Z OFE muszę odejść

Smoleńsk wyparty wreszcie przez Egipt. Upada Mubarak, jak wcześniej upadł Małysz. Upadku Reprezentacji nikt już nie śledzi. Nawet piłkarze nie chcą zaglądać na mecze. Niedługo zagramy samym bramkarzem. Obecnie jednak cieniem na wszystkim kładzie się ręka Kubicy – najważniejszy przecież problem Polaków. W tym cieniu stygnie powoli jedyna chyba w ostatniej dekadzie debata publiczna – spór o OFE. Debata wreszcie z udziałem specjalistów, z wykluczeniem sejmowych omnibusów. Dla nich arytmetyka stanowi barierę trudną do sforsowania.

Pisałem wcześniej, że święte oburzenie w reakcji na pomysły rządu w kwestii OFE uważam za groteskowe. Wsadzanie do więzień młodych ludzi za przysłowiowego jointa nie gorszy nikogo, choć ma miejsce każdego dnia. Zaś abstrakcyjna żonglerka kwotami porywa lud na barykady. Śmieszne to i dziwne zarazem.

Hasłem ruchu oporu stało się stwierdzenie, że rząd podnosi rękę na nasze pieniądze. Na jego czele, co zaskakujące, sam Leszek Balcerowicz. Dwukrotnie w rządzie. Czołowy polski eksperymentator ekonomiczny, Chicago Boy znad Wisły. Jakoś nie mam zaufania do Profesora, zwłaszcza, gdy ostrzega, że ktoś zamierza społeczeństwo rujnować. W wielu miejscach Polski to on właśnie z ruiną się kojarzy.

W sferze ideologii reforma emerytalna jest sukcesem, w sferze faktów klapą. Balcerowicz znów patrzy jedynie w jedną stronę. Tymczasem oszczędności z II filara niebezpiecznie zadłużają kraj. Czy więc w ogóle są oszczędnościami? Kto zawinił? Nadmierne wydatki rządowe. Dopóki jednak Profesor Balcerowicz nie zainstaluje na Marszałkowskiej licznika czasu zdolnego biec w tył, obecny rząd ma spętane ręce. W rządach poprzednich były zaś ręce samego Profesora.

Przyglądam się tezie o skoku na kasę. Nie jestem ekonomistą, ale czyż nie jest to zwykła demagogia? Na czym bowiem polega ten skok? Czy rząd zabiera nam pieniądze zgromadzone w OFE? Nie – zmniejsza jedynie przyszłe nasze składki. Czy wpłynie to niekorzystnie na rentowność OFE? Czy zwiększy ryzyko ich niewypłacalności? Czy obniży emerytury w ich części kapitałowej za lat x? Spontaniczny ruch oporu zdaje się twierdzić, że priorytetem jest utrzymanie wielkości strumienia pieniędzy płynącego do II filaru. Podczas, gdy dla nas – klientów OFE ważniejsze wydają się raczej czynniki inne: rentowność funduszy, ryzyko związane z kapitałową częścią emerytury, czy finalnie jej ostateczna wysokość. W ogólnej wrzawie wszystko to jakoś znika z horyzontu.

Rząd kradnie nasze pieniądze! Wyłączamy więc rozum. Tymczasem na pieniądzach łapę trzyma od dawna ktoś inny…

Piątek wieczorem. Dzwoni zastrzeżony numer. Niespodzianka – to dzwoni II filar, firma ING. Mój jeszcze przez chwilę fundusz, z którego odchodzę. A raczej próbuję, bo ING nie daje za wygraną, nie chce rozstania. Świadczy o tym i ten desperacki krok.

„Chce Pan od nas odejść” – mówi Pan OFE – „można wiedzieć, skąd ta decyzja?”. Nie podejrzewa, na co się porywa, wpadając wprost w środek moich ciemnych myśli o systemie społecznego zabezpieczenia.

„Świetnie, że Pan dzwoni. Przeprowadzam właśnie społeczny eksperyment. Zmieniam II filar, bo słyszałem, że filar ten utrudnia życie, blokuje przejście, a nawet nęka telefonami” – odpowiadam – „Czarny scenariusz okazał się rzeczywistością…”.

„A czy jest Pan pewien swojej decyzji?” – Pan OFE jeszcze niezrażony kontynuuje.

„Przepraszam, czy ma Pan przed sobą mój wiosek?”. „Mam”. „Czy widzi Pan na nim mój podpis?” „Widzę”. „Czy zatem, zgodnie z obowiązującym w Polsce prawem nie powinien Pan i Pańska firma przyjąć, że jest to ważne oświadczenie woli? Że odchodzę, rezygnuję, żegnam się?” – zadawać więcej pytań, niż zada mi strona przeciwna, to skuteczny sposób, aby utrzymać psychologiczną przewagę nad demonami call-center.

Daremnie…

„Ale… być może decyzja Pańska nie była przemyślana, podjęta w pośpiechu, za namową… zmanipulowana… ” – dobiega mnie głos zza II filaru.

„Przeprowadźmy następujące rozumowanie” – płynnie wskakuję więc w buty belfra, w nich podobno najbardziej mi do twarzy – „Podjąłem decyzję, o której warunkach nic Pan nie wie. W jej efekcie na Pańskim biurku znajduje się wniosek z moim podpisem. A teraz dzwoni do mnie nieznany numer, mówi do mnie nieznana osoba, sugeruje, że się myliłem, że nie wiedziałem, co robię, że ktoś mną steruje. Do tego, jest piątkowy wieczór, być może stoję już z opuszczoną gardą. Jak wielu rodaków pod wpływem alkoholu, albo – co gorsza – narkotyków. Być może nieznany dzwoniący wie o tym, studiuje społeczną psychologię. Nie można tego wykluczyć, że liczy na osłabienie mechanizmów obronnych”.

„Czy teraz – proszę się skupić – gotowy Pan jest przyznać, że decyzja, którą podejmę, odwołując decyzję poprzednią, jest mniej zmanipulowana, niż decyzja poprzednia, o której – przypominam – nic Pan nie wie? Że nie ma tutaj żadnej sugestii, żadnej pułapki? Gdzie Pana zdaniem, prawdopodobieństwo oszustwa, wprowadzenia w błąd, jest większe?”

(cisza)

„No dobrze, to może chociaż powie Pan, do jakiego funduszu się przenosi. To już ostatnie pytanie.” – próbuje Pan OFE wydobyć ze mnie choć jedną informację.

„Przewidziałem to pytanie” – ciskam błyskawiczną ripostę – „dlatego poprosiłem mojego doradcę finansowego, aby ukrył przede mną, do jakiego funduszu się przenoszę”.

„Jak to? Nie zna Pan nawet nazwy swojego funduszu? Przecież Pańska przyszłość…” – Pan OFE jest wyraźnie zmieszany.

„Tak doradziła mi wróżka, ekspert od przyszłości, w dzień decyzji finansowych. W Chińskim horoskopie jestem Wężem. A jaki jest Pański znak? Dzwoni Pan z ING, więc pewnie Lew? Mam rację? Może mi pan podać swoją datę urodzenia? Czy Pańska firma zatrudnia wróżki?” – gdy na linii jest call-center, najlepiej przestawić mózg w tryb free-style.

„Dziękuję panu. Jest pan wolny. Pana wniosek stanie się ciałem w najbliższym okresie transferowym” – ucina wreszcie rozmowę nieznany numer.

Okres transferowy. Kiedy nadejdzie? Co po nim? Muszę się w końcu dowiedzieć, na jakim filarze wsparłem swoją przyszłość. Nie chcę wyjść na idiotę, gdy następnym razem zadzwoni Profesor Balcerowicz. A swoją drogą, nie spotkałem nigdy wróżki biegłej w matematyce.

7 thoughts on “Z OFE muszę odejść

  1. witam,
    czytam od dluzszego czasu Pana publikacje,
    szacunek za rokmine i ogol patrzenia na swiat 😉
    nie wiem czy wypada,
    ale wkradla sie literowka
    „Przepraszam, ale czy ma Pan przed sobą mój wiosek?”
    i z gory przepraszam za brak polskich znakow

  2. Moim zdaniem zmniejszenie składek do OFE jest równie oburzające jak istnienie art. 62., gdyż podobnie do niego niszczy zaufanie obywatela do państwa oraz pozwala rządowi po raz kolejny przerzucić problemy swojej kadencji na mnie i ludzi którzy jeszcze nawet nie rozpoczęli studiów.

    BTW Pomijając wcześniejsze skojarzenia z prof. Balcerowiczem warto spojrzeć na stronę jego fundacji. Wbrew pozorom nie operuje on jedynie hasłami ale przedstawia dość dokładnie i szeroko rożne rozwiązania ratujące finanse kraju, które można zastosować zamiast ucinania składek do OFE. Co więcej nie jest to raczej lobbing na rzecz funduszy ubezpieczeniowych, gdyż FOR idzie znacznie dalej niż rząd w zmniejszaniu prowizji tych instytucji (np. prowizje od zakupu obligacji proponuje zlikwidować).

  3. Wykorzystam to miejsce zeby odniesc sie do kilku spraw. Tekst powyzej niewiele wymaga bo pokazujesz sie w nim jak Piotrus Pan w wersji złosliwej, który zneca sie nad bogu ducha winnym pracownikiem, który zyje z prowizji.
    Ubaw po pachy, nie ma co.

    Powazniejsze sa natomiast dwie inne sprawy – twoja obecnosc w naszej grajdołkowej polityce – twoje irytacja, ba, obrzydzenie tym jak sprawy sie maja wydaje sie byc szczera – i z cała pewnoscia uzasadniona. Tylko co dalej? Naprawde myslisz ze zdołasz skruszyc beton hapenerskimi zagraniami?
    Bedziesz czuł sie ze soba dobrze gdy za cztery lata nasze podwórko nie zmieni sie ani na jote? Takze z twojej winy?
    Nadal bedziesz opowiadał o “eksperymencie”, “przygodzie” czy tym podobnych pierdołach?

    I sprawa druga – której – przyznam – nie rozumiem – prochy, zielska, itd.
    Doskonale pamietam dlaczego wprowadzono działe takze za małe ilosci – bo dealerzy masowo wykorzystywali przepis o tzw “uzytku własnym” i smiali sie policji prosto w , no własnie.
    Wiec – dokad zmierzasz?
    Jedyna w pełni uczciwa alternatywa dla sytuacji narkotykowej prohibicji jest pełna legalizacja. I monopol panstwowy(lub sprzedaz licencji) na dystrybucje. Towar bedzie czysty, wiele tanszy, panstwo zaoszczedzi miliardy na walce z gangami, i zarobi kolejne na sprzedazy. Tak to własnie ma wygladac?
    Wiesz ze to niemozliwe.
    A wszystkie rozwiazania posrednie tak czy owak beda nasiakniete hipokryzja, i duszeniem politycznego grosiwa.

  4. Rozmowy z call center są świetne :D. Mało śmieszny, ale zawsze działający sposób to mówić na wszystko “Nie.”. Np.

    On: “Dzień dobry, ING otwarty fundusz emerytalny.”
    Ty: “Nie.”
    On: “… Dzwonię do Pana w związku z Pana wnioskiem o transfer z naszego funduszu.”
    Ty: “Nie.”
    On: “Ale może Pan mnie wysłucha chociaż?”
    Ty: “Nie.”

    Zwykle 3 razy wystarczą, ale jeśli nie to w max 1 minucie się zamknie ;p. Poza tym polecam rozmowę gościa z Netią, w której upiera się, że nie ma telefonu i że rozmawia z call center przez przekaz myśli – “Pan myśli, że Pan dzwoni, a ja myślę, że odbieram”. Dzisiaj już rarytas na necie, bo Netia widać się postarała o jego usunięcie z YouTuba.

    Co do reformy emerytalnej to się zgadzam. Pusta dyskusja na bazie utartych sloganów, zamiast rzeczowej dyskusji o tym, co najważniejsze. Prawda jest taka, że pieniądze rząd nam może zabrać zawsze. Jeśli przyszedłby prawdziwy kryzys Państwa OFE można znacjonalizować. Dzisiejsza reforma jest jedynie księgowym przesunięciem, aby zamieść pod dywan spory dług Państwa.

    Dla pocieszenia – musimy to zrobić, bo cała Europa podobnie zamiata pod dywan swoje długi, a jak mówi stare przysłowie – Kiedy wchodzisz między wrony, musisz krakać tak jak one.

  5. Przepraszam moje pytanie może nie dotyczy artykułu, ale na jakiej ulicy jest to grafiti z Hanem Solo? 🙂

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *