To do Pani, Moniko!

Zdaniem jednych to wybitne jednostki kształtują bieg wydarzeń. Według hipotezy konkurencyjnej, to raczej przypadkowi bohaterowie chwili stają się węzłem przyczyn i skutków, przez który realizuje się duch czasów. Dychotomia ta w oczywisty sposób pomija rolę mediów, a już zwłaszcza Internetu. Pułapkę blogosfery. Teoria rewolucji powinna więc zostać wzbogacona o zapoznany, digitalny komponent.

Kilka lat temu, siedziałem niczym człowiek pierwotny na brzegu rzeki dzieciństwa. Nad głową przelatywały mi już izraelskie F16, wracające z wojskowej parady nad Oświęcimiem. Lecz w głowie kłębiły się jeszcze abstrakcyjne, przewrotne myśli, był czas. A polityka wydawała się być daleko, skryta w ekranach telewizorów. Kilka lat później, właściwie nie wiem jak, znalazłem się w środku heroinowej wojny w rytmie salsy. Widziałem sznur czołgów w imprezowej dzielnicy Pekinu, smutnych Indian pod mostem na Rio Grande. Czas stał się historią, zatoczył koło. Dziś żołnierze Izraela stoją pod domem, gdy idę po bułki. Pilnują wycieczki, bo zabijają cały rok. I codziennie pisze człowiek z więzienia. Pojawiły się pierwsze już donosy, pierwsze “życzliwych” ostrzeżenia. Przemoc puka do drzwi, kiedy niegdysiejsi przyjaciele nie znają nawet ich adresu.

Gdy ponad rok temu zaczynałem pisać blog, nie przyszło mi do głowy, że ktokolwiek będzie go czytał. Że czemukolwiek będzie on służył. Ten blog przejął kontrolę nad moim życiem, tak jak sprawy, o które zacząłem walczyć. Blokowanie autostrady i protest przeciwko obszarom Natura 2000, wybory samorządowe pod flagą kosmosu, wreszcie polityka narkotykowa. Koledzy, którzy stracili wolność i zdrowie, bo wykończyły ich narkotyki, które tak kochali.

Decyzje polityczne podejmowane w Warszawie mają daleko idące konsekwencje na poziomie jednostek. Inicjują procesy społeczne, które echem rozchodzą się do najdalszych krańców. Upadł plan Hausnera, z nim pokolenie JP2. Ktoś został szeryfem, bo z mocy dekretu przestępcami stały się setki tysięcy młodych ludzi. Kto z kolei odpowiada za to, że ja stałem się bloggerem? Że moje życie zastąpiły strategiczne spotkania, komunikaty prasowe, opinie, wywiady. Kto stworzył Radnego, Lobbistę Klinowskiego i przesądził, że na zawsze dość mam już polityki, narkotyków i pracy u podstaw? Chciałbym go odnaleźć i wykrzyczeć mu prosto w twarz – “To przez Ciebie Donaldzie Tusk, przeklęty palaczu marihuany!”

Biuro Rzecznika uratowało w zeszłym roku kilkadziesiąt osób przed karą za posiadanie znikomych ilości narkotyków. Nasze teksty i instrukcje przeczytały setki tysięcy. W następnych latach chcemy doprowadzić do tego, że w Polsce nikt nie będzie już karany za konsumowanie narkotyków. Zamiast tego, będziemy ludzi leczyć, o ile będą tego potrzebować.

Politycy zbudowali pewną konstrukcję, wygodne źródło pieniędzy dla jednych, źródło poparcia dla innych. Samopodtrzymujący się układ tez i przekonań – konsensus prohibicyjny. Jest Pani jego częścią. Moi czytelnicy dali mi tunel długości jednego roku prowadzący prosto do Pani głowy. A ja chciałbym już wrócić do siebie. Odpocząć. Zostawiam Panią z tunelem sam na sam. I ciekaw jestem opinii… Ten blog okazał się bowiem pułapką. Także na Panią.

13 thoughts on “To do Pani, Moniko!

  1. Kliku głosujących na mnie poprosiło o przekazanie następujących spostrzeżeń, obserwacji pytań. Niech i oni mają swój tunel do myśli Moniki Olejnik! (Zapraszam do dodawania kolejnych)

    – Co Pani sądzi o tym, że policja masowo przeszukuje, zatrzymuje, a prokuratorzy oskarżają młodych ludzi, którzy palą marihuanę? Rocznie 20 tys. osób jest karanych z tego tytułu. 9 tys. otrzymuje wyroki więzienia. 500 odsiaduje kary.

    – A czy Pani wie, że niektóre spośród substancji psychoaktywnych zwane są enteogenami, ponieważ w sprzyjających warunkach mają zdolność wyzwalania doświadczeń mistycznych. Takie doświadczenie może mieć dla świadomości trwałe i pozytywnie transformujące skutki w odniesieniu do najbardziej przejmujących aspektów życia.

    – W kraju nad Wisłą nie ma ani jednego lekarza na tyle odważnego, aby przyznać, że marihuana ma zastosowania medyczne.

    – Nikt nie umarł na skutek zażywania marihuany. Tytoń i alkohol przyczyniają się do setek tysięcy zgonów rocznie.

  2. wątpię by Monika załapała o co chodzi na tym blogu i czego dotyczą twoje wpisy. dlaczego ?

    bo marihuana jest beee uzależnia psychicznie i nie prowadzi do niczego dobrego. Choć może leczyć, ubierać, napędzać pojazdy, zniwelować globalne ocieplenie to narkotyk, wiec wszyscy palacze do pierdla, bo palenie trawy zasługuje na kare jak za gwałt w końcu trzeba chronić młodych ludzi zamykając ich w wiezieniach, przynajmniej nie mają problemów z dostępem. Co z tego że nie zabija, niema efektów ubocznych przynosi radość i spokój lepiej napijmy się wódy i chodźmy na miasto jakiś rozpierdol się zrobi będzie zabawa.

    KAWA która zapewne pani olejnik pije litrami to nie narkotyk co z tego ze jak nie wypije choć jednej rano to nie może nic ogarnąć… KOFEINA JEST OK

    NIKOTYNA to też nie narkotyk co z tego ze zapewne paru kolegów z otoczenia pani olejnik jeden od drugiego papierosa odpala a każdy z nich choć raz zapieprzał po fajki o 4 rano na stacje bo mu się jarać chciało, a z rakiem płuc to loteria… NIKOTYNA JEST OK

    ALKOHOL to też nie narkotyk, choć pani olejnik nie raz pewnie kaca nad kiblem leczyła co z tego ze patologia na około, leją się po bramach, żule zbierają na denaturat bo wódka za droga, a dzieci kisi się w beczkach bo na wódkę trzeba mieć, a wychowanie kosztuje, tysiące zabitych rocznie w wypadkach spowodowanych przez pijanych kierowców…. ale ALKOHOL JEST OK

    a dlaczego kofeina,nikotyna i alkohol jest ok

    bo diler mieszka na wiejskiej… tyle

  3. Czy politycy, którzy świadomie kłamią, nie powinni być przez dziennikarzy tępieni, szczególnie gdy sprawa jest oczywista (wystarczy przeczytać 2 artykuły, ale tłuszcza sama tego nie zrobi pozostając zmanipulowaną)? Tak czy nie i czy dotyczy to wszystkich polityków na wszystkie tematy, czy tylko niewygodnych polityków na wygodne tematy?
    Pytam (oczywiście retorycznie) w kontekście wystąpienia Julii Pitery w TVP “Pytanie na śniadanie” ( http://www.wykop.pl/link/473891/wiedza-julii-pitery-na-temat-marihuany/ ).
    A może po prostu kwestia zamykania tysięcy młodych ludzi, którzy zamiast pracować na PKB i bankrutujący ZUS, zjadają nasze podatki w celach, tylko za to, że zamiast w piątek wieczór się upić i np. rozrabiać, wolą w piątek wieczór zapalić i np. tworzyć sztukę, nie jest na tyle interesująca i ważna z dziennikarskiego punktu widzenia, że politycy w tej kwestii mogą kłamać ile chcą i nikt im tego nie wytknie?
    A może są jakieś inne powody tych – w moim rozumieniu – dziennikarskich “zaniedbań”?

  4. jesli dojdziesz do glosu i przyprzesz ja do muru, to koniecznie musisz spytac kiedy dziennikarze TVNu zrezygnuja z wciagania koksu na imprezkach i palenia jointow po, przed i w trakcie pracy? przeciez jest to zabronione przez prawo. skad wiec bierze sie ta zastanawiajaca schizofrenia u polskich dziennikarzy, ze informujemy o zagrozeniach, a potem sami sie nimi z luboscia upajamy? 🙂

  5. jak pokazują badania od 6 do 9% polaków (do 40% warszawiaków) pali marihuanę dlatego warto by zapytać panią Monikę dlaczego nie walczy z stereotypem niebezpiecznej marihuany i popiera zamkniecie w pierdlu ok. 1/10 społeczeństwa!

    Jako dziennikarz zobowiązana jest do rzetelnej pracy i przekazywania PRAWDY (nie zabobonów) w mediach

  6. Dziennikarzom zalezy na utrzymaniu status quo. I to nie tyle polskim. Casus Wielkiej Brytanii, gdzie mieszkasz, Drogi Konradzie, jest tu dobrym przykladem – sprawy takie, jak chocby Kate Moss. Jak mowil Robin Williams w jednym z wywiadow ci sami dziennikarze, ktorzy w garderobie, czy na backstage’u ciagneli z nim koks, pisali potem jaki to z niego cpun. Takze mechanizmy wszedzie sa podobne. I w Polsce nie jest inaczej. Pamietam – jak gdy pracowalem jeszcze w mediach – robilismy swego czasu material na ten temat i probowalismy namowic pare znanych nazwisk ze srodowiska dziennikarskiego, o ktorych wiedzielismy, ze jaraja, zeby zrobily konopny coming out. Nic z tego! Nie ma mowy. A to byly osoby, cieszace sie estyma i popularnoscia jak Pani Monika. Zreszta Ona wyglada mi na osobe, ktora akurat co to marihuana jest dobrze wie. Po prostu robi swoja robote. A czescia tej roboty jest utrzymywanie pewnego status quo. Generalnie kazdy dziennikarz to Kurwa – przepraszam wszystkie przedstawicielki najstarszego zawodu swiata; a im wyzej w hierarchii, tym wieksza.

  7. I jeszcze mi sie nasunelo: status quo, ktore obowiazuje w Polsce rzeczywiscie jest przerazajace. Walka z nim trwa juz od paru lat. W jakis sposob popieram te postulaty, ale z drugiej cala ta argumentacja o medycznych wlasciwosciach marihuany, o wydajnosci w przemysle (papierniczym, czy kosmetycznym) wzbudza we mnie pewien niesmak. Wiekszosc ludzi, ktorzy podnosza tego rodzaju argumenty nie wyglada mi na chorych na SM. Trudno oprzec sie wrazeniu, ze chodzi tylko o to by mozna na luzie w parku skrecic. Jak dla mnie jest to pewne pomieszanie porzadkow i takze (jak u przeciwnika) hipokryzja (tez operowanie sterotypami). Idee przyswiecajace calej kampanii sa z pewnoscia sluszne, zwlaszcza jesli chodzi o represje policyjne. Ale prawda jest taka, ze Ci ktorzy chca jarac i tak jaraja. Najczesciej w klopoty wpadaja ludzie nieostrozni (choc pech tez sie moze zdarzyc). A reszta – zwlaszcza ta dobrze sytuowana – pracownicy mediow (jak dziennikarze) pali w najlepsze. I niewiele ich obchodza jakiekolwiek zmiany. Bo po prostu to jest troche nudne – w kolko sluchac, czytac, ze przy chemioterapii, ze przy stwardnieniu rozsianym, ze wydajna przy produkcji papieru. Ile mozna to walkowac? Lepiej skrecic nastepnego… Choc tak naprawde kazdy rozsadny czlowiek wie, ze na dluzsza mete narkotyki sa do dupy – przynosza nude, marazm i otepienie. Rowniez marihuana. Gloryfikowanie tego srodka, przedstawianie go jako absolutnie nieszkodliwego takze wydaje mi sie nie na miejscu.

  8. en: oczywiście, ze masz stary racje – dziennikarze to kurwy, tylko że lądują w dupę słowo i strzelają nim po ekranie komputera mając nadzieję, że redaktor nie wytnie im polowy, bo wierszowka spadnie, jak nie są na etacie 🙂 to w większości placowi niewolnicy, którzy palcem nie mogą kiwnac w sprawie rzetelnego relacjonowania sporu o legalizację trawy. Wiekszosc napisalaby, że jest groźniejsza niż cyjanek potasu, gdyby tylko oznaczało to wyższa pensje. Cieszę się, że sam nie muszę się już kurwic w tym zawodzie!

    Zgadzam się, że ten konsensus jest utrzymywany wszędzie, ale głównie przez wielkie koncerny medialne. W przeciwieństwie do Polski, w całej Europie Zachodniej, USA czy Kanadzie istnieją niezależne media, które nie robią sobie jaj ze społeczeństwa, ale opisują sprawę, tak jak ja widza ludzie, eksperci i palacze trawy. Polska to kołchoz w tym temacie, a niszowy rynek medialny nie istnieje.

    Co jeszcze, oczywiście że marihuaną medyczna to tylko droga do używania rekreacyjnego, ale to jedyny sposób, żeby wygrać z Goliatem – przykład Kalifornii pięknie toruje drogę.

  9. Po skomentowaniu, poszedlem sobie jak codzien poplywac. I tak mnie naszlo, jak robilem te dlugosci, ze moze powinno sie w jezyku polskim zamienic te slowa miejscami – tj. “kurwa” i “dziennikarz”. Tylko – kurwa – “dziennikarz” jednak nie jest tak poreczny jako przecinek. Takze chyba nic z tego. Przynajmniej ja sobie tego nie wyobrazam. W kazdym razie kurwa w odroznieniu do dziennikarza to bardzo potrzebna i trudna profesja. A dziennikarz?

    Spoleczenstwo informacyjne to – jak dla mnie – rodzaj mitu. Daleki jestem od spiskowych teorii, ale ta wykreowana przez akademikow – powiedzmy – koncepcja czesto sluzy dzennikarzom jako legitymiacja do ich pasozytniczej egzystencji. Bo sprawdzmy: czym zajmuja sie dziennikarze? Wlaczam CNN – zamach terrorystyczny w Moskwie albo jakies masowe morderstwo, fatalna sytuacja na rynkach finansowych, kryzys-kryzys-kryzys – coz latwo odniesc wrazenie, ze swiat sie konczy. Nawet jesli, coz, moze dobrz, ale wole tego doswiadczyc z pozycji blogiej nieswiadomosci. Takze przestalem ogolnie i w ogole przykladac wage do jakichkolwiek informacji, niezalezenie od prowiniencji (z prawa, czy z lewa). Opinia jest jak dupa – ma ja kazdy, ale po co od razu pokazywac? – jak to sie mowi. Takze jak ktos lubi, niech patrzy, mnie to wlasciwie nie obchodzi.

    A co do retoryki mainstreamowych mediów. Jaka jest kazdy widzi, ale indymedia nie ustepuja im pola. Dla mnie to jest tak samo nudne jako retoryka zwolennikow legalizacji. Popieram idee legalizacji – to zdecydowanie. Ale jestem zdecydowanie przeciw argumentacji, ktora miesza porzadki i gloryfikuje narkotyki, bo umowmy sie – marihuana to narkotyki. Wszelkie proby przedstawiania jej w inny sposob jakoby bylaby to tylko nieszkodliwa roslinka sa taka sama nierzetelnosc, jak ta, ktorej aktualnie holduje druga strona – taka sama hipokryzja. Redukcja szkod: kwestia opodatkowania handlu konopiami i wplywajacych z tego tytulu pieniedzy do budzetu, likwidacja tych obszarow czarnego rynku – to sa wlasciwe argumenty. Ale – jak wszyscy wiemy – nawet w Holandii nie wyglada to rozowo i jest przestepczosc na ogromna skale ze wzgledu na legislacyjna hipokryzje. Ale – jak pisze – wlasciwie to mnie raczej ta cala historia nudzi niz ekscytuje. Choc – tak – cele szczytne.

  10. “Narkotyki na dłuższą metę są do dupy”?

    Brzmi to nader prawomyślnie i z miejsca przysparza Ci wizerunku człowieka rozsądnego i poważnego, drogi en.

    Ale czy to prawda, co mówisz?

    Myślę, że całkiem analogicznie, jak gdybyś powiedział:

    “Seks na dłuższą metę jest do dupy” (skojarzenia niezamierzone;-)

    Komuś, kto tak powie, nie można odmówić w pewnym zakresie racji. Ale dobrze widać (na przykładzie seksu lepiej niż na przykładzie substancji psychoaktywnych), jak bardzo jednostronna jest ta racja. I koniec końców – pozbawiona racji.

    To że znasz dużo ludzi, którym (seks lub substancje psychoaktywne) nie przyniosły w końcu niczego poza “nudą, marazmem i otępieniem”, nie znaczy, że dopuszczalna jest generalizacja.

    Bo może właśnie te wyjątki, które jednak jakoś życiowo skorzystały, ukazują prawdziwą wartość sprawy, o której mówimy.

    (Nie mówiąc już o tym, że generalizacją jest pojęcie “narkotyki” – wrzucające do jednego worka tyle tak różnych rzeczy. Czy można na podstawie alkoholu czy heroiny mówić o substancjach absolutnie odmiennych w działaniu?)

    Myślę, że to porównanie “narkotyków” (tj. substancji psychoaktywnych) do seksu warto potraktować całkiem serio.

    Oczywiście może komuś nasunąć się kontrargument, że seks należy do zachowań naturalnych, a spożywanie substancji psychoaktywnych nie.

    Ale czy to przeciwstawienie jest słuszne? Może nie jest. Patrząc na przyrodę a zwłaszcza na rozliczne kultury ludzkie można dojść do wniosku, że spożywanie substancji psychoaktywnych jest stare jak świat i prawdopodobnie jest przyrodniczą stałą (najpewniej ma jakąś funkcję w życiu gatunku), czyli w jakiś sposób należy do natury. To abstynencja a nie intoksykowanie się jest w skali kultur ludzkich czymś wyjątkowym.

    PS. Zgadzam się, że argumenty o użyteczności marihuany w leczeniu SM, raka czy do produkcji papieru brzmią nieco nieszczerze.

    Istnieją jednak także świadectwa na ważne pożytki z używania marihuany także dla ludzi zdrowych. Czy przewyższają one straty zdrowotne? Nie wiem (pewnie zależy do sposobu używania). Ale dlaczego akurat marihuana (i substancje psychoaktywne w ogóle) mają być tymi jedynymi produktami spożywczymi, które tak starannie bierze się pod lupę i które muszą wykazać się całkowitą nieszkodliwością (warunek prawdopodobnie niemożliwy do spełnienia dla żadnego produktu!), aby w ogóle rozważono depenalizację ich posiadania.

    PS 2. Marihuana być może rzeczywiście ma pewne działania negatywne na organizm. I być może rzeczywiście przy długotrwałym używaniu nie jest aż tak bardzo ciekawa (to jednak zostawiłbym do indywidualnego osądu!)

    Istnieją jednak psychodeliki znacznie mocniej działające na świadomość od marihuany. I w ich przypadku mówienie o całkowitej nieszkodliwości zdrowotnej jest już całkiem blisko prawdy!

    Wątpię, by ktoś zasadnie mógł o nich twierdzić, że w końcu przynoszą “nudę, marazm i otępienie”. Choćby po wieloletniej zażyłości z nimi – zawsze będą nieodgadnione.

  11. Pytanie do Pani Moniki:
    Jak zapatruje się Pani na obecną “edukację” narkotykową przeprowadzaną w Polskich szkołach?
    Czy nie lepiej przekazywać ludziom rzetelną wiedzę popartą badaniami naukowymi i uczyć jak odpowiedzialnie i bezpiecznie używać substancji psychoaktywnych oraz jakie mogą być skutki ich używania?
    W szczególności myślę tutaj o upowszechnieniu vaporyzacji jako bezpiecznej i efektywnej alternatywy dla palenia marihuany.

    Pozdrawiam!

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *