Beskidzka Droga Dezintegracyjna

Tutaj GDDKiA zamierza budować BDI
Tutaj GDDKiA zamierza budować BDI

Absurdalny projekt budowy międzynarodowego szlaku komunikacyjnego w standardzie drogi ekspresowej przez najcenniejsze przyrodniczo tereny Gminy Wadowice, przygotowany i zaprezentowany przez GDDKiA Kraków, zelektryzował mnie pod koniec 2008 roku. Byłem wtedy na stażu podoktorskim w Getyndze i niewiele mogłem zrobić. Słałem pisma, w których ostrzegałem inwestora, że nie jest to pomysł dobry, który wzbudzi falę protestów. Moim zdaniem raczej bez szans na realizację.

Nie doczekałem się żadnej odpowiedzi.

Kilka miesięcy później, po powrocie do Polski, zabrałem się za pracę u podstaw. Postanowiłem pomóc Komitetowi Południe, walczącemu o inną lokalizację drogi, w przekonaniu do swoich racji, najpierw samorząd, a później samego inwestora. Odbyłem więc szereg spotkań i rozmów, właściwie z każdą osobą, która miała, bądź miała mieć jakikolwiek wpływ na dalszy rozwój wypadków. Rozmawiałem i z projektantami drogi, dyrektorem i pracownikami Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska, osobami zasiadającymi w Radzie Ochrony Przyrody, jak i przyrodnikami odpowiedzialnymi za obszary Natura 2000. Wreszcie z przedstawicielami Ministerstwa Infrastruktury. W większości z tych spotkań uczestniczyli przedstawiciele Komitetu Południe. W niektórych, wspierająca nasze działania Burmistrz Wadowic.

Wreszcie w czerwcu 2009 r. odbyło się kluczowe spotkanie w gabinecie ówczesnego Wojewody Małopolskiego – Jerzego Millera. Sposób, w jaki zupełnie nieprzygotowany do podjęcia tematu wojewoda potraktował zgromadzonych wójtów i burmistrzów gmin, zrobił na mnie ogromne i przygnębiające wrażenie. Do tego doszła arogancja oraz buta dyrektora ds. inwestycji krakowskiego oddziału GDDKiA, Andrzeja Kollbeka, który wprost śmiał się nam w twarz, gdy próbowaliśmy uświadomić mu, że sposób realizacji przez niego inwestycji pod nazwą BDI nie ma nic wspólnego nie tylko ze zdrowym rozsądkiem, ale przede wszystkim z obowiązującym prawem.

Nie spodziewałem się, że dyrektor publicznej agencji nie tylko nie jest zainteresowany powodzeniem planowanej przez siebie inwestycji, ale do tego otwarcie okazuje lekceważenie organom władzy samorządowej – w tym przypadku Burmistrzowi Wadowic.

Wtedy zrozumiałem, że GDDKiA Kraków w istocie nie zależy na realizacji projektowanej drogi. Nie będę tutaj szczegółowo się rozwodził nad powodami, dla których tak sądzę, ale jestem całkowicie pewien, że dla GDDKiA celem samym w sobie było szybkie zamknięcie etapu projektowania BDI i podzielenie się przeznaczonymi na ten cel pieniędzmi. Czy projekt ten doczeka się realizacji, to była kwestia zupełnie drugorzędna.

Część mieszkańców Gminy miała mi za złe, że sabotuję niejako plan stworzenia nowoczesnego połączenia samochodowego pomiędzy Wadowicami a Krakowem, które niewątpliwie miałoby szansę poprawić naszą sytuację komunikacyjną. Problem w tym, że z mojego punktu widzenia plan ten sabotował w istocie jego autor – odpowiedzialny za nowe inwestycje dyr. Kollbek.

GDDKiA Kraków dopuściła się szeregu poważnych i co najciekawsze – oczywistych – uchybień już na etapie projektowania BDI. Mimo, że od początku mówiłem o nich głośno, nigdy nie doczekałem się jakiejkolwiek odpowiedzi na podnoszone przeze mnie zarzuty. Stąd bierze się moje przekonanie, że inwestor nie tylko nie działał profesjonalnie, ale przede wszystkim nie był zainteresowany ostatecznym efektem swojej pracy. Chodziło o projekt, choćby wadliwy, nie zaś ewentualną jego realizację.

Jakie merytoryczne błędy zarzucałem GDDKiA?

Szczegółowo swoje zarzuty pod adresem inwestora sformułowałem w opinii, która dostępna jest na stronach Komitetu Południe. Tutaj opiszę je jedynie bardzo skrótowo.

Po pierwsze, prawo wymaga przygotowania do oceny przynajmniej dwóch, alternatywnych i realnych do realizacji wariantów przebiegu planowanej trasy. Od samego początku GDDKiA forsowała tylko jeden, wymyślony przez siebie wariant (niebieski), którego realizacja, moim zdaniem, oznaczałaby dla Wadowic prawdziwe nieszczęście. Wariant ten zestawiano z różnymi wariantami, które leżąc w jego pobliżu, trudno byłoby uznać za alternatywne. W dodatku każdy z nich, co – ku mojemu ogromnemu zdumieniu – przyznawano otwarcie, traktowany był przez inwestora jedynie jako fikcja stworzona na potrzeby ominięcia prawa. Z góry podważało to prawomocność przyszłego wniosku o wydanie decyzji środowiskowej.

GDDKiA twierdziła, że lokalizacja BDI zaproponowana przez zdecydowaną większość mieszkańców Wadowic oraz samorząd, pozwalająca na realizację inwestycji w terenie przyrodniczo mało wartościowym i słabo zaludnionym, jest wykluczona przez istnienie tam obszaru Natura 2000. I że dlatego wariant taki jest nierealny. Takie postawienie sprawy dowodziło, że inwestor po prostu nie rozumiał swojej roli zdefiniowanej przez przepisy, które właśnie zaczęły w Polsce obowiązywać.

Rolą inwestora było przygotowanie studium wykonalności różnych wariantów i zgromadzenie jak najbardziej wyczerpującego materiału dowodowego, który pozwoliłby uprawnionemu do tego organowi (czyli RDOŚ) dokonać wyboru najkorzystniejszego pod względem szeroko rozumianego środowiska (uwarunkowania przyrodnicze, społeczne, gospodarcze) wariantu realizacji inwestycji.

GDDKiA nie ma uprawnień, by decydować o możliwości budowy drogi w obszarze Natura 2000. Tą decyzję podejmuje Regionalny Dyrektor Ochrony Środowiska. GDDKiA Kraków z góry jednak zaniechała projektowania jakichkolwiek wariantów północnych. Pan Kollbek nie bardzo również rozumiał czym właściwie jest obszar Natura 2000. Powtarzał tutaj obiegowe i zupełnie fałszywe opinie, które po prostu wydawały mu się wygodne. Zasłaniał się także zamówioną przez siebie opinią, z której miało wynikać, że budowa BDI stroną północną miasta jest niemożliwa. W innym miejscu już wyjaśniłem, dlaczego stwierdzenie to było całkowicie fałszywe, a sporządzenie tej opinii było niepotrzebne.

Unikalna przyroda, o którą walczą samorządowcy z Tomic
Unikalna przyroda, o którą walczą samorządowcy z Tomic

Obszary Natura 2000 są obszarami inwestycyjnymi o szczególnych warunkach inwestowania. I moim zdaniem realizacja BDI w wariancie 1h, lub o podobnym przebiegu, była możliwa zarówno od strony prawnej, jaki i biorąc pod uwagę uwarunkowania przyrodnicze.

Wobec fiaska prób jakiejkolwiek współpracy z GDDKiA pozostało mi jedynie spokojnie czekać na rozwój wydarzeń. I ostateczny upadek BDI. Szczęśliwie w sukurs przyszła mi afera hazardowa. W miejsce Jerzego Millera w gabinecie wojewody pojawił się Stanisław Kracik.

Z wojewodą Kracikiem spotkałem się w piątek 29 stycznia. Razem ze mną na spotkaniu obecni byli przedstawiciele Komitetu Południe. Co ciekawe, tego samego dnia, kilka godzin przed nami, gościł u niego wójt Tomic.

Pan Kracik zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie – jest to człowiek rzeczowy, uprzejmy i najwyraźniej pozbawiony kompleksów poprzednika. Do tego urodził się nad Skawą i również dla niego rzeka ta ma wymiar sentymentalny. Słowem – idealny sprzymierzeniec w słusznej przecież sprawie.

Wojewoda zgodził się właściwie z wszystkimi podnoszonymi przez nas już od ponad roku zarzutami:

– Wniosek GDDKiA uwzględniający wyłącznie przebiegi południowe nie jest możliwy do realizacji i w obecnym kształcie nie będzie dalej procedowany;

– Realizacja BDI nie może odbywać się bez przygotowania przebiegu północnego i władze samorządowe Tomic muszą ten fakt zaakceptować;

– Nie ma powodów, aby z góry wykluczać możliwość przeprowadzenia BDI przez obszar Natura 2000.

Wydaje się, że dla p. Kracika jasne jest również to (z czego doskonale zdają sobie również sprawę w Ministerstwie Infrastruktury), że GDDKiA Kraków przygotowała i prowadziła całą inwestycję w sposób, który sprzyjał powstawaniu konfliktów (przecież to GDDKiA stworzyła w perfidny sposób komitety północne w Wadowicach – było to jak najbardziej celowe i służyć miało wykazaniu, że opinia publiczna w mieście jest podzielona!).

Podsumowując, BDI znajduje się nadal na tym samym etapie. Czyli na początku procesu planowania. Opóźnienie to może spowodować, że ambitny plan budowy tej drogi zostanie zarzucony. Choćby na rzecz modernizacji istniejącej już trasy DK52.

Warto wreszcie powiedzieć sobie wprost – za upadek BDI nie odpowiada społeczność Wadowic, komitety protestujące, czy Burmistrz. Za złe przygotowanie inwestycji odpowiada inwestor – w tym przypadku Andrzej Kollbek, dyrektor ds. inwestycji GDDKiA Kraków. Może warto, aby pomstujący mieszkańcy Wadowic w końcu skierowali swoje żale we właściwym kierunku?

Osobiście cieszę się, że nad projektem BDI pochylił się wreszcie człowiek, który nie boi się wyzwań i co najważniejsze – zna prawo. A do tego ktoś, kto zdaje sobie sprawę, jak cenną jest jedna z najpiękniejszych Polskich rzek, płynąca przez malowniczy Beskid Mały Skawa.

PS.1. Jeszcze kilka słów na temat spotkania z Jerzym Millerem z czerwca 2009 r. Mówi się często, że Wadowice stanowią hamulcowego BDI. Opinia taka jest zupełnie pozbawiona racji. Na spotkaniu z wojewodą okazało się bowiem, że problem z uzgodnieniem przebiegu drogi ma szereg gmin i to znacznie poważniejszy niż Wadowice – to, co podoba się w jednej gminie, w żaden sposób nie może być skorelowane z przebiegiem trasy w gminie sąsiedniej. Tymczasem w Wadowicach problem ciągłości nie występuje – wszystkie wersje przebiegu BDI wychodzą z tych samych punktów na wschodzie i zachodzie.

PS.2. I dwa zdania na temat Tomic. Samorządowcy z tej miejscowości narażają się moim zdaniem na śmieszność. Wyjaśnienia wójta Adama Kręciocha, jakoby ich celem była ochrona siedlisk bączka i rybitwy białowąsej miałyby może sens, gdyby na planowanym przebiegu BDI rzeczywiście się one znajdowały (patrz: zdjęcie powyżej). W powszechnej opinii Wadowice nie mają szczęścia do władz samorządowych. Co zatem powiedzieć o Tomicach?

6 thoughts on “Beskidzka Droga Dezintegracyjna

  1. nie wiem gdzie Pan słyszał wypowiedź wójta Tomic o “ochronie siedlisk bączka i rybitwy białowąsej”, ale ja takiej nie słyszałem. To jest wymysł tylko Pana Marcina Płaszczycy mający na celu ośmieszenie samorządowców z Tomic. Wójt Tomic powtarza jedynie ze na terenie gminy Tomice wyznaczono -Naturę-, do której po wielu problemach udało się przekonać większość mieszkańców. A jeżeli KTOŚ te strefę wyznaczył to należy uszanować obowiązujące prawo.

    Więc proszę nie pisać że samorządowcy Tomic ośmieszają się. Ośmieszając się ale osoby które usiłują wcisnąć BDI byle dalej od Wadowic i wyborców.

    Skoro BDi jest takim zagrożeniem dla mieszkańców Wadowic i ich płuc to co mają powiedzieć ludzie, którzy bedą mieć tę drogę pod przysłowiowym oknem,

    1. argument ptasi miał się znaleźć w liście wójta do wojewody. moim zdaniem nie ma on żadnych podstaw merytorycznych, ale, jak już to wielokrotnie pisałem, decyzja wykluczająca budowę w naturze może być podjęta WYŁĄCZNIE po zebraniu materiału dowodowego (inwentaryzacja przyrodnicza). decyzję tą podejmuje RDOŚ.

      tymczasem prawo do niej de facto uzurpuje sobie GDDKiA Kraków.

      obrona obszaru natura z uwagi na sam fakt, że taki obszar jest, też wydaje mi się – prawnikowi – absurdem.

      wójt niestety się ośmiesza. Tomice mogłyby wiele zyskać na wzięciu BDI do siebie. to ostatnie zdanie podziela również wojewoda.

      proszę też zwrócić uwagę, że nawet jeśli zostałby zrealizowany wariant niebieski przez góry, to GDDKiA obiecała wybudować w Tomicach nitkę BDI łączącą ją z DK28. czyli ruchliwa droga i tak w Tomicach powstanie. czemu Państwo o tym “drobnym” szczególe zapominacie?

      proszę też zauważyć, że wariant 1h nie biegnie w całości w naturze, ani nawet w Tomicach. większość przebiegu ulokowana jest na terenie gminy wadowice.

      problem z lokowaniem trasy BDI na południu polega na tym, że takie jej ustawienie (pod wiatr i wyniesionej w górę) spowoduje, że oddziaływanie drogi obejmie cały obszar doliny skawy na północ od drogi – w tym tomice. nikt więc na tym nie zyska, a stracimy coś, co decyduje o unikalnym charakterze naszego miasta.

      ps. komentarz nie ukazał się wcześniej, bo net sprawdzam rzadko…

  2. Proponuje Panu dojezdzac codziennie do Krakowa z Wadowic, Andrychowa lub Ket.

    BDI jest potrzebna, aby wlasnie takie male miasta jak Wadowice nie umieraly, zeby Pana przyjaciele z lat mlodosci mogli w sposob efektywny korzystac z pracy np. w Krakowie i tworzyc lepsza rzeczywistosc w Wadowicach.

    Nie dziwmy sie potem, ze wszyscy uciekaja z tego miejsca. Brak komunikacji, brak pracy, brak rozwoju kulturalnego…

    Pozostanie pomnik, sentyment i Urzad Miasta. A Natura 2000 bedzie dalej rozwijac sie w swojej jakze bujnej bioroznorodnosci!

    1. Nie jestem przecież przeciwnikiem powstania BDI – nie chcę jednak, aby zlokalizowano ją w miejscu, w którym budowa takiej trasy oznacza poważne uszczuplenie walorów przyrodniczych i krajobrazowych miasta. Tak się też składa, że dość często dojeżdżam do Krakowa z Wadowic. Komunikacja z Krakowem jest poważnym problemem, ale BDI nie rozwiąże jej wcale. Albo nie w takim stopniu, jak wielu się wydaje. Priorytetem dla miasta powinno być wykorzystanie połączenia kolejowego – zmodernizowane torowisko wszak już istnieje…

  3. Jak się nie mylę, to umowę współpracy z GDDKiA podpisali wójtowie i burmistrzowie konkretnych gmin, po których terenie ma przebiegać droga. Czy może pan wskazać datę podpisania takiej umowy przez wójta gminy Tomice, na teren której chce pan wcisnąć drogę, byle tylko dalej od Wadowic? Bo pani Filipiak podpisała ją chyba 25 sierpnia 2008 roku o ile dobrze pamiętam.

    1. Umowy o współpracy nie mają żadnego znaczenia ani mocy prawnej w kontekście budowy drogi. Tomice nie podpisywały żadnej umowy, bo drogę od początku postanowiono projektować w nieracjonalnym wariancie, południem Wadowic.

      Nie chcę nigdzie “wciskać drogi”, ale budowa BDI w wariancie 1h jest najlepszym rozwiązaniem i GDDKiA bez trudu może drogę tak zaprojektować, nie oglądając się na plan zagospodarowania przestrzennego czy wójta Tomic. Na marginesie, Tomicom droga przyniosłaby same korzyści, Wadowicom same straty. Dziwię się, że tego nie dostrzegasz.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *