Czwarta Rzesza

Powrót do kraju, kolejny raz. Pierwsze wrażenie: brak światła. Gdzie jest słońce? Może dlatego Jarosław zyskuje taką aurę, tylu zwolenników? Toczy się gra o Polskę, a ja tkwię na lotnisku, do którego toczy się pociąg. Być może tym razem nie utknie w środku pola, co regularnie mu się zdarza. Skupiona obsługa próbuje odpędzić się od pytań turystów, w językach wszelakich. Stresująca praca wymaga zdwojonej dawki samokontroli. Podobnie u Jarka. Ten jak zwykle w dole kadru, powyżej Orzeł.

Szykuje się 4 Rzesza, kolejna okupacja i zabór. Tym razem Rzeszę zakłada Sikorski. Oby nie leciał przez Gibraltar. Chciałem tam nawet pojechać, zabrakło czasu.

Na lotnisku Balice jest taki automat na bilety. Można jechać autobusem do miasta, spora to oszczędność. Zamiast 10 płaci się 3 zł. Automat jest na monety. Polskie. Podobny spotykam, gdy już w Krakowie próbuję przedłużyć miejską kartę. Wiatr wieje, siecze deszcz. Nie masz monet? Nie dla ciebie tramwaje. Motorniczy sprzedaje bilety tylko za wyliczoną kwotę. Nie można dać mniej, ani więcej. Witamy w (k)raju.

W telewizji wszyscy rozmawiają tylko o polskości i lewicowym ekstremizmie. Mieszkałem kiedyś w jego gnieździe – Getyndze. Tam w klubie JuZI zbierali się zakapturzeni członkowie Antify. Rozmawiano o naprawie świata, uczciwej wymianie handlowej, organizowano kolacje, gdzie dzielono się jedzeniem. A najczęściej imprezy z mrocznym techno. Obok JuZI, który jest obiektem oddanym Antifie przez miasto (ratusz znajduje się niedaleko), stoi akademik prawicowych Busches – związkowych dzieci nienawidzonych przez biedną, robotniczą lewicę, którą jednak też stać na studia. Nawet biedni nie muszą się prostytuować, aby studiować, co robi już spory odsetek polskich studentek. Z drugiej JuZI strony stoi zabytkowy dom, w którym mieszkał Otto Bismarck. Na tyłach leżał długo wrak radiowozu, spalonego przy okazji jednej z ulicznych ruchawek, stanowiących odwieczny w Niemczech rytuał ścierania się biegunów polityki. Na ścianie wielki transparent wymieniający nazwiska ofiar nazistowskich bojówek i wzywający do odwetu: Nazi are legitimate targets!

Po co o tym piszę? Bo dziwią mnie i śmieszą oskarżenia pod adresem Krytyki Politycznej, jakoby to oni odpowiadali za „zaproszenie niemieckiej ekstremy”. Ekstrema ta nie tylko niewiele zdołała dokonać, gubiąc się w polskich realiach i atakując rekonstruujących się huzarów, nie ona była powodem starć z Policją prawicowej energii. Co mieli z nią wspólnego delikatni chłopcy z Krytyki, stroniący od wszelkiego zamętu? Dziś Krytyka sama jest pod falą – nie potrafią się odciąć od Niemców – ktoś krzyczy. Jarek ostrzy swój pazur…

Piszę też o tym, aby uświadomić ignorantom, że Antifa i podobne grupy, to „ekstrema” tylko z nazwy – funkcjonująca normalnie w nurcie niemieckiej polityki, dostają dotacje, uczestniczą w społeczeństwa obywatelskiego obrządkach.

Nie wie tego również Marcin Meller, który w jednym z ostatnich numerów Wprost krytykuje sam pomysł blokowania faszystów i narodowców. Argument ma prosty, jak przystało na playboya, blokada dodaje skrzydeł, zwiększa poziom testosteronu. Lepiej dać faszystom swobodę, niech wyznają wartości i modlą się do narodowych proroków.

Widzę niebezpieczeństwo takiego myślenia. To prawda, że akcja rodzi reakcję, a to czasem prowadzi do eskalacji zwrotnych sprzężeń. Ale brak niezgody na pewne zachowania różnie może się skończyć. Wolę blokować faszyzm, niż patrzeć, jak pleni się na polskich ulicach. I wiele razy żałowałem, że w kraju tym nie ma ludzi, którzy myślą podobnie.

Kto dostał kamieniem idąc na demonstracji od stojących pod krzyżem w asyście księży młodzieńców zgolonych „na krótko”, ten wie, jak cenna może być ochrona zakapturzonych kolegów z antify. Histeryczne krzyki, że oto do Polski przenosi się lewicowy ekstremizm na zaproszenie salonowca Sierakowskiego, to zaklęcia demonów trapiących naszą polityczną tożsamość. Sam przeniósł bym ten „ekstremizm” na nasz grunt, gdyż jest on produktem działania zdrowego społeczeństwa, a nie symptomem toczącego go raka.

Gdy Sikorski proklamuje już utworzenie kolejnego Reichu, antifa z Rote Str. wkroczy do Polski pod sztandarem z czerwoną gwiazdą. To dopiero będzie chichot i zakręt historii. Niemniej ciasny i szyderstwem pachnący, jak dołączony przeze mnie do tego wpisu z youtube obrazek.

PS. Studenci na zajęciach czasem podnoszą, że Niemcy to kraj odradzającego się nazizmu, bowiem nie dość, że legalnie funkcjonują tam odwołujące się do rasizmu partie (np. NPD), to jeszcze ich demonstracje ochraniane są przez Policję. Warto jednak pamiętać, że niemieckie Polizei ochrania na ogół garstki narodowców, kiedy zmiażdżyć je chce wielotysięczny tłum ubranych na czarno działaczy organizacji antyfaszystowskich.

W Polsce na odwrót – nieliczne demonstracje gejów, lesbijek, działaczy antyrasistowskich, praw kobiet ochranianie są przed setkami wygolonych załogantów spod znaku celtyckiego (i nie tylko) krzyża.

Mieliśmy już w Sejmie posła, który rzucał kamieniami w demonstrujące za prawem do aborcji dziewczęta. Jednocześnie pod Wawelem przez lata maszerowały brunatne bojówki ONR, nie niepokojone przez nikogo, jak chciał tego Meller. Gdzie więc odradza się faszyzm?

10 thoughts on “Czwarta Rzesza

  1. Plus ratio quam vis – tak brzmi motto, przesłanie i swoistego rodzaju wyznanie wiary, którym wita wstępujących w swoje mury żaków UJ i co istotniejsze – wysyła w świat uformowanych przez siebie młodych adeptów nauki.

    Ma to wyznanie wiary szczególny rodzaj legitymacji do bycia wciąż aktualnym, wciąż praktykowanym, wciąż istotnym – a jest nim zachowanie, postawa kadry profesorskiej po aresztowaniu przez nazistów w początkach ostatniej wojny.

    Gdy w takim kontekście umieścić zdania “Kto dostał kamieniem idąc na demonstracji od stojących pod krzyżem w asyście księży młodzieńców zgolonych „na krótko”, ten wie, jak cenna może być ochrona zakapturzonych kolegów z antify” wypowiadane przez pokoleniowego następce tamtych ludzi, najzwyczajniej w świecie robi się przykro.

    A gdy dorysowac konteskt dodatkowy – ze autor tych słów szafuje w obronie swoich racji takimi sformułowaniami jak demokratyczne państwo, państwo prawa, gdy przez wszystkie możliwe przypadki odmienianego słowa “prawo” używa jako wytrycha w istotnych dla siebie wystąpieniach – pytam – czy fizyczne konfrontowanie z soba “zakapturzonych” z “obciętymi na krótko” to jest sposób żeby prawo realizować? Żeby je kształtować i zmieniać?

    Jesli historia czegos uczy to tego ze nigdy, nikogo, niczego jeszcze nie nauczyła.
    Bo czytając ten tekst, i temu podobne, jakoś nie mogę uciec od kontekstu historycznego – wczytuje sie w karty historii lat 20 ubiegłego wieku i przecieram oczy ze zdumienia.

    1. Dziadunio,

      Chyba się nie zrozumieliśmy. Jednym z zadań działaczy Antifa jest ochrona legalnych demonstracji przed atakami bojówek rasistowskich i prawicowych ugrupowań. Jeżeli tego nie łapiesz, zapraszam na marsze równości, parady tolerancji czy inne demonstracje w obronie praw mniejszości. Wtedy pojmiesz w lot.

  2. Ochrona czyli? Skoro juz rozmawiamy – mówmy bez stylistycznych kamuflaży. Ta twoja “ochrona oznacza ni mniej ni wiecej tylko fizyczną konfrontację. Lub, jeśli ktoś woli – napierdalanke otumanionych prawicowym ekstremizmem karków z tymi omamionymi ekstremizmem lewicowym.

    To nie są metody, to nie jest poziom i to nie jest estetyka z którą jest mi po drodze. I smuci mnie fakt ze jest po drodze tobie.

    Po prostu w głowie mi się nie mieści ze potrafisz mówic językiem, w którym Sierakowski i środowisko Krytyki to salonowcy i wymoczki a łyse bandziory to cool “załoganci. No i spalone policyjne samochody czy hasła wzywające do fizycznej eliminacji politycznych(sic!) przeciwników, to dowód na zdrowo działające społeczeństwo.

    Masz racje – faktycznie tego “nie łapie”.

    P.S
    BTW- więc jednak istnieją powody dla których uczestnicy przynajmniej niektórych manifestacji mogą czuć się zagrożeni? Zwyczajnie się bać?

    1. Dziaduniu,

      Z jednej strony masz deklarację nienawiści i eliminacji “elementu obcego”, z drugiej strony deklaracje ochrony przed agresją (w praktyce – poprzez agresywną odpowiedź na nią). Czy Policja zasypuje skinów kwiatami? Antifa nie byłaby potrzebna, gdyby ograny państwa zapewniały ochronę uczestnikom legalnej demonstracji. Nieraz się starają, ale zwyczajnie nie dają rady.

      Nie jestem zwolennikiem przemocy, nawet politycznej. Ale też daleki jestem od stawiania znaku równości pomiędzy przyczyną i skutkiem. A Ty to właśnie robisz.

      Peace!

  3. Zbyt długo, i – pochlebiam sobie, zbyt świadomie, żyję na świecie żeby przyjmować za dobrą monetę istnienie “dobrych zadymiarzy” przeciwstawiających się tym “złym” .

    Ludzie którzy uczestniczą w burdach, bijatykach, zadymach motywowani są identycznie – niezależnie od ideologicznych haseł z którymi się rzekomo identyfikują – grupa zapewnia im poczucie przynależności a bijatyka adrenalinę. Nie ma to absolutnie niczego wspólnego ani z deklarowanym zadęciem ideologicznym, ani, tym bardziej z osiąganiem celów politycznych.

    Legitymowanie, ekskuzowanie czy choćby tylko milcząca przychylność dla ich działań przez ludzi takich jak ty – starszych od nich o dekadę i nieporównanie mądrzejszych jest nieodpowiedzialnym dolewaniem oliwy do ognia.

    Próby wcielania w życie, tworzenia głównego prądu bieżącej polityki z JAKICHKOLWIEK ekstremalnych poglądów zawsze w historii świata kończyło sie katastrofą. Dorosły, swiadomy tego faktu człowiek pozostawia ekstreme tam gdzie jej miejsce – na marginesie zycia publicznego.
    Bo taki człowiek wie ze niebezpiecznie jest igrac z ogniem.

    Mówiłeś kiedyś ze duzo podróżujesz – widac nie tam gdzie pobyt jakoś szczególnie wpływa na uwrażliwienie na przemoc – niezaleznie od tego jakich “racji” ta przemoc ma bronic. Proponuje odwiedzic Palestyne. I Izrael. Tam ludzie z jednej i z drugiej strony barykad maja pełne przekonanie o posiadaniu “swietej racji”. I “swietym prawie” do obrony.
    Także poprzez atak.
    Peace!:):):)

  4. Przecież Antifa powstała w naturalny sposób jako przeciwwaga dla agresywnych działań faszystów (polecam zobaczyć o tym film na YT). Taki uliczny Yin-Yang. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego. W Polsce Antifa przychodzi na “lewe” demonstracje aby zorganizować skuteczną ochronę przed “prawymi” bandytami. Domyślam się, że główne działanie Antify, jak i agresorów zaczyna się dopiero po zakończeniu oficjalnego zgromadzenia ochranianego przez policje. Nie łudzę się, że gdy grupa Antify spotka (najlepiej mniejszą) grupę “faszystów” (czy ich sympatyków), to nie spuści im manta, ale jest to element ich egzystencji.
    Osobiście widzę tylko jedno rozwiązanie tego problemu, tak aby nieagresywny człowiek nie dostał po głowie ani pięścią ani utratą wolności – wystarczy zalegalizować i uregulować ustawki Np.: Miejsce wyznaczone poza miastem i ogrodzone, wszelka bijatyka legalna na tym terenie, poza nim już nie. Legalne tylko uszkodzenia typu “bokserskiego”, ewentualne skutki śmiertelne lub kalectwo ścigane normalnie.

  5. @thc

    Mogę oczywiście poczekać aż pociągniesz konsekwentnie swój tok rozumowania, który przedstawiasz tak przy okazji polityki narkotykowej jak i tutaj, na wszystkie mozliwe zagadnienia ale skoro i tak nie będzie mi dane zobaczyć wtedy twojej miny – podpowiem juz dzis:):)

    Niektórzy ludzie kradną:):):):):):)

    1. @dziadunio:
      Z autopsji wiem, że kradną 🙂
      Kradzieży oraz reszty “prawdziwych” przestępstw bym nie legalizował.
      Należy zachować równowagę – odwieczne Yin-Yang 😉

      Bijatyka pomiędzy *chcącymi się bić* nie jest analogią do kradzieży, gdyż, z definicji, okradany nie chce być okradziony. Jeżeli coś nie jest strzeżone nie może być ukradzione. Nie istnieje taka czynność jak kradzież rzeczy niestrzeżonej (czyli “kradzież za przyzwoleniem”), ale gdyby istniała nie widziałbym niczego niestosownego w legalizacji i regulacji takich zachowań.
      Analogiczną sytuacją do bójki między *chętnymi* jest sprzedaż nielegalnych dóbr. Obie strony chcą dokonać transakcji – nie ma strony poszkodowanej, ofiary. Stres i wątpliwa jakość kupowanych dóbr to zupełnie inna sprawa.

  6. @thc

    Tak, tak, wiem – wolnościowiec z ciebie:):):)
    Chcącemu nie dzieje sie krzywda i takie tam – otarcie o anarchie własciwie:):):)

    Idę zrobić sobie kawe, potem dostaniesz klapsa w tą swoją wolnościową strategie;):):)

    No, jest – gorąca, pachnąca, krzepiąca:):):)

    Juz przy okazji rozmowy o legalizacji zwróciłem ci uwage( nie zareagowałes) ze nawet jesli z pozoru konsument szkodzi wyłącznie sobie(własnemu zdrowiu) to są duze szanse ze stanie sie problemem społecznym -istnieje spore prawdopodobieństwo ze zrujnuje sobie zdrowie i będzie wymagał leczenia, na przykład. Badź bardziej wymownie – zostanie żulem i będzie wymagał opieki socjalnej. Będzie długotrwale bezrobotny, społecznie dysfunkcyjny, itd. Oczywiscie dotyczy to także alkoholu – niemniej argument “wolnościowy” nie wytrzymuje krytyki.

    Podobnie – tylko w duzej mierze bardziej absurdalnie, wygląda propozycja legalnych “ustawek”.
    Jesli społeczeństwa na szczycie hierarchii wartości chcą widzieć(i mam wrażenie ze tak własnie jest) ludzkie zycie- nie mogą jednocześnie pozwalać na bezmyslne narazanie tego zycia – własnie dlatego ze “wolność” jest wartoscia rangi nizszej.

    Poza tym – pomyśl – kto z ewentualnych uczestników takich legalnych ustawek rzeczywiscie wyraza wole bycia pobitym? NIe, kolego – oni chca kogoś pobic. To jest wyraz ich woli – bycie pobitym to przykra konsekwencja, której prawie kazdy(prócz w szczególny sposób zaburzonych) próbuje wszelkimi sposobami uniknąc.

    Poza zas wszystkim – nie widzę powodu zeby społeczeństwa miały sie kłaniac atawizmom, robiącym z ludzi dzikie bestie. Istnieje cywilizowany, moralnie i społecznie akceptowany sposób na wyładowanie energii, agresji i co ich tam jeszcze nosi – sport. Z jego praca, logiką, regułami i…. zdrowotnym ubezpieczeniem, które w razie nieszczescia odciąza społecznosci od kosztów ułańskiej fantazji zainteresowanych:):):)

    I na koniec – ogólna myśl czy raczej wskazówka do przemyslenia na przyszłosc – człowiek istnieje i moze istniec wyłącznie w grupie. Grupa jest nosnikiem i gwarantem naszego, takze gatunkowego, przetrwania. Wobec czego indywidualne wolności siłą rzeczy muszą czasem ustepowac i ustępują, interesom grupy.

    Grzechem pierworodnym wszelkiej maści anarchistów czy wolnosciowców jest nieznajomość tej dość oczywistej sprawy – ludzie, żeby istnieć, tworzą grupy a one kulturę – szeroko rozumianą – także prawną.

    Dlatego uważam ze za “wolnościowcami” stoi intelektualna pustka.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *