Narkotykowa krucjata: pierwsze starcie

Przed świętami telewizje wariują. Podobnie ich odbiorcy, przemęczeni niedoborem słońca i nadmiarem alkoholu wynikającym z nagłej dostępności rozmaitych, wigilijnych okazji. Tylko ludzie w tym kraju normalni, czyt. narkomanii, zachowują zdrowy rozsądek, gdyż codzienną dawkę utrzymują na względnie stałym poziomie. Stanowi to ciekawy przyczynek do dyskusji na temat przewag “narkotyków” nad alkoholem. Tymczasem jednak w programach publicystycznych, niczym zwierzęta w wigilijną noc, głos uzyskują wreszcie osoby na co dzień nie związane z politycznym szambem, nie wiedzieć dlaczego nazywanym jeszcze, pewnie z przyzwyczajenia, działalnością publiczną. Nie wynika to bynajmniej z nagłego przebudzenia, ani tym bardziej otrzeźwienia, telewizyjnych wydawców, lecz jest następstwem zwykłego o tej porze roku niedoboru politycznego mięsa. Politycy wszystkich opcji ruszyli do domu, porzucając Sejm, swoje gabinety i nawiedzane często telewizyjne studia. Dlatego też o życiu publicznym nareszcie ktoś na ekranie rozmawia. Propaganda powróci dopiero z nowym rokiem.

Fatalna jakość życia politycznego w Polsce ma moim zdaniem dwa podstawowe źródła: (a) ordynacja wyborcza literalnie uniemożliwia angaż w politykę osób, które posiadają odpowiednie do tego kwalifikacje moralne i mentalne; (b) przemysł medialny przekształcił informację w rozrywkę, aktorami nowego formatu czyniąc polityków, okupujących czas antenowy we wszystkich możliwych wymiarach. W ten sposób decyzje polityczne stały się udziałem słabych, produktów partyjnych mechanizmów selekcji, a ich treść zdewaluowała się do poziomu pochodnej medialnego pozycjonowania. Logika politycznej gry stała się rozszerzeniem logiki medialnego spektaklu.

Zmiana ordynacji to temat na rewolucję. Jej przeprowadzenie obiecywała Platforma, nim jeszcze stała się zakładnikiem wytworzonej przez siebie grupy politycznego interesu, swojej własnej klienteli. Zmiana drugiego czynnika kryzysu – dominacji infotainment, dokonać mogłaby się w zasadzie rękami samych dziennikarzy. Kryzys życia politycznego w Polsce jest zatem w dużym stopniu wynikiem kryzysu dziennikarstwa i pogoni za tanią rozrywką, której marni polscy politycy dostarczają w nadmiarze.

Ten wpis poświęcić chciałbym dziennikarzom i ich karmie, pożywieniu, czyli politykom. Jednych i drugich obserwuję w dwóch unikalnych ujęciach – na poziomie prac parlamentarnych i polityki lokalnej.

Rada Miasta Wadowice składa się z osób nieświadomych swoich kompetencji, zakresu obowiązków, roli, ale jej obrady przebiegają w dość kulturalny sposób. Czego nie można powiedzieć o obradach niektórych komisji sejmowych, czy samego parlamentu. Dziennikarze wadowiccy często piszą o sprawach, które znają tylko z drugiej ręki i w sposób, w jaki ta karmiąca ręka od nich wymaga. Podobnie zachowują się jednak dziennikarze największych dzienników czy stacji telewizyjnych. I tutaj nie ma większej różnicy.

Wchodzimy z Sieniawską na obrady Komisji Kodyfikacyjnej. Jesteśmy zaproszonymi ekspertami, obok przedstawicieli Ministerstwa Sprawiedliwości, Zdrowia, Krajowego Biura Przeciwdziałania Narkomanii oraz Fundacji Helsińskiej. Poseł sprawozdawca usiłuje przedstawić opinię dr Muszyńskiej na temat rządowej (czyli eksperckiej) nowelizacji Ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii. Jej najważniejsze zapisy – rezygnacja (okrężną drogą) ze ścigania osób konsumujących narkotyki. Muszyńska potwierdza konieczność regulacji idącej właśnie w tym kierunku. Sprawozdawca wspomina również o opinii Prokuratora Generalnego, którą ten przesłał do Sejmu. Ta jest jednoznacznie negatywna, wbrew wcześniejszym zapowiedziom. Więcej, opinia ta pokazuje, że w otoczeniu Prok. Generalnego znajdują się osoby zdecydowane bronić prerogatyw Prokuratury, pozwalającej jej na karanie więzieniem osób posiadających narkotyki bez zawracania sobie głowy, kim te osoby właściwie są (dealer, osoba uzależniona, okazjonalny konsument). I to bronić sięgając nie po racjonalne argumenty, lecz ideologiczne hasła i propagandowe sztuczki. Fachowość Prokuratury Generalnej staje dla mnie pod znakiem zapytania, nie po raz pierwszy zresztą. Widocznie Andrzej Serement w permanentnym naruszaniu Konstytucji przez organy ścigania widzi wartość.

Dla 6 posłów PiS, wpadających w pośpiechu na Komisję już w czasie jej trwania, niuanse nie mają znaczenia. Ani nie słuchają sprawozdawcy, ani nie znają treści opinii. Adam Rogacki składa wniosek formalny o przerwanie obrad wobec istnienia dwóch różnych opinii – żąda trzeciej, „kogoś z tytułem profesorskim, bo kim jest jakaś dr Muszyńska?”. Zupełnie zagubiony przewodniczący Komisji Jerzy Kozdoń postanawia wniosek głosować, przekonany, że posłowie PIS stanowią mniejszosć. Kompromituje się, gdyż nie dostrzegł, że na sali nie ma wystarczającej ilości posłów rządzącej koalicji (w sumie mają 9 głosów). Wyniki głosowania: PIS 6, reszta 5. Po 20 min Komisja, która miała być jedynie formalnością na drodze do dalszych prac nad ustawą, przerywa więc obrady. Zostajemy z niczym, przynajmniej do czasu napisania kolejnej opinii.

Ewa Siedlecka pisze o tym artykuł w Wyborczej, przez niektórych zwanej Wybiórczą. Jak się okazuje, nie bez podstaw. Stawia tam tezę, że ustawa została zablokowana w Sejmie z winy Prokuratora Generalnego. Siedlecka na Komisji nie była obecna. Skąd zatem “znała” przebieg obrad? Najprawdopodobniej od polityka Platformy, który „sprzedał jej” własny punkt widzenia, nakarmił odpowiednio przyciętym pakietem informacji. Zgaduję, że był to Minister Sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski. Dlatego też, w Wyborczej ani słowa o rzeczywistej przyczynie porażki – absencji posłów PO w pracach komisji oraz nieprzygotowaniu „politycznego zaplecza” przez prominentnych działaczy klubu PO. Oraz nieporadności Jerzego Kozdonia.

Przewodniczący Kozdoń nie błysnął, a jak później przyznał, ustawy w ogóle nie przeczytał. Wyraził za to wątpliwośc, czy aby możliwość odstąpienia od ścigania konsumentów nie stwarza pola do politycznych nadużyć – dzieci polityków przyłapane z narkotykami mogą przecież unikać odpowiedzialności. Absurd! – zakrzyknie ktoś. Ale pokazuje to kierunek myślenia naszych posłów. Czy też ich paranoi.

Jednym słowem – falstartowi prac nad ustawą winny jest klub PO. Opinia Prokuratora Generalnego, choć kuriozalna, nie miała tu nic do rzeczy. Przegrano przecież głosowanie, a Andrzej Serement nie głosował. Było więc zupełnie inaczej, niż napisała Wyborcza, kreując alternatywną, sprzyjającą PO wersję rzeczywistości.

“Niezależni” wadowiccy dziennikarze opisują zdarzenia nachylając ucha do lokalnych polityków, upubliczniając ich wersję wydarzeń. Gonzo dziennikarstwo stanowi bowiem łatwy sposób produkcji newsów. I przypodobania się ich źródłom. Podobny mechanizm działa też dwa piętra wyżej.

Patrząc z perspektywy organizacji pozarządowych, które reprezentujemy, nasz wysiłek po raz kolejny idzie na marne. Przepadają niepubliczne pieniądze, a zgromadzeni niemałym wysiłkiem eksperci nawet nie zabrali głosu. Na rozwój wypadków czekamy już ponad rok. Posłowie za publiczną kasę bawią się w politykę, a reformy jak nie było, tak nie ma. Szkoda, że Wyborcza nie ma odwagi napisać właśnie o tym. Ale cóż, polityczno-dziennikarski komensalizm trwa.

***

Stary przyjaciel odwiedza mnie w domu. Po 35 latach czekania będzie miał udane święta – zapowiedział swoim rodzicom, że na kolacji wigilijnej się nie pojawi. Woli spędzić je w prawdziwie rodzinnym gronie, wspinając się przez las do jaskini na kwasie. Jak twierdził Platon, wszyscy jesteśmy w jaskini, ale przynajmniej kwas nie zawsze musi być chlebowy.

5 thoughts on “Narkotykowa krucjata: pierwsze starcie

  1. Nawet nie wiem za bardzo, co napisać. Nie wiem, czy to, co przeczytałem jest dla mnie bardziej przykre czy frustrujące, chyba jest i tak, i tak… po części. Na pewno ta cała sytuacja jest po prostu kompletnie bez sensu, a ja mam nieodparte wrażenie, że rządzą nami zidiociali wariaci. Chcę, aby to się czym prędzej skończyło, bo nie chcę stąd uciekać, chcę, aby mój kraj był normalny, chcę, żeby rządzili nim normalni ludzie, kierujący się dobrem społecznym, zdrowym rozsądkiem a także zasadami moralnymi i etycznymi. Czy wymagam wiele?

  2. Z jednej strony- trwoga mnie ogarnia tym bardziej, im więcej życia zza politycznych kulis do mnie dociera. Z drugiej jednak, nasz rodzimy doktor Gonzo sprawia, że wciąż odżywa nadzieja. Gratuluję i zarazem zazdroszczę wytrwałości w walce z Hydrą, Panie Mateuszu.

    Nie jest beznadziejnie. Taką mam przynajmniej nadzieję, żyjąc w kraju domniemanych swobód obywatelskich. Dzięki za wnikliwą, choć smutną relację!

  3. Niby powazny tekst, a zakonczenie jak z pamietnika nastolatka – przekresla wszystko, co wyzej, poniewaz bije z tego zwyczajnie dziecinna fascynacja stanem odurzenia. Iscie postmodernistyczne pomieszanie watkow – godne prawdziwego ‘acid freaka’

  4. @Raul Duke:
    Zastanawia, mnie twoje negatywne nastawienie, ktore wynika, tak na prawde nie z wartosci merytorycznej ale zwyczajnego cynicznego nie rozumienia istoty high`u – rozumiem, ze jestes przeciwnikiem. Nie widze w tekscie “postmodernistycznego pomieszania watkow”… Watpie by, ktokolwiek rowniez zauwazyl – reasumujac nie wiem po co sie czepiasz i przekreslasz tekst dopiskiem, ktorego nie skumales… ;]

  5. @ Raul Duke

    Zupełnie nie wiem, dlaczego fascynacje stanem odurzenia nazywasz dziecinną… po pierwsze dzieci raczej się nie odurzają, chyba ze popularnym kiedyś w szkołach podstawowych bezdechem. Skłonność ludzi do odurzania się jest dalece starsza niźli tradycja kontestowania cudzych fascynacji i przyjemności, bo najpierw trzeba się odurzyć aby ktoś mógł się na ten temat powymądrzać. Odurzanie się, czy to tytoniem, produktami fermentacji alkoholowej, kawą, guaraną, opium, czy innymi substancjami towarzyszy ludzkości od zarania dziejów, albo i dłużnej i traktowanie pewnych substancji wybiórczo w stosunku do innych jest dopiero dziecinadą. Nie chcesz – nie używaj, ale pilnuj swojego własnego nosa, gardła czy tez płuc.

    Wracając do meritum artykułu. Przykro patrzeć, czytać, słuchać jak brak kompetencji i odpowiedzialności niewielu wpływa na rzeczywistość większości. Niestety powodem tej sytuacji jest zajedno system polityczny jak i ordynacja wyborcza, a z drugiej strony pogoń za doraźnymi rozwiązaniami przymykającymi usta opozycji i udobruchającymi towarzyszy. Efekt jest oczywiście jedynie pozorny – nie rozwiązawszy problemu daje poczucie błogości i zamiecenia meritum pod dywan…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *