Totalitarny reżim i lokalna mafia

Jak opisać system polityczny wytworzony w Wadowicach w wyniku “demokratycznej transformacji” dokonanej rękami pracowników dawnego zakładu zbrojeniowego “Bumar” i ukształtowany przez dwie dekady rządów wywodzących się stamtąd rodzin (więcej o tej przemianie)? Badając go od środka, organoleptycznie niemalże, zdarza mi się porównać wadowicki samorząd i rządy burmistrz Ewy Filipiak do blisko- czy dalekowschodniej satrapii. Analogie nasuwają się same. Satrapa jest nieomylny, a jego majestat równy boskiemu. Przy jego tronie piętrzą się rozmaitej maści lokaje, kotłują egzotyczne zwierzaki. Kiedy jednak piszę o skutkach politycznych tej draki – ucisku poddanych, zawłaszczaniu kolejnych instytucji, zastraszaniu i bezwzględnego eliminowaniu z życia publicznego opornych, słyszę czasem, że popadam w przesadę. Podobnie, gdy piszę wprost, że w Wadowice padły łupem “samorządowej mafii” – zbioru patologicznych powiązań, także rodzinnych, nakierowanego na żywienie się publicznym groszem, który trwa dzięki spetryfikowaniu przez “mafię” wszystkich instytucji kontroli i nadzoru, czyniąc z lokalnej demokracji jedynie fasadę.

Obie te publicystyczne tezy mają rzekomo grozić odpowiedzialnością karną każdemu je wypowiadającemu, a może nawet jedynie je myślącemu, co zresztą potwierdzać ma słynna, niedawna uchwała Rady Miejskiej, zobowiązująca burmistrz do podawania wszystkich krytyków samorządu do sądu – “w obronie prawdy, czci i godności”. Oddzielenie wypowiedzi na temat faktów i ocen tychże jest zadaniem przerastającym umysł typowego samorządowca. Podobnie kwestie znaczeniowe. “Samorządowa mafia” nie jest “mafią”, tak jak “kosmiczne jaja” nie są po prostu “jajami”, choć “kurze jaja” już nimi są. Z perspektywy zebrania wiejskiego czy obrad rady osiedlowej typowej polskiej gminy są to wyżyny abstrakcji. Tego typu dywagacje okazują się jednak drugorzędne. Wymienione tezy wspierają bowiem następujące, wyłuskane ostatnio przeze mnie analogie.

Bez wizji przyszłości, rządząc strachem

Maziar Bahari jest irańczykiem, autorem filmowego dokumentu na temat dyktatury Ajatollahów pt. „Wymuszone zeznania”, gdzie przybliża historie ludzi zmuszonych do publicznego wyznania win za czyny, których nie popełnili. Dlaczego Iran to kraj zniewolony? Reżim wygrywa dzięki aktywnej mniejszości, którą M. Bahari charakteryzuje – „ignorantów, ludzi niewykształconych, tradycjonalistów, którym wydaje się, że rozumieją religię, jednak zapomnieli o jej fundamentach. To zarazem ludzie biedni, ich głos można kupić”. Czy to nie żelazne jądro elektoratu E. Filipiak i S. Kotarby, kupowanego zresztą za psi grosz – obietnice bez pokrycia, ponawiane co 4 lata, czy imprezy publicznego ważenia zupy na wiejskim festynie? Na to nakłada się brak charyzmatycznego lidera opozycji, co również cechuje lokalną politykę Wadowic od 89 roku.

M. Bahari pisze też: “ludzie reżimu żerują na bogactwach kraju, nie mają wizji przyszłości, ich celem jest utrzymanie władzy”. Brak wizji rozwoju jest szczególnie odczuwalny w Wadowicach – ogromny potencjał (międzynarodowej marki turystycznej, położenia, warunków geograficznych, gospodarczych) zmarnotrawiono doszczętnie. Stało się tak ponieważ dbano jedynie o własne korzyści. Jak w Iranie. Znajomo brzmią również uwagi M. Bahari na temat mediów – reżimowe gazety mają za zadanie stworzenie klimatu wrogości, podburzenie opinii publicznej. I tutaj istnieje lokalny odpowiednik – grupa zatrudnionych przez burmistrz na etatach dziennikarzy – właścicieli lokalnych gazet, telewizji i portali. Zatrudnionych – jak przyznała sama burmistrz na piśmie – właśnie w tym celu.

Ślepi dziennikarze

Temat mediów wobec reżimów powraca w przemyśleniach Andrew Nagorskiego – korespondenta politycznego specjalizującego się w problematyce totalitaryzmów. Jego nowa książka, “Hitlerland”, poświęcona jest m.in. rozwikłaniu zagadki krótkowzroczności zagranicznych korespondentów, niedostrzegających fenomenu Hitlera i nadchodzącego nazizmu. Zdaniem autora wynikało to nie tylko z braków warsztatowych, ale przede wszystkim z faktu, że zupełnie lekceważono radykalne, a zarazem mocno absurdalne wypowiedzi polityków niemieckich z tamtego okresu, z Hitlerem na czele. Dziennikarze nie chcieli utrudniać sobie życia, pobłażliwie traktując obserwowanych wariatów. Czy nie wyjaśnia to fenomenu milczenia ogólnopolskich mediów na temat wydarzeń w Wadowicach? Wznoszący się na wyżyny absurdu i żenady lokalni politycy nie są po prostu brani serio. Z punktu widzenia ogólnopolskich redakcji przymykanie oka jest bardzo wygodne – nie tylko z racji wytworzonego przez media mitu Wadowic – papieskiego miasta. Dziennikarze muszą utrzymywać dobre kontakty z miejscową władzą, choćby w celu organizacji kolejnych transmisji. Stąd też, brak w oficjalnym przekazie miejsca na głosy mieszkańców, gdyż ten realizowany jest przy okazji wielkich rocznic, od wielkiego dzwonu, kiedy media zjeżdżają do Wadowic, a mieszkańcy znikają z przestrzeni rynku i ulic sąsiednich, ustępując “pielgrzymom” niemającym żadnej wiedzy o lokalnych sprawach.

Z tej racji dochodzi do manipulacji zamierzonych i niezamierzonych. Do dziś pamiętam emitowany w telewizji koncert papieski, kiedy publiczność wygwizdała burmistrz. W telewizji słychać było jedynie oklaski. Pamiętam też relację z koncertu orkiestr strażackich na rynku, na który nie został wpuszczony żaden z mieszkańców. Media prezentowały to jako wielkie zgromadzenie lokalnej społeczności. To tylko kilka przykładów rzetelności ogólnopolskich relacji i wytwarzanego w ich wyniku obrazu wadowickiej rzeczywistości.

Jeżeli chodzi o dziennikarzy lokalnych, o ile nie są oni na urzędowych etatach, zmagać się muszą z groźbami lokalnych polityków, w czym przoduje oczywiście Stanisław Kotarba – prawa ręka burmistrz, szef lokalnej struktury PO. Do tego dochodzi zagrożenie utraty reklam przez redakcje, wspierane zamówieniami z instytucji i stowarzyszeń gminnych. Istnieją więc silne mechanizmy cenzury działające na poziomie gminy i powiatu. Wolność słowa w Wadowicach właściwie nie istnieje. To też cecha systemu totalitarnego.

Mafia i jej duchowość

Kolejnych ciekawych zbieżności dostarcza wywiad z księdzem Giacomo Panizza. Panizza mieszka w 70-tys. włoskim mieście Lamezia Terme. Miasto jest znane choćby z tego, że rozwiązano tam już dwie rady miejskie – spenetrowane przez lokalne struktury mafijne. Na księdza, sprzeciwiającego się lokalnym układom, wydano zresztą wyrok. “Wielu mafijnych bossów nie widzi sprzeczności między zlecaniem mordów a żarliwą duchowością (…) Mafiozi chodzili w parafialnych procesjach, finansowali święte figury, organizowali pielgrzymki.” – mówi. Mordów w Wadowicach nie ma – są za to sfingowane oskarżenia pod adresem niepokornych, groźby, także składane publicznie, wykrzykiwane przez megafon. Są uchwały Rady Miejskiej przypominające średniowieczne klątwy, skierowane przeciwko konkretnym osobom. Filipiak i Kotarba chwalą się wizytami w Watykanie, czy byciem “organizatorem papieskich pielgrzymek”, zasiadają w parafialnych radach. Lokalny samorząd jest “Zawsze Wierny”, jak głosił szyderczy w treści, choć oficjalny napis wiszący przez lata na magistracie. Trwa zbratanie się tronu i ołtarza, choć o “żarliwej duchowości” mowy raczej nie ma. Lokalni politycy gotowi są jednak swojej wiary bronić przed sądem – taki proces kiedyś się odbył. Jest “papieska” burmistrz i takiż samorząd. Tylko zamiast “papieskich czynów” są mafijne porachunki i totalitarne represje mieszkańców.

Anegdotyczne zbieżności zebrałem na podstawie lektury Gazety Wyborczej z 15-16 grudnia 2012 oraz 5-6 stycznia 2013. Są raczej przypadkowe czy przekonujące?

3 thoughts on “Totalitarny reżim i lokalna mafia

  1. Układ trwa i traw mać.

    Natomiast odpowiedzi na pytanie dlaczego trwa, jest znacznie więcej. Zastraszanie – tak, brak charyzmatycznego lidera – też, paraliż instytucji kontrolnych – jasne. Ale jest jeszcze coś- w dodatku coś, co właściwie samodzielnie rozstrzyga o tym że trwa – oto w blisko 40 tys gminie, osób posiadających solidną wiedzę o lokalnych sprawach jest, w mojej ocenie, nie więcej niż 5%. Kolejnych 5% posiada wiedzę fragmentaryczna – cała reszta nie ma bladego pojęcia co i dlaczego dzieje się na ich podwórku.

    W związku z czym odwrócenie tych relacji powinno być priorytetem naszych działań. Demaskatorstwo – tak, sądowo-urzędnicze spory – tak – ale bez upowszechniania wiedzy którą już dziś mamy i która już dzisiaj jest porażająca – psu się to wszystko na budę zda. Upowszechnienia wśród lokalnej społeczności a nie w mózgach i gabinetach posłów w Warszawie czy Krakowie;)

    Żaden poseł niczego dla nas nie zrobi – a już z całą pewnością niczego co o czymś mogło by zdecydować czy jakoś przeważyć szalę. Bo tą – i będę to powtarzał do znudzenia – może przeważyć tylko nie mniejsza niż 50% frekwencja w najbliższych wyborach. Wygramy je jeżeli będziemy potrafili dać ludziom dostateczny powód żeby wzięli w nich udział.

  2. Na razie obraca się tylko kłamstwami i spekulacjami.
    Dlaczego?
    Bo nasze władze gminne, wbrew twierdzeniom lewicy, są uczciwe i dobrze gospodarzą.
    Dlatego cieszą się społecznym zaufaniem. Czego nie można powiedzieć o przeciwnikach politycznych czyli tzw. opozycji lewicowej.

    1. Opozycja lewicowa to mit. Bądź wierutne łgarstwo, jeśli komuś zależy na stwierdzeniach wprost. Moje poglądy określiłbym jako umiarkowanie konserwatywne, a jestem zdecydowanie opozycyjny wobec odwiecznych władz miasta. Znajdziesz też jakiś puściutki(żeby nie powiedzieć prostacki) ogólnik, żeby mnie zdzielić nim w głowę, Andrzeju G?

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *