ACTA: freedom of speech or free porn?

Zima nasza, choć na szczęście nie moja. Bo siedzę tam, gdzie jej nie ma. Z tej odległej, geograficznej perspektywy rząd Platformy Obywatelskiej dobitnie i ostatecznie wykazuje, że z deklaracjami obywatelskości zawartymi (już tylko w nazwie) nie ma nic wspólnego. Podobnie inne partie, nie licząc alternatywnego pod każdym względem Ruchu Palikota. Szkoda, że społeczeństwo, a zwłaszcza ludzie młodzi, zdali sobie sprawę z tego faktu dopiero przy okazji nieszczęsnej ACTA, a więc przez przypadek. Jednak lepiej późno, niż wcale. Moje wątpliwości budzą jednak pobudki obejmującego cały kraj “ruchu”.

W obronie piractwa

Dzisiejsze protesty, które obiegły najpierw sieć, później kolejne miasta, nie wyłączając mieścin w rodzaju Andrychowa, gdzie z definicji nic się nigdy nie dzieje, przypominają poruszenie, jakie wywołał pamiętny Minister Edukacji Roman Giertych. Wtedy, jak się wydaje, chodziło jednak o jakieś pryncypia. Dzisiaj protestującym w znakomitej większości chodzi wyłącznie o dostęp do darmowych treści: filmów, gier, muzyki. Komentatorzy wietrzą tu wiatr historii, choć tłum krzyczy, że walczy o porno. Na naszych oczach pokolenie JPII zostało starte silikonową gumką w proch i pył, zastąpione przez falę hedonistów. Ojciec Dyrektor i jemu podobni powinni mieć pożywkę do kreacji nowych mitów. Nie widzą tego jeszcze polityczni analitycy z czołowych redakcji. Szukają głębi.

Faktem jest, że ACTA w poważnym stopniu utrudni piractwo, być może w ogóle je wyeliminuje. Niestety, przy okazji podważone zostaną gwarancje wolności słowa, krytyki władz, które pielęgnuje sieć. Faktem jest też, że fundamentalna dla demokracji wolność słowa maszerującej ulicami miast młodzieży jest całkowicie obojętna. Od wielu bowiem lat zostaliśmy jej w Polsce po cichu pozbawieni.

Gdyby protestującym przeciwko ACTA zależało na czymś więcej, niż ściąganiu plików i dostępie do REDtuby, z Kodeksu Karnego dawno już wykreślono by art. 212-213 oraz art. 226, pozwalające ścigać przejawy krytyki władzy. Nie obowiązywałby naruszający Konstytucję RP i konwencje europejskie tryb wyborczy. Itd.

Moim zdaniem demonstranci nie mają pojęcia, czym jest wolność słowa, nie zdają sobie nawet sprawy, że żyją w więzieniu. Przy milczącej zgodzie tych, którzy powinni grać rolę strażników demokracji: sądów, rzeczników, organizacji pozarządowych i wreszcie… dziennikarzy czołowych mediów.

Ograniczenia wolności słowa są szczególnie dotkliwe na poziomie lokalnym, skrytym w cieniu, gdzie Warszawa zagląda z rzadka. Tam wszystko uchodzi. To królestwo prawdziwych partyjnych rządów. Tam właśnie szabruje się Polskę. W powiatowym i gminnym parterze operują lokalne quasi-mafijne, polityczne układy, posługując się, za pełną zgodą polityków mainstreamu, znanymi z telewizji partyjnymi logo. To komensalizm, który napędza polską politykę i niszczy społeczeństwo obywatelskie.

Lokalni politycy, udzielni powiatowi książęta, pacyfikują krytyków stosując prawo i uzależnione od nich w różny sposób instytucje, w tym rejonowe prokuratury. Dochodzi przy tym do sytuacji kuriozalnych, przeczących wszelkim standardom. Reakcji nie ma.

Nie-wolność słowa. Dwa przykłady z podwórka.

Świeżym tego przykładem jest pozwanie o zniesławienie inicjatorów referendum gminnego przez Zbigniewa Stradomskiego, burmistrza Kalwarii Zebrzydowskiej, z zawodu nauczyciela. Stradomski poczuł się zniesławiony… treścią zarzutów, jakie pod jego adresem sformułowali inicjatorzy referendum. A przecież sformułowanie zarzutów było ich obowiązkiem. Wniesiony przez niego akt oskarżenia ośmiesza kodeksową regulację zniesławienia, stanowi kpinę z demokracji. Znając życie, sąd będzie procedował go z powagą, pewnie nawet przyzna burmistrzowi rację! Rękę podniesioną na władzę… zwłaszcza, jeżeli wszyscy pijemy ze sobą wódkę.

Inny przykład tego samego zjawiska, tym razem podskórny. Procesem o zniesławienie grożą mi prezesi wadowickich spółek miejskich. Powód? Jako członek Komisji Rewizyjnej miałem powiedzieć, że podejrzewam w spółkach nieprawidłowości, w reakcji na odmowę wglądu w dokumenty w czasie prowadzonej kontroli jednej ze spółek. Upoważnienia nie udzielił mi Przewodniczący Rady Miejskiej twierdząc, że Komisja Rewizyjna nie ma uprawnień kontrolnych (sic!). Prezesi poczuli się pomówieni, ale naturalnie żądanych dokumentów nie przedstawili.

Na tej zasadzie, dzięki zilustrowanemu mechanizmowi, w Polsce zamiera nie tylko debata publiczna, ale i kontrola władzy publicznej w ramach istniejących instytucji. Jeżeli radny komisji pilnującej przestrzegania prawa naraża się na proces karny podejrzewając nieprawidłowości, weszliśmy już w królestwo absurdu.

Na skutek działania systemu prawa, jaki obowiązuje w Polsce – przepisami i sposobem ich stosowania, wokół rozmaitych nieprawidłowości rośnie mur milczenia. Ludzie wiedzą, ale nawet wtedy, kiedy ich obowiązkiem jest mówić, milczą.

Szkodliwość ACTA

Wracając do ACTA, umowę przyjęto za plecami ogółu, a jej treść budzić musi wątpliwości. Przede wszystkim, skrojona jest ona pod interesy korporacji amerykańskich. Promuje pewną wizję, model systemu ochrony praw autorskich, który w ostatnim czasie krytykowany był  jako dalece nieadekwatny, a wręcz dla innowacyjności szkodliwy. Zajmowałem się tym problemem pisząc o patentowaniu fragmentów DNA. To praktyka wybitnie szkodliwa, hamująca rozwój potrzebnych badań.

ACTA to prawniczy anachronizm. Dla opinii publicznej największe znaczenie ma jednak fakt, że jej zbyt ogólnikowe zapisy umożliwiają daleką ingerencję w treść i kształt internetowych publikacji. Przesądza o tym m.in. art. 12 ust.2 umowy, nakazujący przyznanie sądom przez państwa-sygnatariuszy możliwości stosowania środków zabezpieczających powództwo bez wysłuchania pozwanego. W praktyce będzie to prowadzić do blokowania stron internetowych na wniosek domniemanego pokrzywdzonego i swoistej cenzury prewencyjnej, czy wręcz autocenzury Internetu.

Dlaczego stanowi to poważne niebezpieczeństwo dla demokracji? Warte protestów, o których się Donaldowi Tuskowi nie śniło? Przedstawię to na kolejnym przykładzie z podwórka.

Kolejny przykład: lokalny dziennikarz vs społeczeństwo obywatelskie

Kluczem do utrzymywania władzy przez lokalne sitwy jest kontrola nad treściami publikowanymi przez dziennikarzy lokalnych (pisałem już o tym czynniku tutaj). Odbywa się to w sposób mniej lub bardziej zawoalowany.

W Wadowicach, w których króluje prostactwo, poszliśmy jednak na całość. Burmistrz po prostu zatrudnia właścicieli lokalnych mediów na mniej lub bardziej fikcyjnych umowach. I nawet nie ukrywa, że nie potrafi ich pracy rozliczyć. Oczywiście żaden lokalny prokurator (ani tym bardziej Małopolski Wojewoda) takimi bzdurami się nie przejmuje. Z chęcią za to, jak zgaduję, będzie ścigał osoby, które o tym fakcie napiszą (czyli w tym przypadku np. mnie).

Zatrudniony przez burmistrz wydawca, redaktor i dziennikarz poczytnego portalu Wadowice24.pl słynie z bezpardonowych ataków na jej przeciwników. De facto za to właśnie dostaje sowite gratyfikacje. Ataki często są głupie, składają się z niezrozumiałych insynuacji czy wręcz kłamstw. Ale są. Nie każdy znosi to „na luzie”. Pacyfikacja przez wiele lat okazywała się skuteczna, padali najsilniejsi. Wystarczy prześledzić, jak idiotkę zrobiono z poprzedniej starosty – Teresy Kramarczyk, skądinąd rozsądnej osoby. Przegrała wybory, odpadła z polityki, choć była na szczycie.

W jednym ze swoich tekstów Marcin Płaszczyca, bo o nim tu mowa, zarzucił mi wyśmiewanie się z kultu papieża (padły też inne nieprawdziwe zarzuty). Chodziło o obrazoburczy rzekomo wpis na moim blogu pt. Papa Lolek. Tekst miał za zadanie skompromitować mnie w oczach mieszkańców, przedstawić jako osobę szkodliwą. Pod tekstem posypały się groźby, wyzwiska, kalumnie. Płaszczyca zatwierdzał je do publikacji, odrzucając jednocześnie komentarze przychylne.

Wielokrotnie też, przy różnych okazjach, chwalił i bronił polityki krytykowanej przeze mnie burmistrz, czyli dzisiejszego jego pracodawcy. Swój portal zamienił w propagandową tubę.

Kilka tygodniu temu na stronie inicjatywawadowice.pl anonimowy autor opublikował tekst, w którym cytuje (w formie skanu) w całości felieton M. Płaszczycy z Dziennika Polskiego z 2004 roku. Dzisiejszy obrońca burmistrz był wówczas jej bezpardonowym krytykiem, oskarżał ją o nepotyzm, zacofanie miasta. W artykule pojawiła się również wypowiedź, jakiej udzielił dziennikarzom Polityki. Mowa tam o tandetnym kulcie Karola Wojtyły, Wadowice nazwano wprost Papalandem.

Tekst ze strony inicjatywawadowice.pl miał za zadanie obnażyć dwulicowość lokalnego dziennikarza. Płaszczyca jednak z nim nie polemizował. Bo i z czym? Sprawa jest jasna. Skierował za to do prokuratury zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa z… Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Przestępstwo naruszenia praw autorskich ściganie jest bowiem na wniosek poszkodowanego z urzędu. Naruszenie praw Płaszczycy miało polegać na… zacytowaniu jego tekstu!

Można więc wykorzystać prawo autorskie do ścigania osób krytykujących nasze własne, opublikowane poglądy, jeżeli tylko je zacytują. Tak już działa ten system ochronny, przez niewielu krytykowany jako przesadny.

Wyobraźmy sobie teraz, że obowiązuje reżim ACTA i możliwe jest prewencyjne zamknięcie inkryminowanej strony lub ujawnienie danych jej posiadacza. Lokalne grupy władzy wykorzystają ten mechanizm do blokowania i utrudniania życia opozycji, możliwe konsekwencje związane z odpowiedzialnością karną skutecznie wystraszą tych, którzy chcieliby krytykować władze.

Czy to Was już przekonuje o nadzwyczajnej szkodliwości nieprzemyślanych aktów prawnych w rodzaju ACTA? A dlaczego nie wpadł na to żaden z naszych rządowych ministrów? Wolność słowa to nie ich problem, większość z nich od dawna chronił immunitet w tej, czy innej formie.

W opisanym przypadku do przestępstwa oczywiście nie doszło. W tekście umieszczono całość krótkiego utworu w postaci felietonu dziennikarza. Z podaniem autora, źródła. Wyczerpuje to znamiona tzw. dozwolonego użytku. Trudno jednak zgadywać, jak zachowa się Prokuratura Rejonowa w Wadowicach. Płaszczyca obnosi się ze swoją zażyłością z jej szefem. Zresztą, w miastach wielkości Wadowic o zażyłość nietrudno.

I jeszcze jeden przykład: Vadowita Blog vs Onet.pl

Na zakończenie przykład z ostatniej chwili. Jak na ironię, ważny dla wadowickiej społeczności blog dawnego radnego, a obecnie pieniacza, szaleńca i surowego recenzenta polityki lokalnej, w dniu podpisania przez polskiego ambasadora porozumienia ACTA miał zostać usunięty przez Onet z sieci. Powód? Umieszczenie na blogu fragmentów wypowiedzi wspomnianego wcześniej burmistrza Stradomskiego skopiowanych ze strony urzędu, czy wizerunku wspomnianego dziennikarza Płaszczycy, zatrudnionego oprócz UM Wadowice również w UM Kalwaria. Wizerunek pochodził z jego plakatu wyborczego (Płaszczyca kandydował bez sukcesu w wyborach samorządowych z listy PiS) oraz jego konta na FB. Jak się wydaje, ponownie sięgnięto więc po zarzut naruszenia praw autorskich.

Blog nie został usunięty. Pomogła w tym pewnie afera związana z ACTA, podnosząca poziom społecznej niechęci do ochrony domniemanych praw kosztem wolności wypowiedzi. Ale nadal daleka droga przed nami. Świadomość faktu i skali naszego zniewolenia kuleje.

Ostatnie protesty niewiele zmienią, poza uświadomieniu niektórym siły darmowego porno. Choć zamiast porno wolałbym po prostu mieć gwarantowaną Konstytucją wolność słowa.

65 thoughts on “ACTA: freedom of speech or free porn?

  1. Cześć, Mateuszu!:)
    Oloboga… rozumiem, że te wszystkie dziadki, które teraz próbują żerować na spienieniu internetowych trolli nie rozumieją o co chodzi. Że dziennikarze uporczywie piszą o “organizacji” Anonymous i inne takie bzdety. Ale że Ty nie chwytasz braku powagi tego protestu, to mnie trochę zaskakuje. Taka konwencja. I can has uprising?
    Ceiling ACTA is watchin’ you fap to pr0n infringing copyrights.

    Patos odpadł na rzecz absurdalnego humoru. Szczerze mówiąc, to zgodnie z tym, co krzyczałem podczas tego protestu – wolę “Wolność! Równość! Pornografia!” od pierwowzoru.

  2. Wyśmienity tekst. Nawet gdybym mocno się spiął nie napisałbym lepszego.
    Chyle czoła i rozsyłam link znajomym – myślę sobie ze powinno go przeczytać możliwie wielu.

    Myśl globalnie – działaj lokalnie – szczere gratulacje!

    1. Dziadunio… nie… mogę… uwierzyć… w to, co tym razem napisałeś… Chyba ACTA już działa i wpływa na treści Internetu!

      1. At, tam, pewnie mam słabszy dzień:):):)

        A poważnie – świetnie wypunktowałeś istotności i porozkładałeś akcenty.
        No i tekst idealnie wręcz wypełnia postulat o myśleniu i działaniu.

        Już porozsyłałem link kilku osobom.

  3. No więc kolejny raz zapytuję, co z tą wolnością? Jesteśmy wolni czy nie? Czy demokracja jest już tak wypaczonym systemem, że pewna określona i wskazana w wyborach mniejszość stawia się ponad większością? Do tego wszystko prowadzi. Władza dana komukolwiek prędzej czy później przeradza się w skrajne formy cenzury i wykorzystywania pozycji przeciwko krytykantom. Zaczyna być dyktaturą.
    Jeśli chodzi o ACTA to w moim odczuciu jest to pierwszy (nie ostatni) krok do przeobrażenia demokracji w globalną dyktaturę wielkich korporacji, które przynoszą określone korzyści wąskiej grupie ludzi. ACTA działa wprost przeciw tym, których rzekomo ma chronić, ale tępe społeczeństwo prawie to kupiło. Bo mało kto widział tylne drzwi, którymi próbowano wpuścić możliwości pełnej inwigilacji społeczeństwa. A za wszystkim tym stoi wąska grupa prezesów RIAA, którzy byli lobbystami przy kongresie.

    Czy wiecie, że około 30% pirackich treści w internecie pochodzi wprost z organizacji walczącymi z piractwem?

    Czy wiecie, że “piraci” generują większe zyski z zakupów oryginalnych filmów, muzyki i oprogramowania niż “prawi” użytkownicy internetu?

    Czy zastanawialiście się kiedyś dlaczego potentaci rynku oprogramowania wprowadzają śmieszne zabezpieczenia swoich produktów?
    Otóż im chodzi o największy udział w rynku – słusznie zasadniczo. Nie jest ważne czy masz w domu oryginalne oprogramowanie, ważne jest, że masz oprogramowanie konkretnego producenta bo dzięki temu on jest obecny na rynku i ma możliwość szerokiej ekspansji. A przy okazji, uwzględniając punkt dot. generowania zysków przez “piratów”, odpowiedzcie sobie na pytanie, czy ACTA broni interesów tychże producentów? Tyle tytułem piractwa.

    ACTA oczywiście szerzej dotyka także praw autorskich, które w dzisiejszych czasach napęczniały niczym konserwa w tropikach. Mateusz podał dobry przykład dotyczący cytowania artykułu pewnego “dziennikarza” i jego wielkiego oburzenia i odwołania się do ochrony jego praw jako autora. I ACTA daje właśnie prawo do błędnego interpretowania praw autorskich. Bo czym innym jest cytowanie (rzetelne) i dozwolony użytek osobisty, a czym innym manipulacja i przypisanie autorstwa.

    Jestem zwolennikiem ochrony autorstwa, ale na zasadzie autorstwa. Masło maślane na pierwszy rzut oka. Jednak to co napisałem ma głębszy sens. Otóż sądzę, że prawo patentowe i ochrona praw autorskich – w postaci obecnej – jest szkodliwa dla ludzkości. Nie jest możliwy rozwój, szczególnie technologiczny, jeśli pomysły zamykane są w puszcze przepisów. A więc autor powinien mieć naturalne i niezbywalne prawo do autorstwa w danej dziedzinie, ale to prawo winno dawać możliwość innym ludziom dalszego rozwijania tego pomysłu przy uznaniu autorstwa pomysłu pierwotnego. I dziś takie licencje obowiązują. Nazywają się Creative Commons. Zainteresowanych odsyłam na stronę CreativeCommons.pl

    Sam działam w branży graficznej i poligraficznej praktycznie wyłącznie na tych licencjach i wyobraźcie sobie, że dzięki temu wszyscy odnoszą korzyści. Począwszy od autora pierwotnego projektu po końcowych klientów agencji reklamowych itp. Da się dzięki temu zarabiać i to całkiem nieźle.

    Prawa patentowe i autorskie broniące interesów ekonomicznych twórcy winny obowiązywać przez określony czas od zarejestrowania. Sądzę, że trzy lata to górna granica. Dalej już winno obowiązywać wyłącznie uznanie tego autorstwa.

    Zastanówmy się co by było, gdyby pierwszy samochód został zamknięty w owej puszce przepisów patentowo-autorskich? Gdyby ktoś zastrzegł na przykład pierwszy telewizor i nie można byłoby tworzyć niczego podobnego albo nie można byłoby tego ulepszać? Cofnęlibyśmy się do średniowiecza! I ACTA ma nas cofnąć do średniowiecza. Dziś można już zastrzec wzory gestów i ruchów używanych do obsługi monitorów dotykowych, więc zdarzyć się może, że jak na ulicy zaczniecie wymachiwać rękami to Was zamkną za publiczne łamanie praw autorskich – wydaje się niemożliwe. Czy aby na pewno?

    Pozdrawiam,
    Gej, ćpun, komuch

    1. Nie mam oczywiście pewności ale zgaduje ze tym wpisem, w związku z nasza rozmowa w innym miejscu, zagadnąłeś mnie?

      Nie zwykłem zabierać głosu w sprawach o których pojęcie mam ograniczone bądź nie mam żadnego, więc i tym razem nie zrobię wyjątku, pozostawiając twoje rozważania o prawach autorskich bez komentarza.

      Co zaś się tyczy wolności – i mojej uwagi ze całkiem możliwe ze jest iluzoryczna – to spór toczony od wieków – spór pomiędzy determinizmem a indeterminizmem.

      W rzeczy samej – nierozstrzygalny:):)

      Ja sam stoję na stanowisku ze właściwie rozstrzygnięcia nie potrzebujący – z naszego, ludzkiego punktu widzenia to obojętne, czy posiadamy wolna wole, czy tylko, świetnie działający jej pozór. Odczucie.

      Takie jak to twoje w górach:):)

      1. Akurat mój wpis powstał wczoraj w nocy… a właściwie dzisiaj tylko coś się system na mnie obraził. I słusznie podejrzewasz, że miał na celu wywabienie cię z okopów demokraty 🙂

        Co do determinizmu i indeterminizmu to zaiste jest to spór nierozstrzygalny, aczkolwiek należy sobie zadać pytanie, czy aby jest sens rozstrzygania tego sporu? To tak jak z nami na forum, obaj mamy rację! Najtrudniej znaleźć tylko wspólny mianownik. Jestem jednak bliższy stanowisku indeterministy, co oczywiste, ale dopuszczam determinizm w pewnych określonych warunkach.

        Przywołałeś góry, o których pisałem gdzie indziej. To dobry przykład, aby ukazać to o czym wyżej wspominam, czyli bezsens sporu. Wychodząc w góry dokonuję wolnego wyboru, to ja decyduję o tym gdzie pójdę i jak szybko. Jeśli natomiast przy podejściu dostanę w głowę głazem to oczywiście nie było to działanie mojej wolnej woli. Ale gdzie wspólny mianownik? Wspólnym mianownikiem jest przyroda, której jestem częścią. To siła pierwotna, która daje i odbiera życie. Przyroda, w postaci załamania pogody może naturalnie determinować to, że zmienię trasę czy prędkość marszu; z drugiej zaś strony mogę zdecydować, że postoję na deszczu i zmoknę. Jedno nie wyklucza drugiego, ale jedno (JA) nie będzie ponad drugim (PRZYRODA).

        Można to teraz przełożyć na politykę wprost. Otóż w polityce nie występują siły pierwotne. W polityce jestem tylko JA, czy może raczej społeczeństwo składające się z poszczególnych JA. Dziś natomiast system demokratyczny stawia się ponad wszystkimi, próbuje być PRZYRODĄ zmieniającą wolną wolę w jej pozory. A ja mówię, że tak się nie da.

        Tak więc działając w społeczeństwie, gdzie każdy (zdrowy) ma wolną wolę należy kategorycznie stwierdzić, że jej ograniczanie jest sprzeczne z podstawowymi prawami PRZYRODY właśnie. Bo skoro ona wyposażyła człowieka w wolną wolę to nikt nie może się stawiać ponad nią.

        Stąd właśnie mój wszechobecny sprzeciw dotyczący odbierania wolnej woli jednemu JA przez JA wybrane w demokratycznych (tfu) wyborach 🙂

        1. Wczoraj, nie, właściwie to dzisiaj, przed momentem, przekonałem się ze rozdziewiczenie bywa jednak czasem bolesne:D:D:D

          A było tak – zawiesiłem wpis skierowany do ciebie tutaj, u Mateusza, po czym zająłem się swoimi sprawami. Po jakieś godzinie, gdy wróciłem myślami do tego co napisałem, połapałem się ze o ile temat jest dość powszechnie znany, to samo pojęcie “determinizm” może już nie koniecznie.
          Idac za tą myślą wklepałem słowo w przeglądarkę żeby sprawdzić co tez wyczytasz gdybyś ewentualnie próbował je odnaleźć w sieci.

          Wyskoczyła wiki, włażę, czytam – no nie, nie! Nie dość ze potraktowany po łebkach to w dodatku jeden z argumentów przedstawiony zupełnie karykaturalnie.

          I tu zaczęła się defloracja:):)Po raz pierwszy w życiu wyedytowałem cholerstwo(chociaż, przyznaje, bez czytania wszystkich tam drobnym maczkiem wymalowanych warunków, polityk itepe), uzupełniłem tekst(i znów, przyznaje, być może zbyt esencjonalnie – niemniej w całkowitej zgodności z naukową oczywistością) i bach, poszło.

          Uzupełniony tekst wisiał tam wczoraj i miałem poczucie ze w jakieś odrobinie przyłożyłem rękę do, bo ja zresztą wiem do czego? Do poprawy jakości czegoś, co zdaje się być najważniejszym źródłem informacji, szczególnie dla młodych ludzi?

          W każdym razie – zanosiło się ze nasz pierwszy raz pozostawi miłe wrażenia – i u mnie i u niej:):):)

          Uff, dzisiaj moje uzupełnienie już tam nie wisi. Pewnie z mojej winy, pewnie czegoś tam nie dopatrzyłem.

          Mnie zaś zostało odczucie ze może nie aż tak wiele straciłem w związku z faktem ze gdy zdobywałem swoje edukacyjne szlify, internet leżał w pampersie, w powijakach, skulony i zmarznięty – tak jak go podrzuciła światu amerykańska armia:):):)

          Do rzeczy będzie, oczywiście ze tak – zaraz po tym jak wrócę przed kompa z kolejną kawą;):):)

        2. Ok, jestem:)

          Mam nadzieje ze właściciel podwórka nie przegoni nas stąd w cholerę – gdyby trzymać sie ściśle zasad, nasze obecne wpisy sa spamem – jako nie mające nic wspólnego z wpisem zamieszczonym przez niego.
          Możemy mieć tylko nadzieje ze mimo wszystko woli mieć bloga żywego niż sztywnego:):):)

          No to już tylko króciutko – indywidualistyczne i antropocentryczne koncepcje człowieka i społeczeństwa brzmią jak poezja dla ucha. Zwłaszcza dla uszów młodych-gniewnych, co to we krwi mają poczucie mocy. Poczucie ze świat jest ich i oni zmienią go na lepszy.
          Ba, brzmią tak nawet dla wielu starszych, jeśli je przyłożyć do odpowiednich fenomenów(zjawisk).

          Dobra, powiem to – czasem, gdy się zapomnę, brzmią tak nawet dla mnie:):):)

          Czy są więc prawidłowym opisem rzeczywistości? Aaa, to juz trochę inna bajka.

          Jeżeli ktoś chce przyjmować kompletnie karkołomną z naukowego punktu widzenia koncepcje(nie mylić z teorią!!) kreacjonistyczną – szczęśliwie omija wszelkie rafy i może spokojnie cumować w porcie zwanym antropocentryzm. Pozostaje mu tylko wyjaśnić relacje człowieka z bogiem i …juz może sie udać z uczuciem zadowolenia do najbliższej tawerny.
          I tam go zostawmy, niech ma:):)

          Jeżeli zaś chcemy żeby nasze rozumienie rzeczywistości miało w miarę możliwości jej odpowiadać – musimy patrzec na człowieka jako na produkt, wytwór, ech, niech będzie – efekt działania ewolucji.

          Warunkiem sine qua non naszego ewolucyjnego sukcesu jest organizowanie się, łączenie w grupy. Indywidualny człowiek, ba, nawet słabo, źle zorganizowana grupa nie ma cienia szans na przetrwanie.
          Naszymi kłami i pazurami są relacje wewnątrz grupy. To, w nieunikniony sposób prowadzi do wytworzenia szeroko pojętej kultury. Zbioru reguł, zasad które porządkując te relacje, w ostatecznym rozrachunku służą przetrwaniu.
          Zbioru, który siłą rzeczy podporządkowuje w pewnym stopniu indywidualne jednostki interesom grupy.

          Zbiorowość, uspołecznienie jest więc na najbardziej elementarnym, ewolucyjnym poziomie sposobem istnienia naszego gatunku.

          Oczywiście – relacje wewnątrz grup są dynamiczne, niemniej ich całkowite zanegowanie – choćby poprzez stawianie interesów czy woli jednostki ponad interesami grup to dewolucja, prościutka droga do gatunkowej samozagłady.

          1. Zgadzam się całkowicie z Twoim wywodem, ale znów mam nieodparte wrażenie, że w żadnym stopniu nie neguje to mojego podejścia do rzeczywistości, do koncepcji jednostki i jej wolności… nieskrępowanej żadnymi regułami.

            Społeczeństwa jak najbardziej rządzą się zasadami, które ustalają same. Dla dobra grupy, a co za tym idzie dla dobra jednostki. Taka sytuacja ma miejsce w grupach dobrze zorganizowanych. Kiedy jednak mamy do czynienia z czynnikami niedotyczącymi grupy jako całości, to bezsprzecznie wolność jednostki jest priorytetem jej egzystencji. Bez wolności jednostki nie byłoby wynalazków i kluczowych pomysłów, nie byłoby ekspansji gatunku, nikt nie wszedłby na Mount Everest, Dhalaugiri i Gaszerbrumy. To w głowie nieskrępowanej regułami jednostki rodzą się koncepcje, które przeradzają się w czyn, często już “przy użyciu” grupy. Tak więc jedno nie wyklucza drugiego.

            A jak to się ma do demokracji? W modelowym przykładzie byłoby tak, że większość grupy wybrałaby swoich przedstawicieli dla potrzeb działania na rzecz grupy i pośrednio jednostki. Dziś większość (czasem mniejszość) wybiera podgrupę, która działa tylko na swoją rzecz.

            To jest chyba cofanie się w rozwoju?

            Tak myślę.

            Pozdrawiam

            PS
            Nie sądzę, aby Mateusz się obraził. Nasze wywody dotykają wprost problemu ACTA, ale na poziomie podstawowym jej powstania. A jeśli chodzi o Wiki to raczej omijam 🙂

  4. Mateusz. Gratuluję. Niestety, nie jestem jeszcze taki pewny, że ten jak go tam nazwałeś … ważny dla wadowickiej społeczności blog dawnego radnego, a obecnie pieniacza, szaleńca i surowego recenzenta polityki lokalnej, nie zostanie zablokowany. Co prawda sprzeciwiłem się żądaniu usunięcia żądanych materiałów o Stradomskim i wiszącym na jego “garnuszku” Płaszczycy, ale mimo dwukrotnej koresponedncji do redakcji OnetBlog, do dzisiaj nie otrzymałem żadnej informacji, ani podtrzymującej, ani uchylającej decyzję… Dlatego jak napisałem w tekście, którym incydent opisałem, pracuję z ludźmi dobrej woli na uruchomieniu czegoś nowego, o sympatycznej zwłaszcza dla herosa propagandy podwórkowej nazwie (wybacz, ale nawet słowo “dziennikarzyna” w stosunku do wazeliniarza sowicie opłacanego z publicznych podatków, nie bardzo mi przechodzi przez klawiaturę), co będzie można już w najbliższych dniach odnaleźć pod adresem http://www.wadowita24.pl.
    A co do samej umowy ACTA, co do której masz całkowitą rację, to spowoduje tylko tyle, że będziedziemy musieli ze swoimi stronami pzrenieść się po prostu na serwery w tych państwach, które Amerykanom i ACTA, w geście sympatii, pokazują środkowy palec…
    Jeszcze raz dzięki za naprawdę godny uwagi materiał… ew.

  5. “Kiedy jednak mamy do czynienia z czynnikami niedotyczącymi grupy jako całości”- problem w tym ze jeżeli nawet istnieje linia demarkacyjna pomiędzy tym co indywidualne a tym co zbiorowe, to jest bardziej efemerydą niż trwałym, raz na zawsze określonym punktem odniesienia.

    Cała ta, w praktycznych przełożeniach odbywająca się przepychanka ciągle trwa – niemniej horyzont sensowności określa patrzenie na człowieka uspołecznionego raczej niż wolnego od reguł indywidualistę.

    Bądź inaczej – za każdym razem gdy istnieje konflikt pomiędzy tym co indywidualne a tym co zbiorowe sensowniej jest brać pod szczególną rozwagę interesy zbiorowe przed indywidualnymi.

    I tyle o świecie idei – rzeczywistość skrzeczy i skrzeczeć będzie – i nie ma na to rady:)

    1. “…za każdym razem gdy istnieje konflikt pomiędzy tym co indywidualne a tym co zbiorowe sensowniej jest brać pod szczególną rozwagę interesy zbiorowe przed indywidualnymi.”

      A co jeśli to co zbiorowe jest ustalone nie przez zbiorowość a przez grupkę indywidualistów, którzy chcą podporządkować sobie zbiorowość. Nie raz w historii już tak bywało. Może by tak oddzielić to co grupowe od tego co indywidualne – przynajmniej na poziomie politycznym?

      Pozdrawiam

  6. “A co jeśli to co zbiorowe jest ustalone nie przez zbiorowość a przez grupkę indywidualistów, którzy chcą podporządkować sobie zbiorowość”

    :):) Znaczy na przykład tak jak się to odbywa w monarchii?:):):)
    Jedynie demokracja wyposażona jest w mechanizmy zabezpieczające przed taką sytuacja.
    Tym skuteczniej im więcej tej demokracji implementujemy w społeczne stosunki.

    1. To jaki system teraz obowiązuje?

      I raczej nie opisujesz monarchii. Król dba o poddanych a nie czyni z nich niewolników. Wiedziałem, że prędzej czy później mi przywalisz. 🙂

  7. A jeżeli nie dba? I czyni?

    Przywalisz? No coś ty – przywaliłem to ja ci wpisem negującym indywidualizm i ultraliberalizm, który właściwie mógłbym zakończyć zwrotem Q.E.D.

    To tutaj to tylko igraszka:):)

    1. Jeśli nie dba to jest to już dyktatura. Nie ma to nic wspólnego z monarchią, której – żeby była jasność – nie widzę w dzisiejszych realiach. Demokracji też nie widzę. A indywidualizmu nie zanegujesz bo to niemożliwe 🙂

  8. :):):) Stary, ja jestem agnostykiem. W związku z czym mnie akurat wolno zanegować absolutnie wszystko:):):)

    Jaki więc ustrój jest ci bliski? Jakiego chciałbyś dla naszego udręczonego kraju?

  9. Taka negacja to żadna negacja 🙂
    A najbliżej mi do…………………. demokracji, z pewnymi modyfikacjami, czyli do tej prawdziwej 🙂
    Naturalnie nie wiem czy to możliwe. Czynnik ludzki już przerabialiśmy kiedyś wspólnie 🙂

  10. No, nie nie, nie zapędzaj się:)

    Agnostycyzm to w pełni uprawniona, być może najdojrzalsza konstatacja na temat natury wszechświata i możliwości poznawczych człowieka.

    Rozkminianie świata w skali makro jest możliwe i jakoś tam się odbywa, chociaż z ogromnymi oporami(zdajesz sobie sprawę ze ludzkość nie dysponuje powszechną definicją prawdy, na przykład?), operując modalnościami , prawdopodobieństwami – ale do prawdziwego zrozumienia natury rzeczywistości potrzeba uzasadnień, odniesień z mikroświata.

    A tam to już kompletna ciemność. Nie wiemy czym jest, jak jest możliwa materia(!!), tak naprawdę nie potrafimy zdefiniować czasu, a co najciekawsze z punktu widzenia naszych możliwości poznawczych – nie jesteśmy się stanie niczego dowiedzieć, zbadać, bo obecność obserwatora zaburza przebieg eksperymentu:):)
    Także fizyka teoretyczna leży i kwiczy, dorznięta nieoczekiwanymi wynikami eksperymentów w CERN.

    Biorąc to wszystko(tylko cieniuteńko naszkicowane) pod uwagę – nie polecam lekceważyć agnostycyzmu, bo z łatwością może się okazać ze gdy raz czy drugi solidnie przyglądniesz się sprawom, zbudujesz mu ołtarzyk i będziesz stawiał przed nim codziennie świeże kwiaty;):):)

  11. P.S Iście urocze rzeczy zaczynają się pokazywać gdy rzucimy okiem na wyniki badań neurobiologii:):):)

    Okazuje się ze instancja, tak hołubiona i przez tak wielu darzona takim zaufaniem, instancja do której powszechnie się odwołujemy a którą jest ludzki mózg, igra z nami w stopniu i na skale tak ogromną ze nigdy żadna, chcąca chronić swoje brzdące przez złem tego świata matka, ani żaden kościół drżący o zbawienie dusz swoich owieczek, nie okłamywali ich z tego powodu skuteczniej:):):)

  12. Ale my tu dziadunio pitolić zaczynamy 🙂 A było o ACTA tylko i zaszło na MÓZG hehe.

  13. No…niestety, takie są konsekwencje, padawanie.
    Na własne życzenie wkroczyłeś na ścieżkę oświecenia, krocz więc nią mężnie.
    Niech moc będzie z tobą.
    ;):):):):)

  14. Ja i oświecenie? A po drugie jam już nie taki młody adept kosmicznych sztuk 🙂

  15. 🙂 Jak mawiał klasyk – wiek nieważny, przebieg się liczy;):)

    Dobrze wiec – bez kosmicznych odniesień.
    Różnych korwinich synów wezwania i hasła – te o niepłaceniu podatków, likwidacji obowiązków ubezpieczeniowych, zwalnianiu urzędników i wiele wiele innych “wolnosciowych” postulatów, swoje źródło mają i swoich uzasadnień szukają w pewnego rodzaju sposobie filozofowania. Lub inaczej – w pewnej, pewnych postawach ideologicznych.

    Stad krytyka twoich praktycznych wezwań, żeby była zasadna i wyczerpująca(oraz jeżeli ktoś, jak ja, uzna ze w ogóle jest z czym dyskutować) powinna odbywać się na tym samym, filozoficznym, ideologicznym poziomie.
    Stad tak własnie prowadzę ta rozmowę, która chyba trochę cie w pewnym momencie przeraziła:):)

    Jest taka generalna zasada dobrej dyskusji, także naukowej rozprawy – stawiaj tylko tak mocne tezy, jak mocnych argumentów jesteś w stanie użyć na ich rzecz, w ich obronie.
    Niestety ultraliberalizm nie dysponuje argumentacją adekwatna do mocy stawianych przez siebie tez.

    Ale cenne jest i ważne gonienie króliczka, nie jego złapanie, z związku z czym i tak cie podziwiam ze chce ci się myśleć, angażować sie, rozmawiać.

    Pozdrawiam:)

  16. Nic mnie nie przeraziło!!! Cierpię na brak czasu ostatnio. Ale to i tak sukces, że tu czasem zajrzę i coś skrobnę. Niekiedy mogę stuknąć jedno zdanie a czasem coś dłuższego.

    Jeżeli chodzi zaś o ultraliberalizm to akurat nie jest mój tok rozumowania. Nie uważam też, aby redukcja zbędnego balastu podatkowego (urzędy, martwe posady itd.) była czymś złym a już ultraliberalnym to w ogóle. Nie nawołuję także do niepłacenia podatków a raczej do ich niezbędnego minimum. Niestety w demokracji każą nam płacić za coś z czego nie korzystamy i to pod przymusem. A uprzedzając pytanie czy to jest możliwe ja zapytam, czy to jest niemożliwe i kogo ewentualnie to przeraża?

    Przeraża to tych, którzy na tym ucierpią, czyli tych, którzy nas okradają dzisiaj bezczelnie. Nie ma w tym wszystkim żadnej nadzwyczajnej ideologi, no chyba że ideologią nazwiesz normalność.

    No a odnośnie myślenia, zaangażowania i rozmowy to chyba jest to jedyny sposób, aby coś zmienić… zanim wybuchnie rewolucja 🙂

    Pozdrawiam,
    Korwini syn czy jak to mnie tam nazywasz 🙂

    1. Korwini syn, to brzmi dumnie! Nie każdy być nim może. Pozdrawiam ciepło Miłośnika Magistratu.

  17. Widzisz, jednym z najczęściej powtarzanych banałów a nawet nie tyle rzeczywiście głośno artykułowanych, co mających w ludziach jakoś tak podskórnie swoje mocno wczepione zakorzenienie, jest stwierdzenie “człowiek, to brzmi dumnie”.

    Otóż, gówno prawda.

    Wraz z ewolucyjnym sukcesem otrzymaliśmy od natury dość specyficzny podarunek.
    Jesteśmy zmuszeni płacić haracz swoim słabościom.
    Grzechom i grzeszkom. Próżnościom, namiętnościom, ambicjom i zawiściom, oraz całej masie innych, mniej lub bardziej paskudnych przywar.

    Płacimy go jednostkowo, sami sobie, ale płacimy także jako społeczności i społeczeństwa. Grzechy te, razem z ich konsekwencjami są po prostu wpisane w nasza ludzką kondycję.

    I dlatego modele i idee nigdy nie przenoszą się w pełni na rzeczywistość. Są po prostu za ubogie. Prawdopodobnie istnieje możliwość takiego modelowania, które uwzględniłoby i “czynnik ludzki” ale poza wszystkim, jako ludzie jesteśmy cholernymi hipokrytami.
    Dzielimy swój tort na x kawałków, udając ze dla wszystkich wystarczy, bo nikt nie buchnie ze stołu podwójnej porcji:):)

    To jest jedna ze słabości systemów(jakichkolwiek) społeczno-politycznych.

    Jest i inna słabość.
    To konflikt pomiędzy skutecznością a praworządnością władzy.

    Wszystkie dramatyczne wydarzenia na świecie w ostatnich latach są jakby skrojone specjalnie po to żeby stanowić najjaskrawsze przykłady tej własnie słabości.
    Kilka kolejnych wojen, pod wspólnym sztandarem “walki z terroryzmem”, kryzys finansowy, a potem ekonomiczno-polityczny, swój wspólny mianownik znajdują m.in w tym ze świat może działać albo zgodnie z prawem, albo skutecznie.

    Nie chce tutaj rozwijać tej myśli, napisałem na ten temat zupełnie niedawno serie dość obszernych postów tam gdzie zwykle publikowałem swoje rzeczy – trudno się do nich dokopać, ale z tego co wiem, gdzieś tam tkwią:)

    To co chce tu powiedzieć to ze ten konflikt(pomiędzy skutecznością a prawem) istnieje także w bieżącym zarządzaniu sprawami kraju.
    A my mamy wybór- albo jesteśmy, chcemy być, pryncypialni i w żadnych okolicznościach nie godzimy się na lekceważenie prawa – za co zapłacimy cenę, porażającej czasami, nieskuteczności, albo będziemy skłonni czasem “przymknąć oko” co z kolei grozi nadużyciami ze strony władzy.

    To właśnie miałem na myśli mówiąc ze “rzeczywistość skrzeczy” :):):)

  18. P.S Na brak czasu istnieje sposób, opisany w starym, żydowskim szmoncesie – jeśli brak ci miejsca w domu, kup krowę, kozę i kilka kur i pozwól im ze sobą zamieszkać.

    Podobnie z czasem – jeśli twierdzisz ze ci go brak- znajdź jedno bądź kilka dodatkowych zajęc:):):)

  19. Najpierw to:
    “Podobnie z czasem – jeśli twierdzisz ze ci go brak- znajdź jedno bądź kilka dodatkowych zajęc:):):)”

    Nie kpij ze mnie, mam już dość na głowie :)))))))

    A teraz to:
    “A my mamy wybór- albo jesteśmy, chcemy być, pryncypialni i w żadnych okolicznościach nie godzimy się na lekceważenie prawa – za co zapłacimy cenę, porażającej czasami, nieskuteczności, albo będziemy skłonni czasem “przymknąć oko” co z kolei grozi nadużyciami ze strony władzy.”

    No to trochę się muszę nie zgodzić bo obecnie prawo funkcjonuje w taki sposób, że władza robi z niego wyłącznie własny użytek. Mam na myśli na przykład interpretacje przepisów podatkowych i sanitarnych. Czyli władza w stosunku do swojej interpretacji jest nieubłagana i ją stosuje bez znieczulenia, ale już co dotyczy władzy ze strony prawa jest traktowane z przymrużeniem oka. Widzę tutaj jakieś zaburzenie logicznego postrzegania rzeczywistości przez Ciebie 😉 albo… przemawia przez Ciebie jakaś idea bliżej mi nieznana 🙂

    A na koniec:
    “…działać albo zgodnie z prawem, albo skutecznie. ”

    Jedno nie wyklucza drugiego ponieważ dobre prawo (czytaj proste prawo) działa skutecznie.

  20. A myślałem żeby wrzucić kilka przykładów – operowanie na dużym stopniu abstrakcji niechybnie prowadzi do komunikacyjnych zatorów:):)

    Gdy będę miał chwile, być może się poprawie:)

  21. Zamiast brnąc w analizowanie przykładów tego co do tej pory powiedziałem, powiem to odrobinę inaczej.

    W naturze władzy leżą próby jej nadużywania. To koszt który tak czy inaczej musimy ponieść. Tak po prostu działa świat.

    Powiedziałem ostatnio Mateuszowi ze nie cierpię gdy ktoś mówi o Polsce “tylko w tym kraju to możliwe” “w tym kraju tak czy owak się dzieje” . Nie ze względu na jakiś szczególnie rozbuchany patriotyzm – ale dlatego ze dość uważnie przyglądam się światu i nie ma, nie widzę jakościowych różnic pomiędzy jakimś, rzekomo idyllicznym “gdzieś tam” a siermiężnym tutaj. Jeżeli ktoś twierdzi ze istnieją, to po prostu zbyt słabo przyglądnął się sytuacji:):)
    Są oczywiście różnice ale ilościowe, nie zaś jakościowe.
    I o ta ilość w gruncie rzeczy toczy się gra.

    Reasumując – ludzie potrzebują władzy, władza jest z samej natury skażona niepożądanymi tendencjami, a polityka jest grą interesów. Jeżeli władza zaczyna naruszać interesy ludzi, ci mają narzędzia żeby poobijać władzy łapy. Bądź powybijać zęby:)
    I ci którym na własnych interesach zależy rzeczywiście czasami to robią.

    Na pytanie czemu tak niewielu i czemu tak nieczęsto odpowiedzieć nie potrafię:):)

  22. Wypada mi się z Tobą zgodzić, ale oczywiście musimy także pamiętać, że ta “ilość” wynika niekiedy z cech… typowo narodowych, które kształtowały się przez wieki a wynikają z tak ogromnej liczby uwarunkowań (historycznych a nawet geograficznych), że ich zmiana czy modyfikacja wymaga upływu kolejnych wieków.

    I oczywiście ludzie potrzebują władzy, tak było zawsze. Ta naturalnie jest skażona różnymi “substancjami”. Nie do końca jednak przekonuje mnie teza, iż ludzie mają narzędzia. A jeśli nawet je mają to są to narzędzia zbyt proste i mało skuteczne. Innymi słowy jaka demokracja, takie narzędzia 🙂

    Jeżeli zaś chodzi o wybijanie zębów to też dziwię się czemu do tego jeszcze nie doszło na skalę globalną. Liczę jednak na większą odwagę obywateli 🙂

    1. A całe moje w tym wątku pisanie miało jeden cel – zmienić zwolennika Korwina w stronnika Peryklesa;):):)

      I, wnioskując po ilości zgód jakie w różnych, czasem newralgicznych, miejscach wyraziłeś – nie bez pewnego sukcesu:):):)

  23. Ależ doszło, oczywiście ze tak. Spójrz na karty historii – ludzie, przywiedzeni do ostateczności, obalali nawet monarchie absolutne czy systemy totalitarne.
    Wtedy płacili za to krwią – demokracja włożyła im w ręce bezpieczniejsze metody. I wbrew temu co mówisz -potężne metody – najlepszym, bo aktualnym przykładem niech będzie arabska wiosna ludów.
    Metody istnieją – problemem jest wyłącznie owa odwaga:)

  24. Ależ ja nie jestem fanatycznym wyznawcą Korwina. Uważam tylko część jego poglądów za pozytywne, szczególnie te dotyczące swobody gospodarczej. Ciągle próbuję znaleźć odpowiedni zbitek ideologiczno-polityczny, który pozwoliłby na zastąpienie Twej ukochanej demokracji, której tak na prawdę już nie ma.

    Co zaś tyczy się dzisiejszych przemian, szczególnie w świecie arabskim to nie uważam ich wcale za wykorzystujące mechanizmy demokracji. Gdyby nie “oczy świata” w postaci reporterów i kamer tv to mielibyśmy pogrom i zapewne byśmy się o nim mało dowiedzieli.

  25. Własnie o to chodzi -gdyby nie “oczy swiata” nawet nasza, zachodnia cywilizacja wygladałaby kompletnie inaczej:)

    Z tym ze te oczy to własnie jeden z mechanizmów demokracji – swobodny dostep do informacji, wolne media, rozumiesz, takie rzeczy:):)

    Masowe, uliczne protesty, takie jak w krajach arabskich własnie, sa jak najbardziej elementem demokracji.
    Podobnie jak protesty oburzonych, czy w tych dniach – w sprawie AKTA.

    Inna sprawa ze kraje arabskie są prawdopodobnie organicznie niezdolne do demokracji, podobnie jak Rosja czy kraje azjatyckie. Ale wszędzie tam sa możliwe różne, lokalne hybrydy, głównie luzujące choc w pewnym stopniu zakres swobód obywatelskich oraz urynkowienie gospodarcze.

    1. “Inna sprawa ze kraje arabskie są prawdopodobnie organicznie niezdolne do demokracji, podobnie jak Rosja czy kraje azjatyckie.”

      A więc zgadzasz się po części jak widzę z moją tezą dotyczącą cech narodowościowych i ich przełożenia na systemy polityczno-społeczne 🙂

      Jeśli chodzi zaś o protesty masowe to nie są one charakterystyczne wyłącznie dla demokracji, czyż nie?

  26. Tak, oczywiście ze te sprawy mają znaczenie. Chociaż wydają się być wtórne w długiej historycznej perspektywie, to roztrząsanie tego nie ma już takiego znaczenia. Fakt pozostaje faktem.
    Byc moze zaraz na początku powinienem zastrzec ze to co mówię o demokracji, dotyczy naszego kręgu kulturowego:):)

    Masowe protesty są TAKZE elementem demokracji – i tylko w niej mogą się odbywać legalnie i praktycznie bezkrwawo.
    No i… są skuteczne:)

    1. I ja chyba powinienem zastrzec, że nie jestem fanatycznym zwolennikiem Korwina 🙂 A co do skuteczności to… tłum i jego, za przeproszeniem, wkurwie.ie jest skuteczne bez względu na szerokość geograficzną 🙂

  27. Coś tu wczoraj napisałem, ale znikło 🙁 To było coś o skuteczności tłumu bez względu na szerokość geograficzną. ACTA działa? A pioseneczkę znam 🙂

  28. Ale już nie pamiętam dokładnie 🙁
    Mniej więcej brzmiało to tak, że protesty tłumów są wspólne dla każdego systemu politycznego a o ich legalności nikt nie może rozstrzygać. Innymi słowy każdy system może się doigrać.

  29. Taak, jasne:):):)

    Powiedz to Koreańczykom. Czy Białorusinom. Bądź Syryjczykom.

  30. A swoją drogą – czemuż to nie pamiętasz co pisałeś wczorajszego wieczoru?
    Czyżbyś przedawkował jakieś płyny?:D:D:D Rozumiem ze w ramach walki z syberyjskimi mrozami?;):):)

  31. Płynów nie przedawkowałem, aczkolwiek do “późnych godzin porannych” aplikowałem sobie… kobiece wdzięki 😀 I dobrze zgadujesz… w związku z mrozami właśnie 😀
    A co pisałem to pamiętam, tylko natchnienie i polot pisarski zawsze dopisuje mi jednokrotnie w stanie wzburzenia bądź burzy myśli kiedy piszę po raz pierwszy 😉 Tak więc po prostu nie jestem w stanie odtworzyć tego w piśmie co wczoraj. Mam nadzieję, że rozumiesz o co mi chodzi 🙂

  32. Lowelas:D:D:D

    No, ale twoje alkowiane dokonania zostawmy – to co z ta Syrią?;):)

  33. Lowelas? Raczej miłośnik 😀

    Co zaś tyczy się państw wymienionych, to doczekają się one gruntownych przemian. Nawet jeśli ta ludność nie jest zdolna do demokracji (tfu!) to zapewne jest zdolna do przeciwstawiania się upodleniu, biedzie, cenzurze i innym reżimowym przypadłościom. Jak już pisałem, ograniczanie wolności ludu prowadzi zawsze do eliminacji tychże ograniczeń. Ty nazwiesz to przemianą demokratyczną a ja wolnościową. I znów jedno nie wyklucza drugiego.

    A teraz cóż… idę podziwiać 😉

  34. Weź się ożeń czy jak? Nasycisz się po same uszy i może będziesz się w stanie lepiej skupić:):)

    Jest zdolna, nie jest zdolna – co to ma do rzeczy? Napisałeś ze w zadnym systemie nikt nie może decydować o legalności protestów, podałem ci trzy najbardziej oczywiste, bieżące przykłady tego ze duby smalone bredzisz a ty mi na to ze w Bangladesz pada deszcz:/:/:/

    “Jak już pisałem, ograniczanie wolności ludu prowadzi zawsze do eliminacji tychże ograniczeń”- wielki kwantyfikator w najlepszym razie dyskusyjny – czasem prowadzi, czasem nie prowadzi – ale znów – nie o tym mowa!

    Dobrze działający system demokratyczny ma zdolność samooczyszczania z elementów rażąco niesprzyjających ludziom – w każdym innym systemie za takie oczyszczenie trzeba zapłacić krwią – to jest sedno sprawy.

    Kompletnie wymieszałeś tez znaczeniowo słowo wolność. Podczas gdy oczywiste jest ze w omawianym przykładzie masowe protesty można, w tym najbardziej podstawowym znaczeniu, nazwać wolnościowymi, to już nienadużyciem albo nieporozumieniem jest kojarzenie ich z wolnościowymi w sensie ideologii liberalnej czy ultraliberalnej.
    A przecież o nią, o jej zasadność i sensowność się spieramy.

    Nie obraź się ale nie odrobiłeś lekcji. Istnieje duża szansa ze nie będzie mnie od jutra przez najbliższy tydzień – może mrozy popuszcza, nie będziesz miał już tak palącej potrzeby hmm, poszukiwania ciepła – jestem pewien ze gdy(jeśli) wrócę, zastane cie w doskonałej formie:):):)

  35. Lekcji nie odrabiam, edukacja skończona 🙂
    Nic nie wymieszałem. Jeśli w Polsce wybuchną zamieszki spowodowane biedą i okradaniem społeczeństwa to założę się o 3 złote, że tak czy tak ktoś zapłaci krwią. Każdy system społeczno-polityczny ma możliwości, o których piszesz. Każdy może eliminować nieprawidłowości. I z pewnością nie jest prawdą, że demokracje nie bywają krwawe.
    I proszę już więcej nie imputować mi, że jestem ultraliberalistą! 🙂

    W związku z Twoim wyjazdem, życzę miłego wywczasu 😉 No chyba, że się wybierasz do szpitala… to powrotu do zdrowia życzę.

  36. Ale wiesz ze nie potrzebowałbym nawet zbytnio się wysilać żeby znaleźć w sieci i tutaj przywlec twoje wypowiedzi brzmiące jak żywcem wyjęte z jakiegoś anarcho -liberalnego manifestu?

    Zamieszki to coś kompletnie innego niż manifestacje. A ewentualni poszkodowani podczas zamieszek w znakomitej większości nie doznają obrażeń, już nie mówiąc o utracie życia, w wyniku działań państwowego aparatu przymusu.

    Postawa “edukacja zakończona” jest już obca nawet maszynom – wiec może to jeszcze przemyśl:):)

    Mam spore wątpliwości ze można wrócić z e szpitala zdrowym:)

  37. Ze szpitala można wrócić zdrowym pod warunkiem, że poszło się do niego też zdrowym 🙂
    Ja jestem tylko liberalistą w wąskim zakresie, szczególnie tym dotyczącym gospodarki.

    Przypominam też o zamieszkach w Paryżu oraz o Irlandii. Czyżby to nie były demokracje?

  38. Wygląda na to ze dostałem odroczenie wyroku:):)

    Kurcze ze wszystkich rzeczy które mogłeś powiedzieć, ze wszystkich sposobów żeby wybrnąć, zrobiłeś coś, o co, gdybym był religijny to pewnie bym się pomodlił żebyś tego nie robił:):):)
    Jeżeli oczywiście obrót kapitałowy także uznamy za cześć gospodarki:):):)

    No i….naprawdę muszę ci tłumaczyć czym się różnią zamieszki od demonstracji?:)

  39. Nie musisz tłumaczyć. 🙂
    Ale Dziadunio staliśmy się mimo woli drugoplanowymi aktorami w nowej adaptacji perypetii Adolfa. Widać musimy kogoś denerwować strasznie 🙂

  40. To jak, Miłośniku, masz ochotę na bęcki czy wygłosisz auto-da-fé w sprawie gospodarczego liberalizmu?;):):)

    Ajatollahowie wolnego rynku, propagandziści wycofania państw z regulacji rynków, liberalne jastrzębie biznesu – wszyscy oni przecierają oczy ze zdumienia, palą podręczniki makroekonomii i z coraz większym trudem patrzą sobie wzajemnie w oczy.

    Agencje ratingowe strącają ze stanowisk premierów europejskich krajów.

    Całe społeczeństwa, całe narody mają do gardeł przyłożone noże szantażystów-spekulantów, którzy są władni skazać te społeczeństwa na cofniecie się w rozwoju o kilkanaście lat, byle tylko napełnić kieszenie naszymi pieniędzmi.

    A wszystko to, oraz o wiele, wiele więcej odbywa się w rezultacie zwycięstwa liberalnej myśli w światowym systemie finansowo-gospodarczym.

    Własnie to, dokładnie ten temat miałem na myśli mówiąc kilkanaście wpisów temu ze świat może działać albo zgodnie z prawem, albo skutecznie.

  41. Coś bredzisz. Obecna forma wolnego rynku nie ma nic wspólnego z wolnym rynkiem proponowanym przeze mnie. Jeśli spróbujesz regulacji to ktoś spróbuje to obejść. Teraz regulacje nie prowadzą do rozwoju tylko do zacofania. Że już o opodatkowaniu i haraczach nie wspomnę. Ze swej strony mogę powiedzieć tylko tyle, że świat może działać skutecznie, albo po kryjomu.

  42. Ech, Miłosniku, miłośniku. Myśl globalnie-działaj lokalnie. Nie odwrotnie:)

    Popatrz na światowe systemy bankowe i postaraj się odpowiedzieć na pytanie – cierpią przez nadmiar regulacji czy raczej ich brak?

    Popatrz na światowe rynki finansowe – doprowadziły do kryzysu przez przestrzeganie reguł czy ich lekceważenie?

    I na koniec tej serii pytań – czy ludzie u sterów globalnych instytucji finansowych próbują ratować sytuacje dogmatycznie trzymając się reguł wolnego rynku, czy wręcz przeciwnie?

  43. Dziaduniu?! Światowe systemy bankowe są wymysłem i pokłosiem tych regulacji. To one po części teraz tworzą te regulacje po to, aby między innymi je omijać. Znowu mnie nazwiesz ultraliberalistą, ale uważam, że banki mogłyby nie istnieć. Bo niby po co nam one? Z drugiej zaś strony wiem, że one muszą istnieć – świat jest jaki jest. To skoro już te banki i giełdy istnieją, to niech się politycy nie mieszają do tego próbując co rusz wyciągnąć z tego trochę kasy. A jak mnie bank okradnie to… ja sobie to wyjaśnię “odpowiednio”.

  44. Możesz mi wysłać na priv – kaledonia@onet.pl– jakiś namiar na siebie? Najlepiej dane na które mógłbym ci coś wysłać pocztą.

    Po co nam banki? Proszę cie!! Zdążyłem, jeśli nie polubić cie, to się do ciebie przyzwyczaić – nie przeciągaj struny.

    Nie zdobędę się na to żeby wyręczać cie w czytaniu Skalskiego:/:/

    Sytuacja wygląda tak ze to nie politycy trzymają za mordę “rynki” tylko one polityków.
    I nie politycy wyciągają kasę z “rynków” tylko rynki z podatków.

    Do ciężkiej cholery!! Ogarnij się chłopie.

    P.S Bez obawy – jeśli coś ci wyśle, nie będzie to wąglik, tylko Skalski:):) No, może cokolwiek rozbudowany:):):)

  45. U źródeł wszystkich modyfikacji liberalizmu stoi taka, oświeceniowa koncepcja państwa, przypisująca mu funkcję “nocnego stróża”

    I pięknie.

    Tyle tylko ze państwa dały się sprowadzić do roli ciecia, otwierającego z pokornym ukłonem drzwi, a żeby ta koncepcja miała sens, nocny stróż powinien mieć rangę Najwyższego Strażnika.
    Ot i cały problem.

  46. bardzo subiektywna opinia, trochę krzywdząca… nie twierdzę, że każdy protestujący przeciwko ACTA to zagorzały obrońca konstytucyjnych praw i wolności, ale znacznej części protestujących właśnie ten cel przyświecał, szczególnie, że protestujący to w większości studenci, dla których wolność jest bodaj wartością najwyższą, o czym przekonaliśmy się niejednokrotnie za komuny

    1. Moim zdaniem głównym powodem, dla którego protestują właśnie studenci i ludzie młodzi jest to, że mają oni na to czas. Reszta zajmuje się walką o byt, czyli siedzi w pracy. A po pracy nie ma już sił na protesty. Idzie oglądać seriale online (jak ma dostęp), albo w telewizji (za którą nie płaci). Studenci wolność mają w nosie – to była teza mojego tekstu, bo o tej wolności niestety niewiele wiedzą. Gdy już się coś dowiedzą, na protesty nie będzie czasu.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *