Dlaczego powinniśmy cenić dopalacze?

Policja

Stosunek do konsumentów nielegalnych używek i sama polityka narkotykowa stanowią wygodny probierz spełniania przez państwo demokratycznych standardów. Narkotyki bowiem i sięgające po nie osoby cieszą się złą sławą, często zupełnie niezasłużoną. Moralna stygma, która towarzyszy używaniu narkotyków, pozwala na podejmowanie działań, które w innych okolicznościach, w innym kontekście, nie byłyby możliwe do zaakceptowania ani przez tzw. autorytety, ani opinię publiczną.

W Polsce konsumpcję narkotyków spostrzegamy w sposób, który prowadzi do łamania cywilizowanych standardów. Bezprawne kontrole osobiste dziesiątek tysięcy osób, zatrzymania procesowe niemające żadnego uzasadnienia, masowe przeszukania miejsc zamieszkania, śledztwa trałowe, kary więzienia za posiadanie narkotyków w znikomych ilościach – wszystko to w naszym kraju jest na porządku dziennym. Jak się okazuje, państwo i jego urzędnicy są z tego wręcz dumni. Jednocześnie leczenie uzależnień pozostaje na najniższym światowym poziomie. Zauważyły to już nawet organizacje międzynarodowe, oficjalnie potępiono nas na forum ONZ.

Polityką narkotykową mało kto się przejmuje. Jej przedmiotem jest przecież – jak się wydaje – margines społeczeństwa, stąd i ona znajduje się na marginesie politycznego życia. Jednak nagle, za sprawą problemu dopalaczy, polityka narkotykowa znalazła się w centrum zainteresowania wszystkich. Problem dopalaczy działa jak szkło powiększające – pozwala zobaczyć  to, co pozostawało ukryte. To największa z niego korzyść.

>> PROBLEM SPOŁECZNY: ODURZENIE.

Po nielegalne używki każdego roku w Polsce sięgają setki tysięcy ludzi. Narkotyki są konsumowane solidarnie przez wszystkie środowiska, wszystkie grupy społeczne. Również młodzież. Obecność sklepów z legalnymi, choć niekiedy o wiele bardziej szkodliwymi, niż nielegalne, substancjami uświadomiła wreszcie skalę zjawiska. A świadomość ta wywołała panikę po stronie, przede wszystkim, polityków.

Nie jest jednak tak, jak to sobie wyobrażają politycy, że konsumpcja dopalaczy jest prostą pochodną ich legalności. Dostępne badania pokazują, że jest ona funkcją statusu prawnego pożądanych, nielegalnych używek. Dopalacze to substytut narkotyków, nie zaś atrakcja sama w sobie. A przynajmniej nie w większości wypadków.

>> PROBLEM POLSKIEJ POLITYKI: POLITYCY.

Dopalacze ujawniły również toczącego polską politykę raka – rządzą nami ignoranci i amatorzy, którzy nie potrafiąc zapanować nad złożonym społecznym zjawiskiem, natychmiast przechodzą do rozwiązań siłowych, w nadziei, że medialny odbiór przykryje bezradność państwa. Oraz bezprawność samych działań.

Czołowi urzędnicy nie mają pojęcia o zjawiskach, które starają się bezładnie okiełznać. Donald Tusk marihuanę palił, ale dziś zrównuje ją z heroiną. Paweł Graś powtarza nieścisłe doniesienia o rzekomej plajcie holenderskiej tolerancji dla obrotu marihuaną. Do tego kompromituje się, udowadniając, że nie zna samego projektu rządowego nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii. Gdzie rzekomo zapisano, iż prokurator będzie odstępował od karania za posiadanie narkotyków, jeśli zatrzymany zadenuncjuje dealera. Wcześniej podobnym kiksem popisał się ówczesny Minister Sprawiedliwości – Andrzej Czuma.

Zresztą, i jego następca – Krzysztof Kwiatkowski – nie błyszczy. Nie tylko przekonany jest o wycofywaniu się Holandii ze swojej polityki względem cannabis, ale zatrzymanych pod zarzutem posiadania narkotyków zamierza leczyć. Szkopuł w tym, że hasło leczyć zamiast karać jest w oczywisty sposób fałszywe – osoby zatrzymywane z narkotykami (przede wszystkim z marihuaną) takiego leczenia wcale nie potrzebują. Pójdą więc siedzieć?

Wszelkie granice przekracza jednak Julia Pitera, w telewizji śniadaniowej szerząc sensacje na temat między innymi nieszkodliwości alkoholu i przestępczości wywoływanej paleniem marihuany.

Czego dowodzą kompromitujące wypowiedzi polityków? Całkowitego braku fachowego przygotowania, nie tylko z zakresu polityki narkotykowej, ale polityki w ogóle. Przecież wszystkie potrzebne informacje, raporty naukowe, dane, oceny są powszechnie dostępne w sieci. Skoro politycy bywają ich nieświadomi, oznacza to, że w ich otoczeniu brak jest osób wystarczająco kompetentnych, aby ich do zajmowania stanowiska w przedmiocie narkotyków przygotować. Ba, żeby poinformować ich, co znajduje się w przyjętym przez rząd i skierowanym do prac sejmowych projekcie nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii!

Problem dopalaczy ujawnia więc, że klasa polityczna pracuje w sposób urągający poczuciu przyzwoitości. Zarabiając spore pieniądze, ludzie ci są po prostu niefachowi, nieprzygotowani. Nie są oni również zainteresowani dialogiem ze środowiskami eksperckimi, a swoją niewiedzę i niemoc wobec przerastających ich wyobraźnię i kompetencje problemów zastępują naginaniem prawa i antagonizowaniem społeczeństwa. No właśnie, owi „handlarze śmiercią” i konsumenci dopalaczy, z którymi idziemy na wojnę, nie są przecież tajemniczą kastą, a obywatelami naszego kraju. Wojna z nimi oznacza wojnę domową. Kolejne zatrzymania, kolejne areszty, kolejne bezprawne represje.

>>PROBLEM POLSKICH ŚRODKÓW PRZEKAZU: BRAK TREŚCI.

I tak docieramy do kolejnego problemu, który dzięki dopalaczom stał się powszechnie widoczny. To nie tylko polska polityka nie jest fachowa i nie korzysta z opinii, czy wsparcia fachowców, ale i środki masowego przekazu przedkładają igrzyska ponad debatę.

Od ostatniego weekendu wszystkie kanały informacyjne przepełnione są doniesieniami na temat najnowszych postępów na froncie walki z dopalaczami. Postępy te czynią politycy, a komentują… politycy. Ewentualnie dziennikarze. A gdzie głos ekspertów? Dlaczego posunięcia rządu recenzują politycy opozycji – pytam – równie dyletanccy jak ich utrzymujący się przy władzy koledzy? Dlaczego o polityce narkotykowej mówią celebryci, a nie pracujący nad nią fachowcy?

W przestrzeni publicznej krążą fałszywie wiadomości, powielane są mity i stereotypy. Telewizje podtrzymując polityczny spektakl indukują problem – opinia publiczna nie ma bowiem szans na zapoznanie się z rzetelnymi informacjami. Zamiast dowiedzieć się czegoś do problemie dopalaczy, epatowani jesteśmy licytacjami na kary i zakazy. Na rzetelną wiedzę z pierwszej ręki nie ma miejsca. A jeśli już się pojawia jakieś sensowne hasło (marihuana zamiast dopalaczy), pada z ust polityka i wpisywane w logikę politycznej rozgrywki na szczytach władzy.

>>PROBLEM DOPALCZY: PRAWO PROHIBICJI.

A to kary wywołały cały problem. Pomijam rzetelność doniesień o kolejnych ofiarach dopalaczy – sprawa wymaga głębszego zbadania, nim będziemy w stanie wiarygodnie powiązać zgony z ich domniemanymi przyczynami w formie niebezpiecznych substancji wprowadzonych do organizmu po wizycie w smart shopie. Sama jednak eksplozja zatruć może znaleźć wyjaśnienie, które nie spodoba się politykom.

Prawem prohibicji jest, że zakazywane substancje psychoaktywne zastępowane są przez ich bardziej szkodliwe odpowiedniki. Dopalacze są następstwem polityki prohibicji i zakazu, od dziesięciu lat promowanej przez wszystkie siły polityczne w Polsce. I potępianej przez niemal wszystkich specjalistów zajmujących się polityką narkotykową na świecie.

Gdy Donald Tusk zmusza nas, abyśmy kroczyli na kolejną wojnę z dopalaczami, pamiętajmy, że jest to wojna z problemem, który stworzyli on i jego koledzy – politycy wszystkich opcji. Tusk marihuanę palił, ale rządy przekładają się na wyroki więzienia dla dziesiątek tysięcy młodych ludzi. I śmierć tych kilkunastu osób, które zamiast sięgać po stosunkowo bezpieczne używki w rodzaju marihuany, zażywają legalne odpowiedniki substancji wciąganych masowo i bez jakiegokolwiek zastanowienia na listę zakazanych narkotyków.

Moralna panika wokół narkotyków przyczyniła się do moralnej paniki wokół dopalaczy. Kolejne bezsensowne zakazy zakończą się tym, czym się zaczęły. Koło się zamyka.

3 thoughts on “Dlaczego powinniśmy cenić dopalacze?

  1. Tylko co z tego wynika? Ja mam taki koncept – żeby nakręcić film dokumentalny o narkotykach, trochę w klimacie “The Union”, ale osadzony bardziej w naszych, polskich realiach i umieścić w internecie (może też dałoby się go wyemitować w TV jakiejś).

    Nawet mam trochę pomysłów odnośnie scenariusza ;).

  2. Obraz i dźwięk to dobra forma docierania do świadomości odbiorcy. Taki film, gdyby powstał, mógłby wiele zmienić. Jeszcze gdyby został wyemitowany w porze wysokiej oglądalności przez TV publiczną. Lecz póki co wydaje mi się, że pozostaje to w sferze marzeń.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *