gorzej. Na braku zgody ze mną skończy się owo napędzane troską „zaangażowanie polityczne”. W rzeczywistości troską jedynie o własne ego.

Wielokrotnie popierałem działania polityczne, z którymi się nie zgadzałem – co do wyboru formy, treści, czasu i miejsca oraz wykonawców. Robiłem tak, bowiem rozumiem podstawową zasadę skutecznego nacisku politycznego – zaangażowanie tworzy zaangażowanie i presję, która sprzyja realizacji celów wszystkich, także moich własnych, w przyszłości.

“Popieram tylko własną partię” – casus Odrozka i Janasa

Osobnym problemem jest styk interesów i lojalności partyjnej z politycznym, realnym zaangażowaniem. Mam tu na myśli zaangażowanie w realizację interesów mieszkańców, w zmianę politycznej rzeczywistości gminy, a nie uczestnictwo w partyjnych grach i przepychankach. Henry Odrozek i Paweł Janas obiecywali w kampanii wyborczej “być dla mieszkańców”. Ich działania szybko jednak zredukowały się do zera. Ktoś może bronić wymienionych twierdząc, że jest to jednak zero jakościowo inne od zerowej działalności skorumpowanych wadowickich radnych, korzystających z gminnych środków na różne sposoby, w zamian za korzystne, bezgłośne głosowania. Zero to jednak zero.

Odrozek i Janas nigdy nie poparli żadnej akcji wiążącej się z ryzykiem – politycznym (ocena mieszkańców), partyjnym (próby ich wyrzucenia z partii) czy prawnym (ponoszenie odpowiedzialności za coś). Zamiast nich na barykadach stoją inni, w tym osoby wiekowe, emeryci, młodzież. A więc mieszkańcy, których solennie obiecywali reprezentować. Odrozek i Janas starają się nie pisać, nie zabierać głosu, w nic się nie angażować. Być z boku, w cieniu. Po cichu licząc na podpięcie się pod korzystne trendy, nie nadstawiając głowy. Powody tego są dość oczywiste – miejsce na listach PO zwiększa wyborcze szanse. Lepiej więc się nie narażać partii, rozgrywanej przez burmistrz Filipiak za pomocą Kotarby i spokojnie sięgnąć po kolejną kadencję.

Pokazuje to paraliżującą rolę przynależności partyjnej i pokusy kolejnej kadencji, która jest tu obietnicą wypływającą z owej przynależności. Za pomocą tego niewidocznego na pierwszy rzut oka mechanizmu czołowe partie podważają społeczeństwo obywatelskie u jego podstaw – rozdając miejsca potencjalnym niepokornym przejmują kontrolę nad ich niepokornością.

Odrozek i Janas myślą, że ogrywają Kotarbę i stanowią dla niego problem. W rzeczywistości są przez niego zniewoleni we własnym działaniu. Są pod kontrolą, podobnie jak Wyroba, nawet o tym nie wiedząc. To najgorsza forma zniewolenia, bo kajdany na ręce założyli sobie sami, przyjmując logikę partyjnej przynależności jako wyznacznik zakresu ich samorządowego zaangażowania.

Logika ta tłumaczy również brak alternatywnych kandydatów w nadchodzących wyborach samorządowych. Część komentatorów lokalnej sceny politycznej słusznie pyta, gdzie są ci, którzy stanowić mają przeciwwagę dla obecnej burmistrz? Do tej pory jedynie jedna osoba zadeklarowała start w wyborach – mam na myśli siebie. Nie chodzi wyłącznie o  zastraszenie opozycji, terror totalitarnych rządów Ewy Filipiak. Sprawa jest znacznie prostsza, wręcz banalna. Nie będę startował z listy partyjnej, lecz sam tworzę swoje środowisko polityczne. Nie muszę więc czekać na zaproszenie na listę, wystawienie kandydatury będące produktem targów i układów. Pozostali czekają. W przyszłych decyzjach będą z definicji ograniczeni – zobowiązaniami wobec tych, dzięki którym staną się kandydatami.

“Popieram tylko to, co skuteczne”

Odmianą opisanego problemu jest zagadnienie skuteczności, nader często podnoszone w kontekście referendum gminnego. Dlaczego mam popierać i angażować się w jakieś działania, skoro z góry wiadomo, że są one nieskuteczne?

W czasie wykładów uczę swoich studentów kluczowej moim zdaniem prawdy – skuteczność nie jest miarą działań politycznych, wbrew pozorom. Problemem jest tu kalibracja miary. Co stanowi o skuteczności referendum? Odwołanie rady i burmistrza? A co jeśli komisarzem zostanie ktoś, w czyim interesie będzie przetrwanie obecnego układu? Może więc referendum powinno być wyłącznie narzędziem do osiągnięcia celu ostatecznego, jakim jest likwidacja totalitarnych, mafijnych rządów i odzyskanie gminy dla mieszkańców? A może chodzi o cele jeszcze bardziej długofalowe? Wszystko więc sprowadza się do zagadnienia, kto powinien decydować o tym, jak mierzyć skuteczność przewidywanych działań politycznych. Ja sam mam to oceniać? Co daje mi do tego prawo?

Zagadnienie skuteczności działań politycznych jest więc o wiele bardziej złożone, niż wydaje się to większości wydających na jej temat zdecydowane sądy. W istocie, jest ono na tyle niezrozumiałe, że większość wypowiedzi dotyczących domniemanych efektów działań (zwykle, jak już wiemy, niepodejmowanych, bo niepopieranych) ma charakter nadużycia i w istocie jest jedynie kolejnym sposobem maskowania ambicjonalnych pretensji, niewiele mających wspólnego z politycznymi realiami.

Nie wierzycie? Zatem zadajcie sobie pytanie, gdzie bylibyśmy dzisiaj, gdyby nie znaleźli się tacy, którzy z uporem dążyli do realizacji zamierzeń ocenianych przez większość jako nierealistyczne, niemożliwe do realizacji? Upadek niewolnictwa, segregacji rasowej, PRL’u – wymieniam najbardziej oczywiste. Czy Lenin i Piłsudski byli realistami? A Castro, Wałęsa, Wojtyła, Mandela czy Gandhi?

Jest jeszcze efekt samo-spełniającego się proroctwa. Angażowanie się w działania pozornie nieskuteczne prowadzi do wzrostu prawdopodobieństwa realizacji ich celu. I na odwrót, ruch przeciwny prowadzi do realizacji czarnej przepowiedni, której się jest oddanym wyznawcą. Okazuje się zatem, że co jest pozornie, a co faktycznie nieskuteczne w polityce (jakże pod tym względem różnej od fizyki) jest więc kwestią czynu, a nie przekonań. Znów całkowicie inaczej, niż myśli to większość politycznie aktywnych osób.

Zabawne, ale psychologia polityczna decyduje tu o rzutowaniu intuicji fizycznych na politykę – samo w sobie stanowiąc interesujący fenomen, wart dalszego badania.

“Wiem najlepiej”

Biorąc powyższe pod uwagę, decyzja o zaangażowaniu politycznym, podjęciu określonego działania, nie powinna być wynikiem racjonalnego namysłu nad celem i środkiem, lecz raczej odruchu wsparcia osób, których postawy, ideały i czyny warte są w subiektywnej ocenie wsparcia.

Wiem, że nic nie wiem – głosił Sokrates jako podstawę rozumnego życia. Tymczasem, uczestnicy naszego skarłowaciałego społeczeństwa obywatelskiego zdają się wiedzieć, i to wiedzieć najlepiej. Dominują opinie, uwagi, zarzuty i komentarze. Brakuje rąk nie tyle do pracy, co choćby wyciągniętych w geście symbolicznego wsparcia. Tak jednak nie uprawia się życia politycznego, zaangażowanego, tak się nie walczy o ideały. Znowu, przekonanie o własnej nieomylności, o słuszności własnych poglądów, jest często jedynie uzasadnieniem własnej niemocy i zasłuchania w podszepty ego. Wypływa z ignorancji odnośnie natury polityki. Naturą ową jest czyn.

Mędrzec i Szaleniec

Patrząc na politykę, jej aktorów, z jednej strony mamy pozornego Mędrca, racjonalnego myśliciela, albo raczej chłopskiego filozofa, dzisiaj najczęściej w formie komentującego aktualne wydarzenia internauty. Z drugiej Kichote szturmującego barykady. Bez wsparcia Kichote skazany jest na porażkę. Ale to on zmienia bieg historii, inicjuje rewolucje, które później komentują i opisują inni. Mędrzec niczego nie zmieni, jeżeli nie wstanie od klawiatury. Bez niego jednak Kichote jest sam. Tylko czy jest się chociaż chłopskim filozofem, jeżeli nie potrafi się dostrzec tej najprostszej z prawd? Czy ograniczając się jedynie do ferowania ocen wypływających z przekonania o własnej nieomylności, lepszego widzenia politycznego celu, chłopski filozof nie staje się najgorszym z szaleńców?

Na tym kończę walenie w stół. Teraz przemówią nożyce.

37 thoughts on “Przy okazji referendum lokalnego uwagi o naturze zaangażowania politycznego

  1. Pisanie do Ciebie jest jak rzucaniem grochem o ścianę, ale co tam. Tak, różne akcje popierasz, ale protestu Wyroby pod prokuraturą, to nie poparłeś. Dlaczego? Bo musiałoby być napisane że organizuje go M.Klinowski, względnie IWW. Co, może nie tak było? To Ty musisz być głównym punktem każdej demonstracji, każdej akcji, Ty wszystko zrobisz sam, sam zorganizujesz referendum, a potem sam wygrasz wybory. Możesz sobie mówić, że jestem kocichem albo że powtarzam slogany za magistratem, ale jest w Tobie coś z narcyza, i to duże coś. I uwierz wreszcie, że tak Cię postrzegają nie tylko Twoi przeciwnicy, ale i ludzie którzy Cię popierali/popierają. Za Twoimi plecami przyznają to nawet osoby z którymi blisko współpracujesz na co dzień. Ale nie, do Ciebie nic nie dotrze, bo mam wrażenie że do Ciebie nic nie dociera. Nie znam Cię osobiście, więc tak jak większość mieszkańców mogę oceniać tylko to co mówisz, piszesz i robisz publicznie. I wychodzi mi takie połączenie don kichota z zarozumiałym nibymędrcem, niby – bo wydaje Ci się że wszystko wiesz, na wszystkim się znasz i nikomu racji nie przyznasz, bo zawsze musi być po Twojemu. Bardzo mi w tym przypominasz wicestarostę Martę Królik, której też się wydaje, że pozjadała wszystkie rozumy, a trochę też Ewę Filipiak – arogancja, wywyższanie się w niektórych Twoich komentarzach jest nie do zniesienia. I w razie gdyby zdarzył się jakiś cud, czyli gdybyś wygrał wybory, to obawiam się tego, że w jakimś stopniu będzie kopią Ewy Filipiak. Owszem będzie można przyjść do burmistrza Klinowskiego, ale wyjdzie się z kwitkiem, tak jak od Ewy.
    Teraz przemówi ściana. 😉

    1. Protestu pod Sądem Rejonowym nie poparliśmy (nie tylko ja, ale niemal wszyscy), bo nikt nie ma ochoty pokazywać się w jednym miejscu z E. Wyrobą z powodów, o których pisałem. Nic więcej w tej materii nie mam w tym miejscu do dodania.

      We wpisie wyraźnie zaznaczyłem, że samemu nie da się zrobić nic. Ja również nie jestem Herkulesem.

      W jakiej to kwestii jestem “niby mędrcem” na miarę Marty Królik? Proszę o konkretne przykłady, a nie ogólnikowe zarzuty pozbawione treści, do której mógłbym się odnieść. Podobnie o przykłady arogancji i wywyższania się na miarę Ewy Filipiak.

      W jednej kwestii roszczę sobie prawo do pouczania innych – w kwestii działania politycznego i aktywizmu. Z prostej przyczyny – nikt inny tego w dotychczasowej historii Wadowic nie robił, albo nie robił równie skutecznie. W materii tej zebrałem również bogate doświadczenie i nim się dzielę, choć pewnie część osób odbierze to jako “wywyższanie się”.

      Odnośnie Ewy Filipiak i innych polityków lokalnych – różni mnie od nich kwestia podstawowa, moralna. Jestem uczciwy i zamierzam działać w interesie wspólnoty, a nie napychać własne kieszenie. Ta różnica jest dla wielu mieszkańców wyraźnie widoczna.

  2. Wklejam ciekawą wymianę zdań z Pawłem Janasem, jednym z politycznie zniewolonych umysłów.

    Paweł Janas
    Mateusz znowu zarzuca, szufladkuje i nieswiadomie pisze… o sobie i swoim ego. Kocicho tez szufladkuje w podobny sposob, tylko w innym celu.

    Mateusz Klinowski
    Dobrze, że czytasz, bo to ważne przesłanie. Miałbym inne zdanie o Tobie i Heńku (chodzi wyłącznie o ocenę polityczną), gdybym był w stanie wskazać jakąkolwiek Waszą inicjatywę na rzecz zmiany obecnego układu w Wadowicach. Od 3 lat nie zrobiliście nic, bo chodzi wyłącznie o miejsce na liście.

    Paweł Janas
    Nasze działania: poprawki do uchwał (których Ty w ogóle nie zgłaszasz), blog Heńka, niezliczone interpelacje, projekty uchwał; opierają się dokładnie na tych samych zasadach co Twoje działania. I przypomne, że Twoje działania NIC NIE PRZYNIOSŁY – co więcej! jak sam piszesz ludzie mówią, że działasz często bez sensu i bez strategii (nie tylko Edward Wyroba). Ja nie mam zamiaru Ciebie atakować, bo uważam, że ostatecznie mamy ten sam cel, ale widzę, że Tobie się “wrogowie polityczni” pomylili. Albo już w Twojej głowie jesteś burmistrzem i obawiasz się… opozycji? Następnym razem jak nie będziesz umiał wskazać naszych działań to proponuje… Bilobil

    Mateusz Klinowski
    Paweł, chyba się nie rozumiemy. Najważniejsze projekty uchwał jedynie podpisaliście. Kosztowało nas to wiele wysiłku. Twoje interpelacje są w sprawach kosmetycznych (urynał) i można policzyć je na palcach jednej ręki (w roku). Heniek prowadzi bloga od święta do święta (słynne życzenia nowego roku w marcu). Poza momentem, kiedy musicie zjawić się po diety (obrady) nic nie robicie konstruktywnego, nawet boicie się zalajkować na fejsbuku. Polityka pomieszała Wam w głowach, ale wydaje się Wam, że rozgrywacie partię ze Staszkiem, który w istocie kontroluje Wasze działania. I jak dobrze wiesz, nie jesteście dla mnie żadnym przeciwnikiem politycznym, ale też żadnym sojusznikiem. Powoli zapominamy już, że w ogóle istniejecie. Nawet Szczur śmieje się, że Was nie ma Co przyniosły zaś moje działania? Rozejrzyj się wokoło, pogadaj z osobami w Wadowicach o polityce. Ale najpierw musiałbyś tam w ogóle się pojawić.

  3. Wywołany z imienia i nazwiska przez dr Klinowskiego, z szacunku do onej radosnej „twórczości”, zmuszony jestem się do niej odnieść…

    Pierwszym moim odczuciem po lekturze tego elaboratu jest, że pan Doktor napisał… o samym sobie!
    Wszak już od jakiegoś czasu to On jest największym sprzymierzeńcem Filipiakowej i powoli zostaje z tym wszystkim co robi… sam.
    Przecież nawet nie sposób zaprzeczać, że angażując się w życie publiczne gminy, emanował przede wszystkim własnym ego, które wymagało pielęgnacji, najczęściej poprzez nieustanne zapewnienia o słuszności racji i drogi pana Doktora. Czym słabiej wypadały Jego działania, tym ego czuło się lepiej, utwierdzone w nieomylności… Stąd namacalny wręcz dogmat popierania tylko własnych wizji, popieranych wyłącznie przez pana Doktora i Jego najbliższe otoczenie.
    Pod pretekstem sporu, m.in. z Wyrobą, o strategię polityczną (o którą nigdy się nie spierałem), od jakiegoś czasu oglądamy wyłącznie osobiste, ambicjonalne popisy pana dr Klinowskiego…

    I dało się to zauważyć nie tylko pod Prokuraturą… Co już w pierwszym komentarzu przywołał uważny obserwator wadowickiej sceny politycznej oraz działań radnego Klinowskiego.
    W akcji „ścieżek rowerowych”, w której całkowicie zginął jej inicjator – również!
    Ale to nie wszystko…
    Bowiem trudno nie zauważyć, że wszystkie podejmowane przez pana Doktora „akcje” (oprócz śmieciowej – to trzeba przyznać!), to wyciąganie spraw ujawnionych zarówno publicznie jak i procesowo wcześniej jeszcze na przełomie wieków przez pismo „Nad SKAWĄ”, a później… przeze mnie! A więc sprawy mające już swój finał i tylko przez dr Klinowskiego „odgrzewane” niczym nieświeży kotlet…
    Taką była m.in. sprawa „willi w Kleczy” i kilka innych, które podnoszone przez dr Klinowskiego na nowo i tak nie mogły Filipiakowej przynieść już żadnych szkód…

    Niestety, pomimo iż zwracałem radnemu Klinowskiemu uwagę na sprawy dotąd tak naprawdę nierozwiązane, bądź sprawy ważne społecznie, które we wspólnym działaniu mogły odnieść pożądany skutek, nigdy akceptacji pana Doktora nie uzyskały.
    A jest ich sporo…
    I nie będę przywoływał tu wszystkich, a tylko trzy…
    Począwszy od „znikania” z gminnej kasy wpłaconego podatku od środków transportu, poprzez pamiętane przez wielu „… 106 tysięcy”, które w niewyjaśnionych do dzisiaj okolicznościach z budżetu gminy „wyparowało”, aby na zawalonym – m.in. z powodu biernej postawy Filipiakowej i akceptacji przestępstwa przez wadowicką Prokuraturę – moście na Kleczance zakończyć.
    Niestety, dla dr Klinowskiego są to sprawy niegodne Jego uwagi.
    Ale za to z ogromnym zaangażowaniem „przyssał” się do remontu ul. Karmelickiej…
    Szkoda tylko, że dopiero wówczas, kiedy pod groźbą obciążenia mnie wysokimi kosztami badań podłoża ulicy oraz wytoczeniem mi przez włodarzy gminy sprawy za zawiadomienie o przestępstwie, którego rzekomo przy tym remoncie nie popełniono sam udowodniłem, że remont wykonano niezgodnie z projektem (przy sutej rewitalizacji gminnego budżetu – ponad milion złotych), a podbudowa spod Karmelickiej posłużyła do budowy prywatnego parkingu!

    Dlaczego nie było pana radnego Klinowskiego w tej sprawie od początku?
    Odpowiedzcie sobie Państwo sami.

    Podobnie jak na pytanie o sens organizowania referendum, które nie ma żadnych szans powodzenia.

    Wszak jako radny, dr Klinowski doskonale zdaje sobie sprawę, dlaczego również bez powodzenia zakończyło się referendum organizowane kilka lat wstecz przez wadowicką opozycję (bo chociaż dr Klinowski takowej nie zauważa, ona jednak była i jak umiała tak działała na rzecz gminy i jej mieszkańców).
    Jednak, chociaż wynik samego głosowania był imponujący (96 % oddanych głosów było za odwołaniem władz gminy), zabrakło frekwencji.
    Dlaczego?
    Bo największym pracodawcą w gminie, w której zniszczono wszystkie niezależne od ratusza zakłady pracy, jest… burmistrz!
    Jemu podlega „armia” urzędników z ratusza, szkoły podstawowe i gimnazja, wszystkie gminne spółki a nawet rejestrowana w gminie działalność gospodarcza, zaś finansowo zależne od burmistrza są stowarzyszenia i kluby sportowe, ochotnicze straże pożarne i wiele innych jednostek organizacyjnych.

    No i jak przystało na burmistrza, wszystkie Komisje referendalne obsadził (co zrobi również teraz)… swoimi! Wyposażając ich na koszt gminy w kajet i kilka długopisów, aby starannie notowali wszystkich „niepokornych delikwentów”, którym zachce się robić frekwencję!

    Może zabrzmi to kabaretowo, ale podczas tego pamiętnego referendum wielu z naszej grupy referendalnej jeszcze podczas głosowania odbierało telefony ze słowami „… przepraszam, ale nie wejdę do lokalu aby oddać głos, bo siedzi tam radny (…), a nie chcę stracić pracy.”.

    Czy to takie trudne do zrozumienia?
    I naprawdę nie mieliśmy żalu do tych osób, często do dzisiaj popierających nasze działania, bowiem wbrew twierdzeniom dr Klinowskiego, nie zostałem w swoich poczynaniach sam!
    I tu szczerze oraz z ogromnym szacunkiem muszę przyznać, że gdyby nie grono ludzi oddanych wspólnej sprawie, nie miałbym dzisiaj liczonych w setki kart dowodów na budżetowe złodziejstwo oraz inne pozaprawne poczynania lokalnych włodarzy.

    Ale pan Doktor zamiast wysłuchać tych za i przeciw, wolał porównać mnie do asystenta Płaszczycy oraz uznać za blogera popierającego działania papieskiego burmistrza i jego mafii twierdząc, że referendum organizują tylko blogerzy nie zgadzający się z obecną polityką władz gminy.

    No cóż, Jego prawo!
    Tak jak moim prawem, będąc wywołanym „do tablicy”, jest zwrócenie Państwa uwagi na to, że w mojej ocenie już od dosyć dawna pan dr Klinowski robi tylko to wszystko, co nie może w żaden sposób… zaszkodzić Filipiakowej!

    1. Głos godny uwagi, choć w stylu, którego można było się spodziewać. Sprawa jest prosta – czy owo mityczne, widmowe grono popierających Ciebie, Edwardzie, osób, zamierza podpisać się pod inicjatywą referendalną, nie biorąc za nią żadnej dalszej odpowiedzialności (co oczywiste i akceptowane, w świetle przekonania o nieskuteczności owej inicjatywy), czy też… podpisów swoich odmówi?

      A jeżeli tak, to w imię czego? – zapytuję.

      1. Doktorze,,, Pan czyta, a może nie rozumie? Bo chyba napisałem wyraźnie to, co Panu powinno być wiadome z autopsji! Jeżeli oczywiście jest Pan radnym a nie figurantem za dietę!
        Dlatego na Pańskie pytanie też odpowiem pytaniem – dlaczego nie było Pana pod Prokuraturą?
        Bo postawił mi Pan warunek, że tylko wówczas weźmie Pan udział w pikiecie, jeżeli organizatorem będzie Klinowski oraz IWW!
        Ja takich ambicji nie mam i nie zamierzam zabierać Panu praw do inicjatywy referendalnej. Tym bardziej, że jak napisałem, organizując dzisiaj referendum tylko wspomaga Pan taką inicjatywą burmistrza!

        1. No i wszystko jasne! Najpierw zrobiłeś wielką pikietę, na którą nikt nie przyszedł, bo nie chciał się z Tobą pokazać, a teraz Twoje “liczne środowisko” nawet nie podpisze się za referendum, bo wiesz lepiej, co jest właściwe i słuszne. Jak zwykle przecież. Dlatego właśnie nadal rządzi Filipiak, mimo, że ma na przeciwko takiego “wielkiego przeciwnika”, jakim jesteś.

        2. Skorpionie,

          używając poetyki znajomej, analogicznie, odpowiem na pytanie w odpowiedzi na pytanie pytaniem:

          – A po co miałem być tam sam, obok jedynie Skorpiona?

          Reszty nie sposób komentować – chyba, że się jest jedynie figurantem na diecie!!

          1. Doktorze!
            Nie będę komentował bo i co komentować?
            Przepraszam, że wcześniej nie zauważyłem, iż to Ty jesteś… wielki!
            Niepowtarzalny!
            Jedyny w swoim rodzaju!
            I nikt inny, tylko Ty!
            I niech tak zostanie!

  4. Może trochę nawet czasu szkoda, ale z drugiej strony świadoma prowokacja i pomniejsze insynuacje nie powiny jedna pozostać bez odpowiedzi. Niestety. Niestety Mateusz wrócił na ścieżkę egocentrycznego wyolbrzymiania swych niewątpliwych zasług i , jak to u egocentryka, jednoczesnego pomniejszenia lub nawet obraźliwego dezawuaowania działań innych ludzi i w sensie rodzajowym: innych niż ulubione przez niego happeningi i procesy sądowe sposbów działania. A miałem przez moment wrażenie, że dla dobra sprawy potrafi powściągnąć swoje wybujałe “ego” – było to jednak, jak widać, złudzenie, temperament “jedynego ” i “jedynego w swoim rodzaju” wziął górę…
    A teraz do meritum – działania Janasa i Odrozka to “zero jakościowe”? (poza wszystkim – co to za dziwaczna figura retoryczna?) Odpowiadam w swoim imieniu – grubo już ponad sto interpelacji, doprowadzenie do spotkania w sprawie “małej architektury”, wymuszenie zmian w Statucie w sprawie informacji publicznej, konsekwentne demaskowanie “wadowickiej ukladanki” na sesjach, komisjach i na blogu, wreszcie – sprawdziłem to niedawno: poruszenie wszystkich spraw zapisanych w programie wyborczym “Bliżej ludzi”? Trzeba wyjątkowo złej woli, żeby tak podsumować moją działalność publiczną. No i ta dziecinada obsesyjnie powtarzana o jakichś spóźnionych życzniach na blogu – doktorze, kiedy Ty ostatnio w ogóle złożyłeś komukolwiek publicznie jakiekolwiek życzenia? A może tak więcej empatii by sie przydało, teoretyku polityki, który wbrew jakiejkolwiek sensownej taktyce sam sobie “tworzysz” – bez potrzeby – ciągle nowych wrogów nawet tam, gdzie mógłbyś mieć jeśli nie sprzymierzeńców, to przynajmniej życzliwych kibiców? Może to dobre “na barykady” (określenie Twoje – wiele mówi o nastawieniu!), ale do skutecznej polityki się nie nadaje. A przeciez cel działających dla dobra publicznego jest ten sam – wyplenić patologię aktualnej władzy, różnimy się tylko metodami. Ale żeby to zrozumieć, trzeba by się wznieść ponad perspektywę własnego “ego” – czyżby to było ponad Twoje siły, Mat?
    Po drugie – “ogrywani przez Kotarbę”, “zniewoleni przez Kotarbę”, “oczekujący na miejsca na listach wyborczych Kotarby”. Sorry, a kto to jest , kto to za chwilę będzie Kotarba? Czy ty żyjesz w jakimś swoim egocentrycznym “matriksie”, niczego nie czytasz, niczego poza własnymi happeningami nie zauważasz? Poczytaj, rozejrzyj sie , POMYŚL – to nie boli, a wtedy dostrzeżesz, jak oceniam w/w i czy realne jest, żebym znalazł się z nim w jakiejkolwiek “konfiguracji politycznej”?
    Mat, szkoda, że strzelasz ślepakami i to w plecy ludzi, którzy finalnie dążą do tego samego celu co Ty. Ogarnij się, bo czasu coraz mniej i przypomnij sobie, co Ci już kiedyś mówiłem: synergia , chłopcze, synergia…Bez odbioru, bo szkoda mi czasu na jałowe polemiki, uprzedzam.

    1. Jak już pisałem, ani Ty, Henryku, ani Paweł Janas nie są moimi wrogami politycznymi, przeciwnikami czy konkurentami. Nie jesteście jednak niestety także sojusznikami. Bycie sojusznikiem wymaga bycia, a tego niestety w Waszym przypadku brakuje.

      Setki interpelacji, demaskowanie na blogu układu… można popłakać się ze śmiechu. Nie jest to jednak miejsce na udowadnianie, że Wasz wkład w przemiany demokratyczne w Wadowicach jest niewielki, śladowy, niezauważalny. A praca wykonywana na rzecz społeczności lokalnej poniżej oczekiwań. Jest to dla mnie (i wielu innych) niezrozumiałe i stąd hipoteza, którą postawiłem w tekście (którą Ty nazywasz “insynuacją”). Moim zdaniem jest ona trafna.

  5. Ale to przykre, teraz wszyscy skaczą po Mateuszu, jak kozy na pochyłe drzewo.

  6. “….. decyzja o zaangażowaniu politycznym, podjęciu określonego działania, nie powinna być wynikiem racjonalnego namysłu nad celem i środkiem, lecz raczej odruchu wsparcia osób, których postawy, ideały i czyny warte są w subiektywnej ocenie wsparcia.” – jednakowoż tego nie da się pogodzić z zaniechaniem pod prokuraturą;) Ono było zaprzeczeniem tej tezy – wynikiem racjonalnego namysłu właśnie.

    Tekst bardzo ciekawy – jako przyczynek do dyskusji o naturze wielkich historycznych zmian, o naturze politycznego zaangażowania i polityki jako takiej – ale ma się nijak do mozołu przekonywania lokalnych współplemieńców do wyboru raczej tej a nie innej drogi. Do przekonywania ich do samego siebie w ostatecznym rozrachunku.

    Naturą polityki jest działanie – TAK!! Zgoda. Ale nie jakiekolwiek działanie. Nie działanie które w niedającej się przewidzieć przyszłości odbije się synergiczną czkawką i obali mury. O ile wciąż stoimy twardo na ziemi i mówimy o lokalnych sprawach, a nie o zbawianiu świata w ogóle, to działanie powinno się koncentrować na zdobywaniu sojuszników i pracy u podstaw. No i – niestety – na naginaniu siebie do materii a nie odwrotnie. Inaczej tłumowi pozostaną tylko wspomnienia – opowieści i pieśni o samotnym Kichocie.

    1. Zaniechanie pod prokuraturą? Zabrakło “odruchu wsparcia osób, których postawy, ideały i czyny warte są w subiektywnej ocenie wsparcia”, bo zabrakło własnie takie wartej poparcia osoby. Przede wszystkim w ocenie innych (ja opowiadałem się za wsparciem Wyroby, mimo wszystko).

      Przekonywanie współplemieńców, zdobywanie sojuszników – prowadzi do niego wspólne działanie, wspólne się wspieranie, efekt kuli śniegowej. Synergia to siła rozproszonych działań napędzanych przekonaniami poszczególnych ich inicjatorów, które często wykluczają się wzajemnie. Ale nie przeszkadzają wspólnie wspierać, wbrew temu, w co wierzymy.

  7. Witajcie.
    Aby zmniejszyć represje wobec Mieszkańców za udział w referendum (to to pewnik),czy można wpisać drugie pytanie np.czy jesteś za ścieżkami rowerowymi (nie trasami)?
    Miłego Dnia tyż Staszek.

  8. @Henryk Odrozek
    Dobrze Pan wie, że dopóki dużą władzę mają Raś i Graś to Kotarbie włos z głowy nie spadnie, trochę Pan mydli oczy.

  9. Pozwólcie że podsumuję ten wątek cytatem zapamiętanym z przeczytanej może dwadzieścia lat temu książki. Każdy zrozumie jak zechce:

    “Srajcie!- powiedział król.
    I kilkadziesiąt tysięcy poddanych nadęło się i zaczęło srać
    albowiem było to w tych czasach, kiedy słowo królewskie było prawem”

  10. No. To gdy już osiągniesz sukces w budowaniu wokół siebie opozycyjnej pustyni, to będziesz mógł wydłubać mnie w skale. Na wieczną rzeczy pamiątkę.

  11. Dobrze, ze te tekst powstał, pokazaliście, iż opozycji nie ma, jest tylko grupa osób, ale każdy gra na siebie. Typowe polskie piekiełko.

    1. Jakie Ty tu Majka piekiełko widzisz?

      Jest po prostu jak napisałem wyżej…
      Tylko pan Doktor jest… wielki!
      Niepowtarzalny!
      Jedyny w swoim rodzaju!
      I nikt inny, tylko On!
      I niech tak zostanie!

      Wszak wydaje się Mu, że zarówno przed nim jak i kiedy nastał była tu pustynia, na której potrzebny był dopiero On, powstający na łonie Filipiakowej niczym… Fenix z popiołów!
      I…
      W proch się… obróci!

      A wszystko z tak błahych powodów jak… pycha, chciwość, nieumiarkowanie, gniew i… lenistwo!

      1. Panie Edwardzie, a jak ja zwykły wyborca mam myśleć, każdy zachwala swoje zasługi zamiast się skonsolidować i działać wspólnie, a Kotarba zaciera ręce i się cieszy z takiego obrotu sprawy.

        1. Majka…
          Czy to pytanie aby na pewno do mnie?
          Odnoszę wrażenie, że nie!
          Bo nie tylko nie zachwalam żadnych swoich zasług ale też nie spłodziłem na swoim blogu jakiegokolwiek materiału ku uciesze Kotarby…
          Więc proszę adresować pytanie pod adres Autora “pełnego zasług”!

          1. Trochę mi to przypomina polowanie na czarownice.

    2. Witajcie.
      @Majka:
      Sie mnię przypomniał dawny kawał jak to Pan Bóg wizytował piekło.
      Przy różnych kotłach chmary diabłów pilnowały coby nikt nie uciekł.Jedynie kocioł Polska był bez obstawy.Lucyfer wyjaśnił co w tym kotle jak ktoś się wychyli to pozostali Go nazad wciągną.
      Miłego Poranka tyż Staszek.
      P.S.A one zacierają ino rączęta i onlicza im jaśnieją.Widziałem łunę nad UM.

  12. I cały problem w tym Panowie,że Polacy nie umieją i nie chcą pracować w zespole!!!!!!!!!!!Łączą się w grupy interesów,w grupy poparcia złego-dobro wspólne to obce im słowo,to tylko marzenie- bo tworzenie dobra wymaga od każdego wielkiego wysiłku,a kogo nań stać??? I chociaż wyuczy się młodzież współpracy-szybko przekonuje się ona,że wybujały egocentryzm,indywidualizm zniweczy wspólnotowe zamiary. Marazm to też nasze przekleństwo…Ale najgorzej mają ci,co coś naprawdę robią.Przypominają się słowa Norwida “najwięcej chcą od świata ci ,co nic nie robią” …..dlatego tacy Mateusze będą zawsze posądzani o egocentryzm………a mówią mu to inni egocentrycy-swój swojego wywęszy. Przywódca musi mieć to ego-u nas przywódców dostatek.Tylko jakich? Boimy się ludzi mających wiedzę,a jeszcze bardziej dzielących się nią. Lubimy ciemność,bo światło razi maluczkich -a Wadowice to centrum totalitaryzmu,gdzie się człowiek może tylko rozchorować,gdzie sitwa burmistrzowska ma czas obmyślać nowe plany intryg ,by władzę utrzymać i jeszcze za takie myślenie bierze pieniądze!!!.A biedny lud mawia-my nic nie poradzimy na to…Gmina ,w której urodził się JPII nie zna Jego słów”idź pod prąd” -“nie lękajcie się”…Osłodzili sobie życie kremówkami,ten paraliżujący strach przed zwolnieniem . Wadowicom i Sokrates Mateusz nie pomoże,skoro nie mógł naukami pomóc JPII .Tak jak Go w mieście urodzenia zlekceważono to nigdzie,a pani burmistrz siedzi tyłem do kościoła,bo co byłoby gdyby w rozmowie z petentem spojrzała niechcący na drzwi bazyliki? Może sumienie przemówiłoby ludzkim głosem,a to takie niepolityczne .

    Na koniec-egocentrycy Wadowic łączcie się-bo nie zmartwychwstaniecie-NAPRAWDĘ!

    1. Egocentrycy? No przecież najlepiej łączy Mateusz! Wystarczy przeczytać jeszcze raz tekst powyżej, żeby zrozumieć, bo najwidoczniej zrozumienia zabrakło redagując powyższy wywód?

  13. Czas chyba na krótkie podsumowanie dyskusji. Powstał tekst, w którym opisałem moim zdaniem najistotniejsze mankamenty polskiego, lokalnego życia politycznego – brak realnego zaangażowania w zmiany napędzany przekonaniem o słuszności własnych racji i pomysłów na owe zmiany. Następnie odezwały się 3 grupy głosów.

    1/ Przekonani o słuszności własnych racji – wskazali, że samolubnie, egocentrycznie uznaję swoje racje (a miałbym nie uznawać?), a nie ich, więc nie będą mnie popierać (co już od dawna wiem).

    2/ Janas i Odrozek przekonani o tym, że ich przynależność partyjna nie jest dla nich żadnym ograniczeniem, bo tak wiele przecież zrobili “dla sprawy” – dostarczyli tym samym dowodu, jak silnie logika tej przynależności potrafi zaburzyć postrzeganie rzeczywistości przez nią “zaczadzonych”. Tak czy siak – nie będą mnie popierać.

    3/ Głosy wskazujące, że podzielenie się wrażeniami na temat lokalnego zaangażowania oznacza odepchnięcie od siebie wszystkich tych, którzy mogliby się zaangażować, obrażenie ich – zakłada to, że zaangażowanie się opisanych w popieranie wspólnych działań było w ogóle możliwe. Moim zdaniem nie było.

    Pod wpływem mojego tekstu człowiek inteligentny się zastanowi, przemyśli lokalne uwarunkowania. Ale z pewnością nikt nie zacznie działać, ani też nie przestanie. Jeżeli mam rację, wymowa tego tekstu w żaden sposób nie wpłynie na sytuację lokalną. Może jedynie ucieszy burmistrz i jej popleczników. Przynajmniej im podarowaliśmy odrobinę radości.

    1. Panie Mateuszu,

      Cierpliwosci, jest ruch, linia komunikacyjna otwarta. Polskie spoleczenstwo stracilo wiele dziesiecioleci jesli chodzi o nauczenie sie sztuki dyskutowania, umiejetnosci pertraktacji politycznej i spojrzenia z punktu widzenia ‘drugiego’ a zatem process trwa i potrwa.

      Jesli moge cos zasugerowac, to pomocy specjalisty mediatora. Trzeba stworzyc warunki do porzadnej dyskusji, postawic problem i przeprowdzic dyskusje w kontrolowanym srodowisku.

      Czas na przejscie na nastepny poziom. jestem pewna ze to nie przerasta panskich sil i umiejetnosci.

      Good luck!

  14. Panie Edwardzie w prywatnej rozmowie jest Pan uroczym człowiekiem (byłam u Pana w Galerii rok temu), ale w sieci jest Pan czasem nerwowy. Kocichowi też Pan zrobił przyjemność publikując tekst o Mateuszu.

  15. Jest mi niezmiernie miło, wręcz czuję się zażenowany tak pozytywną opinią…
    Ale niestety, taki już jestem, że prawdę lubię walić taką jaką ona jest…
    Mea culpa…

    1. Panie Edwardzie,

      Prawda nigdy nie nalezy do jednego czlowieka. To ze lubi pan ‘walic’ to jeszcze nie przestepstwo ale w bonum comunae trzeba sie nauczyc rozmowy/dyskusji/pasji tworzenia. ‘Walenie’ ma duzo z rozwalaniem a tu trzeba budowac. W sluzbie publicznej wymagane jest odejscie od tego co sie lubi i odnalezienie pomostu pomiedzy tym czego chca i co lubia inni.

  16. Pani Renato…
    Aby budować, to trzeba mieć przede wszystkim… z kim!

    Dziwne, że nie zauważyła Pani, że wszystko co Pani zarzuca mojej skromnej osobie, zaczął pan Doktor, jak tylko skromnie odpowiedziałem. A to chyba nawet z uprzejmości i szacunku do adwersarza wypada zrobić?

  17. To nie zarzut, tylko obserwacja. W systemie demokratycznym polityk musi sie nauczyc budowac z tego i z tym co jest. Ewolucja raczej anizeli rewolucja. Ucza sie wszyscy zaangazowani. To wymaga czasu, cierpliwosci i otwartosci. Jak napisalam 7 czerwca do pana MK:
    Cierpliwosci, jest ruch, linia komunikacyjna otwarta. Polskie spoleczenstwo stracilo wiele dziesiecioleci jesli chodzi o nauczenie sie sztuki dyskutowania, umiejetnosci pertraktacji politycznej i spojrzenia z punktu widzenia ‘drugiego’ a zatem process trwa i potrwa.

    Jesli moge cos zasugerowac, to pomocy specjalisty mediatora. Trzeba stworzyc warunki do porzadnej dyskusji, postawic problem i przeprowdzic dyskusje w kontrolowanym srodowisku.

    1. @Renata Towlson

      Nie wiem skąd się kobieto wzięłaś, ale trwaj, jesteś, no – przynajmniej mówisz – pięknie:) Otóż to -politycy muszą nauczyć się budować z tego co jest. Z taką właśnie tezą próbuję przebić się do świadomości i muszę przyznać że , póki co, z zerową skutecznością. Póki co na wadowickim podwórku zapanowała szlachetna, oraz całkowicie utopijna wizja “zmiany oblicza ziemi, tej ziemi”. Co w szczególności oznacza próbę przeorania mentalności ludzi, którzy taką a nie inną mentalność mają od pokoleń, i która stała się już ich niemalże genetycznym sztafażem.

      Najciekawsza obserwacja jest zaś taka, że starsi opozycjoniści już wydali wyrok na miasto a młodsi, w razie się nie powiedzie, w ochotą go powtórzą. Wyrok ów daje się opisać tak – “jest jak jest bo mieszkańcy to sami sobie winni głupole”. Dla mnie polityk wypowiadający takie słowa brzmi po prostu żałośnie.

  18. Jest duzo do zrobienia w Wadowicach. Jak pan ( domyslam sie ze Dziadunio to pan raczej anizeli pani) zauwazyl, jezyk politykow tez sie musi zmienic.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *