Indignados / pizza z mariscos

 Wybory w Hiszpanii, kolebce Oburzonych, zwanych tutaj Indignados. W lokalach tłumy, frekwencja znów sięga 70%. Polityka i walki byków zawsze wywołują tu emocje. W końcu Hiszpanie w jednym i drugim przypadku chętnie rozlewali krew. Wyniki głosowania właściwie przesądzone, czekamy na ich ogłoszenie w niewielkim gronie latynoskich imigrantów. Latynosi bowiem, w przeciwieństwie do znacznie zamożniejszych kolegów urodzonych na Półwyspie, języki znają. A teraz jeszcze zdradzają oznaki rezygnacji. Jest z nami znany poeta, dodaje otuchy deklamując krótkie sentencje.

Obejmująca stery rządów prawicowa partia PePe, uchodząca w kręgach lewicy za faszystowską, w kampanii wolała o swoim programie milczeć, by nie przestraszyć wyborców. Zapowiadają się ciekawe czasy, bo właśnie zdobyła ona absolutną większość w parlamencie. Poeci będą mieli o czym pisać, nie spoczną również blogerzy.

Tymczasem stali bywalcy stylizowanego na nowojorski bar lokalu, do których i ja po 2 tygodniach stażu się zaliczam, zatapiają gorycz porażki w szklankach taniego tutaj whisky. W barze króluje rock’n’roll i takież pojawiają się persony. Ktoś leży, ktoś tańczy, przypala. Są skóry, buty do szpica, outdoorowe gatunki porro i inne kolumbijskie smaki. Ta sama mieszanka używek co wszędzie, ten sam zestaw rockowych klasyków. Choć zawsze zastanawia mnie ciągła popularność w tych okolicach Nirvany czy The Cure. Pod tym względem po 5 latach nic się nie zmieniło. No i pizza z mariscos zadziwia. Gdzie tapas?

Dziwi też nieobecność ruchu Indignados. Jeden namiot w geście okupacji uniwersytetu, niedzielny piknik na jednym z miejskich placów – to zdecydowanie za mało. Oburzeni postawili na bojkot, a to moim zdaniem strategia chybiona. System polityczny nie potrzebuje bojkotujących, potrzebuje głosów. Bojkotujący wybory niczego nie są więc w stanie osiągnąć.

W Polsce za to ciągną się dyskusje na temat naszych naszych Oburzonych. Dominuje pytanie – gdzie oni są? Demonstrację solidarności z ruchem 99% i okupacją Wall Street organizowały w Warszawie dzieci. W ten sposób ruch medialnie skompromitował się, zanim powstał. W oczach polityków ośmieszył.

Nie mogło być inaczej. Ci bowiem ludzie, którzy mając 20-35 lat mają też prawo czuć się przegranymi, albo wyjechali, albo zmagają się z magmą codzienności: żmudnie, ciężko, w pocie czoła. Nie pójdą więc okupować nawet Krakowskiego Przedmieścia, zwłaszcza, że większość na przedmieściach cywilizacji właśnie mieszka.

Przykłady? Proszę bardzo. W wyniku reform rządu Donalda Tuska, palacza marihuany, moje zarobki spadły do poziomu czasów studenckich. W małych miasteczkach rządzą samorządowe mafie, ale nikogo to nie obchodzi. Policja butuje ludzi na ulicach, politycy obrzucają się błotem, ale mają immunitety. Za to krytykujący ich obywatele lądują w sądach. Tam odkrywają, że sędziowie, prokuratorzy i adwokaci to kolejna anty-obywatelska mafia. Itd.

Okazuje się, że nie jest to niestety kraj dla oburzonych. Zresztą, widziałem kiedyś, jak skończyło się rozbijanie namiotu pod Sejmem – policyjną szarżą na pojedynczego demonstranta. O miasteczku i okupacji czegokolwiek można więc zapomnieć. Spałują nas wiejskie, przestraszone chłopaki. Premier przecież właśnie zapowiedział, że podniesie im pensję i kilka złotych. Pewnie, żeby lepiej pałowali.

Człowiekowi myślącemu i niestety wykształconemu pozostaje jedynie wziąć się za dragi. To przecież forma autoleczenia. Ale i to bez rozgłosu, spokojnie, w kącie, bez prowokacji… Inaczej więzienie….

Koleżanka podpowiada na czacie, że rząd Tuska może poszczycić się i innym wskaźnikiem. Na skutek neoliberalnych w duchu reform edukacji, mieszkalnictwa, rynku pracy, zmierzamy powoli w kierunku republik bananowych. Dla wielu dziewcząt studia wiążą się więc z koniecznością sprzedaży towaru, na który w katolickim społeczeństwie popyt jest zawsze. Odsetek prostytucji wśród studentów płci żeńskiej jest duży, ale o tym się nie mówi. Ważniejsze są dopalacze, kto zaprosił antifę, kolejny bełkot Jarka, dlaczego Gowin…

No właśnie. Gowin. Krzysztof Kwiatkowski jest jednym z polityków, którego szanuję, choć to głównie funkcjonariusz partyjny. Miałem okazję wygarnąć mu parę spraw prosto w twarz, zresztą na jego zaproszenie. Przyjął to ze zrozumieniem, mimo, że na spotkaniu dominowała policyjno-urzędnicza propaganda narkotykowego sukcesu. No i mimo tego, że jestem dla wielu daniem dość ciężko strawnym. Tym bardziej więc szkoda, że nie będzie już zarządzał ważnym dla kraju resortem. Był w tym profesjonalny.

Z Jarosławem Gowinem nigdy nie zamieniłem słowa. Raz jechaliśmy razem pociągiem, oczywiście w pierwszej klasie. Raz siedzieliśmy obok siebie na mistrzostwach Polski tajskiego boksu. Na środku sali gimnastycznej Gowin wciągał tajskie żarcie. Patrzyła na to kilkusetosobowa publiczność, głodna. Czasem z ringu bryzgała krew, czasem pot, a on jadł.

Mówi się, że Gowin ma za zadanie rozbić układ w wymiarze sprawiedliwości. Wątpię, aby cokolwiek o tym wiedział. Jak więc i co rozbije? Podobno syn Gowina popiera zmiany w polityce narkotykowej. Może chociaż w tym jest jakaś nadzieja.

W kraju, w którym wygrało PePe podobno nie ma już żadnej nadziei. Na szczęście są jeszcze plaże, góry i mariscos, na które stać nawet importowanych biedaków. Wracam zatem do baru, tam już czekają nowe opowieści i… rock’n’roll.

2 thoughts on “Indignados / pizza z mariscos

  1. “Człowiekowi myślącemu i niestety wykształconemu pozostaje jedynie wziąć się za dragi. To przecież forma autoleczenia. Ale i to bez rozgłosu, spokojnie, w kącie, bez prowokacji… Inaczej więzienie….”

    Rozumiem, że to ironia…
    Człowiekowi myślącemu i wykształconemu pozostaje wziąć sprawy w swoje ręce i działać!
    Nie wyklucza to używania substancji psychoaktywnych 🙂

  2. A propos policji, na blogu Newsweeka niejaki Andres napisał artykulik pochwalający pobicie przez funkcjonariusza mężczyzny. Ba! Wybrzydzał jeszcze, że za mało dostał. Korzystając z możliwości zgłoszenia tekstu do moderacji uczyniłem to. Na razie bez echa. Ciekawe czy tekst wychwalający katowanie policjanta spotkałby się z równą obojętnością wśród moderatorów. O samych stróżach prawa, którzy natrafiliby na taki blog, już nie wspomnę.
    http://blogi.newsweek.pl/Tekst/naluzie/595911,dokopal-za-malo-a-powinien-jeszcze-wpiec.html

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *