Drug Policy Alliance zmienili Amerykę. Kto zmieni Polskę?

DPA media office
DPA media relations office

W USA rewolucyjne zmiany, również w sferze społecznej świadomości. Zmienia się nastawienie Amerykanów do psychoaktywnych używek (narkotyków). Wiele stanów rezygnuje z drakońskiego prawa pozwalającego na wiele lat (do dożywocia włącznie) zamykać w więzieniach osoby, które nie popełniły żadnego przestępstwa, oprócz posiadania przy sobie zakazanej prawem substancji. Czternaście stanów już zalegalizowało, w różny sposób, hodowlę, konsumpcję, a nawet sprzedaż, czy udzielanie marihuany przeznaczonej dla celów medycznych. To przełom.

Od kiedy Obama w czasie kampanii prezydenckiej zapowiedział, że nie zamierza wykorzystywać prawa federalnego do ścigania korzystających z regulacji stanowych pacjentów (na poziomie federalnym tzw. medyczna marihuana wciąż jest niedozwolona i ekipa Busha skwapliwie z tego korzystała), dla aktywistów walczących o swobodny dostęp do marihuany zapaliło się zielone (sic!) światło. W kolejnych stanach szukują się inicjatywy, których celem jest regulacja i opodatkowanie handlu marihuaną, a być może i pozostałymi, zakazanymi dziś używkami. Sporo z nich bowiem posiada znaczący potencjał terapeutyczny i właściwie trudno zrozumieć, dlaczego społeczeństwo miałoby z niego zrezygnować.

Chociaż niewiele wskazuje na to, aby na szczeblu krajowym doszło do przyjęcia praw zezwalających na używanie i sprzedaż marihuany, rewolucja postępuje. Jej wyrazem jest znacząca zmiana opinii publicznej – już około 70% Amerykanów sprzeciwia się karaniu posiadania niewielkich ilości marihuany na własny użytek. 40% wspiera pomysł kontrolowanego obrotu tą używką na wzór alkoholu! To niesamowite liczby, zwłaszcza, jeśli wziąć pod uwagę jak nieprzejednana była jeszcze do niedawna postawa Amerykanów odnośnie używania narkotyków.

W Polsce o takich wynikach badania opinii publicznej możemy jedynie pomarzyć. Choć powszechnie używane, narkotyki nie mają u nas dobrej prasy. Są kolejnym z niewygodnych tematów omijanych w publicznym dyskursie. I to jednak powoli się zmienia. 

Ideologia wojny z narkotykami, zupełnej abstynencji i twardego kursu powoli obumiera. Będąc w Ameryce wyczuwa się to na każdym kroku. Byli policjanci przechadzający się w koszulkach z napisem „Policja chce legalizacji marihuany”, politycy stanowi o znaczących nazwiskach deklarujący otwarcie swoją sympatię dla zakazanych do tej pory używek. Pisałem już wcześniej o przyczynach takiego, zaskakującego, obrotu spraw. Z jednej strony kryzys finansowy, który w USA wszystkim dał się we znaki. Rządy stanowe poszukują każdego możliwego źródła dodatkowych dochodów lub dodatkowych oszczędności. Więzienia i wymiar sprawiedliwości sporo kosztują, więc politycy w końcu skonstatowali, że nie warto trwonić cennych zasobów na walkę z narkotykami. A zwłaszcza z marihuaną, popularną nawet wśród przedstawicieli klasy średniej. Przeciwnie, warto na nich zarabiać. Dzięki temu na konsumpcji nielegalnych dziś używek skorzystać może całe społeczeństwo, a nie tylko sami ich konsumenci.

Drugim ważnym czynnikiem odpowiadających za otrzeźwienie z miraży narkotykowej krucjaty okazała się sytuacja w Meksyku, która za sprawą narkotykowych karteli zaopatrujących w towar rynki USA wymknęła się spod kontroli. I przerodziła w regularną wojnę domową. Lecz zmiana podejścia do narkotyków w USA nie miałaby miejsca, gdyby nie planowe działania grupy ludzi, którzy poświecili swoje życie odwróceniu politycznego trendu odpowiedzialnego za morze ludzkich tragedii i nieszczęść. Znacznie liczniejszych niż jakikolwiek narkotyk byłby w stanie wykreować.

sour diesel
Medical marihuana

Na straży szkodliwych, drakońskich rozwiązań prawnych wspieranych przez politykę zerowej tolerancji dla narkotyków stały i stoją potężne grupy interesów. Żartobliwie, ale i złowróżbnie określane mianem kompleksu penitencjarno-terapeutycznego (w Polsce podobną rolę grają dwaj najwięksi beneficjenci obecnej, kulawej polityki zapobiegania narkomanii – Policja i Monar). To w interesie przede wszystkim związków pracowników czy właścicieli więzień oraz  prywatnych placówek lecznictwa leży surowe karanie konsumentów i polityka zakazu. W ten sposób pozyskują oni klientów dla swoich placówek. Klientów, za których płaci państwo. Związki pracowników więziennictwa opowiadają się więc za jak najbardziej surowym prawem dowodząc, że jest to właściwa odpowiedź na wzrost przestępczości, podczas gdy terapeuci protestują przeciwko programom redukcji szkód. Im więcej osób zamykanych w więzieniach, im więcej powracających na nieskuteczne leczenie narkomanów, tym lepiej. Tym większe bowiem państwowe dotacje, tym więcej pracowników, tym większe składki płacone do związków, tym większe pieniądze przekazywane politykom w czasie kampanii wyborczych. Stąd politycy skłonni są podtrzymywać szkodliwe dla społeczeństwa, ale korzystne dla siebie, więziennictwa oraz ośrodków terapeutycznych rozwiązania. Koło się zamyka. Jak je przerwać?

Odpowiedzią na lobbing kompleksu penitencjarno-terapeutycznego jest lobbing zwolenników zmian polityki narkotykowej. Stosują go różne organizacje w różnej formie. Ale najprężniejszą z nich, najbardziej widoczną i chyba najlepiej zorganizowaną jest wspomniana już przeze mnie we wcześniejszych wpisach Drug Policy Alliance, której pracę miałem sposobność obserwować z bliska. Byłem zaskoczony stopniem profesjonalizacji instytucji wyrosłej – bądź co bądź – z ruchu obywatelskiego. Instytucji, która dzisiaj nadaje ton wydarzeniom w polityce narkotykowej w Stanach Zjednoczonych. To ona przygotowuje i polituje projekty ustawodawstwa stanowego, to ona sporządza raporty oraz przedstawia odpowiednim instytucjom zalecenia odnośnie przyjmowanych rozwiązań. To ona wreszcie monitoruje prasę i reaguje na wszelkie przekłamania dotyczące narkotyków oraz celów i założeń polityki narkotykowej. Sama produkując spore ilości materiału wykorzystywanego później przez zaprzyjaźnionych dziennikarzy. Pozyskuje opinię publiczną, urzędników, polityków, działaczy lokalnych. Uświadamia, wywiera nacisk, wskazuje kierunki możliwych działań. W ten sposób, oddziałując na szerokim froncie, kreując opinię publiczną, zmienia rzeczywistość.

Działania DPA są profesjonalne, kompleksowe, z mocnym rdzeniem public relations. Amerykańskie w stylu i dlatego skuteczne.  Czy Polska Sieć ds. Polityki Narkotykowej ma szansę być równie skuteczna? Mam nadzieję, inaczej przez wiele jeszcze lat skazani będziemy na obowiązywanie niesprawiedliwego prawa, uchwalonego w interesie wąskiej grupy zbijających kapitał wyborczy polityków i sprzyjającego jedynie zarabiającym na walce z narkomanią instytucjom – Policji, Prokuraturze, ośrodkom leczenia uzależnień. Nic więc dziwnego, że są to najważniejści orędownicy obowiązujących rozwiązań.  

3 thoughts on “Drug Policy Alliance zmienili Amerykę. Kto zmieni Polskę?

  1. Śmiałe, odważne tezy Pan głosi Panie Mateuszu; śledzę z zaciekawieniem.

    Zastanawiam się jednak czy, jak zwykle, nie jest jednak tak, że kij ma dwa końce. Mam wrażenie, że walka ideologiczna (choć jak Pan twierdzi często mniej ideologiczna a bardziej o pieniądze) toczy się pomiędzy dwoma stronami i tak na prawdę obu tym stronom się opłaca. Jak sam Pan wspominał działania DPA są coraz bardziej (jeśli nie w pełni) sprofesjonalizowane; jak więc rozumiem tam również, podobnie jak np. w Monarze, jest pewna grupa ludzi, która, że tak powiem, ‘utrzymuje się’ z tej działalności. Oczywiście jeśli się mylę, to proszę mnie poprawić; /nie chcę o nikim, szczególnie o osobach, z którymi w przeciwieństwie do Pana nie miałem przyjemności się spotkać i obserwować ich pracy, wypowiadać się w sposób, który byłby dla nich nieprzyjemny/.

    Pytanie po prostu czy ta ‘wojna narkotykowa’ nie opłaca się wszystkim, którzy biorą w niej udział? Co więcej, czy jej trwanie nie jest najkorzystniejsze.

    Mam wrażenie, że w Polsce temat legalizacji stosowania/posiadania czy sprzedaży narkotyków przez jeszcze długie lata, pod względem politycznym, będzie ‘nie do ruszenia’. Wynika to również z poziomu polskiej klasy politycznej; dobrym przykładem jest ostatnia próba przeprowadzenia zmian w KK na temat właśnie posiadania małej ilości marihuany i pomyśle odstąpienia od karalności (jedynie!) czynu pod warunkiem podania źródła zakupu (o ile dobrze pamiętam ten projekt). Oczywiście od razu cała Polska mówiła, że rząd chce zalegalizować narkotyki. Nie odbyła się żadna szerzej znana poważna debata polityczna.

    Pozdrawiam serdecznie,

    1. Cieszę się, że blog trzyma w napięciu. Oczywiście jest tak, jak Pan pisze, że jeśli tworzymy ciało lobbistyczne, które ma zapewnić zwycięstwo preferowanych przez nas rozwiązań, osoby pracujące dla tej organizacji zarabiają pieniądze. Ich wynagrodzenie jest jednak gratyfikacją za pracę nad promowaniem określonych rozwiązań prawnych, a nie wynikiem obowiązywania przepisów (wojna z narkotykami), które przypadkowo, niejako przy okazji, okazują się być korzystne i pozwalają czerpać zyski. Na tym między innymi polega różnica.

      W pewnym sensie beneficjentem wojny z narkotykami są zarówno przedstawiciele kompleksu penitencjarno-terapeutycznego, jak i pracownicy organizacji pozarządowych zwalczających antynarkotykowe zakazy. Ale ich status różni się – ci pierwsi korzystają z niezamierzonych następstw przyjętych rozwiązań. Ci drudzy chcą je zmienić. Ci pierwsi dążą do utrzymania zyskownego status quo, drudzy zdają się mierzyć w podstawy swojego zatrudnienia. Bez obaw – DPA nie ma na celu przewlekania walki. Zatrudnione w niej osoby z łatwością znajdą dla siebie pracę w innych organizacjach. Są często specjalistami w swojej dziedzinie – pozyskiwania grantów, PR, zarządzania zespołami ludzkimi. Tego samego nie można oczywiście powiedzieć o terapeutach czy pracownikach więzień.

      Kulisom zmian antynarkotykowego prawa w Polsce poświęcę z kolei jeden z najbliższych wpisów. Polecam.

  2. Cóż, niestety w naszym kraju świadomość tego czym jest np. marihuana u starszego pokolenia (35 ) jest dramatycznie niska. Utożsamiają oni ten narkotyk z heroiną czy amfetaminą co jest kompletnie błędnym podejściem.
    I tak oto marihuana = narkotyk = dworzec = prostytucja i dno.
    Myślę, że podjęty krok jest słuszny , jednak konserwatywne lobby sejmowe nigdy nie zgodzi się na zaakceptowanie “miękkich narkotyków”. Jednak w perspektywie maksymalnie 10 lat, kiedy to dzisiejsza młodzież będzie miała prawo głosu, sytuacja może się zmienić diametralnie. Dla mojego pokolenia marihuana to nic wielkiego, większość próbowała, duża część z powodzeniem używa jako substytutu. I tak oto, Ci złapani na korzystaniu z tych substancji kwalifikowani są jako przestępcy. A pytanie: co ja złego zrobiłem?
    Właśnie sęk w tym , że nic. Sytuacja ta przypomina mi zakaz posiadania walut wymienialnych za komuny. Kompletny bezsens, ponieważ jako człowiek wolny mam prawo robić wszystko byle nie krzywdzić innych ludzi , lub wpływać destrukcyjnie na społeczeństwo.
    W używaniu marihuany nie widzę tych znamion.
    Z niecierpliwością czekam na kolejny artykuł, ponieważ nasze własne podwórko interesuje mnie bardziej niż amerykański tygiel prawny, państwo bez ładu i składu.
    Pozdrawiam

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *