Marsz Wyzwolenia Konopi – co dalej z ganją?

marsz.2Sympatycy idei legalizacji, pod wodzą organizacyjnych zuchów z Wolnych Konopi, jak co roku wyszli na ulice. W Warszawie Marsz Legalizacyjny zgromadził masy – jak twierdzą organizatorzy zebrało się około 8 tys. ludzi. W Krakowie było już dużo skromniej – naprędce zorganizowana, pozbawiona wszelkiej reklamy impreza przyciągnęła ok. 300 osób. Być może dlatego, że wielu z zainteresowanych, w ten jakże słoneczny i upalny dzień, udała się po prostu podlewać swoje rośliny.

Staje się już jakąś ponurą tradycją, że w Krakowie naprzeciw pokojowych przemarszów zawsze staje grupa tych samych zapaleńców z bliżej nieokreślonych quasi-rasistowskich ruchów. Poprzebierani w stroje robocze jedynie słusznych ideologii wyglądają śmiesznie, w niezamierzony sposób parodiując swoich słynnych poprzedników. Potwierdzając tym samym, że zdolność nacjonalizmu / narodowej ksenofobii do ewoluowania bliska jest zeru, co udanie zbiega się ze wzrostem wyznawców. Oraz błyskotliwością przyjmowanych, dość przypadkowych poglądów. Najczęściej wyrażanych krzykiem.

marsz.4

marsz.5


Nim do pohukiwań doszło, dane mi było wysłuchać przygotowanej zawczasu przemowy komendanta-dowodzącego (jak się później dowiedziałem: Adama Danka – studenta politologii UJ) . A w niej kilka błyskotliwych uwag o degeneracji związanej z narkomanią i mrocznym planie zniszczenia polskości, jaki realizują konsumenci nielegalnych używek. Bo oczywiście nie alkoholu. Na koniec prawdziwi Polacy zaintonowali hasła: trawa dla bydła i narkomania – to się leczy. Ku naszemu zdziwieniu, zwłaszcza to ostatnie zupełnie zbieżne z postulatami środowisk zainteresowanych zmianą państwowej polityki względem narkotyków, w tym konopi. Dość jednak o sprawach niepoważnych.

Sam marsz przebiegał w bardzo przyjemnej atmosferze. Warto było zobaczyć tłum krzyczący sadzić!, palić!, zalegalizować! idący pod jamajskimi flagami przez Floriańską i Grodzką, dwukrotnie okrążający Rynek. Reakcje przechodniów – o tej porze dnia tłumnie nawiedzających tą część miasta – były bardzo pozytywne. A wielu turystów wstawało z miejsc klaszcząc. Reakcji negatywnych nie zanotowałem (nie licząc asów prewencji, którzy uczestnikom wręczali mandaty za przechodzenie przez jezdnię poza przejściem dla pieszych – zupełny absurd). W marszu dominowali ludzie młodzi. Choć nie zabrakło też kilku weteranów (zdjęcia z Marszu Legalizacyjnego w Krakowie).

Pora jednak zapytać, czemu służą te niewątpliwie sympatyczne marsze? Problem ten poruszyła już w swoim tekście dla Krytyki Politycznej Agata Tomaszewska. Manifestacja jest z pewnością okazją do czegoś więcej, niż tylko zrobienia szumu. Szumu, dodajmy, którego nie chcą zauważyć czołowe dzienniki telewizyjne czy tytuły prasowe. Cóż jednak po demonstracji, w której idą kolorowo ubrane dzieci, a brak jest pewnie najliczniejszej grupy częstych palaczy marihuany – ludzi w wieku pomiędzy 25-40 lat? To ci ostatni nadają ton debacie publicznej. To oni, gdyby masowo opowiedzieli się za legalizacją, pozwoliliby wydostać się marihuanie z narkotykowego getta, w którym umieściła ją zbiorowa wyobraźnia. Dając mediom powód, dla którego postulaty legalizacji odbierane byłyby nie jako nierealistyczne rojenia grupy oderwanych od ziemi hippisów, lecz poważny polityczny projekt środowiska, z którym należy się liczyć. I z którym, co najważniejsze, nie jest wstyd się identyfikować.

Ziele cannabis nie jest jedynie używką poszukiwaną przez spragnionych „odlotu”. W USA już 14 stanów zdecydowało się na różne formy legalnej produkcji i dystrybucji marihuany jako medykamentu. Przemysł medycznych zastosowań tego „narkotyku” rozwija się dynamicznie, co mogłem obserwować w ubiegłym roku na własne oczy (patrz: tag marihuana). Periodyki naukowe pełne są zapowiedzi szeroko zakrojonych i wielce obiecujących badań nad medycznym wykorzystaniem zawartych w cannabis kanabionoidów. Już teraz ich przyjmowanie w różnej formie pomaga w przypadku wielu schorzeń, od łagodzenia objawów towarzyszących terapii nowotworowej, po zaburzenia działania układu nerwowego. Więcej, ostatnie doniesienia sugerują, że w przyszłości kanabionoidy mogą zostać wykorzystane jako lek zwalczający niektóre z typów nowotworów (sic!).

marsz.3

Szkoda, że Marsz Legalizacyjny w żaden sposób nie podkreśla tego aspektu legalizacji – dla opinii publicznej kompletnie nieznanego. W debacie na temat legalizacji nie ma mowy o pacjentach, dla których marihuana stanowi szansę na normalne życie. Tacy ludzie, a nie ma ich w Polsce wcale tak mało, byliby największymi beneficjentami zmiany prawa. Oprócz producentów sprzętu do hodowli, palenia czy dystrybutorów nasion, których przyszłe interesy (chcąc, nie chcąc) reprezentują dziś aktywiści z Wolnych Konopi.

W USA to środowisko aktualnych czy potencjalnych pacjentów finansuje lobbing polityczny na rzecz legalizacji. Są widoczni, dobrze postawieni (klasa średnia), a przez to trudni do zaszufladkowania jako szukające odurzenia małolaty. Stąd bierze się wysokie poparcie społeczne dla medycznej marihuany. Zresztą, stale rośnie też poparcie dla rekreacyjnego używania cannabis. Dziś już zbliżając się do 50% (patrz: sondaż Instytutu Gallupa), a w niektórych (Kalifornia) znacznie przekraczając tę liczbę.

Jest jeszcze jeden argument, po który powinni sięgać zwolennicy legalnej cannabis – „dopalacze”. Te „legalne”, „nieszkodliwe” i „naturalne” narkotyki stanowią dynamicznie rozwijający się segment rynku. Stosują je przede wszystkim ludzie młodzi, eksperymentujący, często szkodliwie. „Dopalacze” są syntetykami, choć udają produkty natury. Działają podobnie do znanych narkotyków, choć zwykle są znacznie bardziej niebezpieczne – mocniejsze, nieprzyjemniejsze, niezbadane. Legalna marihuana rozwiązałaby problem. Nieświadomi skali oraz charakteru zjawiska “dopalaczy” politycy oraz społeczeństwo stoją zatem przed oczywistym dla każdego zajmującego się polityką narkotykową wyborem: albo dopalacze, albo marihuana.

Nie inaczej.

6 thoughts on “Marsz Wyzwolenia Konopi – co dalej z ganją?

  1. Mateusz – nie wiem, czy sobie zdajesz sprawę, ale komendant całej tej śmiesznej manifestacji to doktorant w Instytucie Nauk Politycznych UJ; studiowałem tam stosunki międzynarodowe, a o nim jako przyszłym politologu i ultrakonserwatyście oraz monarchiście, wielbicielowi Pinocheta i Franco już podczas studiów było głośno. Adam Danek się nazywa. Nie zdziw się zatem, kiedy spotkasz go na jakiejś naukowej konferencji, na której będzie prezentował “logiczną” i “racjonalną” argumentację w sprawie homoseksualizmu, aborcji czy narkotyków. Niestety, w przyszłości tacy ludzie mogą decydować o obliczu polskiej nauki…Pozdrawiam:)

    1. Nie wiedziałem, ale już wiem. Myślę, że o obliczu polskiej nauki ani on, ani mgr Przychodzień na szczęście nie są w stanie decydować – nawet na IV ligę światową są za słabi. Obawiam się jednak, że obaj wymienieni zrobią karierę w polityce. Polska na tym nie zyska, mimo, a może właśnie dlatego, że prawdziwi z nich Polacy.

      Ps. A. Dankowi i jego mentalnemu idolowi ks. Trytkowi poświęcę z pewnością w przyszłości jakiś wpis. Lubię wszak różnych komediantów…

  2. Przypominam, że to właśnie konserwatywni liberałowie jako jedyni na polskiej scenie politycznej są za pełnym zalegalizowaniem narkotyków, więc o mniej wrogości proszę…

    1. Michał, ale wrogości do kogo? Czy ci przebierańcy spod pomnika to są owi ‘konserwatywni liberałowie’? Chyba nie… Czy chodzi ci o J. Korwin Mikke i jego otoczenie? Dla mnie to co on proponuje, jest niepoważne. Konsumpcja i społeczna obecność substancji psychoaktywnych nie jest sprawą błahą – wymaga czegoś więcej niż stwierdzenia – jestem za legalizacją. I to stwierdzenia całkowitego ignoranta w sprawach problematyki polityki narkotykowej, jakim bez wątpienia jest JKM. A. Olechowski? Ten z kolei jest przeciwko karaniu za posiadanie. I bardzo dobrze. Wątpię jednak, aby chciał wyjść poza to.

  3. Nie bardzo rozumiem co masz na myśli pisząc, że swobodny dostęp do środków psychoaktywnych wymaga “czegoś więcej”. Czyli jednak kontrola- dlaczego? Oczywistym jest, że jeśliby sama Polska zalegalizowała, to stalibyśmy się drugą Holandią dla naszych sąsiadów- powinno to nastąpić na szeroką skalę- czyli na szczeblu unijnym dla wszystkich członków UE obligatoryjnie (od 1 stycznia o wiele ważniejsze jest to co się dzieje w Brukseli niż w Wa-wie, więc proponuję przenieść marsze właśnie tam). Zresztą w moim pokoleniu sprzeciw wobec legalizacji (ci przebierańcy spod pomnika z pewnością nie są kolibrami i są zdecydowaną mniejszością, pewnie wtedy na rynku to był cały ich zapas, a ja nigdy nikogo takiego nie spotkałem osobiście, ale jestem z małego miasta więc wszystko jest możliwe) jest tak minimalny, że za ok 10 lat powinno już być całkowicie po problemie, no chyba że baronowie narkotykowi żyjący ze sprzedaży wielokrotnie droższych niż w rzeczywistości produktów przekażą odpowiednio wysoką sumkę w wychudłe ręce polityków…

    1. Kontrola, podobnie jak z alkoholem i tytoniem. Nielegalne dziś używki nie są dla wszystkich. Nie byłbym taki pewien, że młodzież bardzo ochoczo popiera ideę legalizacji. Niewiele osób zdaje sobie sprawę, jak bardzo jej brak jest szkodliwy. A hasła pt. “Do więzienia z narkomanami” jakoś zawsze łatwo trafiają na podatny grunt. Przykładowo, zobacz ile młodych osób głosuje na Jarka – czołowego ‘twardogłowego’, jeśli chodzi o politykę karną.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *