Koniec i początek

Trwa podsumowanie i rozliczanie, w handlu i życiu. Rankingi, zestawienia, bilans. W tym roku, jak i poprzednio zresztą, nie mam czasu spojrzeć wstecz, zsumować kolumn. Zwłaszcza, że rozliczenia z przeszłością już na tym blogu dokonałem, a teraz cieszę się życiem kogoś innego (2009 FUCK OFF!), choć skóra czasem uciska tak samo. Tamtego gestu literacko już nie przeskoczę… Zresztą, dobrze mi tu, gdzie jestem, choć walka o każdy dzień trwa, przetykana czasem tropikalnym czy blisko-wschodnim słońcem.

Z biegiem lat dochodzę do wniosku, że sztuka życia polega na sprawnym akceptowaniu okoliczności, zwłaszcza tych, na które wpływu się nie ma, a które znajdują się “w rękach boskich”. Ręce te zwykle należą do pijanego chirurga, rzeźbiony w żywej tkance przez nie scenariusz rzadko zyskuje hollywoodzkie zakończenia. Wielu wydaje się, że ten świat to sfera racjonalności, kalkulacji i idei, budują więc wokół siebie ścisłe modele, by zrozumieć zachowania ludzi, przewidywać je i kontrolować. A przez to kontrolować i własne reakcje. Tymczasem zachowania te mają zawsze biologiczne podłoże, gdzie często przypadkowe czynniki odgrywają podstawową rolę. Szukamy ich wyjaśnienia na niewłaściwym poziomie, zawodzimy się potem srodze.

Bycie naukowcem z pewnością nie pomaga więc w codziennym życiu. Nadmierne zaufanie w naukę sprowadza katastrofę, nie tylko prywatnie. Ekonomia światowa przeżyła wstrząs, on dopiero przypomniał ekonomistom prawdę, że matematyczny model jest tylko odzwierciedleniem rzeczywistości. A im sprawniejszy w generowaniu przewidywań, tym bardziej na ogół uproszczony. Warto więc czasem być filozofem.

Czas świąt to dla mnie czas zadumy, ale nie związanej z atmosferą Bożego Narodzenia, czy rodzinnymi spotkaniami, które nie mają już prawie miejsca, gdyż każdy poszedł w swoją świata stronę, niekiedy nie ruszając się z pokoju, gdzie spędził niemal całe swoje życie. Chodzi raczej o tradycyjne już spotkania z dawna niewidzianymi, przybyszami z odległych, emigracyjnych krain. Przynoszą oni ciekawe wieści, wymieniamy się nimi bez końca. Tematy zawsze wspólne, przeważnie lokalne. Kto umarł, komu dobrze się powodzi, co słychać w polityce… Fizycy i pedagodzy trzymają się mocno.

Bywam ten przy takich okazjach konfrontowany z pytaniem czy potrzebnie poświęcam naukową karierę na zajmowanie się sprawami praktycznymi, a więc z perspektywy teorii rzekomo drugorzędnymi. Rzecz dotyczy nie tyle zaangażowania w politykę narkotykową, bo w niej akurat, niczym światło w soczewce, skupia się wiele aktualnych problemów prawa, polityki, fenomenów tych rozumienia. Chodzi raczej o wadowicki zaścianek i moją w ramach tego zaścianka walkę. Walkę o co?

No własnie. Jeśli miałbym coś o minionym roku napisać, to z pewnością najważniejsze z mojej perspektywy wydarzenia miały miejsce właśnie w Wadowicach.

Miasto to, choć czołowe redakcje boją się o nim mówić w tym właśnie kontekście, staje się symbolem samorządowego zniewolenia przez lokalne układy władzy, zorganizowane w struktury  przypominające mafijne, choć zachowujące wszelkie pozory legalności. Nie wiem, dokąd doprowadzi nas taktyka obywatelskiego oporu i sprzeciwu, realizowana pomimo braku zainteresowania ogólnokrajowych mediów oraz w atmosferze lęku paraliżującym działania lokalnych dziennikarzy i społeczności. Miałbym jednak pretensje do samego siebie, gdybym przeszedł obok tragedii mojego miasta obojętnie.

Założyliśmy wespół ze starszymi mieszkańcami, pamiętającymi jeszcze jego atmosferę sprzed nieszczęsnych rządów obecnej burmistrz, stowarzyszenie, które celem jest przywrócenie demokracji. Inicjatywa Wolne Wadowice już dokonała mentalnego przełomu, a siostrzane inicjatywy powstają tam, gdzie wadowicki układ rozciągnął swe macki – w Kalwarii i Andrychowie.

Najbliższe lata będą czasem walki o władzę i rewolucji, o której czytałem tylko w książkach. Obecnie sam w niej uczestniczę. Powstaje przy tym sporo interesującego materiału do przemyśleń, dostrzegam sprawy, z którymi nie sposób byłoby się spotkać w bibliotece.

Gdy w twoją stronę lecą kamienie, dostajesz wiadrem pomyj, zaczynasz czuć, gdzie żyjesz, kto cię otacza. Zyskujesz motywację do poszukiwań skutecznego lekarstwa. Terapia szokowa.

Kończę więc właśnie pisać skargę konstytucyjną (to już moja druga, będą następne). Jeżeli się uda, nieudaczny lokalny polityki, który pozywał mnie w trybie wyborczym odda wreszcie jakąś przysługę Polsce – jego kazus pozwoli przewrócić Kodeks wyborczy i zlikwidować nadzwyczajne postępowanie na użytek kandydatów w wyborach. Potem jeszcze skarga do Strasbuga. Klinowski przeciw Polsce – będzie się działo.

Sąd Najwyższy oddalił mój protest wyborczy, procenty głosów zsumowały się bowiem do 100, czyli jak na Białorusi, a nie jak w Rosji. O tym też muszę jeszcze napisać.

Prokuratura umorzyła postępowanie w sprawie mojego zatrzymania – Policja miała prawo działać bezprawnie, tłumaczono. Przecież jestem “ćpunem”, więc z mocy ustawy podejrzanym… Inna prokuratura nie wszczęła postępowania w sprawie gróźb pod moim adresem – to były tylko komentarze pod adresem jakiegoś “ćpuna”, a przecież ja żadnym “ćpunem” nie jestem…

A jest jeszcze kilka przepisów, których nie zaskarżałem, a pewnie będę musiał. Myśl globalnie i działaj lokalnie. No to działam.

2012 będzie dla mnie rokiem walki z represyjnym państwem, którego prawdziwego charakteru wielu beneficjentów przemian nawet nie dostrzega. Bycie “ćpunem”, “pedałem”, bycie wykluczonym pomaga… zbliża do prawdy w systemie oczarowania, gdzie nic nie jest takie, za jakie się podaje. No i wyszła moja pierwsza książka… wreszcie jest. Pewnie ostatnia napisana przez filozofa. Potem już tylko polityka, działanie…

Plany na 2012? Nie myślę już o roku, myślę o latach. Ten lot będzie się ciągnął. Gonzo-polityka dopiero się zaczyna.

One thought on “Koniec i początek

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *