Do moich studentów (logiki)

Zajęcia prowadzone były bardzo ciekawie. Mobilizowały do samodzielnej pracy —— Za dużo dygresji, za mało logiki —— Wylewanie żali —— Zawsze uśmiechnięty —— Jego poglądy rodem z lewackiej Krytyki Politycznej mogę obalić wszystkie! Poza tym, ciekawy człowiek… —— Zniechęca studentów do zajęć swoją postawą —— Według mnie jeden z najlepszych prowadzących zajęcia na uczelni. Olbrzymią wiedzę przekazywał z pasją ——  NIKOGO Z NAS NIE INTERESUJĄ POGLADY DR KLINOWSKIEGO!!! —— Posiada ogromną wiedzę —— Kreuje się na ostatniego sprawiedliwego w tym kraju… —— Wydawało mu się, ze jest od nas lepszy i za każdym razem to podkreślał. DR HAUS polskiej teorii prawa —— Za dużo filozofii, jak dla mnie —— Najlepsze ćwiczenia, w jakich uczestniczyłam.
[Ankieta USOS – LOGIKA 2008/2009]
mr_mk_3
dr Klinowski widziany od środka

W tym roku poszerzam repertuar. Ale nim napiszę więcej o moich nowych wykładach, potrzeba chwili skłania mnie do zajęcia się inną częścią mojej dydaktycznej działalności – ćwiczeniami z logiki.

Coraz mniej bawi mnie ich prowadzenie. I choć stwierdzenie to z pewnością nie przysporzy mi popularności wśród studentów, z przykrością obserwuję, że od kilku lat poziom intelektualny osób przyjmowanych na WPiA dołuje. Brak matury z matematyki, gimnazja i ogólny upadek szkolnictwa średniego w Polsce widoczne są w czasie zajęć z młodymi prawnikami jak na dłoni. Kiedyś studia na Wydziale prawa określano jako elitarne (na ogół czynili tak sami wykładowcy), dziś epitet ten brzmi jak ponury żart. Co gorsza jednak, obserwuję również istotną zmianę w oczekiwaniach dotyczących studiów ze strony samych studentów. Nikogo już nie interesuje poznawanie świata i zdobywanie wiedzy. Liczy się tylko zaliczanie, gromadzenie punktów i przechodzenie do następnych etapów.

Do tych oczekiwań dostosowują się niestety wykładowcy – a to otwierając przedmioty służące li tylko do nabijania punktów, a to zamiast rzetelnej wiedzy oferując festiwal kiepskich dowcipów i pytania egzaminacyjne znane z góry. To oczywiście zapewnia poklask oraz stałą frekwencję przy zapisach. W wielu miejscach na świecie taka postawa zostałaby napiętnowana przez samych studentów (przecież to nic innego jak marnowanie czasu, pieniędzy i obniżanie ich szans w starciu z absolwentami tych uczelni, których oferta jest bardziej profesjonalna). Na WPiA przeciwnie –  wszyscy wydają się być takim obrotem spraw zadowoleni.

Choć w atmosferze lekkiego szaleństwa, ćwiczenia zawsze planowane są przeze mnie w taki sposób, aby dać ich uczestnikom możliwość zaznajomienia się z najważniejszymi zasadami rządzącymi rozwiązywaniem zadań oraz najpoważniejszymi problemami. W międzyczasie, by nie zamęczać siebie i innych nadmierną ilością przykładów, które i tak niewiele już wnoszą, przybliżam treści w nich zawarte. Jeśli wnioskowanie dotyczy problematyki aborcji i praw kobiet, zatrzymuję się przy tym.  Jeśli zagadnienia tzw. sprawiedliwej wojny, mówię coś na ten właśnie temat. Streszczam po prostu swoje badania, pewnie przeceniając dzisiejsze znaczenie unikalnego kontaktu pomiędzy badaczem, a jego studentami. Czerpania bezpośrednio z krynicy wiedzy.

Co roku też, na ostatnich zajęciach (wyjątkiem był rok ostatni) przeprowadzam ankiety na temat moich ćwiczeń. W przeciwieństwie do osławionych ankiet w USOS na pytania odpowiadają jedynie ci, którzy rzeczywiście na ćwiczenia uczęszczali. I siedzą na sali. W badaniach tych biorą udział tylko chętni i zwykle jest to 100% moich uczniów. Nieodmiennie uzyskuję w nich wysokie noty, które potwierdzają, że przyjęta przeze mnie metoda pracy jest właściwa.

Od pewnego czasu pojawiają się jednak anonimowe głosy, które zarzucają mi prostacką indoktrynację oraz niewypełnianie moich obowiązków na zajęciach. Definiowanie terminu feminizm, czy ilustrowanie błędów logicznych za pomocą wnioskowań, w które mówią o aborcji, homoseksualizmie, penalizacji posiadania narkotyków, podatku liniowym ma być przejawem moich zapędów do infekowania błędnymi ideami młodych umysłów. Odnoszę wrażenie, że autorami tych głosów są osoby, które pojawiły się na pierwszych moich zajęciach, a potem już w nich nie uczestniczyły.

Jestem aktywistą politycznym, ale również naukowcem i akademickim nauczycielem. Z poczucia obowiązku staram się uczulić moich studentów na pewne problemy i przedstawić rzeczy takimi, jakie one są, a nie, jakimi nauczyli widzieć je ich rodzice, telewizja, czy (coraz rzadziej) dość przypadkowo dobrane lektury. Na zajęciach mówię więc o sprawach, które wymagają Waszej uwagi, jeżeli w przyszłości, wykonując zawód prawnika, w odpowiedzialny sposób chcecie reprezentować innych i wpływać na losy naszego kraju. To zatem nie przypadek, że te ważne i często kontrowersyjne kwestie ilustrują różne zagadnienia logiczne. Piekę w ten sposób dwie pieczenie na jednym ogniu. Prezentuję przy tym stanowisko nauki.

W tym roku wolałbym uniknąć nieporozumień w rodzaju tych opisanych powyżej. Zarzucanie mi indoktrynacji na ćwiczeniach z logiki jest bowiem śmieszne i niebezpieczne – stwarza wrażenie, że dopuszczam się niedozwolonej manipulacji – mamiąc młodych ludzi ezoteryczną symboliką przemycam do ich umysłów szkodliwe, bo socjalistyczne poglądy. Niestety, od co najmniej dwóch lat studenci wydają się w to wierzyć.

Warto więc w tym roku ochronić tych wrażliwszych przed wpływem, jaki roztaczam. Pozwolić im skupić się na sprawach dla nich ważnych – tautologiach, sylogizmach, kategoriach syntaktycznych.

Zdaję sobie sprawę, że wykładający niektóre przedmioty, grając pod publiczkę, przyzwyczaili Was do nieco odmiennych standardów, gorąco proszę więc…

NIE ZAPISUJCIE SIĘ DO MNIE NA ĆWICZENIA, JEŚLI:

– SAMI WIECIE NAJLEPIEJ, CO I JAK MYŚLEĆ. NIE POTRZEBUJECIE WSKAZÓWEK. NAWET W KWESTIACH LOGIKI.

– NIE ODPOWIADA WAM SYSTEMATYCZNA PRACA I TO, ŻE NA KAŻDYCH ZAJĘCIACH JESTEŚCIE PYTANI Z PRZEROBIONEGO WCZEŚNIEJ MATERIAŁU.

– NIE PRZEPADACIE ZA KONFRONTOWANIEM SIĘ Z NOWYMI ZAGADNIENIAMI I PYTANIAMI, KTÓRE WYMAGAJĄ PUBLICZNEGO NAPRĘŻENIA MYŚLOWYCH ZWOJÓW.

– NA CO DZIEŃ NIE WYBIEGACIE MYŚLĄ POZA GRANICE USTALONE W PROGRAMIE STUDIÓW / RUTYNĘ CODZIENNOŚCI.

Na moich zajęciach z nikogo się nie śmieję, nikogo nie wyszydzam. Każdy ma prawo do błędu. I, jak zawsze powtarzam, nie interesują mnie prywatne przekonania oraz poglądy kogokolwiek. Tak długo, jak długo potrafi je uzasadnić. Gdy z tym ma problem, dostaje się w moje łapy. A dostać się w nie łatwo, bowiem moje grupy z założenia są małe. Tutaj nikt i nic się nie ukryje. Nie ma siedzenia na ziemi, nie ma chowania się w tłumie. Nikt nie jest anonimowy. To są studia, moi drodzy, i zamierzam Wam je zafundować. Z całym dobrodziejstwem inwentarza.

Uważam się za człowieka nowoczesnego. Ale podejście do pedagogiki mam staroświeckie. Wielka w tym zasługa mojego nauczyciela matematyki – mgr Jana Kożucha, któremu bez wątpienia (obok niewielu innych) zawdzięczam to, kim jestem dzisiaj. Wychodził on z założenia, że proces dydaktyczny jest demokratyczny – głos na zajęciach musi mieć każdy. Nie było więc wyjątków – każdy był pytany. Bez pytania odzywała się zaś tylko jedna osoba – ten, kto wiedział wszystko, czyli on sam. Z małymi zmianami dotyczącymi głównie nasilenia napięcia i represji, podążam drogą wytyczoną przez mojego mistrza.

Egzamin z logiki jest łatwy, ale przygotowanie do niego wymaga pracy. Jak pokazuje praktyka lat ubiegłych, wychodzący spod mojej ręki studenci nie mają większych problemów z jego zdaniem i to na dobre noty. Dzieje się tak, ponieważ odpytywaniu i sprawdzaniu wiadomości poświęcam zawsze pierwsze 20-40 min. zajęć. Resztę zaś rozwiązywaniu zdań przy tablicy. I wierzcie mi, nie ja je rozwiązuję.

Zapyta ktoś, po co to robię? Odpowiedź jest prosta – mam w tym interes. Wbrew temu, co sądzicie o złośliwości wykładowców, studenci, którzy niewiele umieją, są dla nas prawdziwym przekleństwem. Wracają. Na poprawki, warunki, oglądanie prac, reklamacje, skargi. Ponieważ spada na mnie coroczny obowiązek poprawiania egzaminów, leniwi, niewyuczeni studenci zajmują mój cenny czas. Czas, w który mógłbym naprawiać świat.

Ci wyuczeni, sumiennie pracujący stwarzają zaś nadzieję, że zmienią go za mnie.

19 thoughts on “Do moich studentów (logiki)

  1. “Z poczucia obowiązku staram się uczulić moich studentów na pewne problemy i przedstawić rzeczy takimi, jakie one są, a nie, jakimi nauczyli widzieć je ich rodzice, telewizja, czy (coraz rzadziej) dość przypadkowo dobrane lektury.” – z całym szacunkiem, ale Pan nie do końca przedstawia rzeczy takimi, jakimi są, tylko swoje własne na to poglądy, będąc kolejnym “nauczycielem widzenia”, po rodzicach, telewizji i dość przypadkowych lekturach. Z góry zakłada Pan, że osoby, którym nie odpowiadają Pańskie zajęcia, są tłukami zamkniętymi w sztywnych murach programu studiów, którzy myślą schematycznie, bez polotu, bez fantazji, mają z góry wyznaczone granice umysłowe, których dla własnego bezpieczeństwa i wygody nie przekraczają.
    A może po prostu Pańskie poglądy kogoś irytują i drażnią, wiec z tego choćby powodu nie podobają mu się ćwiczenia? Oczywiście, miło jest przejść się na zajęcia, gdzie można stoczyć słowny pojedynek, ostro podyskutować (rzecz jasna kulturalnie i na poziomie) na temat poglądów, ale kiedy człowiek zapali się do czegoś takiego – umyka główny cel ćwiczeń, czyli nauka logiki. Już pomijając, że ciężko uczy się przedmiotu wymagającego dużego skupienia w momencie, gdy nauczyciel prezentuje poglądy całkiem odmienne od własnych, powodujące wrzenie krwi w żyłach. Nie każdy też ma ochotę wygłaszać i bronić swych poglądów, gdy w perspektywie ma egzamin, do którego chciałby się dobrze przygotować.
    Jest Pan świetnym nauczycielem i tego panu gratuluję, jednak miło by było gdyby nie szufladkował Pan swych studentów z taką łatwością..
    Pozdrawiam serdecznie

    1. Masz całkowitą rację – nie należy szufladkować. Ale z drugiej strony blog rządzi się swoimi prawami… trzeba trochę podrażnić, trochę przejaskrawić… musi być odrobina kontrowersji… Dziękuję też za miłe słowa, tak w ogóle.

  2. niestety nie można być jednocześnie naukowcem i aktywistą – jedno z drugim wzajemnie się wyklucza. będąc aktywistą politycznym traci się obiektywne, świeże spojrzenie na świat, a więc przestaje się być naukowcem. natomiast warto rozmawiać, dyskutować, sprzeczać się – to wszystko rozwija umysł młodego człowieka. pozdrawiam serdecznie!

    1. Dyskusja jest najważniejsza. To prawda. I nieco dyscypliny. Także tej intelektualnej.

      Co do godzenia roli naukowca i aktywisty – nie w każdym przypadku role te się wzajemnie wykluczają.

      Przykładowo, jeśli interesują mnie zagadnienia polityki i etyki, warto przyjrzeć się, jak sprawy mają się w praktyce. Bolączką polskich teoretyków zajmujących się społeczeństwem jest bowiem częste od niego oderwanie. Jaki sens miałoby pisanie o polityce narkotykowej, gdybym nigdy nie poznał z autopsji uwarunkowań rynku narkotyków oraz problemów, z jakimi spotykają się ich konsumenci?

      Takich sytuacji, gdy zaangażowanie w życie kraju i społeczeństwa naukowcowi pomaga, jest więcej. Gdyby nie problem BDI, nigdy nie zająłbym się tak dokładnie kwestią nieumiejętności stosowania prawa ochrony środowiska przez instytucje publiczne. I problemami z tym związanymi.

  3. Panie Klinowski

    Ma Pan prawo do swojego zdania i krytyki, a ja mam prawo się z Panem nie zgadzać i z tego prawa właśnie korzystam.

    Jest Pan bardzo inteligentny, ale nie jest Pan wszechwiedzącą wyrocznią mądrości i latarnią intelektu świecącą w mrokach studenckiej głupoty.

    Po pierwsze, nie uważam, aby krytyka katedry prof. Stelmacha była uzasadniona. Mówiąc o wykładach uznanego naukowca i prawnika używa Pan słów “festiwal kiepskich dowcipów”, podważają autorytet prof. Stelmacha, a także jego kompetencje. Nie uważam także, aby Pański nowy przedmiot był w jakimkolwiek stopniu mniej nabijaczem punktów niż przedmioty z katedry Filozofii Prawa, które swoją drogą za nabijacze punktów nie uznaję.

    Myśli Pan, że Pańskie polityczne ględzenie o homoseksualistach, narkotykach etc. jest bardziej naukowe od filozofii prawa? I od kiedy pseudopolityczna indoktrynacja jest poszerzaniem horyzontów naukowych? Chyba nie wie Pan o czym Pan mówi. I radziłbym nieco pokory, bo w przeciwieństwie do prof. Stelmacha na razie nic Pan nie osiągnął. Kolejna kwestią jest egzaminowanie.

    Wyśmiewa Pan postępowanie, które umożliwia studentom układanie pytań egzaminacyjnych. Ale oczywiście nie pomyślał Pan, że dla niektórych prof. egzamin to formalność, która na prawdę nie sprawdza wiedzy studenta. Nie pomyślał Pan, że taka forma egzaminu jest dogodna z uwagi na chęć nauczenia studentów czegoś, wpojenia im wiedzy, a nie bezsensownego stresowania ich. W tym wypadku przeczy Pan sam sobie, gdyż takie postawienie sprawy przez Pana powoduje właśnie chęć zaliczenia danego przedmiotu, zdania byle na 3 i zapomnienia całej wykładanej materii. Przechodząc dalej-jeśli na prawdę uważa Pan, że zdawanie matematyki na maturze jest oznaką inteligencji, albo co gorsza jest niezbędne w pracy prawnika to myli się Pan i zarazem uwłacza intelektualistom, będącym humanistami.

    Zdolność matematycznego myślenia sprzyja logice, dobremu jej rozumieniu, ale niekoniecznie brak takiego myślenia jest oznaką intelektualnego upadku i nie determinuje bycia dobrym lub złym prawnikiem.

    Na koniec pragnę zaapelować do Pana-jeżeli na WPiA jest tak źle, traci Pan radość z nauczania logiki, to nikt tu Pana nie trzyma i nikt po Panu nie będzie płakał. Droga wolna, dr Klinowski…

  4. Jedyne co chciałbym dodać do komentarza powyżej to uwagę, że student prawa poza procentami i ułamkami nie będzie używał matematyki w pracy. Nie dostanie do rozwiązywania zadań z funkcji, geometrii, całek czy trygonometrii. Klient także nie przyjdzie do niego i nie powie :mam problem, tu są odpowiedzi a,b,c,d proszę wybrać jedną. Życie to kazusy 😉 Nie liczę, że Pan zgodzi się z moim punktem widzenia. A co do poprzedniego mojego komentarza, może faktycznie warto go usunąć? Tak, chyba prosiłbym o to. Pozdrawiam Panie dr.

  5. Jak wiesz, nie jestem fanem tego postu. Ale okazuje się, że można się dzięki niemu czegoś ciekawego dowiedzieć. 🙂 Odpowiedzi pana MM bym nie kasował. Praca prawnika – to przede wszystkim odpowiedzialność za słowo.
    pozdro, Mat

  6. Chodziłem na Twoje zajęcia dwa lata temu. Logiki się na nich nie nauczyłem, bynajmniej nie w wyniku zaniedbań prowadzącego, ale dlatego, że nie pewnych rzeczy nie potrafię się “dać nauczyć” i muszę się z nimi męczyć sam. Egzamin jednak przy drobnym własnym wysiłku własnym można zdać w pierwszym terminie.

    Jeśli jednak chodzi do zarzucaną Ci indoktrynację to niestety zarzut ten jest prawdziwy. Przekonałem się o tym w zeszłym roku kiedy zdawałem etykę i bioetykę u dra Załuskiego. Jak wiadomo na tym przedmiocie poruszane są wyłącznie drażliwe zagadnienia jak kwestia aborcji, eutanazji, homoseksualizmu, równouprawnienia kobiet itd. Różnica pomiędzy Tobą a Załuskim jest taka, że Załuski na wykładzie zawsze ukazuje dwie strony medalu, argumenty za i przeciw, nie prezentując przy tym własnych poglądów (robi to w przerwie dyskutując z zainteresowanymi przy papierosie). Dzięki temu istnieje wyraźna granica – na sali jest nauczycielem akademickim, a za jej progiem prywatną osobą. Ty takiego rozgraniczenia nie uznajesz, dlatego zarzucają Ci indoktrynację.

    Poza tym kreujesz się na strasznego cierpiętnika, którym nie jesteś. Podejrzewam, że po prostu nie umiesz cieszyć się życiem, mając zawężoną “przestrzeń życiową” do uniwersytetu i swoich “badań” (piszę w cudzysłowie, bo uważam, że badania może prowadzić chemik, czy fizyk, w żadnym wypadku prawnik, albo filozof). Woody Allen podzielił ludzi tragicznych i żałosnych. Ty próbując udowodnić jak bardzo jesteś tragiczny stajesz się żałosny.

    1. Masz rację – nie widzę nic poza moimi “badaniami”. Dlatego nie mam przyjaciół i pozostaje mi tylko indoktrynować studentów. Przekonuje o tym zwłaszcza lektura tego bloga – kiedy mowa tutaj już o jakichś “wydarzeniach” z moim udziałem, dotyczą one wyłącznie tego, co dzieje się na korytarzach Pałacu Larischa.

      Szkoda, że nie chodziłeś na moje zajęcia z bioetyki. Tam miałbyś szansę zapoznać się z argumentami każdej ze stron dowolnego ze sporów, które cię interesują. Moje prace akademickie na ten temat również polegają na prezentowaniu szerokiego spektrum opinii. I, jak się domyślam, krytyce tych, które Tobie są bliskie.

      Siłą rzeczy, gdy pokazuję logiczną niepoprawność jakiegoś wnioskowania, nie mogę go jednocześnie bronić. Gdy rzucam jakąś krótką dygresję na temat poruszony w rozważanym na zajęciach przykładzie, sygnalizuję problem, a nie kompleksowo go przedstawiam.

      Twoje uwagi krytyczne przyjmuję do wiadomości. Dzięki. Postaram się wziąć je do serca.

  7. Szczerze napiszę, że nie czułem się na Twoich zajęciach indoktrynowany. Co prawda sam mam poglądy dość prawicowe, jednak nawet jeśli prezentowałeś poglądy sprzeczne z moimi, to zawsze można było znaleźć odpowiednie argumenty dla drugiej strony.Nie chciałem się z Tobą sprzeczać, gdyż w mojej opinii zajęcia te miały mi posłużyć poszerzeniu wiedzy z logiki nie, zaś etyki. Przyznam także , iż Twoje zajęcia stały na wysokim dydaktycznie poziomie, zaś dygresje były niejako miłą odskocznią od prozy sylogizmów.
    Moim zdaniem jeśli ktoś czuje się indoktrynowany przez Ciebie to jego problem- albo nie ma argumentów na obronę swojego stanowiska, albo jest nadwrażliwy. Nie wyznaje bowiem iż ja mam monopol na prawdę albo takowy ktokolwiek posiada, każdy głos w dyskusji się liczy.
    Jednak troszkę przesadziłeś z tą krytyką poziomu studentów, co ma matura z matematyki do etyki? Sam jej nie zdawałem, nie czuje się z tego powodu pokrzywdzony, tym bardziej że matematyka nigdy nie była dla mnie czymś wymagającym. Nie zaprzeczę,że poziom nauki w Polsce podupadł, ale Ty chyba nie miałeś styczności ze studentami innych kierunków ( np. stosunki międzynarodowe na UJ które są moim drugim kierunkiem), zapewniam nie jest tak źle, a ten trend może być odwracalny, głowa do góry,
    pozdrawiam,
    Maciej student obecnego 3-go roku

  8. Jako, że zajęcia(pierwsze:D ) skończyły się dopiero 2 godziny temu, ciężko oceniać Pana osobę, ale zaintrygował mnie Pan(a rzaczej-zaintrygowałeś) do tego stopnia, że zrobiłem małą lustrację w internecie. Muszę przyznać, że fajnie trafiłem.
    Sam mam poglądy bliskie KP.

    Będzie to dla mnie niesłychanie inspirujące intelektualnie, jeśli pomiędzy “rozkminianiem” logiki, zagłębisz się w nieco trudniejszych tematach(aborcje etc.) Studiowanie dla mnie to właśnie przede wszystkim możliwość obcowania z ludźmi oczytanymi, rozwiniętymi intelektualnie, jakoś tam ukształtowanym światopoglądem. To rozwija o wiele bardziej niż tony przeczytanych książek.

    1. Sam nie jestem do końca pewien, czy rzeczywiście mam wiele wspólnego z linią KP. A co do rozwoju… radzę jednak czytać książki!

  9. Ja porzuciłem Pana ćwiczenia po trzecich, bądź czwartych odwiedzinach. Nie moglem znieść, z całym szacunkiem, że człowiek zaledwie kilka lat starszy (prawo nie jest moim pierwszym kierunkiem) ode mnie powiedział: “poza nauką logiki będę was trochę wychowywał”.

    1. czemu czekałeś tak długo? to przecież mówiłem na pierwszych. co złego w wychowywaniu? czy nie powinna być to jedna z funkcji uczelni, która kształci przyszłych prawników?

      wiek wychowacy i ucznia też chyba nie jest najważniejszy…

  10. Osobiście uważam, że leniwym, niedouczonym studentom należy jednak dziękować. Za co? Za zabieranie Twojego jakże cennego czasu. Gdyby świat mieli naprawiać tylko tacy ludzie jak Ty, to z całym szacunkiem wolałabym nie żyć. Może zamiast naprawiania świata, lepiej zacząć od naprawiania i zmieniania samego siebie? Świat nie wymaga żadnej naprawy,gdyż jest idealny pod każdym względem, naprawy wymagają tylko ludzie, którzy na nim żyją. Żeby coś zmienić, trzeba zacząć od siebie.
    Pozdrawiam.

  11. JEstem świeżo upieczonym studentem który miał problemy ze ścisłymi przedmiotami. Pomimo ,że bedę musiał włozyć wysiłek to zapisze się do pana. Zaintrgowała mnie pana osoba a wszystkie opinie za i przeciw jeszcze bardziej mnie zachęciły. Ja chcę zdać logikę i wiem ,że bedę musiał pracoować. Mam nadzieje,że się uda. Co do idoktrynacji. Ja mieszkam w miejscowści gdzie kościół za becen dostał grunty. Mieszkam w takim miejscu gdzie księża mówią jak głosować. Chodziłem do szkoły gdzie zmuszano do modlitwy za papieża w ramach lekcji(nie patrząc,że ktoś pisze w danymm momencie klasówkę-kazano wstać przez radio i się modlić) i pomimo to mam swój pogląd. Nie dałem się stłamisić. Mało tego sam kiedyś byłem katol Polak a się zmieniłem pomimo braku sprzyjących okoliczności. Więc czy ktoś da się idoktrynować to zależy od was -nie od wykładowcy. Uczelnia powinna wychowywać zwłaszcza ta najstarsza. Ważne by wychowanie nie przysłoniło procesu dydaktycznego a myślę ,że tak nie jest.
    Życzę powodzenia i zaintrygowała mnie pana osoba. Mam nadzieję ,że dzięki swojej pracy i panu dam radę zdać logikę wieć do zobaczenia.

  12. Na prawdę szczerze żałuję, że nie mogę brać udziału w Twoich zajęciach. Może w przyszłości to się zmieni 🙂

  13. Nie wiem, czy Pan to w ogóle przeczyta.. Dla mnie ćwiczenia z logiki były najlepszymi zajęciami w ubiegłym roku, potwierdzając tym samym, że większość negatywnych komentarzy na temat Pana zajęć pochodzi od osób, które nigdy na nich nie były. W sumie jestem im wdzięczna- kameralne grono na Pana zajęciach pozwalało na zaangażowanie w dyskusje i rozwiązywanie zadań, pytanie na każdych ćwiczeniach było strzałem w dziesiątkę- nauczył mnie Pan chodzić, a potem biegać.
    PS fajne te starsze blogowe wpisy
    powodzenia na Referendum

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *