Kolejne święta w Papieskim Mieście

wado-podstawie2

Przyjechałem wczoraj na wieś. Przyjechałem do Wadowic. Martwego miasta – kiepskich kremówek, dwóch pomników, jednego papieża i amatorskiej, wybitnie lokalnej polityki. Odwiedziłem kilku znajomych. Powspominaliśmy kilku nieobecnych. Paru z sentymentem, paru z niesmakiem. Każdy stawia podobną diagnozę – coś niedobrego stało się z tym miejscem, z Wadowicami. I po drodze również z ludźmi, których znaliśmy. Z całym pokoleniem.

Urodziliśmy się w 1978 roku albo trochę wcześniej. Choć wychowałem się w Jego mieście, w Jego szkole, w Jego cieniu, nie wierzę. To kwestia nie przekory, a empirii. Wadowice pozwalają zajrzeć do kuchni, zobaczyć brudy, których oglądanie mieszkańcom innych miast często bywa oszczędzone. Gdy słyszę jakieś pokoleniowe uogólnienia, robi mi się niedobrze. Zwłaszcza wobec faktu, że większość tego rzekomo uświęconego pokolenia już dawno wyjechała. Nie było nas stać na pobyt w Polsce. Idee, które nas ukształtowały, nie są w żaden sposób zbieżne z z ideami Wojtyły. Mieszanka późnego PRL’u i wczesnego kapitalizmu III RP zrobiła swoje.

Dziś ciekawa koincydencja. Wielki Piątek i 5 rocznica śmierci. Wozy transmisyjne stoją na Rynku. Trwa celebracja. Misja miesza się z fikcją. Przeplata z konsumpcją. Patrzę na to mając w pamięci obejrzany wczoraj dokument. TVP2 pokazała film o Tadeuszu Konwickim w reżyserii Janusza Andermana – Co ja tu robię? Konwicki stary, ledwo mówi. Ale każde jego zdanie miażdży. Konwicki nadal wali prosto między oczy. W tym samym czasie na Jedynce wspomnienia ostatniej pielgrzymki… Podobny wiek bohatera, tylko przekaz trochę inny… mniej jasny…

Wielki Piątek skończy się jeszcze dziś wielką popijawą. Jak zwykle Wadowice zaleją się w trupa. Bełkocząc pomiędzy dwoma pomnikami i trzema barami. W martwym mieście idee Wielkiego Wadowiczanina też są bowiem martwe. A my razem z nimi.

PS. W nocy spotykam starego znajomego – jedną z tych niewielu ciekawych postaci, która jeszcze w Wadowicach egzystuje. Ideowo zawsze blisko związany z Kościołem. Zwierzył mi się, że cały dzień szerokim łukiem omijał reporterów jednej ze stacji telewizyjnych „polujących” na wiernych zapalających znicze pod pomnikiem Karola Wojtyły.

– Dlaczego ich omijałeś? – zapytałem.

– Bo to, co chciałem powiedzieć nie nadawało się do publikacji.

– A co chciałeś powiedzieć?

– Chciałem powiedzieć, że wielkość Papieża Polaka polega na tym, że swoją postawą i charyzmą przedłużył o jakieś dwieście lat życie instytucji, której czas w Europie właściwie już minął. Reanimował trupa. I za to właśnie katolicy powinni być mu wdzięczni.

Siedzieliśmy później jeszcze kilka godzin rozmawiając o przeszłości i przyszłości. Wspólnych doświadczeniach. Rozmawialiśmy o tym, o czym powinno rozmawiać się w święta – o sprawach ważnych.

8 thoughts on “Kolejne święta w Papieskim Mieście

  1. Ciekawe ilu wśród wszystkich piewców JP2 jest takich, którzy rzeczywiście zapoznali się z jego ideami, np. czytając którąś z encyklik. Podejrzewam, że niewielu. A z tych niewielu kolejnych niewielu ze zrozumieniem.

    Nie chcę ni chwalić JP2, ni go krytykować. Był supersymbolem, który jednak popchnął Kościół na bardziej nowoczesne tory. Albo skierował ku nowemu życiu, albo przedłużył tylko agonię – to się okaże. Jednak niezależnie od oceny działań JP2, mogę stwierdzić z całą pewnością, że działania jego czcicieli są nierozsądne, jeżeli nie debilne.

    Po pierwsze, nie sądzę, że tego właśnie by chciał. Tysięcy pomników i milionów toastów na jego cześć. Czasu antenowego poświęconego jego pielgrzymkom zamiast czemukolwiek produktywnemu (choć lepsze to niż dyskusje na temat rozłamów w koalicji lub też pseudoafer).

    Po drugie, papież jest dla wielu jakby moralną tarczą. Przykładem tego jacy Polacy mogą być wspaniali. Mogą, ale w dużej części nie są, taka jest prawda. Hipokryzja, która jednak nie jest nowa i towarzyszy Polakom od wielu wieków.

    We mnie papież budzi dumę. Nie spotkałem się jeszcze za granicą z negatywną reakcją wobec niego. Był wielką gwiazdą w czasie swojego pontyfikatu i budził powszechną sympatię. Trudno było go nie lubić. Ale był człowiekiem. Przykład, o którym mówisz w artykule potwierdza, że Polacy tworzą sobie nowego Bożka. Po co to?

  2. Sugeruje przedmowcy odrobine zastanowienia, odrobine refleksji, choc Swieta juz na finiszu – odrobine quasi-socjologicznej analizy. Moze ludzie po prostu potrzebuja autorytetow, z ktorymi moga sie identyfikowac? Moze potrzebuja postaci, ktore w ich odczuciu uosabiaja pewne wartosci? Nie kazdy ma w sobie jasnosc i pewnosc. Pozdrawiam.

  3. Tak, na pewno ludzie mogą się identyfikować z człowiekiem, który był papieżem, znał 7 czy 9 języków, do tego w młodości był aktorem i pływał na kajakach. Myślę, że każdy Polak na pewno był do niego tak podobny, że po zobaczeniu dokumentu na temat jego pielgrzymek powie – “Ty, on jest jak ja!”.

    Polacy nie uosabiają się z papieżem. Polacy czczą go, nie wnikając w ogóle w jego naukę.

  4. Cytuje :”Wielki Piątek skończy się jeszcze dziś wielką popijawą. Jak zwykle Wadowice zaleją się w trupa. Bełkocząc pomiędzy dwoma pomnikami i trzema barami. W martwym mieście idee Wielkiego Wadowiczanina też są bowiem martwe. A my razem z nimi.”

    Czy to nie jest potwornie słabe uogólnienie ?
    Bo o prowokacje w i z e r u n k o w ą PANA Panie Mateuszu nie posadzam (pachnie mi to C h e G e W a R a lub Nie-Logicznym Wojewodzkim )

    Czyżbym sie mylił ?

    Pozdrawiam

    krzysztofaber

    1. Tak to niestety wygląda z perspektywy ulicy. Nie twierdzę, że wszyscy w Wadowicach piją na umór. Ale właśnie żuli, dresiarzy i innych pijaków widzi wieczorem turysta przyjeżdżając do miasta. To nasza wizytówka.

      Twierdzę, że jest to wynikiem strategii rozwoju miasta, a raczej jej braku. Dotyczy to nie tyko ładu przestrzennego, który – jak słusznie zauważyłeś – nie jest pojęciem znanym władzom miasta.

      Masz rację, że każdy z nas wiele zawdzięcza Wadowicom, ale pokolenia, które przychodzą po nas nie mają już takiego wrażenia. Może i słusznie. Zresztą, nie oczekują od miasta nic specjalnego – żyją bowiem w świecie internetu, telewizji i nieograniczonych możliwości podróżowania. Tym zastępując sobie życie. To inny model obywatelstwa, wątpię, czy znacznie lepszy…

      Klimat rezygnacji wśród tej garstki, która w Wadowicach została, jest niestety powszechny. I całkowicie uzasadniony.

      Czekamy na zapowiedziane powroty naszych kolegów, ale straty i szkody poniesione przez miasto są nieodwracalne. Nie widać też chęci do udziału w wyborach po stronie ludzi młodych. Zastój będzie się więc pogłębiał…

  5. Niestety nie zgodze sie z Toba, ze turysta widzi to co napisales.
    Od jakiegos czasu jestem wlasnie takim turysta w Wadowicach( jak zapewne, Ty takze) i za kazdym razem ,kiedy jestem ,nie widze tego swiata opisanego przez Ciebie.
    Nie chodze ,przypuszczam innymi drogami niz Ty w Wadowicach, wiec moze nie jest az tak beznadziejnie.To po pierwsze.
    Po drugie, wszedzie na swiecie masz pijakow ,brud etc…Wszystkim sie wydaje ,ze np Nowy Jork to piekne ulice i wysokie budynki a jednak ogladajac pierwsze filmy Jarmuscha trudno uwierzyc, ze za “poszarpanymi” elewacjami budynkow “czai ” sie modny Mannhatan…
    Syf jest wszedzie Szanowny Mateuszu ,ze nie wspomne o brudnych przedmiesciach podchodzacych o zgrozo pod “gardlo” Wawelu od strony Debnik a jednak Miasto “Krolow” zadziwia turystow mimo nawlonych “krolewskich wyspiarzy”.Moze to kwestia optyki?
    Jesli czlowiek zyje w przestrzeni zdewastowanej ,nie ma szacunku do niczego, nawet do wlasnych korzeni ale jesli cos drgnie ,nawet pozornie maly ksztalt to drgnie i serce .
    Oczywiscie ze pisze z perspektywy czlowieka “zboczonego” zawodowo.Ale jestem gleboko przekonany, ze wlasnie tacy “zboczency” budowali Wenecje ,Rzym czy Berlin.
    “Niech tylko buty robi szewc a ubrania szyje krawiec”

    1. Turysta to widzi. Nie ma wyjścia. Na przeciwko kościoła w rynku Narcyz – ogórdek otwarty do późna, głośno gra RMF, siedzą chłopcy ze wsi. Wszyscy pijani. Krzyczą. Co jakiś czas wybucha mała bijatyka. Na ławkach na rynku dresy. Może jeszcze przed Narcyzem, ale już po kresce w bloku. Popijają piwko. W sobotę wszyscy ciągną na nocną – podobno jedyne miejsce, gdzie można potańczyć. Mordownia, gdzie mordobicie jest wpisane w cenę biletu. Organizuje to Miejski Dom Kultury. Ironia…

      Niejednokrotnie widziałem, jak turyści patrzą na to wszystko ze zdumieniem niemniejszym, niż na napis wiszący na magistracie, którego treść dawno już się zdewaluowała…

      Jest beznadziejnie. Jeżeli tylko zostaję w Wadowicach na noc, jestem na mieście. Moje zdanie potwierdzają wszyscy znajomi, którzy do miasta jeszcze wychodzą. Jest ich garstka, wielu bowiem woli pozostawać w domach. Nawet, jeśli mieszkają tuż przy rynku.

      To prawda, że syf jest wszędzie. Ale nigdzie poza Polską nie spotkałem się z tym, aby syf rządził miastem i narzucał innym swoje warunki. Do tego ten brak kultury, zdolności do współegzystowania Polaków ze sobą, szacunku dla drugiego człowieka. Mieszkałem i na Manhattanie i przy faveli w Puerto Rico, w starej części Nowej Huty i NIGDZIE nie czułem się tak, jak czuję się w Wadowicach.

      Wadowice to naprawdę niebezpieczne miasto. Do tego zupełnie już wymarłe. Poczujesz, gdy tylko zjawisz się tu na dłużej…

  6. Nakresliles scenariusz niczym Maslowska w swojej “wojnie polsko ruskiej.”
    Nie mam najmnieszego zamiaru sie spierac na temat w sumie malo rozstrzygalny w tym momencie.Napisze tylko tyle jeszcze: bylem na caly okres wielkanocny w Wadowicach i obrazkow ,ktore opisales nie widzialem.Owszem widzialem mlodych na lawkach ale bardziej wyczuwalny byl dla mnie ich wiosenny godowy “taniec” niz jakikolwiek alkohol.

    Zastanwiam sie tylko teraz nad jednym,majac w glowie Twoje posty. O co chodzi czy ja jestem slepy czy Ty przewrazliwiony?
    Jesli Twoj obrazek jest prawdziwy i nie przejaskrawiony to o co chodzi ?Nie ma Policji albo jakiejkolwiek sluzby porzadkowej ?
    Czy mieszkajac (czytam stopke na Twoim blogu)na Podgorzu nie widziales podobnych sytuacji.Pomieszkujac tam kilka lat temu wiem, ze bezpiecznie nie bylo i wracajac np z Kazimierza wolalem wracac noca w grupie niz pchac sie pod kij czy tez kose samemu .

    I co, jak nikt nie bedzie wracal ,kazdy wyjedzie ,ci co jeszcze zostana sa juz w Twojej opowiesci…myslisz?

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *