Dlaczego uniewinniono burmistrz Wadowic?

Czy sędzia "autoryzuje wizerunkiem" treści tego wpisu?

Niniejszym wpisem oddaję sprawiedliwość bohaterom tej historii. Historii, którą obserwowałem od jej początku, którą w pewien sposób sprowokowałem i której stałem się drugoplanowym bohaterem. Choć wyjątkowo nie był to mój proces, nazwisko “Klinowski” często w jego trakcie padało. Do tego stopnia często, że za rzekomo wygłoszone przeze mnie poglądy odpowiedzialność ponieśli inni. Ktoś może zapytać, po co było całe to postępowanie, od początku skazane na porażkę? Ale czy bez odwagi Józefa Mlosta, Andrzeja Petka i Janiny Kamińskiej, rzucających wyzwanie lokalnej, totalitarnej “władzy”, zdobylibyśmy równie przekonujące dowody na upadek i skorumpowanie wadowickiego “wymiaru sprawiedliwości”? Odpowiedzcie sobie na to pytanie Wy – czytelnicy, nim rzucicie kamień komentarza.

We wtorek 16 lipca zapadł wyrok w sprawie zniesławienia grupy lokalnych działaczy przez Ewę Filipiak, burmistrza Wadowic. Wyrok zgodny z oczekiwaniami, bo uniewinniający. Oczekiwania te nie wynikały jednak z materiału dowodowego, lecz raczej z personalnych powiązań pomiędzy kierownictwem sądu, a oskarżoną. Burmistrz Wadowic zatrudniła bowiem w charakterze swojego pełnomocnika syna wiceprezes sądu, a zarazem przewodniczącej wydziału karnego, Haliny Almert, jednocześnie tworząc dla niego specjalne stanowisko w Urzędzie Miasta. Adwokat Bartosz Almert zarabia na nim wielokrotność standardowej w takim przypadku stawki. Można pomyśleć, że to korupcja w najczystszej postaci, ale zamieszani w sprawę nie mają sobie nic do zarzucenia. Nie reaguje również Naczelna Rada Sądownictwa…

I tak, jakoś całkiem mimochodem toczący się w Sądzie Rejonowym w Wadowicach proces przeciwko Ewie Filipiak przybrał charakter teatralnej inscenizacji. I to nie tylko dlatego, że od początku znany był jego finał. Byliśmy przede wszystkim widownią przygnębiającego spektaklu, przywołującego na myśl mroczne czasy, rzekomo minione. Dane nam było dotknąć głębi upadku gminnego “wymiaru sprawiedliwości”. Licznie zgromadzona publika wysłuchiwała w napięciu uzasadnienia wyroku, dukanego bez zapału. Zabrakło samej oskarżonej i jej adwokata, a co do wyniku sprawy łudziła się jedynie trójka oskarżycieli, którzy w postępowaniu niepostrzeżenie stali się oskarżonymi. Wyczuwało się atmosfera politycznej rozprawy z przeciwnikami władzy, w myśl zasady, że kto na nią ośmiela się podnosić rękę…

Sędzia Agnieszka Suder-Szlósarczyk już na wstępie nie wyraziła zgody na nagranie ogłoszenia wyroku i swojego mistrzowskiego, jak się okazało, uzasadnienia. Powołała się na… ochronę wizerunku protokolantki, która jest osobą prywatną. Sędzia również jest bardzo prywatna, dlatego na swoich rozprawach wyklucza nagrywanie ich przebiegu, to zbyt ją rozprasza. Po prostu w Wadowicach zasada jawności postępowania i inne konstytucyjne wartości ustępują przed ochroną wizerunku pracowników sądu. Zaznaczyć należy, że przecież nie może chodzić o to, aby manipulacje przy wyrokach nie zostały udokumentowane. Myśl to tak niebezpieczna, że z pewnością całkowicie błędna.

Intencje złożenia aktu oskarżenia uchylają bezprawność czynu

Podając ustne motywy wyroku sędzia zaczęła od wykazania, że oskarżyciele stanowią „opozycję polityczną” do oskarżonej. Z rozbrajającą drobiazgowością opowiedziała historię przynależności Józefa Mlosta do SLD. Miało to dowodzić, że proces jest polityczną zemstą na burmistrz. Czy zatem motywy złożenia aktu oskarżenia są w stanie uchylać bezprawność czynu? Czy jeżeli ścigam za przestępstwo, kogoś, kogo nie lubię, ścigany automatycznie staje się niewinny? Nie wiem, co miało na celu badanie intencji oskarżycieli, ale sąd poświęcił temu sporo czasu. W ten właśnie sposób proces Ewy Filipiak stał się procesem jej oskarżycieli.

Akt oskarżenia sam się obala

Sądowi niezrozumiały wydał się akt oskarżenia. Zdaniem Agnieszki Suder-Szlósarczyk dyskwalifikowała go sama jego treść. Spójrzmy zatem na nią:

Oskarżyciele prywatni wnoszą akt oskarżenia przeciwko Ewie Filipiak, piastującej urząd burmistrza Wadowic, oskarżając ją o to, że: w dniu 24 września 2011 r. podczas uroczystego przekazania samochodu gaśniczego jednostce OSP w Kleczy Dolnej pomówiła oskarżycieli prywatnych o szereg zachowań i właściwości, działając celem ich poniżenia w opinii publicznej oraz podważenia zaufania do nich, a następnie pomówienia te rozpowszechniła za pomocą środków masowego komunikowania, co wyczerpało znamiona czynu zabronionego z art. z art. 212§2 k.k.

W kilku akapitach aktu oskarżenia uszczegółowiono powyższy zarzut:

Burmistrz zarzuciła oskarżycielom prywatnym – Janinie Kamińskiej oraz Andrzejowi Petkowi, że nie doceniają pracy i poświęcenia strażaków oraz utożsamiają powody złej pracy Rady Miejskiej z zasiadaniem w prezydium Rady strażaka-ochotnika. „Strażak i jego praca i poświęcenie nie są doceniane przez wszystkich i to dotyczy niestety naszej Rady Miejskiej. Mamy w tej Radzie Miejskiej kilka osób, które zarzucają złą pracę rady poprzez to, że jeden z wiceprzewodniczących rady jest strażakiem ochotnikiem.” Oskarżona starała się skierować niezadowolenie zebranych na osoby oskarżycieli Kamińskiej i Petka sugerując, że środki przeznaczane przez Radę Miejską na utrzymanie jednostek OSP w Gminie są zagrożone. Oskarżona stwierdziła również, że oskarżyciele zarzucają „złą pracę tylko dlatego, że jest się strażakiem ochotnikiem” oraz twierdzą, że „strażak jest osobą II gatunku, nie wie, czym żyją mieszkańcy wsi.”

Oskarżona wprost stwierdziła, że oskarżyciele Kamińska i Petek nie szanują pracy strażaka, ani jego poświęcenia i obrażają strażaków, a następnie zaapelowała do zebranych o przeciwstawienie się osobom oskarżycieli. „Praca strażaka i ich poświęcenie wymaga największego szacunku, czego tym osobom zabrakło. Jeżeli ktoś obraża strażaka, to cała społeczność strażacka powinna się temu sprzeciwiać.” Oskarżona stwierdziła również, że oskarżyciele prywatni rzekomo utrzymują, iż „pielęgniarka i operator koparki według tych kilku osób nie powinni być radnymi, nie powinni decydować o tym, co się tutaj dzieje, powinni żyć w podziemiu.” Tym samym, pomówiła w/w oskarżonych o nawoływanie do dyskryminacji w życiu publicznym wykonujących zawody strażaka, pielęgniarki i operatora koparki. Następnie, wszystkie wymienione zarzuty oskarżona rozciągnęła na kolejne osoby, w tym Zbigniewa Jurczaka oraz Józefa Mlosta, i wszystkim tym osobom zarzuciła, że nie tylko nie szanują społeczności strażackiej i ją dyskryminują, ale chcą zrobić bliżej nieokreślony „przewrót w Wadowicach”. 

Dodatkowo, w czasie uroczystości w Kleczy oskarżona Ewa Filipiak pomówiła Andrzeja Petka o malowanie swastyk na plakatach wyborczych Mariana Sołtysiewicza (strażaka ochotnika) w czasie kampanii wyborczej do parlamentu w 1997 r., tj. czyn zabroniony, polegający na posługiwaniu się symboliką nazistowską oraz niszczeniu materiałów wyborczych, za co rzekomo został on skazany i ukarany. Również ten zarzut był fałszywy i miał na celu wyłącznie zdyskredytowanie A. Petka w opinii publicznej.

Czytając powyższe słówa sędzia Szlósarczyk stwierdziła jednak, że z treści aktu oskarżenia nie wynika, jakie właściwości i jakie własności zostały zarzucone oskarżycielom przez burmistrz. Czy aby sędzia nie pomyliła sobie sentencji zarzutu z aktem oskarżenia? Zarzut samo-obalania się aktu oskarżenia miał pokazać nieudolność oskarżycieli, ale moim zdaniem pokazywał jedynie nieudolność sędziego, za wszelką cenę szukającego możliwości uniewinnienia pracodawcy syna swojej przełożonej.

“Dzień wcześniej” i “autoryzacja wizerunkiem”

Najczęściej powtarzanym przez Agnieszkę Suder-Szlósarczyk zwrotem było tajemnicze „dzień wcześniej”. To bowiem w dzień poprzedzający przemówienie burmistrz w Kleczy miała miejsce demonstracja stowarzyszenia Inicjatywa Wolne Wadowice, z którym, jak się okazało, „sympatyzują oskarżyciele prywatni”. Sędzia Szlósarczyk potrzebowała tej demonstracji, aby dokonać opisywanej już przeze mnie wcześniej manipulacji. Ponieważ w czasie demonstracji rozdawałem ulotki z odezwą do mieszkańców, a na kolejnej stronie tej ulotki, przy innym tekście, znajdowało się zdjęcie DWÓJKI oskarżycieli, w grupie pozostałych radnych angażujących się w pracę Rady Miejskiej, Szlósarczyk wywiodła z tego, że poglądy wyrażone przeze mnie w odezwie są poglądami TRÓJKI oskarżycieli prywatnych. Jak to możliwe, aby sędzia przyjmował tak absurdalne twierdzenia, niezgodne z jakimikolwiek standardami myślenia? Czasami wystarczy zatrudnić dziecko odpowiedniej osoby, aby sędziowska logika zakwitła inwencją.

Jak ujęła to sędzia, „oskarżyciele autoryzowali ulotkę swoimi wizerunkiem”. Zatem, wszystko, co się w niej znajdowało, było ich poglądami. Na tym nie skończyły się sądowe manipulacje. Sędzia w fałszywy sposób przedstawiła również treść mojego listu, za który odpowiedzialność przypisała oskarżycielom, bo choć sami go nie napisali, to “autoryzowali wizerunkiem”. Sędzia założyła, bezkrytycznie przyjmując linię obrony adwokata oskarżonej, że skoro krytykowałem konkretnych: strażaka, pielęgniarkę i operatora koparki (który zresztą twierdzi, że operatorem nie jest), to krytyka ta dotyczy zawodów strażaka, pielęgniarki i operatora koparki. No i można na tej podstawie o trójce oskarżonych powiedzieć, że zawodów tych nie szanują, dyskryminują je w życiu publicznym i należy się im przeciwstawić, zaś dotacje dla OSP są zagrożone.

Ponieważ byłem obecny na sali sądowej w czasie całego procesu, jako przedstawiciel tzw. strony społecznej, sędzia miała możliwość zapytać mnie, co właściwie miałem na myśli pisząc słowa o strażaku, pielęgniarce, operatorze koparki. Ale wówczas nie mogłaby dowolnie ściemniać. Tymczasem, swobodnie to robiła, pomimo zgłaszanych przeze mnie uwag do obserwowanych na bieżąco matactw.

Debata zapoczątkowana “dzień wcześniej” z poglądami jakie oskarżeni może nie mieli, ale mieć mogli

Sędzia stwierdziła, że przemowa burmistrz Wadowic była elementem debaty, jaką zapoczątkowano “dzień wcześniej”. Burmistrz polemizowała po prostu z oskarżycielami – oponentami politycznymi. Problem w tym, że w czasie ulicznego protestu “dzień wcześniej” żaden z oskarżycieli nie zabierał głosu, a jedyną osobą, z którą można było wejść w polemikę, był Stanisław Kotarba, formułujący groźby pod adresem uczestników demonstracji.

W tym postępowaniu Kotarba był jednak świadkiem – na okoliczność zatrzymania Andrzeja Petka na malowaniu swastyk, choć w tym zdarzeniu nie uczestniczył. Ale o tym zaraz.

Sędzia konfabulowała, że “dzień wcześniej” miało miejsce jakieś przemówienie oskarżonych na temat strażaków, pielęgniarek i operatorów koparek. Za chwilę mówiła, że to jednak tylko było odniesienie do ulotki, “autoryzowanej wizerunkiem” przez oskarżonych jako “tą inną część rady miejskiej”. Doszła również do wniosku, że uczestnicząc w manifestacji oskarżeni musieli godzić się na to, że zostaną za swoje stanowisko rozliczeni, co niniejszym sędzia czyni. To “stanowisko” polegało oczywiście na posiadaniu poglądów niewygłoszonych, ale “autoryzowanych”. Sąd wprost doszedł do wniosku, że poglądy, jakie przypisała oskarżycielom burmistrz, ci mogli mieć i się na tą możliwość godzili. Przecież je swoim wizerunkiem “dzień wcześniej”… autoryzowali.

W ten sposób sędzia uznała, że szczując środowiska strażackie na oskarżycieli, burmistrz działała w interesie społecznym – „przybliżała bowiem ich sylwetki wyborcom.” To, że doprowadziło to do aktów agresji ze strony strażaków, sędzię już nie interesowało. Burmistrz dokonała krytyki poglądów politycznych oskarżycieli (pamiętajmy, że nigdzie nie wyrażonych), a krytyka ta stanowiła element jakiejś debaty (której śladów również próżno szukać).  Była to „dyskusja na temat roli burmistrz i sposobu sprawowania władzy”. Dziwne, bo uczestnicząc w tamtych wydarzeniach żadnej takiej dyskusji nie zauważyłem. Sędzia upierała się jednak, że burmistrz “dyskutowała na temat sposobów pracy rady miejskiej i burmistrz, co budziło zainteresowanie”.

Wreszcie Agnieszka Suder-Szlósarczyk wygłosiła ważką myśl o Ewie Filipiak: “działała [ona] w dobrej wierze, jako przedstawiciel społeczeństwa i opozycji politycznej. (…) Każdy może wyrażać opinie, opinie są ważne dla każdego.” Konia z rzędem temu, kto zrozumie, o co tu chodziło…

Brak wyroku uniewinniającego jest dowodem winy

Zdumiewający jest sposób potraktowania publicznych zarzutów burmistrz pod adresem Andrzeja Petka o “malowanie swastyk”. Zacytuję dosłownie wypowiedź sędzi Szlósarczyk, bo jest ona tego warta:

Wracając jeszcze do pana Andrzeja Petek, co do tej wypowiedzi, która dotyczyła eee zdarzeń z przeszłości, to yyyyy hmmm yyy tutaj yyy ta wypowiedź też nie zrealizowała znamion yyyy występku yy z art. 212 yyyy , bowiem yyyyy yy oskarżona podnio yyy podniosła hmmm publicznie yy prawdziwy zarzut dotyczący osoby pełniącej publiczną i też tutaj można było przyjąć yy też zarzut który służył ochronie społecznie istotnego interesu.

Burmistrz miała oprzeć się na powszechnie dostępnych informacjach i doniesieniach prasowych. Wcześniej sama te informacje i doniesienia sfabrykowała, ale tego sąd już nie był łaskaw zauważyć. Zarzutów burmistrz nie potwierdzały również dostępne dokumenty, które sędzia całkowicie pominęła. Z kolei informacje prasowe o umorzeniu postępowania względem A. Petka okazały się być niedostępne, co usprawiedliwiać miało powtarzanie przez Ewę Filipiak zarzutów. Od 10 lat. Należałoby też zapytać, jaki społecznie istotny interes chroni gadanie głupot przez urzędującą burmistrz i zarzucanie niepopełnionych przestępstw (swastyki) i wykroczeń (niszczenie plakatów)? Sędzia tego nie wyjaśniła.

W zamian uznała, że Ewa Filipiak podniosła zarzut prawdziwy, bo w sprawie brak jest uniewinniającego wyroku. To bulwersujące w świetle standardów orzeczenie, łamiące wszelkie normy prawa karnego. Zwłaszcza, że Andrzej Petek nie został oskarżony o „malowanie swastyk”, ani za to ukarany. Więcej, nie został prawomocnie ukarany nawet za wykroczenie polegające na niszczeniu plakatów wyborczych. Agnieszka Suder-Szlósarczyk zignorowała potwierdzone dokumentami fakty, a oparła się na zeznaniach… niezwykle wiarygodnych pracowników oskarżonej. Tadeusz Frasunek, strażnik miejski, miał zatrzymać A. Petka z farbą w ręku, ale o swastykach nie wspominał. Mówił o nich natomiast Stanisław Kotarba, który świadkiem zdarzenia nie był i znał jego okoliczności tylko ze słyszenia. Dlaczego w ogóle zeznawał?

Co jeszcze bardziej zdumiewające, Petek wcześniej poinformował sąd, że był przez Kotarbę szantażowany i zmuszany do wycofania aktu oskarżenia. Petek ujawnił również, że od dnia pierwszej rozprawy w Wadowicach  rozwieszane są obraźliwe plakaty z jego zdjęciem i wulgarnymi napisami. Kto je rozwiesza? Nietrudno zgadnąć. Wiedząc o tym wszystkim sędzia Szlósarczyk oparła swój wyrok na… zeznaniach Kotarby.

Wymienienie nazwiska “Mlost” nie oznacza, że mowa jest o Mloście

Na koniec sędzia uznała, że wypowiedź burmistrz nie dotyczyła w ogóle Józefa Mlosta. Pretensje wymienionego dla sądu były “w ogóle niezrozumiałe, co każdy przeciętny człowiek był w stanie to wychwycić”. Zapraszam czytelników do przetestowania tego spostrzeżenia we własnym zakresie. Słuchając przemówienia burmistrz w Kleczy możecie okazać się nieprzeciętni.

Gminny wymiar niesprawiedliwości

Biorąc powyższe pod uwagę, każdy może ocenić, czy wyrok, jaki zapadł, jest wyrokiem krzywdzącym, czy sprawiedliwym? Niestety, sędzia Szlósarczyk ma więcej wyroków podobnej jakości na swoim sumieniu – także dotyczących członków Stowarzyszenia Wolne Wadowice. To ona prowadzi postępowanie karne w sprawie przestępstwa, którego nie było (sprzedaż alkoholu bez zezwolenia) przeciwko Pawłowi Koprowi. Sąd administracyjny uznał, że Koper działał na podstawie ważnego pozwolenia (a burmistrz wydała błędną decyzję). Przestępstwa nie ma, ale proces karny jest kontynuowany. Są i inne kompromitujące orzeczenia, ale o tym przy innej okazji.

Od oskarżonych zasądzono po 300 zł zryczałtowanych kosztów procesu (już je ponieśli) oraz po 260 zł kosztów zastępstwa adwokackiego dla syna wiceprezes sądu. Burmistrz okazała się niewinna, ale czy niewinny okazał się wadowicki wymiar sprawiedliwości? Śmiem twierdzić, że swoją niewinność właśnie tym postępowaniem zatracił. Gdyby nie sprawa “swastyk” i “przemówienia w Kleczy”, mieszkańcy Wadowic pewnie nigdy nie mieliby okazji ujrzeć w tak wyraźnie choroby, jaka toczy ostatnią instytucję, z którą wiązano w tym mieście nadzieję i co której charakteru się łudzono. Nie szukajmy zatem sprawiedliwości w skorumpowanych sądach. Drogą naprawy naszej Gminy jest referendum, a później wybory.

PS. Jeszcze jedno. Asystent burmistrz, Marcin Płaszczyca, na swoim portalu Wadowice24, a później Stanisław Kotarba, rzecznik burmistrz i świadek w sprawie, w swoim wydawnictwie “Kurier Wadowicki” dopuścili się manipulacji. Ewę Filipiak przedstawiono jako męczennicę wolności słowa, którą chciano ukarać więzieniem za mówienie prawdy. W akcie oskarżenia nie było mowy o karze więzienia, żądano przede wszystkim naprawienia szkody (publicznych przeprosin i nawiązki na cel społeczny) oraz kary grzywny.

8 thoughts on “Dlaczego uniewinniono burmistrz Wadowic?

  1. Sędzia autoryzuje sprawę swoim skandalicznym orzeczeniem. Ta sprawa dobitnie pokazuje jak działają polskie sądy i kim w większości przypadków są sędziowie. Bulwersująca jest sprawa swastyk – to precedens chyba na skalę ogólnopolską. Zgodnie z tym wyrokiem można kogoś nazwać złodziejem bo nikt nigdy go od takiego zarzutu nie uniewinnił. Czy więc ulotka Inicjatywy o złodzieju mówiła prawdę? Musiała, skoro złodziej nigdy nie został uniewinniony. Tak samo sędziów można nazywać skorumpowanymi, bo żaden z nich nie ma wyroku uniewinniającego od korupcji.

  2. There are some other examples of Wadowice’s Court peculiarity e.g. my favourite ones are from judge Kucharczyk: “There were people coming with the Constitution and they failed” or “Here are Wadowice”. The problem of being nonsuited on the ground of NOT understanding of the content of claim is quite common in Wadowice’s Court. Not only judge Suder-Ślósarczyk, but also advocate Tomiak does not understand what the complainants want to say in the claims. WHAT A STRANGE COURT IT IS.

    1. Interesting observations, indeed, but why given in English?

      Judge’s inability to understand claims seems to my (un)trained eye just as another excuse for turning litigation down. If a judge was unable to understand party’s claims, why she went on with a trail in a first place? “Here are Wadowice” – I heard this sentence more than often in the local court.

  3. Wadowicki sąd niczym stajnia Augiasza, trzeba by oczyścić z tego kumoterstwa. Będzie apelacja? Życzę powodzenia w dalszych zmaganiach z tą sitwą…

  4. Ja się nie znam, więc zapytam, jak wygląda możliwość apelacji i rozpatrywanie tego przed innym sądem? (w Krakowie, to raczej nie, bo tam z kolei jest p. Almert, o ile nic nie pomyliłem)

    1. Apelacja oczywiście trafi do wydziału odwoławczego “taty Almerta”. W praktyce nie istnieje możliwość skutecznego wyłączenia od orzekania tego sądu.

  5. Nie istnieje może prawna możliwość wyłączenia sądu tatusia Almerta, ale istnieje możliwość zaproszenia na rozprawę mediów ogólnopolskich (radio, TV, prasa) oraz przedstawicieli m.in. Fundacji Batorego, Praw Człowieka, Transparency International itp.
    Czas bowiem chyba od Wadowic rozpocząć kampanię społeczną: STOP KORUPCJI POLITYCZNEJ SAMORZĄDU Z SĄDEM!

  6. Akurat w tej sprawie to sąd się nie popisał… moim zdaniem będą składać apelację, ale zobaczymy…..

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *