Za dużo dymu w pokoju 143

W Wadowicach...

W 1969 roku, kiedy Instytut Gallupa po raz pierwszy zadał pytanie o legalizację marihuany, najpopularniejszej obecnie nielegalnej używki na świecie (przyjmuje ją regularnie 166 millionów dorosłych wg. ostrożnych szacunków UN), jedynie 12% Amerykanów popierało ten postulat. Według ostatnich badań liczba ta wzrosła wreszcie do 50% (badanie przeprowadzone 6-9 października 2011 na reprezentatywnej próbie 1 005 dorosłych osób). Jednocześnie aż 70% dorosłych Amerykanów popiera przepisywanie marihuany przez upoważnionych do tego lekarzyna na receptę, niekoniecznie z pieczątką. Oznacza to, że znakomita większość amerykańskiego, konserwatywnego społeczeństwa uważa, że przynajmniej jedna z nielegalnych dziś używek powinna być przyjmowane pod kontrolą lekarzy. Do tego właśnie lekarze między innymi są stworzeni.

U nas odwrotnie, lekarze wydają się być stworzeni do czegoś innego. Lekarz stojący obecnie na czele polskiego parlamentu – Ewa Kopacz, publicznie głosi narkotykowe banialuki (niedawno porównałem to do wypowiedzi nieodżałowanego wiceministra Ministra Edukacji na temat wspólnej człowieczej i gadziej historii), nikt nie protestuje.

W 17 stanach USA lokalne władze przyjęły odpowiednie regulacje, kolejne ustawiają się w kolejce. W kraju szaleństwa prohibicji wygrywa wreszcie obywatel i zdrowy rozsądek. Nie wywalczyli tego jednak politycy, ale społeczne ruchy, bazując na poszerzaniu pola wolności zdefiniowanego zapisami Konstytucji. W tej walce sprzymierzeńcem nie okazywały się organa ścigania, prokuratorzy i Policja, lecz sądy, w których kształtuje się prawo na mocy precedensu i które wyrażają społeczne poczucie sprawiedliwości oraz… namysł nad stosowaniem i treścią tego prawa. W Polsce wszystko to wygląda jednak inaczej.

Dlatego, gdy w zeszłym roku nie udała się próba pełnej legalizacji rekreacyjnego obrotu marihuaną w Kalifornii (pierwszym stanie, który zalegalizował medyczny nią obrót), rodzimym komentatorom nie mieściło się w głowie, że powodem tego nie był sprzeciw wobec marihuany. Nawet tamtejsi konserwatyści i nowi chrześcijanie nie widzą w tej używce diabła wcielonego, źródła zepsucia czy zła. Spierano się nie o to, czy legalizować, ale o to, w jaki sposób to zrobić.

Tymczasem u nas legalizacja marihuany postrzegana jest jako niezwykły eksces. I choć obowiązuje już nowa, „zliberalizowana” ustawa o przeciwdziałaniu narkomanii, Policja swobodnie, nadal bez żadnych ograniczeń ściga obywateli podejrzewanych o posiadanie narkotyków, czyli właściwie każdego.

Prawne możliwości obrony własnych konstytucyjnych praw są fikcją, o czym przekonałem się zaskarżając bezprawne zatrzymanie mnie w centrum Warszawy. Policjanci złożyli fałszywe zeznania, prokurator przymknął oko na ich niezgodność z protokołem i po sprawie (opiszę to wszystko ze szczegółami niebawem).

Oczywiście funkcjonariusze organów ścigania starannie wybierają swoje cele, szerokim łukiem omijając polityków przyznających się do brania narkotyków (na czele oczywiście z Donaldem Tuskiem, premierem). Nietykalni są również artyści, często występujący na scenie i ekranie telewizora pod widocznym ich wpływem. Celem polowań staje się za to młodzież, na ogół ze społecznych nizin, przedstawiciele różnych subkultur czy po prostu mieszczący się w stereotypie „narkomana” przechodnie.

Uchwalone 1 kwietnia przez Sejm i wprowadzone w życie w grudniu 2011 roku prawo ma charakter kosmetycznej zmiany, podyktowanej taktyką „małych kroków” i zgodnie zaakceptowaną przez wszystkie reformatorskie siły.

Jednak zmiana mentalności funkcjonariuszy Policji i prokuratury to jedno, a zmiana instytucjonalnych bodźców to coś zupełnie innego. Dziś Policja nagradzana jest za stosowanie sprzecznej z Konstytucją ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii, a funkcjonariusze nadużywające swoich uprawnień chronieni są de facto przez prokuratorów. Nie może być inaczej, bowiem trudno, aby prokuratorzy karali swoich kolegów policjantów za mechaniczne stosowanie głupiego prawa. Obie grupy zawodowe wskazują na polityków, jako źródło problemu i adresata apeli.

A sędziowie? Siedzą z założonymi rękami, w przeciwieństwie do swoich amerykańskich kolegów nie przejmując się rolą aktywnego czynnika kształtującego prawo. Dominuje bierność i swoisty fatalizm – przepisy nie nakładają na sądy obowiązku, ani możliwości szerokiego kształtowania prawa, więc robi się tylko to, co robić trzeba. Środowisko sędziowskie zaś samo w sobie nie jest w stanie bronić i lobbować w imię niczyich interesów, poza swoimi, głównie zawodowymi. Wina systemu, czy mentalności sędziów?

W najbliższy piątek Ruch Palikota ma zamiar przetestować na sobie obowiązywanie nowego prawa. Będzie też składał projekt legalizacji marihuany. Projekt równie tajemniczy, jak sejmowy pokój 143, w którym ma się odbyć ten interesujący konwentykiel. Czy ma on w ogóle jakikolwiek sens?

Ruch Palikota i jego lider mają ogromne zasługi dla sprawy – dzięki nim marihuana weszła do mainstreamu polityki, a dzięki marihuanie oni do parlamentu. Obecnie jednak medialny przekaz budowany wokół domniemanej, planowanej, zamierzonej reformy budzi mój niepokój – jeszcze chwila, a Janusz Palikot zamieni poważny temat w żart i utrudni rozmowę o narkotykach w Polsce. Podobnie jak plastikowy penis, liść konopi na zawsze stanie się jednym z pomponów jego błazeńskiej czapki z biłgorajskim futerkiem, a palenie jointów stanie się czynnością równie źle kojarzoną, jak wnoszenie świńskiego ryja na salony.

Oprócz tej groźby jest i problem inny, znacznie poważniejszy. Janusz Palikot, wieczny happener i jego nad-aktywni posłowie zdają się nie zauważać, że wszystkie projekty legalizacyjne nie mają obecnie najmniejszych szans na przejście ścieżki legislacyjnej, choćby każdy z posłów Palikota wciągnął ją całą nosem, a do klapy marynarki przypiął sobie po kilka liści wielkości łopianu.

Po pierwsze, politycy dopóty walczyć będą z narkotykami, dopóki badania opinii publicznej nie pokażą zmiany społecznych nastrojów na miarę notowanej obecnie w USA. Tym bardziej, że rząd, Prokurator Generalny, Sąd Najwyższy nie zamierzają nic w swoich działaniach zmieniać, bo narkotykowa prohibicja zwyczajnie nie jest ich problemem. To  nie ich dzieci lądują przecież w izbach zatrzymań.

Również dziennikarze nie będą pisać dramatycznych apeli, a artyści aranżować przejmujących scen, bo to nie oni są przedmiotem policyjnych represji. Zostaje tylko kilkadziesiąt tysięcy dzieciaków wychodzących na ulice większych i mniejszych miast w całej Polsce, co tworzy jeden z największych fenomenów społecznych współczesnej Polski, wydarzenie bez precedensu w skali Europy. Ale łatwe do zbagatelizowania przez polityków i media, bo nie przekładające się dotychczas – pierwszy skorzystał z tego Palikot własnie – na sukces wyborczy.

Po drugie, kolejnej nowelizacji ustawy nie będzie, bo jedna już przed chwilą była i Palikot ze swoim radosnym cyrkiem nic w tej kwestii pozytywnego nie osiągnie. Wiele może jednak zepsuć. Co zatem robić?

Brać przykład z Amerykanów, gdzie problem prohibicyjnej polityki już właściwie rozwiązano.

Znaczącą zmianę praktyki stosowania prawa osiągnąć można kładąc nacisk na gwarancje obywatelskich praw zapisane w innych ustawach, a przede wszystkim w Konstytucji. Byłbym o wiele bardziej zadowolony, gdyby to właśnie w tym kierunku szły legislacyjne pomysły Palikota, zamiast kolejnej zadymy, choćby generowanej w oparach najszlachetniejszego dymu. Strategia, z której powinien skorzystać nie wiedzie zatem poprzez frontalny atak na treść antynarkotykowych przepisów. Na politykę narkotykową należy spojrzeć szerzej, jako na problem standardów demokratycznego państwa prawa. Tego spojrzenia nam brakuje.

Stworzenie mechanizmu skutecznego zaskarżania działań Policji i prokuratury, rygorystyczne przestrzeganie procedur, wprowadzenie zasady owoców zatrutego drzewa do polskiego prawa, a przede wszystkim odbudowa demokratycznego sądownictwa, działającego w interesie konstytucyjnych gwarancji, stanowić może konkurencyjną drogę do faktycznej reformy polityki narkotykowej.

Postawieni w sytuacji konieczności wykonywania sprzecznych poleceń, narażając się na odpowiedzialność służbową i karną, policjanci oraz prokuratorzy pierwsi zaapelują o zmianę idiotycznej ustawy. Albo zwyczajnie przestaną ją stosować, zapominając, że w ogóle istnieje.

Dlatego apeluję w tym miejscu do posłów Ruchu Palikota o próbę wyjścia poza schemat frontalnego ataku na okopany szaniec, choćby i zza zasłony dymnej wyprodukowanej w pokoju 143. Mniej krwi i świńskiego łba, więcej trawy!

Ps.1. Nie bez znaczenia jest sam mityczny projekt, a raczej jego pochodzenie. Klub RP niedawno zapowiadał stworzenie parlamentarnej grupy do spraw polityki narkotykowej, która miała – w towarzystwie ekspertów – przygotować kompleksowe rozwiązania. Trzy tygodnie później pojawia się projekt, unieważniając poprzednie zapowiedzi. Wygląda to niepoważnie i z pewnością wiarygodności klubu szkodzi.

Ps.2. Przemyślenia wymaga wprowadzenie do polskiego prawa zasady precedensu (sądy związane orzeczeniami choćby sądów wyższej instancji w podobnych sprawach). Dzisiaj, wobec jej braku nawet w przypadku orzeczeń Sądu Najwyższego (sic!), każde wywalczone z mozołem przed sądem zwycięstwo demokracji łatwo zaprzepaszczone może zostać kolejnym wyrokiem wydanym przez zabieganego, albo zwyczajnie głupiego sędziego. Jednych i drugich niestety nie brakuje.

32 thoughts on “Za dużo dymu w pokoju 143

    1. Czy trzeba uważać czyjś każdy pomysł za trafiony, żeby tego kogoś lubić? Janusz zyskał moją dozgonną sympatię tym, co w minionych latach dokonał i to się nie zmieni nawet wtedy, gdy na zawsze pogrąży plany reformy polityki narkotykowej, próbując inicjować ją w sejmowym pokoju 143.

      1. Czy trzeba uważać czyjś każdy pomysł za trafiony, żeby tego kogoś lubić? – święte słowa, Mateusz, święte słowa:):)

        Strasznie ostatnio jesteś nierówny w tym swoim pisaniu – ale ten dzisiejszy tekst uspakaja – spadki formy masz już chyba za sobą:)

        I tylko ten pomysł z zasadą precedensu – nie dość ze kompletnie obcy naszemu systemowi prawnemu, to w dodatku wymagający zmiany Konstytucji. A ja gmerania w niej cokolwiek się obawiam.

        Pozdrawiam!:)

  1. “Przemyślenia wymaga również wprowadzenie do polskiego prawa zasady precedensu”
    I tutaj szanowny Autorze, zgadzam się z Tobą w całej rozciągłości. System prawny w Polsce….nie znam sie na tym, ale widać nieuzbrojonym okiem że jest cholernie niedoskonały, ale brak jest większych zmian.
    Dlaczego ? Bo ci co znają ten system, po prostu nie chcą nic zmienić. Wszystkie luki prawne, “niedomówienia”, nieścisłości wykorzystują z pożytkiem dla siebie (dla swoich klientów), a ze szkodą dla państwa i ogółu obywateli którym ten system miał służyć. Jest to jakaś zmowa świata prawniczego, aby utrzymać status quo dla siebie i swoich dzieci (oczywiście też prawników).
    Sprawy ciągnięte latami, pierdyliardy tomów akt, zmiany składów sędziowskich po latach prowadzenia danej sprawy, wypuszczanie na wolność bandytów, przekrętów itd. Większości “numerów” i tak nigdy nie poznamy. Legalna cosa nostra w republice bananowej. Mówię tak o Polsce z żalem.

  2. Pożyjemy zobaczymy, oby wkońcu ktoś wziął przykład od bardziej rozwiniętych państw, i zmienił w polityce narkotykowej to, co jest najdurniejsze

  3. Jak to działa w USA:
    Wbrew temu co napisałeś, lekarze w USA wcale nie przepisują medycznej marihuany (MM) na coś co by było odpowiednikiem polskiej recepty. Nikt nie określa ani dawki ani okresu trwania “kuracji”. Na przykładzie stanu Michigan, który ma jedne z najbardziej liberalnych przepisów, można również stwierdzić, że MM jest tylko przykrywką legalizacji do celów inne niż medyczne. Otóż działą to tak:
    Jeżeli cierpisz na którekolwiek ze schorzeń wymienionych w odpowiednich przepisach stanowych dotyczących przyzwolenia na posiadanie, spożywanie oraz (sic!) uprawianie konopii indyjskich, udajesz się ze swoją dokumentacją medyczną do tzw. Medical Mrijuana Clinic, gdzie upoważniony lekarz, po zapoznaniu się z twoją historią choroby, podpisuje ci wniosek o przyznanie tzw. Medical Marijuana Card (MMC), który wraz z bezwzrotną opłatą w wysokości 100$ przesyłasz do odpowiedniego urzędu stanowego i czekasz około miesiąca na odpowiedź. Jeżeli MMC zostaje przyznana upoważnia ona nie tylko do posiadania i spożywania marihuany w celach medycznych, ale również do jej hodowli dla maksymalnie pięciu osób (hodować można wtedy samemu, lub jeżeli zaznaczyło się we wniosku opcję wyboru osoby, któta hoduje lub będzie w przyszłości hodować dla ciebie, wtedy ta osoba zostaje tzw. providerem). Oczywiście system jest całkowicie nieszczelny. Mianowicie oznacza to, że nawet jeżeli nie posiadasz odpowiednio udokumentowanej historii medycznej, w Medical Marijuana Clinic i tak ci coś znajdą (ok.90% wszystkich ludzi korzystających z MM w USA cierpi na jakiś rodzaj nienowotworowego przewlekłego bólu, czyli na coś czego diagnozy w zasadzie nie da się zweryfikować). Na dodatek, lekarz podpisuje ci tylko wniosek, bez żadnych wskazań co do dawki, postaci czy częstotliwości przyjmowania “lekarstwa” i nie bierze na siebie żadnej odpowiedzialności za ewentualne skutki uboczne wynikające w nadużywania owego. Oznacza to, że palisz ile chcesz i jak często chcesz. Żeby było zabawnie, przepisy legalizujące MM, są sprzeczne z prawodawstwem federalnym (nadrzędnym do stanowego), więc teoretycznie FBI może robić łapanki komsumentów MM, co dość często zdarzało się za administracji prezydenta G.W. Busha, ale juz nie za Obamy. Jezlei w najbliższych wyborach na fotel prezydenckki wróci republikanin (na co na szczęście się nie zapowiada), to sytuacja pewnie znowu się odwróci. Dodatkowo, gdyby przepisy zezwalające na legalizację MM trafiły do sądu najwyższego, z pewnością zostały by podważone. Z jakiś zupełnie niezrozumiałych dla mnie przyczyn nikt do tej pory takiego wniosku nie złożył (a można by się go spodziewać biorac pod uwagę niekończącą się wojna polityczną pomiędzy republikanami i demokratami). W związku z faktyczną nielegalnością MM, żadne ubezpieczenie nie refunduje ani wizyt w MM Clinics, ani jej samej, nawet dla pacjentów onkologicznych. Również FDA (Federal Drugs Administration) nigdy nie dopuściła jej do obrotu jako leku, czyli wg amerykańskich przepisów MM nie jest lekiem. Jej status prawny jest bardzo mglisty i pomimo złudzenia legalności, jest wciąż używką nieleglaną. W stanach, w których jest MM jest zalegalizowana, dokument typu MMC chroni przed policja stanową, ale niekoniecznie lokalną, czy uniwersytecką (tak, mają tam całą masę różnych typów policji) a już na pewno nie przed służbami federalnymi. Więc tak na prawdę panuje chaos, nie tylko na poziomie legislacyjnym.

    1. A ja idę o zakład że MJ będzie ważnym tematem nadchodzących wyborów… zresztą spośród republikańskich kandydatów na nominację coraz głośniej jest o Ron Paul’u , a jest on zdecydowanym wrogiem prohibicji. W dodatku Kolorado i Kalifornia jesienią przymierzają się do głosowania nad legalizacją sprzedaży w celach ‘rozrywkowych’ – to by pozwoliło uregulować sytuację ludzi faktycznie chorych, którzy naprawdę potrzebują leku i ulgi w cierpieniu, a dla pozostałych MJ w końcu zacznie być traktowana podobnie jak alkohol. Swoją drogą – sytuacja gdy 17 stanów wprowadza przepisy wprost niezgodne z prawem federalnym dość wyraźnie przypomina lata 30-te, gdy w USA kończyła się prohibicja alkoholowa… ktoś słyszał o medycznej whiskey sprzedawanej w aptekach na receptę?

  4. Za 4 lata sejmowy joint może być jednym z wydarzeń, które pozostaną w pamięci wyborców.
    RP jako partia opozycyjna może przedstawiać projekty o dowolnym stopniu “liberalności”, ponieważ nie robi tego by wdrożyć je w życie a jedynie po to aby przedstawić swój projekt – pomysł na rozwiązanie problemu. Po ewentualnie wygranych wyborach przyjdzie pora na projekty, które będą mogły przejść przez głosowanie.
    Wg. mnie obecnie przedstawiany projekt powinien także depenalizować uprawę na własny użytek (lub wprowadzić uprawy kolektywne).

    1. Srutu tutu.

      Procent szans na społeczne poparcie dowolnego projektu mierzy się ilością pozytywnych skojarzeń które utkwią w głowach możliwie wielu.

      Przeczytałeś ty chłopie w ogóle wpis Klinowskiego?
      Chyba tak jakoś nieszczególnie:)

      P.S Umykasz na tyle skutecznie ze postanowiłem cie odwiedzić w twoim mateczniku:):):)

  5. Czegóż to się można dogrzebać:):):)
    Politykom sprzed ery internetu to się żyło sielsko:D:D:D

    Obecny lider Ruchu Palikota jeszcze jako poseł PO brał udział 27 kwietnia 2006 r. w sejmowym głosowaniu nad nowelizacją ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii. Nowelizacja zaostrzyła górną granicę kary za uprawę narkotyków, w tym konopi (z 2 do 3 lat więzienia), zwiększyła także wymiar kary za posiadanie znacznej ilości środków odurzających lub substancji psychotropowych (z 5 do 8 lat więzienia).

    Jak sprawdziła Niezalezna.pl – w głosowaniu zdecydowana większość posłów opowiedziała się za zaostrzeniem kar za uprawę i posiadanie narkotyków, a wśród członków PO głosujących za surowszym karaniem miłośników marihuany i haszyszu był… Janusz Palikot.

    Ok, Janusz zmienił zdanie(właściwie cały światopogląd, pakietowo) – wciąż jednak myślę skąd wam sie bierze pogląd ze te jego 40 mandatów zrobiła kwestia marihuany? Mateusz rozsądnie argumentuje ze nie ma mowy o przełamaniu oporu politycznej materii bez realnego skoku w sądazowych słupkach a jednocześnie przecenia wysokość tych słupków w chwili obecnej. W kampanii wyborczej J.P znacznie, wielokrotnie mocniej akcentował hasła antyklerykalne niż legalizacyjne i stawiam orzechy przeciwko dolarom ze to własnie było siła nośną wyborczego sukcesu.

    Co oznacza ze czeka was mrówcza, organiczna praca u podstaw:)

    Ludzie w swojej masie są przeciwni legalizacji z kilku powodów. Jednym z dla nich najważniejszych jest “nie chce żeby moje dzieci, wnuki sięgały po narkotyki” . Jezeli uda sie wam zneutralizować to nastawienie poprzez wbicie im do głów – “ale jezeli juz sięgną, chcecie żeby poszły za to do więzienia?” – słupki podskoczą.

    A wtedy żaden Tusk nie będzie chojraczył hasłami – “wybierzcie sobie innego premiera”:):):)

    1. “i stawiam orzechy przeciwko dolarom ze to własnie było siła nośną wyborczego sukcesu.”

      “Orzechy przeciw dolarom” phi wielka mi rzecz. Postaw tak jak Karol May i jego Old Shaterhand – dolary przeciw orzechom.

      To tak na marginesie, tych wizyt w bibliotece…:)
      Pozdrawiam bez uszczypliwości.

      1. Ok, ok, przekonałeś mnie;):)
        Bywasz w bibliotece. Czytujesz tam K. Maya:):):)

        Jeżeli kiedykolwiek twierdziłem przeciwnie – odwołuje:D:D:D

  6. P.S To bodaj pierwsza wypowiedź zwolennika legalizacji marihuany która nie ignoruje tak oczywistego przecież faktu ze próby wymuszenia na politykach postępowania wbrew przytłaczającej większości opinii publicznej to, żeby nazwać zjawisko najłagodniej – donkiszoteria przerastająca archetyp:):):)

  7. “Spróbujemy wejść do pokoju 143, by zgodnie z zapowiedzią zapalić zioło – zapowiedział na konferencji prasowej Janusz Palikot. “Obietnica” nie została dotrzymana. Poseł zapalił, ale nie jointa z marihuaną, tylko kadzidełko. ”

    I to by było na tyle z realizowania obietnic……ale niczym mnie JP nie zaskoczył, bo to że kłapać dziobem i wymachiwać wibratorem lub świńskim ryjem potrafi, to wiedzieliśmy wcześniej. 🙂

  8. Mateuszu, bardzo dobry wpis. Ja też jestem zaniepokojony, a mój niepokój znacznie wzrósł gdy parę miesięcy temu usłyszałem z ust rzecznika RO propozycję nie karania za posiadanie marihuany w “nieznacznej” ilości 50 gramów przy jednoczesnym karaniu za uprawę na własny użytek. Może wypowiedź rzecznika została w mediach pozbawiona jakiegoś kontekstu, jakichś subtelności, czegoś nie zrozumiano. Ale chyba jednak tak właśnie brzmiała ta absurdalna propozycja, świadcząc niezbicie o kiepskim przemyśleniu podstawowych kwestii związanych z polityką narkotykową. Zapowiedź palenia jointa w Sejmie była dokładnie tym, czym ją nazwałeś – zamienianiem poważnego tematu w żart, co grozi – jak już kiedyś pisałem – jego wyizolowaniem w oszołomskim getcie.

    Januszu Palikocie, weź ten raport Instytutu Spraw Publicznych o karaniu za posiadanie – który podobno czytałeś – i zacznij przedstawiać racjonalne argumenty! Jeżeli padły takie na dzisiejszej konferencji prasowej, to z przykrością informuję, że w newsach czytanych, słuchanych i oglądanych nie ma o nich ani słowa! Trzeba edukować, apelować, pokazywać różne konsekwencje obecnie stosowanej polityki, jej nieskuteczność, nadmierną represyjność, jej hipokryzję. I cierpliwie to robić. Kiedyś dotrze to do opinii publicznej. W tej chwili nie ma ani większości ani społecznego klimatu. I nie będzie go więcej, jeśli ta sprawa będzie podnoszona w tak niepoważny sposób: “dżojnty są fajne, chcemy je zalegalizować!” To jest – kurdę -bolesny problem społeczny i ważna kwestia wolności osobistej, a nie utrudnianie ludziom dobrej zabawy. Janusz, zmień modus operandi! Julia Pitera kłamie i plecie bzdury w kwestii marihuany – dlaczego ale jej wierzy więcej osób. Tu trzeba docierać do świadomości większości, powoli ją przekonywać, nie trzeba natomiast przekonywać już przekonanych. Jeśli ta sprawa naprawdę jest dla Ciebie ważna, pokaż to. Bo na razie wydaje mi się, że to tylko koniunkturalizm obliczony na utrzymanie pewnej grupy elektoratu. I na razie wydaje mi się, że to, co robisz raczej oddala niż przybliża jakiekolwiek pozytywny zmiany w prawie.

    1. Poziom zaangażowania i powagi w widzeniu tematu zademonstrował dziś podczas konferencji prasowej Janusz w sposób nie pozostawiający złudzeń. Po krótkim wprowadzeniu pozwolił żeby sprawę referował jakiś nieopierzony młodzian(nie chce go przez to obrazić – po prostu tak sie prezentował zwłaszcza w zestawieniu z medialnym zwierzęciem jakim jest sam J.P), z ogromna trudnością radzący sobie z tremą i zdecydowanie przytłoczony tak przez kamery i zebranych dziennikarzy jak i przez osobowość samego Palikota.
      Który to lider wymieniał lekkie żarciki i porozumiewawcze uśmiechy z zebranymi na sali, a na pytania odpowiadał kompletnie bez, właściwej sobie przecież, swady, punktując didaskalia zamiast akcentować jeden, dwa medialnie sprzedajne teksty, żeby padliniarze mieli z czego ukręcić “setkę”

      Słowem – srodowisku wolnych konopi podał Janusz Palikot…nogę, co zresztą nie było aż tak trudne do przewidzenia.
      Chociaż rozumiem entuzjazm Mateusza i innych, okazywany po wyborczym sukcesie człowieka, który rzeczywiście, jako jeden z niewielu mainstreamowych polityków dawał nadzieje na wprowadzenie tematu na polityczne salony.

      1. Nie jest tak źle, jak to opisujesz. Janusz angażuje się w temat, o czym świadczy cały ten happening. Problemem jest nadmiar działań happenerskich w stosunku do treści – projekt nowelizacji pojawił się w formie jednego zdania, może dwóch. Potem nastąpiła ucieczka w anegdoty. Samo spotkanie i konferencja były dość sympatyczne, podobnie jak poprzedzające ją wystąpienia telewizyjne Janusza.

        Nie ma nic złego w happeningu polegającym na paleniu jointa (to nie jest przestępstwo – wbrew wyobrażeniom wszystkich prawie polityków i dziennikarzy, najwyraźniej nie znających polskiego prawa). Jest za to dużo złego w wyskakiwaniu z kolejnym nieprzygotowanymi propozycjami, o których niewiele sensownego ma się do powiedzenia.

        1. Ale… wiesz jak wyglądają poważne konferencje prasowe? Nawet te organizowane przez Palikota??

          Knajacki sznyt który nadał tej,(chocby poprzez zorganizowanie jej w jakieś dziupli zamiast na sali konferencyjnej), w połączeniu z postacią referenta który ledwie ze ledwie wydukał co miał wydukać, sprawiły ze dziennikarze którzy w innych sprawach i w innych okolicznościach jedzą Januszowi z ręki, najzwyczajniej w świecie obśmiali cała sprawę, co najlepiej dało się zauważyć w popołudniowych serwisach informacyjnych.

          Żyjemy w swiecie w którym rządy dusz sprawują media. A osobą która wie to lepiej niz ktokolwiek inny jest Janusz. Dlatego twierdze ze gdyby rzeczywiście chciał zakręcić się wokół tej sprawy, rozegrałby to zupełnie inaczej.

          I zupełnie w tym momencie drugorzędną sprawa jest ze cały ten szum był po to, żeby pokazać żałośnie wyglądające dwa zdania na kartce papieru. On przegrał szanse zeby przekonać ludzi iz te wsadzane do więzienia dzieciaki to makabryczny problem. Dla nich i dla całego społeczeństwa.

  9. Prawo w Polsce jest nienormalne – to fakt. Działania pana Palikota wywołają raczej skutek odwrotny, umacniając stereotypy dotyczące marihuany i jej użytkowników. Podobnie zresztą działania pana Sipowicza, którego postawą być może bardziej niż pana Palikota powinna zająć się prokuratura – przecież ten człowiek otwarcie propaguje zażywanie narkotyków. Sam zresztą wydaje się być uzależniony, co zauważył brutalnie jego kolega Jan Pospieszalski w trakcie debaty telewizyjnej. Pan Pospieszalski – w mojej ocenie – mógł mieć rację: tak się zachowują ludzie uzależnieni od przetworów konopii indyjskiej: bąkają coś bez logicznego składu i ładu – a to, że papieru można dużo zrobić, a to że pomaga na stwardnienie rozsiane. A co ma piernik do wiatraka? A uzależnienie? Jakie uzależnienie? Przecież to tylko ziółko. Nie wiem, śmiem powątpiewać. Marihuana wbrew opinii nałogowych palaczy powoduje depresje i stany psychotyczne, zwalnia czas reakcji, jak również procesy myślowe. Generalnie jest to zwyczajne, ordynarne ćpanie. I właściwie jest to tylko jedyny racjonalny argument przemawiający za tym by zaprzestać represji policyjnych wobec użytkowników. Żadne tam działanie przeciwbólowe (bo marihuana takiego nie ma), żadna funkcja kulturotwórcza, tylko po prostu fakt, że Ci, którzy ćpają i tak ćpają. I czasem się zdarza, że idą do więzienia. A należałoby ich leczyć. Także – na koniec – muszę przyznać, że po obu stronach tej walki widzę stereotypy, demagogię i hipokryzję. A pan Palikot jest nie tyle hipokrytą, co zwyczajnie – nazwijmy rzeczy po imieniu – tchórzem. Ależ bił pianę, ależ bił… I co… Wymiękł. Żenada

    1. Ja niestety w Twojej wypowiedzi przede wszystkim widzę ideologicznie wypaczone uproszczenia oraz parę ewidentnych bzdur (zakładam że to rezultat niewiedzy a nie celowe fałszowanie). Choćby kwestia działania przeciwbólowego – wpływ kanabinoli na odczuwanie bólu jest udokumentowany i żaden naukowiec tego nie podważa (podważają oczywiście politycy – ale oni przejmują się słupkami wyborczymi niż standardami naukowymi); choćby na wiki jest ten mechanizm opisany: http://en.wikipedia.org/wiki/Cannabinoid_receptor#Pain

      Oczywiście najlepiej i najzdrowiej jest być wolnym od wszelkich uzależnień, ale to utopia. Ludzie mają wewnętrzną potrzebę ‘zmieniania stanu świadomości’ (choćby przez upicie się na imieninach u cioci). Praktycznie każda społeczność ma jakieś substancje wpływające na centralny układ nerwowy, akurat w naszym kręgu kulturowym są to kofeina, nikotyna i etanol. Wcale nie oznacza to jednak że właśnie te związki są ‘najlepszym wyborem’, bo szkodzą najmniej – w wielu wypadkach jest wręcz przeciwnie.

  10. Mateuszu Klinowski powiedz ty mi, bo czasem cię nie rozumiem. Rok temu napisałeś “zobaczy co będzie w weekend , Bratko przyjedzie na Małysza” czy jakoś tak – ważne że facet dał sobie spokój chodziło mu tylko o kasę którą zarobił na dopalaczach a nie o żadną idę , potem sympatyzujesz się z T.Obara ps. Gota facet ostatnio za dużo trawy palił i śmiech mnie zalał jak czytałem jego wypociny do Prezydenta że chce azyl w Szwajcarii i sam sobie pozbawia obywatelstwa polskiego bo czeka go odsiadka za przemyt i udzielanie marihuany – haha, teraz sympatyzujesz się RP , ale chcesz udowodnić że pedały i ludzie co chcą większej dostępności narkotyków i braku karania za nie , powinni się połączyć bo są podobni. Powiem ci że cale nie bo homoselsualizm był od zadania dziejów ale stanowił kilka procent populacji , za to ogromna większość społeczeństwa ma tendencję do zmian stanu świadomości poprzez spożywanie rożnych substancji , od grzybów halucynogennych w czasach “kamienia łupanego” , pijana średniowieczna Europa do dziś , włączając w to środki uznane za nielegalne. Dlatego nie zgodzę się że pedały i ludzie popierający narkotyki jadą na tym samym wózku. Mateusz czy nie lepiej było by że zamiast przyłączać się do coraz dziwniejszych osobistości , przedstawił byś dokładnie jak wygląda rozprawa o posiadanie narkotyków,jak się odbywa , jakie masz prawa – z stosownym komentarzem w postaci dokumentu co ? (myślę że takie coś było by super bo jak pewnie zauważyłeś dziś policja na przesłuchaniu zachowuje się bezczelnie i często naużywa swoich praw).

  11. @ Jack @Buchman

    Wydajecie sie mocno rozczarowani ze Janusz nie narobił kolejnego kwasu na oczach kilkusantu milionów widzów oglądających serwisy informacyjne.

    Z czymś mi sie to kojarzy – w podobnym tonie wydaja sie wypowiadać niektórzy politycy i komentatorzy o sprawie płk Przybyła. Nie mówią tego wprost ale z tonu, z kontekstu ich wypowiedzi daje sie odczytać takie pragnienie, wezwanie, żeby czym prędzej sprawę dokończył i tym razem skutecznie strzelił sobie w łeb:/:/:/

    Panem et circenses wołał rzymski motłoch. I od tamtych czasów nic sie nie zmieniło.

  12. Ja nie jestem rozczarowany JP. Zawsze uważałem go za pozera i człeka kierującego się tylko i wyłącznie swoim interesem. W tym przypadku kiedy zobaczył że sprawa może zajść za daleko, po prostu się sprytnie wycofał i tyle. Dla mnie JP to polityczny ale i moralny kurdupel, z gębą pełną frazesów. Pozdrawiam.

    1. Ech, Jack, Jack – toż dokładnie takie same zarzuty, prawie dokładnie tak samo zasadnie można by postawić całej bez mała klasie politycznej. No, może prócz Kaczyńskiego i Ikonowicza:D:D:D

      Chociaż, w ostatecznym rozrachunku – kto ich tam wie:D:D:D

      Pozdrawiam, oczywiście ze tak:):)

  13. Jakis czas temu napisał Mateusz tutaj tekst o potrzebie wspólnego występowania w walce o swoje sprawy środowisk gejowskich i zwolenników legalizacji.
    Ja dzisiaj, parafrazując tytuł tamtego wpisu, chce swój nazwać – dlaczego chrześcijanie powinni popierać zwolenników konopi? Mówiąc precyzyjnie – depenalizacji ich posiadania.

    Zacznę odrobinę “na około” – ale cierpliwości, nie robię tego bez powodu:)

    Najpoważniejszym zastrzeżeniem, zarzutem, do artykułu Klinowskiego który ostatecznie nie doczekał się publikacji w Medycynie Praktycznej, wcale nie były sprawy o których uprzednio już pisałem. Z kilku powodów nie podnosiłem tego najistotniejszego wówczas – a i teraz wspomnę o nim wyłącznie dlatego ze jest mi potrzebny do uzasadnienia tezy która stawiam we wstępie.

    Jakiż to więc grzech popełnił Mateusz w tamtym artykule? Otóż jego rozumowanie przebiegało mniej więcej następująco – religijnie motywowana argumentacja w dyskusji nad stanowieniem prawa powinna zostać odrzucona jako nienaukowa i niereprezentatywna, na rzecz argumentacji filozoficznej, etycznej , jako tej, która spełnia warunki naukowości bądź przynajmniej racjonalności(osobiście preferuje to drugie określenie, chociażby ze względu na ogromne trudności ze samozdefiniowaniem, umiejscowieniem filozofii pośród innych nauk).

    Z pozoru, traktując sprawę intuicyjnie, niczego nie można takiemu rozumowaniu zarzucić. Niczego, gdyby nie fakt ze ignoruje ono sprawę pierwszorzędnej wagi – otóż chrześcijaństwo, w szczególności zaś, przywoływany przez Klinowskiego katolicyzm, wypracował własny, koherentny system etyczny. System, który wobec braku ostatecznych instancji rozstrzygających zasadność przyjmowania, uznawania, raczej innych niż własnie jego – uznać należy za pełnoprawnie konkurencyjny wobec tych innych .
    Także argument z powszechnej akceptowalności, przynajmniej na naszym rodzimym podwórku, przemawia raczej na rzecz uznania chrześcijańskiego systemu etycznego za co najmniej równorzędny innym niż przeciwnie – ale to tutaj mniej istotne.

    Źródeł tego systemu etycznego należy szukać w kilku miejscach – jest to oczywiście, stanowiąca poza wszystkim, pewien wzorzec moralny,ale także behawioralny, Biblia, w szczególności zaś Nowy Testament. Jest także Magisterium Kościoła, oraz dość, przyznać muszę dyskusyjny twór, który wierzący nazywają “prawem naturalnym”.

    Żeby uzasadnić tezę ze własnie na gruncie etyki chrześcijańskiej ludzie którzy sie z nia identyfikują powinni a wręcz musza(mają moralne zobowiązanie) byc zwolennikami depenalizacji przywołam jeden, najbardziej chyba znamienny cytat, który gdy się mu dobrze przyjrzeć, wystarczy za uzasadnienie:)

    Przypisuje ewangelista(bodajze Jan) takie oto słowa samemu Jezusowi:
    “Jeżeli źle powiedziałem, udowodnij, co było złego. A jeżeli dobrze, to dlaczego mnie bijesz?”

    Proponuje dokonać nieskomplikowanej egzegezy tych słów.
    Stojąc przed arcykapłańskim sądem mówi Jezus ni mnie ni więcej tylko coś takiego – macie władzę, możecie karać tych którzy postąpili źle, uczynili coś złego – ale wpierw pokażcie to zło, udowodnijcie ze uczynek który chcecie karać, rzeczywiście był zły.

    Etyka, będąc nauką normatywna – rozciągnie tą Jezusowa wskazówkę na zasadność prawa w ogóle – otóż powinno być tak ze karać można i należy tylko takie uczynki którym da się przypisać jakieś zło które spowodowały.

    Przenosząc już tą etyczną normę wprost na sprawę karania użytkowników marihuany staje sie oczywiste ze jeżeli prawo nie jest w stanie zasadnie powiązać faktu posiadania czy spożycia jakieś jej ilości ze złem które miałoby z tego faktu wynikać – “dlaczego mnie bijesz”?

  14. ” ze jeżeli prawo nie jest w stanie zasadnie powiązać faktu posiadania czy spożycia jakieś jej ilości ze złem które miałoby z tego faktu wynikać – “dlaczego mnie bijesz”? ”
    Czy posiadanie broni, samo w sobie jest złe ? Czy można “zasadnie powiązać posiadanie przeze mnie kałacha ze złem które miałoby z tego faktu wynikać?” . Chyba nie, a jednak prawo tego zabrania i moim zdaniem dobrze że tak jest. Bo zło z tego wynikające nie zawsze jest, że tak powiem, “wprost”. U dziesięciu ludzi może leżeć w biurku i nie wydarzy się nic złego. Jedenasty zabije kolegę w pracy lub sąsiada za źle zaparkowany samochód. Podobnie z narkotykami. Są goście którzy ćpają i żyją względnie normalnie, jednak sporo jest takich, co oprócz tego że sami mają problemy, to komplikują mocno życie innym a w późniejszej fazie są wrzodem na dupie całego społeczeństwa. I chociaż jestem za depenalizacją, to jednak przeciw legalizacji. Argumentu “a wóda i papierosy” nie chce mi się komentować. Pozdrawiam.

  15. Problem posiadania broni (a właściwie postulatów zwolenników swobody jej posiadania) omawiałem pokrótce, w podobny zreszta sposób jak ty, tutaj u Mateusza jakiś czas temu.

    Co do zła – złe jest także łamanie prawa o ile to prawo daje się dostatecznie uzasadnić względami społecznymi czy innymi.

    Cały zaś mój wpis to taki trochę intelektualny fikołek, bardziej mający prowokować niz rościć sobie pretensje do obowiazywalnosci:):)

  16. dziadunio,

    🙂 prowadzisz tutaj swój podblog? Znaczy dobrze się czyta co piszes w symbiozie z Mateuszem, ale może dasz jakiegoś linka do siebie? Chętnie przejrzę.

    1. :):) Nie, nie prowadzę.

      Korzystam z gościnności Mateusza. Czasami być może ocierając się o jej nadużywanie:):)
      Ale dopóki gospodarz nie protestuje, myślę sobie ze jest ok.

      Nie bywam tu bez powodu, próbuje jakoś równoważyć, naprostowywać lewoskrętne synapsy Klinowskiego:D:D:D
      A ze to dość nietypowa dla mnie rola – czasem naprawdę dobrze się przy tym bawię:):)

      Jest w sieci cała masa moich rzeczy – najwięcej tutaj: http://ludzie.onet.pl/forum/oeu6v,u.html

      Ale jest problem z dostępem do archiwum, nawet ja go mam – onet tak unowocześniał swoje zasoby ze solidnie wszystko popierniczył.
      Niemniej – jeśli masz smykałkę do tych rzeczy, pewnie jakoś sobie poradzisz.

      Z tym ze tam pisywałem głównie o sprawach okołoreliginych – o dowodliwosci ateizmu, rożnych teoriach prawdy, filozofii, moralności, tego typu rzeczy. Nie ma tam bodaj ani jednej wzmianki o polityce narkotykowej.

      No i… w związku z woltą przeprowadzoną przez onet – własciwie juz tam nie pisuje.
      Niemniej – jesli uda ci sie dotrzec do archiwalnych wpisów – zapraszam – bywało tam, no, powiedzmy ze bywało ciekawie:)

  17. Gdyby spojrzeć na demokrację od strony realizowania woli większości to rząd realizuje to w przypadku tzw. narkotyków. Jeśli chodzi o inne cechy przypisywane temu ustrojowi, jak zabezpieczenie swobód mniejszości, jest odwrotnie. Zawsze jednak można powiedzieć, że “godziłoby to w ważny interes społeczny”. Takie przeciąganie liny na definicje demokracji.
    Wiele zależy od nastrojów ludzi w danej kwestii. Nawet nie poglądów, ale właśnie nastrojów, pierwszych skojarzeń. Propaganda lat 90-tych zrobiła swoje. Ukoronowaniem tego była ustawa z 2000 r. Teraz mamy władzę, która jakby wstrzymywała się od głosu i kontrpropagandę. Czas zrobi swoje.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *