Demokracja znów zagrożona!

Dym nad Warszawą. Świętujemy odzyskanie niepodległości, choć do odzyskania rozumu najwyraźniej jeszcze daleko. Prawica histeryzuje, bo ktoś sprowokował dresiarzy, którzy pewnie przypadkiem towarzyszyli obchodom pod biało-czerwoną flagą. Kto bowiem kiedykolwiek widział dresa wymachującego narodowym symbolem? Prowokowały więc antyfaszystowskie bojówki przysłane z Niemiec by zniszczyć Polskę. Gdyby Niemcy przysłali faszystów tym razem…

Była i w tym wszystkim historia tajemnicza. Kto schronił się w lokalu na Nowym Świecie i dlaczego? Wyjaśniać to będą radni, oczami Prezesa widać w tym wszystkim rękę neo-bolszewii.

Wszystkie te wydarzenia okazują się jednak wyłącznie pretekstem, aby liberalny rząd kontynuować mógł politykę usuwania społeczeństwa obywatelskiego i zastępowania go władzą państwa. Prezydent ogłasza szybką zmianę prawa o zgromadzeniach, choć projekt od dawna jest już gotowy, czeka w szufladzie Prezydent Warszawy. Jest wreszcie doskonała okazja, żeby go sprzedać społeczeństwu. Dzieło sanacji kontynuuje się.

***

Kilka pośpiesznych uwag zatem na temat projektu.

1. Prezydent Komorowski zapowiada ekspresowe zmiany dokonane rękami najlepszych prawników. Tymczasem wszelkie reformy dotyczące ważnych instytucji społeczeństwa obywatelskiego, do których bez wątpienia zaliczyć należy prawo o zgromadzeniach, powinny być dokonywane z wielką ostrożnością. A do tego z pewnością nie przez prawników, nawet wybitnych.

Przygotowanie zmian poprzedzić powinien okrągły stół organizacji pozarządowych, z udziałem przedstawicieli organów porządkowych, prezydentów największych miast, sędziów NSA. Prawnicy powinni jedynie przygotować finalny kształt zapisów, a nie wymyślać ich treść. Dlaczego? Bo po raz kolejny dostaniemy rozwiązania wygodne dla organów państwowych i reprezentujących ich „prawników”, a nie rozwiązania służące społeczeństwu obywatelskiemu i demokracji.

W Polsce nie brakuje przykładów szlachetnych pomysłów, które w praktyce podważają demokrację, stanowiąc dla niej zagrożenie. Weźmy konstytucyjną ochronę godności ludzkiej, której rzekomo ochronie ma służyć par. 212 kk (przestępstwo pomówienia). Paragraf ten wykorzystują zwykle ludzie sprawujący władzę, na ogół funkcjonariusze publiczni, przeciwko swoim krytykom. Prawo karne pozwala skutecznie likwidować polityczną opozycję, uciszać krytykę. Ochoczo biorą w tym udział sądy.

Jest też tryb wyborczy – łamiący w praktyce wszelkie standardy państwa prawa, bo stosowany bez żadnych osobowych i rzeczowych ograniczeń, mimo, wydawałoby się, jasnych zapisów ustawowych. Dzięki przepisom ordynacji wyborczej więdnie debata polityczna, zwłaszcza lokalna. Zostają już tylko mordobicia telewizyjne, o znaczeniu wyłącznie rytualnym.

A teraz Prezydent, do niedawna w partii z nazwy obywatelskiej, przymierza się do faktycznej likwidacji swobody zgromadzeń. Jest to sprzeczne z duchem Ustawy Zasadniczej, której zobowiązał się strzec.

Sam organizowałem kilka demonstracji i uważam, że niebezpieczny jest pomysł zwiększania odpowiedzialności organizatorów za niezamierzone skutki zgromadzeń. Byłoby to przecież odejście od zasady kluczowej w demokracji, że odpowiedzialność za konkretne zdarzenia ponoszą konkretni ludzie. Może pójdźmy dalej i przyjmijmy, że to organizatorzy, którzy organom państwa z definicji są znani, powinni również odpowiadać za rany zadane policjantom, w miejsce trudnych do ustalenia sprawców?

Takie postawienie sprawy w praktyce szybko doprowadzi do zakwestionowania wolności zgromadzeń i demonstrowania poglądów. A już zwłaszcza nikt nie będzie stawał w obronie ludzi zdesperowanych, pełnych emocji, bojąc się ruiny majątkowej czy więzienia.

To może chociaż odpowiedzialność na zasadzie ryzyka i konieczność wykupienia OC? Świetny pomysł… na pozór. Jak miałyby bowiem być skalkulowane stawki? Polisa stanie się kolejną barierą dla korzystania z prawa do protestu, niezależnie od kształtu ostatecznych rozwiązań.

Niekiedy demonstracje prowadzą do zamieszek, zniszczeń, ran. Ale taka jest cena wolności słowa, wolności zgromadzeń, demokracji. Składamy się na tą cenę wszyscy i powinniśmy oczekiwać od odpowiednich organów zapobiegania takim zdarzeniom oraz rozliczenia sprawców, jeżeli już mają miejsce.

Likwidacja kłopotliwego dla organów ścigania czy burmistrzów miast prawa nie jest żadnym rozwiązaniem. Jest atakiem na demokrację. Większym niż kiedykolwiek przypuścić mogą połączone siły dresiarzy, niemieckiej antify i rozszalałej grupy ułanów-rekonstruktorów.

2. Zakaz organizowania w tym samym miejscu kontr-manifestacji wydaje się rozsądny. Ale już teraz osoby zakłócające legalne zgromadzenia mogą być ścigane. Policja korzysta z tego przepisu rzadko. W krakowską Paradę Równości lecą butelki i kamienie, czasem stołki z kawiarnianych ogródków. Ale że ciskają je studenci politologii UJ, stojący pod krzyżem z uroczym księdzem i nieodłącznym „pedałem do gazu” na ustach, organy ścigania wydają się mieć związane ręce.

3.Zakaz zasłaniania twarzy powinien dotyczyć każdego miejsca publicznego (z wyłączeniem pochodów przebierańców itp., o co mogliby się starać w pozwoleniu organizatorzy). Nie widzę powodów, dla których na polskich ulicach mielibyśmy tolerować osoby noszące noże, pałki czy zasłaniające twarze. To powinno być wykroczenie, ścigane z pełną determinacją.

4. Zachowanie się funkcjonariuszy Policji. I o tym należy coś powiedzieć. Jeżeli grupy ludzi dążą do konfrontacji, bardzo trudno jest wybuchowi agresji i szkodom zapobiec. Z drugiej strony, polska Policja często działa nieprofesjonalnie. Zamiast kontrolować agresję, daje się jej ponosić. Dochodzi do przypadków pobić, których nie sposób usprawiedliwić. Sam bywałem świadkiem bezsensownej, niesprowokowanej agresji policjantów, pod moim adresem kierowali oni groźby.

Sposób działania naszych organów ścigania pokazuje, że mamy w kraju problem. Jakość demokracji skorelowana jest z jakością służb mundurowych, sposobem ich postępowania. W tej kwestii wiele jest do zrobienia.

Warto przeczytać relację z zatrzymania aktywistki Federacji Anarchistycznej, która doskonale ilustruje sytuację, w której i ja miałem kiedyś wątpliwy przywilej się znaleźć. Ta sama komenda, te same metody, podobne wrażenia. W jakim kraju, KURWA, żyjemy? Panie Prezydencie?

 

10 thoughts on “Demokracja znów zagrożona!

    1. @Dziadunio

      Sam wystąpiłbym w takiej mace i nie dymił. I nawet do tego namawiał. Potem zapłaciłbym grzywnę. To nie wyklucza się z moim argumentem.

      @Cichociemny

      Ciekawe uwagi. Mam jednak odmienne zdanie w wielu kwestiach, być może wynikające z przykrych doświadczeń w kontaktach z wymiarem sprawiedliwości naszego kraju oraz organami ścigania.

      Przechodząc do szczegółów, powiedzmy, że organizator nie zaprosiłby ANTIFY. Czy wówczas ANTIFA by się nie pojawiła?

      Konfrontacja siłowa ANTIFY bierze się stąd, że organizacja ta powołana jest do ochrony demonstracji. Zapraszam na Paradę Równości w Krakowie. Byłeś kiedyś? Żałowałem, że nie ochraniała jej ANTIFA, zwłaszcza z Berlina. Relacja jest na moim blogu.

      1. Mam nadzieje ze akurat ty nie dymiłbys nawet w kominiarce na twarzy:):)

        Ejze. W każdej innej sprawie byłbyś pierwszym który grzmiałby i powoływał sie na wszystkie prawne, moralne i cywilizacyjne swiętości żeby zaprotestowac przeciwko ponoszeniu jakichkolwiek kosztów, czy nakładaniu jakichkolwiek nowych restrykcji czy ograniczeń na niewinnych demonstrujących.

        Po prostu brniesz w obronę wlasnego postulatu.

        A przecież nie od rzeczy, ba, znacznie mocniejszy, jest inny – gros pikietujących najzwyczajniej w świecie nie stac na zapłacenie grzywny.

        Zresztą – przeciez nie przyjdzie im ona do domu z automatu – to nie fotoradar – musieliby byc uprzednio zatrzymani, wylegitymowani, poddani procedurom, itd – co skutecznie przeszkodziłoby im w uczestnictwie w demonstracji.

  1. Wpis ciekawy, ale niestety jednostronny. Wybacz ale szczęśliwie jest Internet i o tym, że jedna i druga strona święta nie była – można się przekonać w setkach filmów. Podobnie muszę się zdystansować od relacji działaczki anarchistycznej, do której odsyłasz – wystarczy wejść na youtube, żeby zobaczyć, jakie niewiniątka barykadowały się na Nowym Świecie… (bo była ich zaledwie setka i bali się policji, chociaż wcześniej fizycznie bronili się przed atakiem pięciu (!) łysych agresorów; oczywiście nieścisłości i pewien brak życiowej logiki, w które tekst obfituje można wytłumaczyć zdenerwowaniem autorki). Ale nie o odpowiedzialności chciałem pisać – co do zasady jednak wierzę w polskie sądy i jeśli owa koleżanka piszę prawdę i tylko prawdę to mając 99 kolegów i koleżanek za świadków – może liczyć, że znajdzie sprawiedliwość w sądzie.

    Ale ad rem. Piszesz, że organizatorzy nie powinni ponosić większej odpowiedzialności za to co się dzieje podczas zorganizowanego przez nich wydarzenia. ABSOLUTNIE się nie zgadzam. Każdy kto kopał – musi odpowiedzieć indywidualnie. Ale jeśli organizator zaprosił do udziału organizację (?), która na swoich stronach otwarcie pisze, że jej działania polegają w znacznym stopniu na konfrontacji fizycznej (antifa) – to uważasz, że jest bez winy? Jak dowódca w wojsku wydaje rozkaz strzału, to odpowiedzialny jest tylko strzelający? Albo bardziej adekwatny przykład – jeśli dowódca zarządza przemarsz wojsk przez miasto, nie ponosi odpowiedzialności za zniszczenia, których dopuszczają się żołnierze? Łatwo się domyślić, że takowe wystąpią. To, że nazywam organizacje pokojową – to stosuję po prostu PR. Liczą się działania a nie słowa, bo nikt nie potępiał marszu i kolorowej niepodległej z komentatorów za głoszone hasła, ale za brak wyobraźni przy ich organizacji i dążenie do konfrontacji. Ci od kolorowej niepodległej w ogóle moim zdaniem powinni w środowisku być najmocniej krytykowani – bo przecież teraz ani manifa, ani marsz równości nie mają szans na spokojny, pokojowy przebieg. W moich oczach jawią obecnie jako hipokryci, którzy niosąc na sztandarze postulaty pokojowe – chcą konfrontacji, nie odcinają się przy tym swoimi działaniami (najwyżej słowami) od konfrontacji fizycznej.

    I jeszcze jedno – w żadnym razie nie chciałbym, żeby organizacje pozarządowe nastawione na konfrontacje decydowały o kształcie prawa o zgromadzeniach! To tak, jakby pozwolić, żeby policjanci z prewencji sami decydowali o tym, kiedy mogą użyć broni. Sorry, wolę prawników i konsultacje społeczne w formie, jakiej przewidują stosowne dokumenty rządowe.

    Tekst o tym, jakie są koszty wolności słowa – bardzo mnie wystraszyły, bo powiedziałbym, że jest dokładnie na odwrót. Wolność słowa i swobody demokratyczne pozwalają w sposób cywilizowany (przymiotnik, który nie pasuje mi do organizatorów obu manifestacji), bez konfrontacji fizycznej – szukać kompromisów i akceptowalnych przez możliwie wielu rozwiązań. Pozwalają też mniejszościom na otwarte zwracanie uwagi na swoje problemy – które niekoniecznie muszą od razu znaleźć poklask w opinii większości społeczeństwa.

    pozdrawiam,
    sympatyk centrum

  2. “Zakaz zasłaniania twarzy powinien dotyczyć każdego miejsca publicznego (z wyłączeniem pochodów przebierańców itp., o co mogliby się starać w pozwoleniu organizatorzy).”

    Zastrzeżenia w nawiasie pierwotnie nie było.

    Rozczarowujesz, Mat. Czy koniecznie musisz sie okazywac jednym z tych twardogłowych, którzy są organicznie niezdolni do zaakceptowania krytyki? Do przyznania ze popełnili błąd?

    Ok, wyobraźmy sobie sytuacje ze wprowadzamy zakaz maskowania w twojej wersji. Organizator wymyslił sobie manife w maskach polityków, dostaje pozwolenie – po czym grupa łysoli w takich własnie, “legalnych” maskach znów sieje spustoszenie w mieście. Główny postulat – mozliwosc łatwej identyifkacji uczestników zamieszek tak czy owak nie zostaje spełniony – pomysł do kosza.

    Lub inna scenka – w grupie manifestantów tylko część, jakas subgrupa happenerów, bez wiedzy organizatora, zakłada maski Guya Foksa. Zachowują sie wzorcowo – ale Policja, zgodnie z litera prawa(przez ciebie postulowanego) wyłapuje “przestepców” czy tam sprawców czynu zabronionego. Naprawde myslisz ze pozostali nie bedą wrzeszczec ze to policyjna prowokacja? Ze nie dojdzie do tumultu?

    Zakaz zakrywania twarzy jest kuszący, oczywiście ze tak – ale jest tez uderzeniem w samo serce swobód obywatelskich – a więc konstytucyjnie i moralnie nie do zaakceptowania.

    1. @ Dziadunio,

      Widzę, że na starość pojawiają się już jakieś deficyty uwagi. Zastrzeżenie w nawiasie jest od początku. Przyjmuję twoje argumenty, ale nadal opowiadam się za wykroczeniem zasłaniania twarzy. Nie widzę też w jaki sposób jest on niekonstytucyjnie czy moralnie nie do zaakceptowania.

      1. Byc moze rzeczywiscie przegapiłem – przepraszam.

        Dam ja ci starość – chcesz sie zmierzyć na setke?:):):)

        Co do konstytucyjności – wypowiedział sie o nie Trybunał w 2004r

        Moralne watpliwosci wzbudził pomysł w rzeczywistosci wprowadzenia cezusu majatkowego dla uczestników manifestacji – wykluczenia z nich wszystkich których nie stac na kilkuset-złotowa grzywne.

        Na koniec – wiem, rozumiem ale i tak bede popierał? Co to za licho?:):):)

  3. Wczoraj świat mnie poganiał, nie zdążyłem więc przedstawić własnego postulatu, który skutecznie i raz na zawsze rozwiąże problem zadym podczas demonstracji.

    Otóż “nie widzę powodu” zeby pozwalac na udział w zgromadzeniach publicznych i manifestacjach łysych “karków”i postuluje ściganie z “pełną determinacją” każdego pozbawionego owłosienia mięśniaka który sie w miejscu bądź najblizszych okolicach przemarszu, manifestacji bądź zgromadzenia, pojawi:D:D:D:D

    Skuteczne? Ba, jeszcze jak – widział ktoś kiedys zeby zadyme sprowokowali wymoczkowaci okularnicy, czy kolorowe dziewuszki z dredami?:D:D:D:D

  4. Hej!
    Adres Twojego bloga dał mi mój syn.
    Ja byłem naoczny świadkiem bo byłem na Marszu Niepodległości w Warszawie. Zapraszam do zobaczenia tego na moim blogu. Wg mnie w 95% była to prowokacja, żeby zohydzić Święto Niepodległości. Może sie linkami do swoich blogów wymienimy?
    Pozdrawiam Vojtek

  5. I jeszcze jeden argument, jeśli nie przekona ciebie – to może chociaż twoich czytelników.

    Prawo do manifestowania w sposób anonimowy, własnie z maską na twarzy, wiąże sie nierozerwalnie z faktem ze ludzie mają prawo sie bać. To powinno być oczywiste zwłaszcza dla mieszkanca kraju który całkiem niedawno był rządzony totalitarnie.

    Ludzie mają prawo(a czasem nawet podstawy) bać sie władzy, jezeli właśnie przeciwko niej manifestują, mają prawo bać sie ostracyzmu społecznego, jesli dopominają sie o coś niepopularnego lub reprezentują jakąś pogardzaną mniejszość, mają prawo bać się pracodawcy, jezeli wystepują własnie przeciwko niemu, itd.

    Tworzenie prawa bez uwzględnienia wszystkich jego negatywnych konsekwencji, wyłącznie dla własnej wygody i z własnej perspektywy wyglądającego na korzystne jest głębokim nieporozumieniem.

    I nie drążyłbym tego tematu tutaj, gdyby nie fakt ze właściciel tego podwórka bywa organizatorem czy współorganizatorem rożnych manifestacji i jako taki całkiem możliwe ze będzie konsultował pomysły polityków w tym zakresie.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *