13 grudnia

Każde pokolenie ma swoją walkę, swoich męczenników i swoją biblię. W Polsce problemów nie brakuje, ale ludzie młodzi żyją na ogół izolowani od świadomości ich istnienia. Rynek pracy, mafie powiatowe, brak wolności słowa, sądownictwo i prokuratury sprowadzone do roli produkcyjnej taśmy. Szpitale, lekarze, dziennikarze, plecy, układy, konszachty, spółki i teczki. Dla młodych to dopiero przyszłość, choć czai się tuż za rogiem. Tymczasem narkotyki to ich chleb powszedni. Z tej przyczyny, polscy oburzeni to raczej uczestnicy Marszy Wyzwolenia Konopi, nie zaś wyzwolenia z systemowej represji, kreowanej przez skrojoną na miarę pokolenia ich rodziców gospodarkę. Pokolenia, które decydowało do tej pory o wynikach wyborów.

To ostatnie się jednak zmienia, a Janusz Palikot był pierwszym z politycznych liderów, który dostrzegł potencjał wzbierającej fali rewolucji. I na niej pożeglował w stronie nieprawdopodobnego dla wielu wyborczego zwycięstwa. Wielokrotnie przy tym powtarzał, że walka o marihuanę jest dla dzisiejszych młodych tym, czym dla ówczesnych młodych była walka o wolną Polskę – kiedyś Solidarność, dziś Wolne Konopie.

Jak na ironię, niegdysiejsze pokolenie bojowników podziemia nie ma najmniejszych skrupułów, by zamykać w więzieniach tych, którzy ośmielają się odurzać czymś innym niż uświęconą polską krwią i wątrobową żółcią wódką. Dawni buntownicy przejęli władzę, a władzy raz zdobytej…

Widzę to także w swoich rodzinnych stronach, gdzie po plecach społecznego ruchu Solidarności wdrapali się na stołki ludzie przypadkowi i na ogół bez pojęcia. Dziś zwalczając opozycję metodami dawnych jej oprawców. Takie nasze polskie koła historii, ale ja nie o tym… Analogię z TAMTĄ WALKĄ przywołuję bowiem z następujących powodów.

Po pierwsze, odwoływanie się do tradycji Solidarności i obywatelskiego oporu stanowi wygodny klucz do świadomości społecznej, z jakiś powodów nieużywany. Pisałem już wiele razy, że wielką zasługą Ruchu Palikota jest odczarowanie debaty publicznej i wprowadzenie tematu narkotyków, a właściwie polityki narkotykowej, do politycznego mainstreamu. Na samo to czekaliśmy wieki. Do tej pory królowały przepowiednie zagłady i oskarżenia o mafijność, kierowane pod adresem każdego, kto nie podzielał zaściankowych wizji zwolenników radykalnego karania.

Ruch Palikota mnoży deklaracje, choć żadnym projektem ustawy nie dysponuje. Jest to oczywiście błąd i po początkowych wypowiedziach posłów Rozenka i Biedronia patrzę na ich dalszą werbalną aktywność z niepokojem. Jeszcze kilka sensacyjnych stwierdzeń odnośnie ilości i jakości, a media schowają wymienionych do tej samej szuflady, którą zamieszkuje poseł Macierewicz, ogłaszający kolejne wersje zamachu i mgły. Pomijane za to są dwa najważniejsze argumenty przemawiające za zmianą ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii.

Konieczność reformy polityki narkotykowej nie wynika przecież z chęci zaprowadzenia w Polsce libertyńskich porządków i kondominium narkotycznego, lecz z oczywistej konieczności przywrócenia praworządności. Ustawa o przeciwdziałaniu narkomanii jest bowiem źródłem naruszeń praw obywatelskich na ogromną skalę i przyczyną orzekania blisko dziesięciu tysięcy wyroków pozbawienia wolności rocznie za samo posiadanie niewielkich ilości narkotyków. Walka o zmianę ustawy jest walką o prawa obywatelskie z państwem stanu wyjątkowego, rodem z grudniowych mroków 81 roku.

Polityczny lis Jarosław podpowiada, jak uświadomić to społeczeństwu, wytycza drogę. Dlaczego więc nie pójść w te ślady i nie organizować konopnych marszów dla podkreślenia opisanych związków właśnie 13 grudnia? 30 lat celebrowania dawnego bohaterstwa, rozdrapywania ran wystarczy. Czy pod domem Generała nie można zapalić wreszcie czegoś innego niż znicze?

To oczywiście tylko niezobowiązujące żarty, ale ogólna idea warta jest rozpatrzenia. Podobnie, jak drugi argument, który Ruch Palikota w swoich wystąpieniach pomija. A przecież polska polityka narkotykowa to nie tylko niekonstytucyjny bubel, ale przede wszystkim mentalny anachronizm, szukający w środkach karnych i organach ścigania recepty na złożone zjawiska społeczne, w dodatku o podłożu medycznym. Gdy świat grawituje już w inną stronę, rodzimi urzędnicy kręcą się w kółko wspierani ludycznymi mitami, które sami przez lata pomagali pielęgnować.

Zamiast więc licytacją na gramy, posłowie Janusza powinni na każdym kroku podkreślać, że polityka rządu Donalda Tuska to szkodliwa bardziej niż wszystkie narkotyki razem wzięte szarlataneria uprawiana przez całkowitych ignorantów. Kompromitacja na skalę europejską, która prosi się o napiętnowanie i zmianę.

Doskonale wpisuje się w nią kolejne sensacyjne wystąpienie byłej Minister Zdrowia Ewy Kopacz, obecnie Marszałka Sejmu. Zapytana niedawno na konferencji prasowej, co sądzi o zmianie antynarkotykowego kursu, pewnym głosem wyraziła sprzeciw, gdyż wszystkie narkotyki to niebezpieczne substancje, uzależniające już od pierwszej dawki. Mieliśmy zdaje się już Ministra Edukacji, który obstawał przy stwierdzeniu, że Ziemię stworzył Wszechmocy i Miłosierny, a dinozaury spacerowały po krakowskim rynku. Powszechnie go wykpiwano. Ale czym różni się od tego przypadek Marszałek Kopacz? I ona pełnymi garściami czerpie z mitów, nie oglądając się na naukę.

W ten sposób jedynie potwierdzając, że właśnie 13 grudnia powinniśmy przeciwstawiać się narodowym legendom, gdzie wciąż jest za dużo krwi, a za mało trawy. Że o rozumie nie wspomnę…

[PS. Jako ilustrację do wpisu wykorzystałem pracę nieznanych mi autorów. Jeżeli czytają te słowa, bardzo proszę o kontakt, z przyjemnością uzupełnię wpis o odpowiednie dane.]

21 thoughts on “13 grudnia

  1. Czy wszyscy politycy rzeczywiście są tak ograniczeni w kwestii środków odurzających? Część na pewno. Być może nie są oni “całkowitych ignorantami”. To wyborcy w ich mniemaniu (chyba słusznie) nimi są.
    Większość Polaków popiera wprowadzenie stanu wojennego. Większość także przychyla się do hasła “lepiej w więzieniu niż na cmentarzu”. Narkotyki to wygodny wróg, dzięki któremu kolejni premierzy, ministrowie mają okazję stać się bohaterami ratującymi naszą młodzież.

  2. Bardzo mądry tekst. Zastanawiam się co normalny człowiek może zrobić, żeby inni ludzie zrozumieli, że… “nice people take drugs”? Oprócz rozmów ze znajomymi na imprezie, uczestnictwa w Marszu Wyzwolenia Konopi, pisania o tym na blogu (zapraszam na http://www.iktomaracje.pl, gdzie podjęliśmy temat legalizacji). Co jeszcze? Ja naprawdę nie chcę łamać prawa.

  3. Drogi autorze

    Obiecałem sobie że nie będę Ci więcej “wybrzydzał” na Twoim własnym blogu, ale nie wytrzymałem;
    piszesz: “W ten sposób jedynie potwierdzając, że właśnie 13 grudnia powinniśmy przeciwstawiać się narodowym legendom, gdzie wciąż jest za dużo krwi, a za mało trawy. Że o rozumie nie wspomnę…”
    Chłopie, próbujesz przyrównywać walkę opozycji solidarnościowej w PRL, do walki narkomanów (oraz młodych ludzi “konsumujących/spożywających” narkotyki sporadycznie) o prawo do palenia marihuany na wolności ??? Zawsze wiedziałem że nie sposób sięgnąć wzrokiem ani rozumem granicy absurdu i głupoty i niestety Twoja teza w tym wątku tylko to potwierdza.
    Sorry że tak ostro przed Świętami, ale pewnie i tak ich nie obchodzisz…:)
    Tak więc pozdrawiam z Nowym Rokiem, jak to się życzy w społeczeńswie miłującym pokój oraz wódę, a ostatnio coraz bardziej dragi.

    1. @Jack

      A może próbuję porównać represje jednego systemu z represjami drugiego? Wtedy internowano działaczy politycznej opozycji, dziś internowaniu bez sądu, zastraszaniu, szantażowaniu i ulicznym łapankom poddawani są ci, którzy domagają się nie innej formy ustroju, ale innych form spędzania wolnego czasu? W obu przypadkach, teraz i kiedyś, łamana jest jednak Konstytucja, standardy państwa prawa, cierpią ludzie. Pisze to zresztą ktoś, kogo Policja bezprawnie zatrzymała za… rozdawanie ulotek. Czy analogie nie są dość czytelne, Jacku?

  4. Ja bym postawił jeszcze bardziej kontrowersyjną i niepoprawną politycznie tezę, a mianowicie – walka z absurdalnymi przepisami antynarkotykowymi jest sprawą dalece poważniejszą i dojrzalszą od działalności opozycyjnej Solidarności w PRL. Zamykanie ludzi w więzieniu z powodu posiadania choćby jointa jest bardzo kosztowną głupotą, bo wpływa to na rozrost wydziałów policyjnych do walki z narkomanią i zwiększenie wydatków z budżetu na utrzymanie więźniów (jak wiadomo, przymusowe leczenie osób uzależnionych byłoby o wiele tańsze dla podatników). Cel “wolnych konopii” jest jak najbardziej słuszny, i to nawet dla kogoś, kto marihuany nie używa (np. ja). Cały aparat powołany do walki z tymi, którzy lubią się zaciągnąć ziołem kosztuje obywateli całkiem sporo. Publiczne pieniądze można wydawać znacznie sensowniej. co leży w interesie każdego.

    Wracając do pierwszej Solidarności, to trzeba pamiętać, że opozycyjna działalność tejże jeszcze bardziej pogłębiała absurdy minionego systemu. Notoryczne i wybuchające często z błahego powodu strajki potęgowały dodatkowo braki i niedobory w sklepach. Do tego dochodził duży problem geopolitycznego analfabetyzmu znacznej części solidarnościowców, którym się wydawało, że przejęcie władzy i wyjście z Układu Warszawskiego jest naprawdę możliwe, stąd ich często bezkompromisowa postawa. Czytałem kiedyś felieton prof. Widackiego, w którym pisał on o swoim koledze z opozycji, gotowym do marszu w trampkach na Moskwę. Takich wojaków w trampkach było w tej pierwszej Solidarności wielu. Dzisiaj ci wojacy wylewają kubeł pomyj na gen. Jaruzelskiego, a gdy ten wielokrotnie ubolewa i przeprasza, to zrównują go z błotem “po chrześcijańsku” jeszcze bardziej. Mało tego – obóz solidarnościowy stworzył potężny aparat propagandowy, który ma narzucić reszcie społeczeństwa – w szczególności ludziom młodym, takim jak ja – jego wersję dziejów. Kto mądry, porównuje głupawe interpretacje armii indoktrynatorów z IPN z opowieściami rodziców, dziadków, którzy istotę stanu wojennego często rozumieją lepiej niż tzw. historycy z tytułami doktorskimi. Ale mało komu się chce. Nonkonformizm się nie opłaca, po co narażać się na oskarżenia o bycie komuchem czy synem esbeka, lepiej iść z prądem. W indoktrynacji ludzie Solidarności są jeszcze lepsi niż ich komunistyczni poprzednicy, znacznie gorzej idzie im to, co najważniejsze – rządzenie, z czego w przyszłości rozliczą ich historycy (mam nadzieję, że nie z IPN).

  5. @ Karol
    “…walka z absurdalnymi przepisami antynarkotykowymi jest sprawą dalece poważniejszą i dojrzalszą od działalności opozycyjnej Solidarności w PRL. Zamykanie ludzi w więzieniu z powodu posiadania choćby jointa jest bardzo kosztowną głupotą…”
    Zamykanie ludzi z powodu ulotek nie było kosztowną głupotą? Cały ten PRL (45-89) był gospodarczym niewypałem. Jeżeli jesteś zwolennikiem “wolnych konopi” – tak jak ja – to tym bardziej powinieneś docenić działania KOR-u czy Solidarności.
    Twierdzisz, że przed 89 mieliśmy lepsze rządy? Pod jakim względem? Gospodarczym?

  6. @ Piotr
    Czy Ty umiesz czytać? Gdzie ja napisałem, że przed 89 mieliśmy lepsze rządy? Jasne, że kapitalizm jest o wiele bardziej racjonalny od socjalistycznej gospodarki centralnie planowej, która musiała z tym kapitalizmem przegrać. Nie do końca się jednak zgodzę z tym, że cały PRL był gospodarczą katastrofą. W pierwszych latach po wojnie odbudowano praktycznie od zera miasta i przemysł, to był właśnie czas dla interwencjonizmu państwowego, myślisz że tzw. “wolny rynek” zrobiłby to lepiej? Polecam dobrą książkę ekonomisty Tadeusza Kowalika “www.polskatransformacja.pl”, w której autor nie ma wątpliwości co do wad i absurdów realnego socjalizmu, ale stwierdza też, że gdzieś do połowy lat 60-tych sprawdzał się dość dobrze, kraj zanotował poważny awans cywilizacyjny (pomijam tutaj kwestię towarzyszącej temu śmiesznej propagandy typu “zbudujemy nową Polskę, najpiękniejsze miasta, najpiękniejsze wsie” itd.), co oczywiście trzeba uwzględnić, jeśli się dokonuje oceny PRL.

    Działalność opozycyjna i oddolna krytyka systemu była w tych warunkach jak najbardziej wskazana, ale sensowna. Solidarność rysowała natomiast jakieś utopijne scenariusze i przedstawiała nierealne w tamtych warunkach żądania. Od solidarnościowców bardziej cenię np. Kisielewskiego, który – choć członek PZPR – nigdy komunistą w sensie ideowym nie był i w sposób bezpardonowy obnażał absurdy systemu. Jest to jeden powód, dla którego Solidarności nie lubię, ale jest drugi poważniejszy – ich rządy po 1989, których miałem (nie)przyjemność doświadczyć, i to niezależnie od tego czy występowali pod szyldem AWS, UW, PiS czy PO. Osobiście kojarzy mi się ten obóz z Buzkiem, Krzaklewskim, Macierewiczem, Kaczyńskim i zakłamanym, byłym palaczem zioła Tuskiem, więc nie każ mi przed tymi panami klękać i dziękować za wolną (ale przesyconą licznymi patologiami) Polskę. Nie lubię ich, nic na to nie poradzę, przepraszam Cię bardzo!

  7. “Czy Ty umiesz czytać? Gdzie ja napisałem, że przed 89 mieliśmy lepsze rządy?”
    “W indoktrynacji ludzie Solidarności są jeszcze lepsi niż ich komunistyczni poprzednicy, znacznie gorzej idzie im to, co najważniejsze – rządzenie…”
    Zdanie to można interpretować w dwojaki sposób (za ogólnie napisane, nie doprecyzowane): 1. Są lepsi w propagandzie od komunistów, ale gorsi od nich w rządzeniu; 2. Rządzenie wychodzi im gorzej niż propaganda.

    “W pierwszych latach po wojnie odbudowano praktycznie od zera miasta i przemysł, to był właśnie czas dla interwencjonizmu państwowego, myślisz że tzw. “wolny rynek” zrobiłby to lepiej?” Czemu nie. Zanotowaliśmy awans gospodarczy, bo zaczynaliśmy – jak napisałeś – prawie od zera, co nie musi oznaczać, że wolny rynek nie zrobiłby tego lepiej: RFN versus NRD.
    Po za tym są różne oblicza interwencjonizmu państwowego wersja skandynawska, radziecka.

    Miałem na myśli Wałęsę, Kuronia, Mazowieckiego, Wujca.
    Rozumiem, że tylko okresy rządów prawicy po 89 były dla ciebie nieprzyjemnym doświadczeniem?

    “walka z absurdalnymi przepisami antynarkotykowymi jest sprawą dalece poważniejszą i dojrzalszą od działalności opozycyjnej Solidarności w PRL.”
    Powołujesz się przy tym na kwestie ekonomiczne ustawy antynarkotykowej. Dzięki obaleniu PRL-u odbiliśmy się gospodarczo od dna. Lata 80-te to dorzynanie gospodarki. Dlaczego więc uważasz, że działalność opozycyjna, która doprowadziła do transformacji jest dalece mniej poważna?

  8. Jestem bodaj ostatnim który bezkrytycznie klęka przez rożnej maści narodowymi świętościami – ba, przed jakimikolwiek świętościami – ale porównanie zaprojektowane przez Mateusza zwyczajnie musi implikować dalsze – co z czym porównujemy? -Wolne Konopie , bo ja wiem – z KOR-em? :):):)

    Gdybym był złośliwy, po słowach Mateusza o tym ze każde pokolenie ma swoja walkę – powiedziałbym – cóz, widac jakie pokolenie, taka walka:):)

    Czy w kontekście historycznym umieszczony – czy z innymi bolączkami współczesnego swiata zestawiony, temat polityki narkotykowej to tylko spraweczka. No, w najlepszym razie sprawka.

    Chociaż dla zaangażowanych w nią może wydać się to lekceważące czy przykre – znaj proporcje, mocium panie….

    1. “Czy w kontekście historycznym umieszczony – czy z innymi bolączkami współczesnego swiata zestawiony, temat polityki narkotykowej to tylko spraweczka. No, w najlepszym razie sprawka.”

      Śmiem twierdzić, że ten problem jest aż tak duży, że większość ludzi zignorowała go aby spokojnie żyć… lub żyje w niewiedzy…
      Fakty:
      http://www.countthecosts.org/
      Emocje:
      http://www.chanvre-info.ch/info/en/Children-of-the-cannabis-trade.html

      “W kontekście historycznym umieszczona”, np.: wojna opiumowa?
      Prohibicja alkoholu, kawy czy nawet herbaty zawsze byłą nieskuteczna i powodowała powstanie tych samych problemów – nielegalnego rynku, produktów zanieczyszczonych o niskiej jakości (np. spleśniała herbata), karanie ludzi wbrew logice (choć w zgodzie z prawem).

      Walka o wolną Polskę była słuszna, ważna i niezbędna. Dla Polaków nieporównywalnie istotniejsza od walki z prohibicją. Jednak w dzisiejszych czasach, kiedy już nie musimy walczyć o niepodległość, obowiązkiem ludzi ogarniętych w temacie jest edukacja społeczeństwa i zmiana prawa.
      btw. w Rosji już od ponad roku mają depenalizację.

  9. @thc

    Do rzeczy odpowiem jutro – dzis powiedz mi tylko – skąd ci sie to bierze ze pojawiasz sie i znikasz – pozostawiajac niektóre sprawy w pół kroku?
    Mówię oczywiście o naszej wymianie zdań tutaj, u Klinowskiego:)

  10. Argument z kosztów byłby mozliwe ze skuteczniejszy, nie, jak podaje portal – w obecnej sytuacji finansowej swiata, lecz przeciwnie – ludzie daliby sie nabrać, gdyby taka sytuacja nie zaistniała;)
    Dlaczego tak przewrotnie? No bo oswoiliśmy sie z brzmieniem słów miliardy, ba biliony – które kosztować ma samą tylko Europę leczenie jej finansowej (a w gruncie rzeczy- politycznej, o czym już niechętnie sie wspomina) zapaści.

    Nie miałem na mysli historycznie tozsamych(prohibicyjnych) spraw – tylko, w ślad za Mateuszem -inne walki, inne rewolucje.

    Powiem ci cos o sobie – zanim zaczałem solidnie przyglądac sie sprawom około- narkotykowym deklarowałem sie jako zwolennik pełnej legalizacji – kierując sie podobną logiką jak Wy dzisiaj – ze ogromne koszty, ze zakazy nieskuteczne, itd, itp. Wyobrazam sobie ze podobnie mógł myslec młody chłop ze wsi N-skiej w poczatkach 20 stulecia w Rosji – jest źle,czerwoni chca to źle rozniesc w puch – mają racje, przyłącze sie. :):):)

    Dziś chce wiedziec, takze od ciebie – w jakim stopniu jedno źle zostanie zastąpione przez inne źle – “w razie sie uda”?
    Mówię oczywiście o pełnej legalizacji, bo już raz na zawsze opowiedziałem się za depenalizacja jako rozsądnym postulatem.

    Postawiłem ci tutaj, u Klinowskiego kilka istotnych pytań w tej sprawie- nie odpowiedziałes.
    Kiedy patrze na Waszą, aktywistów tego tematu, argumentacje, retoryke – widze wszędzie to samo – szerokim łukiem omijane wszelkie słabę, watpliwe bądź o nieznanych skutkach sprawy.
    I albo jest tak ze ich nie dostrzegacie – co wątpliwe – albo nieodpowiedzialnie dostrzegać nie chcecie – to z kolei nie podnosi Waszej wiarygodnosci.

    Słowem – przypominacie mi trochę pięknych młodzianków z całego swiata, z identyfikatorami Swiętych Dnia Ostatniego, którzy dostali instrukcje jak zbawic dusze i chetnie sie nią podzielą:):):)

    Ale niczym więcej- wszystko wyłącznie w ramach instrukcji:):):)

    Bez obrazy – nie chce przez to powiedziec ze jestescie niesamodzielni w mysleniu – raczej ze nie macie, bądź przynajmniej publicznie nie prezentujecie, żadnych wątpliwości.

  11. @DZIADUNIO

    Nie wiemy jakie byłyby skutki pełnej legalizacji wszystkich narkotyków bo nie było jeszcze takiego precedensu, wiemy natomiast że narkotyki stały się znacznie bardziej popularne i powszechne po ich delegalizacji. Wiemy też że delegalizacja doprowadziła do powstania potężnego przemysłu podziemnego i rozwiniętych struktur mafijnych – niektóre wyliczenia szacują rozmiar rynku narkotykowego na 1% światowej gospodarki. To wpływa bardzo destabilizująco na światową gospodarkę i ekonomię (Meksyk i Afganistan są tu dobrymi przykładami, ale nie ma kraju który jest wolny od mafii narkotykowych)

    Sama delegalizacja narkotyków była niezbyt przemyślanym, niepopartym żadnymi naukowymi analizami, eksperymentem politycznym, przy czym to czy substancja jest narkotykiem czy nie to czysto uznaniowa decyzja ustawodawcy – podobnie jak delegalizacja alkoholu w USA i Finlandii w latach 20-tych. W przypadku alkoholu eksperyment okazał się fiaskiem już po kilku-kilkunastu latach, w przypadku narkotyków proces trwa znacznie dłużej – w miarę ich popularyzacji dopiero teraz pojawiają się poważne głosy domagające się reformy. Choćby dwa planowane na 2012 referenda w USA (Kalifornia i Kolorado) w sprawie legalizacji marihuany ‘rekreacyjnej’ (ta ‘medyczna’ jest już legalna w 16 stanach, oczywiście wbrew prawu federalnemu), ale też np decyzja władz Kopenhagi o otwarciu kilkudziesięciu punktów sprzedaży marihuany na terenie miasta. Podobieństwo nasuwa się samo – w procesie obalania prohibicji alkoholowej także kolejne stany wprowadzały przepisy legalizujące alkohol wbrew regulacjom federalnym, co w końcu doprowadziło do zmiany prawa federalnego. Wtedy prohibicja alkoholowa doprowadziła do zwiększenia popularności i spożycia, teraz dokładnie to samo widać w przypadku narkotyków, tyle że czas potrzebny na osiągnięcie ‘legalizacyjnej’ masy krytycznej jest znacznie dłuższy – zapewne ze względu na dużo większą początkową popularność alkoholu (konopie dopiero teraz stają się ‘mainstreamowe’, w dużej mierze dzięki prohibicji).

    Pełna legalizacja to też byłby eksperyment i trudno przewidzieć jego pełne konsekwencje, jednak istnieją poważne przesłanki pozwalające wierzyć że regulacja rynku będzie miała pozytywny wpływ na problem narkomanii – w końcu nie chodzi o jego całkowite usunięcie (bo to jest po prostu niemożliwe – jesteśmy ludźmi a nie robotami) ale ograniczenie jego skali i redukcję szkód które ten problem powoduje. Na ten moment wiemy na pewno że aktualnie serwowane ‘lekarstwo na narkomanię’ jest znacznie gorsze od samej choroby.

  12. @Kuba

    Fajnie ze pojawiłeś się z tym wpisem – odpowiedź nań posłuży mi (jesli czas pozwoli) na zebranie w jednym miejscu wszystkich argumentów przeciw legalizacji i wskazanie wszystkich słabych miejsc lub błędów które popełniają jej zwolennicy.

    W tym momencie życie mnie pogania – ale do “przeczytania” wkrótce:)

  13. @KUBA

    Skóra mi cierpnie i przysłowiowy nóz sie w kieszeni otwiera, gdy czytam, u ciebie , ale takze u Klinowskiego i innych, zdania typu “naukowe dowody wskazują ze…” , “jako naukowiec jestem za …” itd, itp. To monstrualne i wielopłaszczyznowe nadużycie, które próbuje nie dość ze stronniczo wykorzystywać autorytet nauki, to w dodatku przydaje tej nauce kompetencji, których ona zwyczajnie nie posiada.

    Jest taki stary jak świat spór wierzących z ateistami, o istnienie boga oczywiście, przy czym ateiści mają tendencje do podpierania swojego stanowiska nauką właśnie.
    Dla człowieka który po raz pierwszy styka się z tego typu dyskursem, bądź nie ma ochoty lub narzędzi do samodzielnego jego rozstrzygnięcia, brzmią te argumenty “naukowe” zazwyczaj albo niepokojąco(dla wierzących) albo całkowicie przekonywająco(dla wątpiących). I potrzeba tak naprawdę sporej wiedzy, dużego dystansu i byc może także pewnego talentu polemicznego żeby pokazać ludziom ze to czym dysponuje nauka, dotyczy wyłącznie didaskaliów a w zadnym razie istoty dyskutowanego problemu. Nauka nie posiada kompetencji, narzędzi ale take ambicji czy pretensji żeby odpowiedzieć na pytanie – czy istnieje bóg.

    Co nie oznacza ze poszczególni naukowcy nie zajmują stanowisk w tych sprawach – ale czynią to dokonując deklaracji światopoglądowej, w zadnym zaś razie – naukowej.

    Analogicznie tutaj- z faktu ze ten czy ów naukowiec uważa ze polityka rządów powinna isc w kierunku legalizacji absolutnie nie wynika ze
    a)takie jest stanowisko współczesnej nauki
    b) w ogóle istnieje, bądź jest możliwe jakiekolwiek stanowisko nauki w tej sprawie.

    Na pożytek dyskusji założę na moment ze nauka może jednak zmierzyć sie z problemem – co z tą legalizacją?

    Jakie pytanie nalewało by wówczas przed nauką postawić? Cóz, wydaje sie ze dokładnie takie samo, jakie, wyobrażam sobie, stawiają wszyscy ci którzy problemem się z jakichś powodów zajmują – a które brzmi pewnie jakoś tak – czy wypadkowa wszystkich konsekwencji tego rozstrzygnięcia będzie się dała powszechnie, mierzalnie odczytać jako raczej lepsza, korzystniejsza dla społeczeństw niż zachowanie status quo?

    Otóż nie istnieje modelowanie które z akceptowalnym prawdopodobieństwem mogłoby na to pytanie odpowiedzieć.

    Tyle, póki co, na temat wywoływanej do tablicy nauki, jako rzekomego sprzymierzeńca czy raczej, jak chcą zwolennicy legalizacji – jako rzekomo rozstrzygającej instancji w sporze.

    1. @ Dziadunio,

      Piszę to ze smutkiem, ale znów fundamentalnie się mylisz, powtarzając dość nieprzemyślane uwagi na temat nauki i naukowych argumentów.

      Ustalmy zatem najpierw, co to jest „argument naukowy”. Za taki uważam poprawne logicznie wnioskowanie na rzecz przyjęcia pewnej tezy, oparte, o ile to możliwe, na zweryfikowanym materiale empirycznym.

      W dyskusji na temat istnienia boga pojawiają się argumenty naukowe i przemawiają one za nieistnieniem. Brak jest naukowych argumentów za istnieniem, a przynajmniej żadnego nie znam (pisałem o tym pracę dawno temu).

      W dyskusji na temat legalizacji pojawiają się argumenty naukowe za legalizacją, przeciw kryminalizacji i – rzadko – za zachowaniem status quo. Pytanie, która grupa argumentów powinna brać górę jest raczej dość trywialne, wobec słabości stanowiska za status quo.

      Oczywiście każda decyzja praktyczna opiera się na czymś więcej, niż argumentach naukowych, dlatego jest podejmowana przez polityków w ramach przyjętej struktury sprawowania władzy. Nie można jednak z tego wywodzić, że nie opiera się na argumentach naukowych, czy że takie w ogóle na jej rzecz nie istnieją.

      Istnienie tych motywów częściowo wiąże się ze sferą nieprzewidywalności i ryzyka, która otacza działanie praktyczne. Masz rację, że nauka nie jest w stanie przewidzieć wszystkich czynników i następstw, ale z pewnością jest w stanie oszacować ryzyko czy zakres własnej kompetencji („wiem, że nic nie wiem” – coś ci to mówi?).

      Problemem obecnej polityki narkotykowej jest przyjęcie określonych regulacji w całkowitym oderwaniu od nauki, na bazie motywów, które więcej miały wspólnego z grą wyborczą i konserwatywnymi moralnymi przekonaniami,

      Tak więc zupełnie nie mogę zgodzić się z Twoimi zarzutami odnośnie nauki i jej znaczenia dla polityki.

      Jeżeli chodzi o argument z przestępczości zorganizowanej – nie jest równie łatwo zrobić porównywalne pieniądze hodując konopie czy handlując ludźmi. Jest oczywiste, że legalizacja narkotyków uderzy w grupy przestępcze – część osób przejdzie do legalnego biznesu (także narkotykowego), część zajmie się czymś innym. Ale istnieje spore prawdopodobieństwo, że liczba poważnych przestępstw przeciwko życiu znacznie zmaleje.

      To, o czym piszesz – handel bronią, terroryzm – to jakieś bajania. Przemoc narkotykowa ma określone powody i nie przekształci się automatycznie w inny rodzaj przemocy, jeżeli te powody znikną.

      MK

      1. Piszę to ze smutkiem, ale znów fundamentalnie się mylisz, powtarzając dość nieprzemyślane uwagi na temat nauki i naukowych argumentów.

        Słowo sie rzekło – będzie subtelnie, dlatego poskramiam swój polemiczny temperament i zostawiam tą zaczepkę bez komentarza:)

        Ustalmy zatem najpierw, co to jest „argument naukowy”.
        A, tak, tak – definiowania nigdy dosyć:):):)

        Za taki uważam poprawne logicznie wnioskowanie na rzecz przyjęcia pewnej tezy, oparte, o ile to możliwe, na zweryfikowanym materiale empirycznym.

        Yhm, czyli mniej więcej cos takiego? –
        -Mama do syna:
        Pamiętaj, za zonę weź kobietę która jest gospodarna, potrafi prac i gotować- tylko wówczas będziesz czuł się komfortowo i będziesz zadbany.
        -Syn:
        Alez mamo…
        -Ojciec – synu, pranie i gotowanie to pierdoły, ożeń się z kobietą inspirującą tylko wówczas nie zabije cie proza życia.
        -Syn – hej, słuchajcie, ja mam dopiero dwanaście lat, ale gdy dorosnę ozenie się z Paris Hilton, ona jest niebanalna tatusiu i zatrudnia cała masę kucharzy i praczek, mamo.

        ???? To masz na myśli? Scenka rodzajowa która namalowałem spełnia wymagania, kryteria, naukowości które podałeś;):):)

        Mat, możemy oczywiście rozmawiać tutaj o paradygmatach, intersubiektywnych komunikowalnosciach i weryfikalnosciach, ale taka rozmowa będzie miała, na moje oko, dwie wady – stanie się kompletnie hermetyczna, niestrawna, dla twoich czytelników, oraz…., nie będzie rozmową o legalizacji:)
        W związku z czym proponuje założyć ze obydwaj wiemy jak się na zadnich łapach chodzi, ok?:)

        Wiec już tylko dla porządku – definicja która podałeś, sytuuje twierdzenia i argumenty w pewnej, potocznie rozumianej, sferze racjonalności, nie zaś naukowości. Jest zwyczajnie za ubożuchna:)

        Ale idźmy dalej – ty, wypowiadając zdanie – “jako naukowiec uważam ze legalizacja jest słuszna i konieczna” nadajesz komunikat który nie sugeruje ze twoje argumenty spełniają pewne wymogi, przypisane naukowym, tylko mówisz ni mniej ni więcej tak – “reprezentuje naukę, która zbadała problem ze wszelkimi szykanami, starannościami i kontekstami i jako wynik tej naukowej roboty, ogłaszam, ze jest tak i tak, a nie jak sądziliście siak czy owak”

        To własnie nazywam monstrualnym nadużyciem, przeciwko temu protestuje i na to się nie zgadzam.

        Jeżeli bowiem w ogóle problem narkotyków próbować ująć w karby, w ramy , w kategorie naukowe, to trzeba pamiętać ze jest to zagadnienie interdyscyplinarne, w dodatku dające się badać wyłącznie ex post, a więc w zadnym razie nie pomocne w próbie odpowiedzi na pytanie – legalizowac czy tez nie.

        W dyskusji na temat istnienia boga pojawiają się argumenty naukowe i przemawiają one za nieistnieniem.
        Pojawiają się raczej racjonalne niż naukowe i żaden z nich nie jest konkluzywny:):)

        Brak jest naukowych argumentów za istnieniem, a przynajmniej żadnego nie znam (pisałem o tym pracę dawno temu).
        Ten brak jest doskonale wytłumaczalny – o czym juz pisałem w pierwszym wpisie – nauka po prostu nie ma narzędzi żeby kategorycznie wypowiadać się w tej sprawie(pisałem o tym książkę, zupełnie niedawno) :):):)

        W dyskusji na temat legalizacji pojawiają się argumenty naukowe
        (analogicznie – bardzo niewiele naukowych- tą dystynkcje spełniają chyba wyłącznie argumenty medyczne, więcej racjonalnych – a zaden z nich nie jest konkluzywny)

        za legalizacją, przeciw kryminalizacji i – rzadko – za zachowaniem status quo. Pytanie, która grupa argumentów powinna brać górę jest raczej dość trywialne, wobec słabości stanowiska za status quo.

        Oczywiście każda decyzja praktyczna opiera się na czymś więcej, niż argumentach naukowych, dlatego jest podejmowana przez polityków w ramach przyjętej struktury sprawowania władzy. Nie można jednak z tego wywodzić, że nie opiera się na argumentach naukowych, czy że takie w ogóle na jej rzecz nie istnieją.

        Istnienie tych motywów częściowo wiąże się ze sferą nieprzewidywalności i ryzyka, która otacza działanie praktyczne. Masz rację, że nauka nie jest w stanie przewidzieć wszystkich czynników i następstw, ale z pewnością jest w stanie oszacować ryzyko czy zakres własnej kompetencji („wiem, że nic nie wiem” – coś ci to mówi?).

        Nie – pierwsze słysze:D:D:D:D

        Problemem obecnej polityki narkotykowej jest przyjęcie określonych regulacji w całkowitym oderwaniu od nauki, na bazie motywów, które więcej miały wspólnego z grą wyborczą i konserwatywnymi moralnymi przekonaniami,

        Tym własnie charakteryzuje się polityka, Mateusz. Jakakolwiek polityka:):):)

        Tak więc zupełnie nie mogę zgodzić się z Twoimi zarzutami odnośnie nauki i jej znaczenia dla polityki.

        Ale nie powtarzaj tego głośno po raz drugi;):):)

        Jeżeli chodzi o argument z przestępczości zorganizowanej – nie jest równie łatwo zrobić porównywalne pieniądze hodując konopie czy handlując ludźmi. Jest oczywiste, że legalizacja narkotyków uderzy w grupy przestępcze – część osób przejdzie do legalnego biznesu (także narkotykowego), część zajmie się czymś innym. Ale istnieje spore prawdopodobieństwo, że liczba poważnych przestępstw przeciwko życiu znacznie zmaleje.

        To, o czym piszesz – handel bronią, terroryzm – to jakieś bajania. Przemoc narkotykowa ma określone powody i nie przekształci się automatycznie w inny rodzaj przemocy, jeżeli te powody znikną.

        MK

  14. Skoro już wiemy ze ani nauka ani naukowcy nie mają prawa zakrzyknąć – “Roma locuta causa finita” – pobawmy się przez moment w krytyczną analizę innych, racjonalnych skądinąd argumentów zwolenników legalizacji:)

    Jednym z nich, robiących duże wrażenie, jest sprawa karteli i przestępstw około-narkotykowych na gigantyczną skale, związanych oczywiście z prohibicja.
    Twierdza zwolennicy i nie można im nie przyznać racji ze legalizacja powybija zęby narkotykowym przestępcom i wytrąci z ręki monstrualne sumy pieniędzy dla których zdobycia przestępstwa owe popełniają.
    I ślicznie.
    I racja oczywiście.
    Bo wraz z zakręceniem kurka z kasą z nielegalnych narkotyków, jak rozumiem, wszyscy ci ludzie przetopią pistolety na różańce i zaczną nowe życie jako eremici?:D:D:D

    Ale, zaraz, zaraz – czy suma ludzkiej wiedzy i doświadczenia nie uczy ze bonzowie, zamiast rozpuścić swoich żołnierzy do hodowli kóz w skalistych dolinach Afganistanu, czy uprawy batatów na żyznych glebach Kolumbii – zajmą się raczej czymś, co zapewni dopływ kapitału na poziomie do którego przywykli?
    Taki na przykład handel ludźmi, bronią, czy terroryzm brzmią obiecująco.

    Wreszcie – jedyne co wiadomo na pewno, to ze życie i rynki nie znoszą próżni.

  15. Hmm, az nie wiem czy powinienem tutaj, publicznie, odnosić sie do tego co napisałeś.
    Umówmy sie tak – mając do wyboru wersje hardcorowa i możliwie najsubtelniejsza – zrobie co możliwe żeby było subtelnie.

    Ale – muszę sobie to pookładać – bo na gorąco przychodzą mi do głowy wyłącznie sformułowania które mogłyby no, powiedzmy, nadszarpnąć twój autorytet:):):)

    Czas będę miał jak zwykle – jutro przed switem – wróce, łagodny jak baranek:)

  16. Przeoczyłem ten fragment
    Jeżeli chodzi o argument z przestępczości zorganizowanej – nie jest równie łatwo zrobić porównywalne pieniądze hodując konopie czy handlując ludźmi. Jest oczywiste, że legalizacja narkotyków uderzy w grupy przestępcze – część osób przejdzie do legalnego biznesu (także narkotykowego), część zajmie się czymś innym. Ale istnieje spore prawdopodobieństwo, że liczba poważnych przestępstw przeciwko życiu znacznie zmaleje.

    To, o czym piszesz – handel bronią, terroryzm – to jakieś bajania. Przemoc narkotykowa ma określone powody i nie przekształci się automatycznie w inny rodzaj przemocy, jeżeli te powody znikną.

    A ja sobie myślę ze to co mówisz to rodzaj wishful thinking, zupełnie oderwany od rzeczywistości:)

    Przemoc narkotykowa, ale także związana z każdym innym dochodowym a nielegalnym biznesem ma rzeczywiście określone powody – a właściwie, w ostatecznym rozrachunku – jeden powód – ZYSK. I , żeby ten zysk osiągnąć będzie istniała, zmieni tylko poletko na którym operuje.

  17. Alkohol też jest środkiem uzależnającym, a jest legalny. Uważam że powinno dojść do legalizacji marihuany. Prawda jest taka że jak ktoś będzie miał sięgnąć po narkotyki to nawet więzienie przed tym go nie zatrzyma.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *