Ochotnik z Choczni

Radny Józef Cholewka chciał bronić w sądzie "czci i godności" Gminy Wadowice. Skończyło się jednak na chęci "dania w ryło". W remizie.

1. JÓZEK

Startował w plebiscycie na Mocnego Człowieka Małopolski. Wreszcie nim został, okazał się mocny. W gębie. Kiedyś ochotnik rezerwy, w odwodzie lokalnego komitetu, dziś właściciel komitetu własnego, w pierwszym szeregu zaplecza burmistrz. Józef Cholewka nie jest szewcem, co sugeruje nazwisko, ani aktorem charakterystycznym, jak wynika ze szlachetności rysów. To udzielny, gminny książę, który awans zawdzięcza umiejętnym roszadom za stołem. Stołem, na którym nigdy jedzenia i picia nie brakowało. To zresztą widać.

Józef zwany jest w swojej wsi “Józkiem”, miejscowi na swój sposób go cenią. Panem może nie jest, ale wójtem i plebanem już prawie. Cholewka przez lata był bowiem dysponentem głosów, którym panowanie zawdzięczała Ewa Filipiak, burmistrz i cesarzowa Wadowic. To właśnie “cudowne” choczeńskie głosowania zapewniały jej niezmącone panowanie. Nikt nie kochał jej tak, jak mieszkańcy Choczni. Gwarantował to Józek. Dzięki wyborczym uprzejmościom, a także odwrotnej ich stronie – wyborczym szachom, do Choczni płynie strumień gminnych środków. Chocznia więc na tle innych miejscowości wyróżnia się sytością – przypominając wydęty brzuch jej dobrodzieja. Gdy pospólstwo Wysokiej i Stanisławia czerpie wodę z archaicznych studni wdychając z rowów zapach szamba, Józek z rozmachem planuje budowę pływalni. To do Choczni przyjeżdżać będą w odwiedziny pełni podziwu, spragnieni, zaczerpnąć wody, pławić się w luksusie wiejskiej nowoczesności.

Józek to także strażak-ochotnik, który nie waha się bronić godności całej Gminy. Wysłuchuje bowiem po szpitalach, że godność ta została naruszona. A przecież kierowana przez Jóżka jednostka to swoiste i swojskie novum w skali kraju. Remiza wyposażona w pijalnię piwa, boiska i parkingi ma nawet własną orkiestrę. Złośliwi gadają, że straż to głównie dęta, biznesowo-usługowa, a działalność ogniowa jest jedynie kwiatkiem do kożucha działalności Józkowej. OSP Chocznia to bowiem w pierwszej kolejności przedsiębiorstwo, firma. Wykonuje ono różne prace na rzecz Gminy, za gminne pieniądze. Transportuje dzieci, odśnieża drogi. Lokalni biznesmeni wspominają, w jaki sposób wygrywała przetargi, zapewniała sobie monopol – składała oferty bardzo “szczere”, wymowne. Na wyposażeniu jednostki najnowocześniejszy sprzęt za setki tysięcy złotych. Autobusy na sygnale wożące dzieci na basen. I prezes, zawsze w służbowym samochodzie. Straż w akcjach ratowniczych uczestniczy rzadko, ale za to festyny organizuje doskonałe. Zwarta drużyna-firma Józka otrzymuje więc dotacje celowe na sprzęt, gotowość bojową, utrzymanie dróg, kulturę. Każdy strumień gminnych pieniędzy ma swoją stróżkę płynącą pod Józka nóżkę. Rządzi Filipiakowa, a więc rządzi Józek. Przynajmniej w Choczni.

Piekarnia, sołtysowanie, rada powiatowa ds. bezrobocia. Józek wykształcenia nie ma, ale w Radzie Miejskiej jest wiceprzewodniczącym, prezesuje też komisji Inicjatyw Gospodarczych i Rozwoju. W końcu zawsze inicjatywę miał, Chocznię rozwinął. Józek więc jest wszędzie i wszystkim. Zgadza się na kandydowanie nawet przed zgłoszeniem kandydatury. Bi a nawet trilokuje. Ma z czego.

Ci, którym Józkowy, przaśny rozwój Choczni, się nie podoba, ani ci, który rola Józka zdaje się nie pasować do jego kompetencji, niewiele mogą zrobić. W Radzie Miejskiej rządzi Chocznia, choć stamtąd jest tylko 3 radnych. Resztę burmistrz kupuje jednak drobnymi geszeftami, inni boją się wpływów Strażaka i jego bezkarności. A także… prywatnej armii w autobusach na sygnale, podgrzanej piwem i pieśnią orkiestry dętej. W orkiestrze też przecież nie byle kto – sam starosta, były naczelnik więzienia.

Józka po raz pierwszy spotkałem przed laty, zasiadał już wtedy w Radzie Miejskiej. Nie mogłem zrozumieć – byłem wówczas w liceum – co tam robi? Już wtedy słynął z nieokrzesania, wieśniactwa pełną gębą. Taki miał styl. Do dziś niewiele się zmienił.

2. GROŹBY

Wiele osób pyta mnie, co zamierzam zrobić w sprawie nagranych przez nas gróźb Józefa Cholewki? Wniosek o ściganie ochotnika już złożyłem. Prokuratura Rejonowa w Wadowicach również prowadzi w tej sprawie postępowanie, z zawiadomienia Edwarda Wyroby (to niestety jego kolejny, niefortunny wygłup). Do tej jednostki nie mam jednak żadnego zaufania i nie ulega wątpliwości, że zrobi ona wszystko, aby nagranych przez nas gróźb na taśmie nie usłyszeć.  Dlaczego?

Gdy Cholewka groził, stało za nim dwóch panów – Stanisław Kotarba (szef powiatowej PO) oraz Piotr Hajnosz (piszący o sobie “członek władz PO”). Czy również stali szczerze?

Niegdyś opisywałem czynniki, które doprowadziły do przekształcenia Wadowic w prywatny folwark kilku osób piastujących kluczowe stanowiska w mieście. W Studium z zakresu polityki lokalnej republiki bananowej – bo taki tytuł miał ten tekst – wymieniłem m.in. zawłaszczenie struktur partyjnych przez lokalny układ, czy patologiczne uwikłania lokalnych mediów, które przyjmują formy gadzinowe. Mówiłem o kolonizacji instytucji, środków przekazu, ale pominąłem kwestię przemocy. Dziś do niej wracam. Żadna bowiem dyktatura nie cofa się przed przemocą w obronie swoich aktywów. I każda potrzebuje aktywu, który do walki stanie.

Gmina Wadowice to budżet rzędu 100 mln zł rocznie. Część z tych pieniędzy to wydatki sztywne – przekazywane głównie szkołom. Jednak kilka milionów złotych wydawane jest każdego roku wg uznania burmistrz. Radni nie odgrywają żadnej roli – ich rolą bowiem jest od początku roli nie odgrywanie. Zapewniał mnie zresztą o tym w przypływie szczerości sam Stanisław Kotarba, polityczny komisarz i szef lokalnej struktury PO. Radni wg niego mają milczeć i słuchać burmistrz, która najlepiej wie, co zrobić z pieniędzmi. Jak się okazało, sporo środków trafia do kieszeni radnych, a właściwie do stowarzyszeń, w których czołowi, najwierniejsi radni ogrywają wiodącą rolę. W obronę tego złotonośnego “układu” powiązań zaangażowani są więc w naturalny członkowie tych stowarzyszeń – za to dostają pieniądze. I tu na scenie pojawiają się strażacy.

W czasie słynnego przemówienia w Kleczy, burmistrz nieprzypadkowo wzywała strażaków, by przeciwstawili się tym, którzy rzekomo nie szanują ich pracy i uważają ich za osoby II gatunku, a nawet malują swastyki na plakatach strażaka-kandydata w wyborach. Sypała nazwiskami jak z rękawa, wskazywała tych, których atakować należy. Osobą najbardziej agresywną w tych atakach jest nijaki Klinowski, radzę zapamiętać to nazwisko – mówiła. Dziś wiemy, że robiła to “szczerze”, podżegała do przestępstwa.

Spójrzcie teraz, kto po zakończeniu mowy Carycy najszczerzej bije jej brawo, a wcześniej ze skinieniem aprobaty kwituje co celniejsze tezy. Ten strażak, to prawdziwy ochotnik – do dania w ryło.

4 thoughts on “Ochotnik z Choczni

  1. Hajnosz jest faktycznie we władzach małopolskiego PO i to na stanowisku sekretarza Regionalnego Sądu Koleżeńskiego PO, macki rozrośnięte, że szkoda gadać.

  2. O Józku wiele się mówiło i mówi. Słyszałam kilka ciekawych informacji. Józek był kiedyś gminnym pełnomocnikiem ds. dróg. Dlaczego on? Bo ma talent do “obrywu”? Remontowano drogę przez Księży Las (ul. bodajże Góralska). Remont wlókł się niemiłosiernie, ale rozliczono go jeszcze przed położeniem nawierzchni. Mieszkańcy się wkur… i poszli z tym do prokuratury. Józek miał być już na deskach, ale się wywinął. Jakoś sprawę przyklepano, asfalt się znalazł. Komisja Rewizyjna odkryła zaś, że Józek otrzymywał jeszcze umowy jakieś na to, co już miał w innych umowach – w sumie więc brał dwa razy kasę za to samo. Wtedy w Rewizyjnej siedzieli jacyś ludzie z zasadami, a nie nauczyciel Ogiegło, który za dwa etaty “morda w kubeł” i “kradnijta se co chceta”. Józek nie jest więc pełnomocnikiem do dróg. Ale ciekawostka, w powiecie pełnomocnikiem drogowym jest nauczyciel Mastek. Też z Choczni. Ta Chocznia zna się na drogach. Albo i na “obrywach”.

  3. Wysypisko Choczeńskie to robota Cholewki i dla Cholewków. Cholewka czynnie wspierał pomysł lokalizacji śmieci na terenie swojej wsi, z czego mieli korzystać okoliczni mieszkańcy. O obietnicach zapomniano, śmieci walają się za to wszędzie. Na wysypisku Cholewka zatrudnił sobie rodzinę – ale nie do grzebania w odpadach, co robić musi wielu mieszkańców Wadowic. Syn siedzi na bramie, a żona siedziała na komputerach i monitorowała ich pracę. Rodzinna firma. Teraz Cholewka zagłosował ponoć nad prywatyzacją wysypiska. Nie trudno dociekać dlaczego – rodzina będzie na swoim.

  4. Wydarzenie co najmniej kuriozalne. Do tego ktoś wykrzykujący “nie udzielałem głosu”. Oglądając kolejne relacje z przebiegu obrad Rady Miejskiej trudno oprzeć się wrażeniu, że to szopka. Trudno też oczekiwać, że owocem takiej szopki mogą być uchwały, które ułatwią życie mieszkańcom. Dziwię się, że Pan tam wytrzymuje, życzę wytrwałości!

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *