Dr Singer – Korporacja Profesorów 1:0

birds of winterKompromitacja urasta do miana słowa-klucza, gdy mowa jest o działaniu instytucji publicznych w Polsce. Po Prokuraturze Krajowej, Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, Policji do grona bohaterów  dołącza Wydział Prawa Uniwersytetu Warszawskiego.

Oto podłoże problemu. Światowej sławy etyk – Peter Singer miał wziąć udział w organizowanej przez pracowników Wydziału Prawa UW konferencji poświęconej ochronie zwierząt. Nieczęsto się zdarza, aby polską uczelnię odwiedził światowej sławy uczony i do tego tak jeszcze wpływowy. Byłaby to więc znakomita okazja do wymiany poglądów z wybitnym specjalistą. „Byłaby” – bowiem konferencję odwołał dziekan wydziału, prof. Krzysztof Rączka (organizatorzy przenieśli ją później w inne miejsce).

Co stanowiło podstawę tej decyzji? Jak się okazało, był nią brak akceptacji poglądów Singera przez dwóch prelegentów. Poglądów, dodam, które powszechnie oceniane są przez środowisko naukowe jako ważny wkład do współczesnej etyki.

Profesor Roman Kołacz, rektor Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu oraz profesor Małgorzata Korzycka-Iwanow z UW zadeklarowali, że nie zgadzają się ze stanowiskiem zagranicznego gościa konferencji. Profesor Kołacz nie omieszkał nawet zaznaczyć w przysłanym do organizatorów oświadczeniu, że „doktor Singer” nie stanowi dla niego partnera.

Całą sprawę od kilku dni opisuje Wyborcza, felieton poświęca jej również Jacek Żakowski.

O poglądach Singera uczę na zajęciach studentów. Nie ma w nich nic radykalnego, ani szczególnie kontrowersyjnego, przynajmniej, jeśli mierzyć je miarą średniej światowej. Rzeczywiście, jeśli spojrzeć na głoszone przez Singera twierdzenia przez pryzmat polskiego zaścianka, gdzie dyskurs publiczny zdominowany jest przez średniowieczne kategorie pojęciowe (czasem tylko w nieco odświeżonym przebraniu), Singer może wydawać się radykałem. Jednak jego „radykalne” stanowisko dotyczy etyki, a więc dyscypliny naukowej. Singer posiada na rzecz swoich twierdzeń argumenty i tak długo, jak nie potrafimy ich w naukowych dyskursie zdyskredytować, tak długo zasługują one na uwagę.

Wstrząsająca jest więc postawa profesorów – moich starszych kolegów po fachu – którzy zamiast wziąć udział w konferencji i ewentualnie wykazać nietrafność głoszonych przez Singera naukowych tez, a przez to swoją intelektualną supremację, postanawiają zamiast tez zdyskredytować stawiającego je myśliciela. I demonstracyjnie zrezygnować z udziału w dyskusji z jego udziałem.

To zachowanie, którego nie potrafię zrozumieć. Nie wyobrażam sobie, że przedstawiciele nauk ścisłych czy przyrodniczych mogliby zaakceptować takie zachowanie się swoich kolegów. Radykalne teorie, przykładowo na temat budowy wszechświata, nigdy nie stają się powodem do dąsów i rezygnacji z uprawiania nauki. Gdy naukowiec miesza prywatne przekonania, również moralne, z naukowymi teoriami, także na temat owych przekonań, zakrawa to na niezrozumienie. Nieporozumienie, które  najwyraźniej dla władz UW nie stanowi problemu.

W ten sposób dochodzę do sedna.

Jacek Żakowski w swoim tekście twierdzi, że problemem polskiej nauki nie jest jej niedofinansowanie, ale brak akademickich standardów. Teza ta jednak niczego nie wyjaśnia. Odpowiedzialnością obarcza bezosobowe mechanizmy, procesy sięgające czasów pewnie Królowej Jadwigi. Tymczasem, sprawa jest prozaiczna i z perspektywy młodego naukowca widoczna jak na dłoni – problemem polskiej nauki są ci, którzy decydują o jej kształcie. To korporacja profesorów rządzi każdym uniwersytetem, dzieli pieniądze oraz tytuły. To wreszcie wkład profesorów (a raczej jego mizeria) decydują o niskiej pozycji polskiej nauki na arenie międzynarodowej.

Reforma polskiej nauki to zadanie beznadzieje. Nie mam pojęcia, jak mogłoby się udać. Jakikolwiek postęp jest bowiem niemożliwy, jeśli o wszystkim w nauce decydują osoby z tytułami profesorskimi lub dr hab. A pozostali są z procesu decyzyjnego wykluczeni.

Demokracja nie podlega dyskusji, gdy mowa o organizacji życia kraju. Na poziomie uniwersytetów o wszystkim decyduje się za kulisami. Większość pracowników naukowych polskich uczelni nie ma żadnego głosu w ważnych dla nauki sprawach. A nawet sprawach ważnych dla ich własnych zarobków. I jak pokazuje opisywany przypadek, nie każdy zasługuje, aby grono profesorskie w ogóle z nim dyskutowało. Doktor Singer sobie nie zasłużył.

Jacek Żakowski tych słów nie napisze – za dużo ma kolegów profesorów. Do tego, sam wysunął kiedyś pomysł, aby Polską rządziły senaty wyższych uczelni, co miało rozbić układy (!) i przywrócić normalność (!). Woli więc pisać bezosobowo – standardy, procedury, brak dyskusji…

Wracając do profesorów Kołacz i Korzyckiej-Iwanow, wygląda na to, że Minister Nauki ma spory problem – osoby z tytułami profesorskimi w głębi serca okazały się nie być naukowcami. I odmawiają dalszego uczestnictwa w nauce. Co teraz? Czy należy rozpocząć procedurę pozbawienia je tytułów profesorskich? Czy taka procedura w ogóle istnieje? A co ze standardami etyki zawodowej naukowców? Czy takich też nie mamy?

Ponieważ Polska to naukowy zaścianek świata, a polskie uniwersytety swoim poziomem sięgają co najwyżej światowej IV ligi, mamy szczęście. Wbrew obawom Jacka Żakowskiego, na kompromitację polskiej nauki niewiele osób zwróci uwagę. Odwołanie konferencji naukowej na UW ma bowiem taki ładunek sensacyjności, jak to, że Skawa Wadowice, też grająca w IV lidze, przez 555 minut gry nie strzeliła gola.

Chociaż… po pewnym zastanowieniu dostrzegam jednak różnicę – w przypadku Skawy nie był to gol do własnej bramki…

PS. O “korporacji profesorów” pisałem już wcześniej na łamach Wyborczej (M. Klinowski: Habilitacje – kwestia zupełnie drugorzędna).

14 thoughts on “Dr Singer – Korporacja Profesorów 1:0

  1. Bardzo nieprofesjonalne. Aczkolwiek powinni jeszcze dokonać ostentacyjnego tupnięcia nogą, wówczas byłoby to już w iście “przedszkolnym” stylu. Skoro ktoś ma inne poglądy to przecież obrazić się trzeba i nie pozwolić wejść do piaskownicy.
    😉

  2. Obecne rozwiązania prawne obowiązujące w stosunku do “przemysłu naukowego” (bo nie sposób nazwać tego inaczej- patrząc na liczbę studentów, charakter uczelni i poziom kady) mają chronić zastany, idylliczny dla jego uczestników świat.
    Habilitacja ma chronić w założeniu przed spadkiem oferty dydaktycznej dzięki mitycznemu mechanizmowi (widział go ktoś?) uzyskiwania tego stopnia. Przynajmniej tak zakładają zwolennicy tego rozwiązania- osoby z habilitacjami. Ironią jest to , co ma często miejsce w naszym kraju, że założenie przynosi skutek odwrotny do zamierzonego.
    Parę moich szybkich przemyśleń.
    a) stan obecny generuje dla osób w nim żyjących (a przynajmniej większości- gwoli oddania hołdu ostatnim sprawiedliwym) wystarczające profity- chęć poddania się obiektywnej weryfikacji zwyczajnie się nie opłaca-co za tym idzie- robimy co mamy robić, bierzemy kwit, czytamy swój podręcznik, bierzemy kwit, ulewamy 1/5, bierzemy kwit, zadowoleni ze swojej ciężkiej, absorbującej pracy siedzimy w naszym habilitowanym mieszkanku.
    b) Habilitacja jest ważnym elementem “introligatorskiej kariery naukowej” (zasłyszane na wykładzie prof. Studnickiego). O tytułu naukowym nie decyduje przeważnie wiedza i osoba pretendenta do pracy naukowej a koterie danego wydziału i zwyczajnie mówiąc układy. Habilitacje zamiast rozwiązywać ten problem- jeszcze bardziej go eksponują.
    c) Nikt nie jest w stanie podać, obiektywnie weryfikowalnych, powodów istnienia tego tworu- oczywiście poza samymi zainteresowanymi. Bo raczej wielka przepaść pomiędzy uprawnieniami doktora a doktora habilitowanego, który nie odzwierciedla bo nie może rzeczywistych kwalifikacji pracownika, nie będzie tutaj argumentem za.
    Jednak to tylko podobna do twojej krytyka obecnie istniejącego systemu i wymienienie jego głównych grzechów, bez podania jakiś możliwych scenariuszy rozwiązania tego problemu. Będziemy mogli przeczytać, jak doktor Klinowski rozwiązał by tą sprawę?

  3. Co do “introligatorskiej kariery naukowej”- dalsze zdania to przemyślenia moje – w istocie odnosiło się to wyłącznie do wymogu pisania prac w formie książkowej w celu uzyskania określonego stopnia naukowego. W ramach sprostowania i uniknięcia niepotrzebnych komplikacji.

  4. Jest jasne, że dyskurs naukowy powinien być prowadzony nawet z najradykalniejszymi naukowcami. Jednak z tą zaściankowością i ciemnogrodem bym nie przesadzał. Singer jest nihilistą podobnie jak Ty. Na całe szczęście większość ludzi widzi perspektywicznie, i przewiduje co stałoby się, gdyby wprowadzono pseudo-teorie Singera w życie. Dlatego też, twoje argumenty o średniowiecznym myśleniu, nie mają żadnych podstaw, są bezwartościowe i mają na celu ośmieszenie inaczej rozumujących. Nie wiem co masz na myśli pisząc, że na tle światowym są to zwyczajne poglądy. Owszem znajdzie się wielu podobnych Singerowi nawet radykalniejszych, jak też znajdzie się wielu podobnych Hitlerowi czy Stalinowi, lecz nie oznacza to, że są to poglądy wynikające z racjonalnej oceny rzeczywistości.
    pozdrawiam

    1. Nie zrozumiałeś mojego zdania o średniowiecznych kategoriach pojęciowych. W Polsce, przykładowo, poważnie traktowani są autorzy domagający się zakazu in vitro z uwagi na “przyrodzoną godność” zarodka ludzkiego. Czy nawołujący do karania za posiadanie narkotyków na podstawie “rozumnej natury człowieka”.

      Singer nie jest nihilistą, stara się pokazać dokąd prowadzi konsekwentnie stosowany utylitaryzm. Ja nie jestem utylitarystą, a przynajmniej tak radykalnym jak Singer. I właśnie na tym polega jego naukowy radykalizm. Singer nie nawołuje do zabijania dzieci, a jedynie do konsekwetnego stosowania kryteriów moralnej oceny, w których poprawność sam wierzy. Jego poglądy są zaś jak najbardziej racjonalne.
      Porównywanie go do Hitlera nie ma sensu.

  5. Nasza piaskownica i nasze zabawki! Co się będziemy kłócić jak przecież to antychryst musi być! Jeszcze nas przekona i będzie problem.

    Peter Singer jest kontrowersyjny, ale właśnie chyba w takich przypadkach tym bardziej należałoby podnieść dyskusję?

    1. Studenci mają prawo być ignorantami i protestować przeciwko “profesorowi nawołującemu do zabijania dzieci”. Władze uczelni powinne zająć stanowisko odpowiednie do akademickich standardów.

  6. Wydaje mi się , że nie trzeba z kimś się zgadzać aby prowadzić dyskusję i poznać jego punkt widzenia. Nauka ma to do siebie , że jej “prawdy” niejako są uznawane przez większość – ale są także teorie naukowe o radykalnym charakterze , które warto poznać (posiadają wartość naukową). Tym bardziej jeżeli się z nimi nie zgadzamy i mamy argumenty do obalenie tej tezy. Celem istnienia uniwersytetu powinno być ścieranie myśli i poglądów w kulturalny sposób a nie papierki wydawane przezeń uprawniające do podjęcia zawodu. Każdy Uniwersytet jest szkołą zawodową (przygotowuje do podjęcia pracy zawodowej w wybranym kierunku) ale nie nie każda szkoła wyższa jest Uniwersytetem. Ta różnica powinna dać do myślenia.

  7. “Singer nie nawołuje do zabijania dzieci, a jedynie do konsekwentnego stosowania kryteriów moralnej oceny, w których poprawność sam wierzy.”

    Ale jeżeli “konsekwentne stosowanie kryteriów moralnej oceny” do tego właśnie prowadzi, to chyba wychodzi na to samo, nie? Wierzy w swoje utylitarne kryterium, więc rozumiem, że gdyby nie prawo karne zachęcałby znajomych czy rodzinę do zabicia chorego noworodka, gdyby takowy się narodził.

    Wartościowanie życia takiego czy owego jest po prostu niebezpieczne wg mnie. No ale to jest temat na szerszą dyskusję popartą wcześniejszą lekturą… 🙂

  8. I jeszcze jedna kwestia – z tego co pamiętam to na jednych z zajęć mówiłeś, że jesteś przeciwko aborcji, prawda? To może być temat na dobry, kontrowersyjny wpis :).

  9. Singer popiera także zoofilię, nie mówiąc o zabijaniu chorych dzieci, o czym “zapomniał” poinformować czytelników wyborczej w swoich artykułach red. Żakowski

    1. O zoofilii nie słyszałem, ale jeżeli możesz odesłać do pracy, w której tak twierdzi, sprawdzę to. O zabijaniu chorych dzieci była już mowa – Singer nie “popiera” tego, tylko twierdzi, że w pewnych przypadkach prawo do życia nie zasługuje na absolutną ochronę. Jest to wynikiem konsekwentnego stosowania kryteriów etycznych (zasada użyteczności), w których poprawność Singer wierzy.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *